| |
Artur Grabowski W następnym numerze „Teatru” Artur Grabowski pisze o książce Jerzego Kosińskiego Teatra polskie. Historie:
Ta książka stała się wydarzeniem, bo pojawiając się w szczególnym kontekście, okazała się... reakcyjna wobec współczesności; nie dociekam czy świadomie czy mimowolnie. Co więcej, mimo śmiałych (ale, czy trafnych?) odwołań do modnych filozofów, historyk opowiada swoją historię w sposób nadzwyczaj osobisty i samodzielny. A czyż taka manifestacja indywidualizmu nie jest w naszych upartyjnionych czasach prowokacyjna?
Przyznam, że ta brawura najbardziej mi się w jego pracy podoba. Autor sprawia wrażenie kogoś, kto niecierpliwie próbuje wypowiedzieć wszystko – wszystko, co kiedykolwiek pomyślałem o teatrze w Polsce i o polskości w teatrze.
Esej Artura Grabowskiego Sceny z Polski otwiera blok tekstów poświęconych książce Jerzego Kosińskiego, na który złożą się recenzje Małgorzaty i Marka Piekutów oraz Marii Napiontkowej, a także rozmowa Michała Mizery z Autorem.
|
|
Dokąd idiesz czerwony kapturku? skomentujKatarzyna Kwiecień Fot. Barbara Braun
Na tegorocznych Krakowskich Reminiscencjach Teatralnych, odbywających się pod hasłem „relacje/NARRACJE/granice”, można było obejrzeć sześć przedstawień zagranicznych. Jednym z najciekawszych był spektakl niemieckiej grupy performansowej Andcompany & Co. (Berlin – Amsterdam)
pod tytułem „Little red (play): herstory”. Powstały w 2003 roku zespół (założony przez Alexandra Karschnię, Nicolę Nord – reżyserkę przedstawienia, i Saschę Sulimmę & Co.) ma na celu działanie w przestrzeni, gdzie spotykają się teatr oraz „polityka w teorii i praktyce”. Dopisek „herstory” w tytule jest bardzo istotny, ponieważ ujawnia perspektywę z której będziemy zwiedzać dwudziesty wiek – perspektywę
jednostki. Reżyserka zakłada więc, że najlepiej historię można odczytywać przez pryzmat indywidualnego doświadczenia. Nord próbuje również pokazać, co się stanie, jeśli zawiodą już wszystkie pomysły
polityczne i gdy żadna z koncepcji ideologicznych nie przetrwa. Co będzie, jeśli człowiek zostanie sam na takim śmietniku.
Zaprezentowana na krakowskim festiwalu opowieść o podróży Czerwonego Kapturka jest niezwykle udaną próbą stawienia czoła potężnym tematom minionego wieku. Taka podróż to okazja do zbadania „archiwum dwudziestowiecznych utopii”, jak mówią sami artyści. W przestrzeni wypełnionej napisami związanymi z wydarzeniami i zjawiskami ubiegłego wieku (tj. ZSRR, komunizm…) pojawia się aktor w masce Kaczora Donalda. Wywołuje on inne postacie z bajek: Myszkę Miki i Czerwonego Kapturka. Bohaterowie kreskówek wprowadzają też czerwoną kolorystykę: poza czerwonym kaskiem astronauty, czerwoną maską Myszki Miki, czerwonym zegarem, czerwoną chustą i wstążkami, na scenie dominują szarości i biel.
Bajkowe postaci staną się naszymi przewodnikami po Historii, pomogą nam ją przyswoić, oswoić przeszłość. Aby tak się stało, Czerwony Kapturek, który ma na sobie ogromny kask astronauty, zostaje wysłany w podróż w czasie za pomocą mocnych efektów świetlnych i elektronicznej muzyki. Czerwony Kapturek biega więc wokół sceny, by w końcu znaleźć się w RFN-ie. Wskazówki czerwonego zegara znajdującego się na głowie drugiego aktora cofają się, przenosimy się w inną przestrzeń, w przestrzeń dwudziestowiecznych systemów, ideologii i utopii. Spróbujemy zmierzyć się z przeszłością, odnaleźć się w wielkiej machinie historii.
W realiach RFN-u Czerwony Kapturek wciela się w postać dziewczynki wychowanej w komunistycznej rodzinie. To na jej przykładzie widzimy ideologię, która wkraczała w każdy możliwy obszar życia człowieka. Dziewczynka wskakując na stolik, odśpiewa pełne wzniosłości pieśni o odwiecznej walce proletariatu z wrogimi siłami kapitalizmu. Potem udzieli cennych wskazówek dotyczących wiązania czerwonej chusteczki. Opowie o swoich wakacjach na trasie RFN – NRD, o pampersach, które nosiła… w jedynie słusznym, czerwonym kolorze. Jej świat składa się z symboli przypominających o światopoglądzie, w którym jest wychowywana, zaś tożsamość budowana jest poprzez odniesienie się do ideologii komunistycznej. W ten sposób konstruowane będzie całe przedstawienie – pokazywanie spraw wielkich przez optykę czegoś błahego, codziennego, jednostkowego. Wielkie utopie dwudziestego wieku upadły, ale pozostały w mentalności osób, które ich doświadczyły, osób, których wrażliwość i sposób myślenia były przez nie ograniczone.
Oprócz Czerwonej Przewodniczki (Przodowniczki) pozostali aktorzy również wciągnięci są w machinę czasu. To oni wzmocnią dynamikę sceny. Ich szamotanina w czerwonych „ciężarach” na głowie odzwierciedla zarówno szybkość przemian zachodzących w dwudziestym wieku, jak i chaos, w którym znalazł się człowiek wciągnięty we wspomniane wydarzenia. Zmierzenie się z przeszłością jest łatwiejsze, jeżeli zrobimy to w konwencji nieco groteskowej, zabawowej – temu służy przywołanie postaci z bajek. Temu służą również działania aktorów, którzy zaczynają strzelać do siebie z pistoletów zabawek.
W międzyczasie odbywają się przesłuchania, w których padają jedynie odpowiedzi: tak/nie. Wszystkie rozmowy dotyczą stosunku do komunizmu. Ma miejsce na przykład przesłuchanie Walta Disneya (wcześniej Miki i Donald zostaną oskarżeni o światopogląd kapitalistyczny, który jest przyczyną nieszczęść na świecie), co nawiązuje do sprawy komisji McCarthy’ego, która w latach pięćdziesiątych zajmowała się tropieniem komunistów i agentów radzieckich w środowisku Hollywoodu. Uczestniczył w tych wydarzeniach (przywoływany również w przedstawieniu) Ronald Reagan, jako prezes Amerykańskiego Stowarzyszenia Aktorów. Niektórzy oceniają działalność komisji jako polowanie na czarownice, inni mówią o silnych wpływach sowieckich w środowisku filmowym. Ukazanie sytuacji przesłuchania nawiązywało do jednej z typowych dla ubiegłego wieku właściwości – w każdej chwili ten, kto jest przesłuchiwany, może stać się przesłuchującym, oskarżony – oskarżycielem, w zależności od tego, jak rozłożą się siły polityczne.
Po scenie strzelaniny rozpoczyna się, rozpisana na cztery głosy, debata, w której aktorzy będą rozmawiać o wielkości i słabości ważnych postaci z historii, nie tylko minionego wieku. Na scenie gaśnie światło, przed wypowiedzeniem swoich kwestii każdy zapala lampkę znajdującą się na stoliku, przy którym siedzi. Zlustrowani i poddani ocenie zostają Jezus, John Lennon, Walt Disney, Hitler i inni. Przedstawienie
Andcompany & Co. (Berlin – Amsterdam) nie odpowiada jednak na pytanie: i co dalej? – skoro upadają kolejne systemy, pomysły polityczne i społeczne na świat, czy oznacza to, że kończy się (znów)
historia?
Wydaje się, że dla reżyserki tylko jednostkowa (a więc fragmentaryczna) perspektywa jest możliwą optyką patrzenia na przeszłość. Aby jednak taka podróż w czasie była znośna, najlepiej uzbroić się w bajkowy sztafaż i w ten sposób oswoić to, co trudne w historii. By się z nią mierzyć, konieczny
jest przewodnik i odpowiedni kostium ochronny. W przeciwnym razie Czerwony Kapturek może nie znaleźć drogi powrotnej do domu.
Katarzyna Kwiecień – absolwentka polonistyki Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie; na Uniwersytecie Jagiellońskim pisze doktorat na temat teatru Cricot.
|
|