| |
Artur Grabowski W następnym numerze „Teatru” Artur Grabowski pisze o książce Dariusza Kosińskiego Teatra polskie. Historie:
Ta książka stała się wydarzeniem, bo pojawiając się w szczególnym kontekście, okazała się... reakcyjna wobec współczesności; nie dociekam czy świadomie czy mimowolnie. Co więcej, mimo śmiałych (ale, czy trafnych?) odwołań do modnych filozofów, historyk opowiada swoją historię w sposób nadzwyczaj osobisty i samodzielny. A czyż taka manifestacja indywidualizmu nie jest w naszych upartyjnionych czasach prowokacyjna?
Przyznam, że ta brawura najbardziej mi się w jego pracy podoba. Autor sprawia wrażenie kogoś, kto niecierpliwie próbuje wypowiedzieć wszystko – wszystko, co kiedykolwiek pomyślałem o teatrze w Polsce i o polskości w teatrze.
Esej Artura Grabowskiego Sceny z Polski otwiera blok tekstów poświęconych książce Dariusza Kosińskiego, na który złożą się recenzje Małgorzaty i Marka Piekutów oraz Marii Napiontkowej, a także rozmowa Michała Mizery z Autorem.
|
|
O kobiecie, której puściły nerwy skomentujJagoda Hernik Spalińska fot. Matthias Horn
Spektakl, o którym tu będzie mowa, był pokazany w ramach tzw. karnetu berlińskiego, czyli zorganizowanego przez Biuro Organizacji Widowni Teatru Lalek „Pleciuga” (w ramach Festiwalu Kontrapunkt w Szczecinie) wyjazdu na trzy przedstawienia do Berlina. Na karnet mogły jechać osoby z całej Polski, niekoniecznie uczestniczące w samym festiwalu. Karnet jako idea i jego organizacja (perfekcyjna i tania, sto złotych za trzy – tłumaczone! – przedstawienia oraz przejazd i drożdżówki) jest
jednym z najlepszych i najsprawniej przeprowadzonych pomysłów teatralnych ostatnich lat.
Jednym z trzech przedstawień, które polska publiczność miała okazję obejrzeć, była „Penthesilea” Heinricha von Kleista w reżyserii Luka Percevala w berlińskim Schaubühne.
Historia Pentezylei według Kleista jest taka, że podczas oblężenia Troi Amazonki włączają się w konflikt Trojan i Greków. Nie od razu wiadomo, po czyjej są stronie. W pewnym momencie jednak staje się jasne, że ich królowa, Pentezylea, poluje na Achillesa jak na zwierzę. Robi to dlatego, że gdy go zobaczyła pod Troją, zakochała się w nim i zrozumiała, że to właśnie on jest tym wspaniałym herosem, o którym śniła. Mogła go więc tylko zabić, ponieważ Amazonki nie nawiązywały stosunków uczuciowych z mężczyznami, a jedynie cielesne (w celu prokreacji), raz w roku, podczas tak zwanego Święta Róż. Gdy dochodzi do konfrontacji i Pentezylea dowiaduje się, że Achilles również ją kocha, pragnie go wziąć na owo święto do stolicy Amazonek. Achilles jednak namawia ją, by poszła z nim do obozu Greków. Zanim zdążą coś w tej kwestii ustalić, koledzy odbijają Achillesa z niewoli Amazonek, a do Pentezylei przychodzi wiadomość, że rycerz wyzywa ją na pojedynek. Pentezylea, upokorzona już przez towarzyszki, które w jej miłości dostrzegły słabość królowej i okazję do zyskania nad nią przewagi, wpada w szał. Do walki z Achillesem zabiera psy i słonie. Achilles zaś odwrotnie – rusza całkiem nieuzbrojony, traktując pojedynek jak okazję do „poddania się” ukochanej. Tymczasem Pentezylea – działając w amoku – rozrywa zaskoczonego Achillesa na strzępy. Potem popełnia samobójstwo.
Belgijski reżyser rozegrał dramat Kleista na pustej betonowej scenie o symbolicznym kształcie okręgu. Pośrodku postawił równie symboliczny stos drewna przypominający klepsydrę. Aktorzy, w prostych, jasnych, płóciennych spodniach albo tunikach, mają twarze i widoczne części ciała pobielone. Grają głównie ciałem, większość sytuacji i emocji oddając za pomocą biegu po okręgu. Również w linii okręgu zwisają z sufitu mikrofony. Postaci szepczą do nich niektóre kwestie, w scenie bitwy huśtają nimi tak, jakby rzucali oszczepami. Scena szału Pentezylei rozegrana jest natomiast nieruchomo. Aktorka stoi na przedzie sceny, tyłem do publiczności, a bohaterowie referują przerażający pojedynek (w zasadzie morderstwo). Jedną z postaci jest milcząca stara kobieta, która, wpatrując się intensywnie w widownię, krąży po scenie. Ona jedna nie trzyma się linii okręgu, nie bierze udziału w szaleńczych gonitwach. W pewnym momencie obnaża jedną pierś i pokazuje ją dłuższy czas widowni. Ten gest symbolizuje zarazem macierzyństwo i bezpierśność Amazonki (jak to jest w sztuce nazwane). Wymowę tego gestu wzmacnia powracająca opowieść Pentylezei o matce, która przygotowała ją do roli Amazonki i królowej. Z jednej strony matka ją wychowała (to ona tuż przed śmiercią skierowała ją w stronę Achillesa), ale z drugiej skrzywiła, z czego królowa Amazonek zdaje sobie w dziwny sposób sprawę.
Muzyka podczas przedstawienia generowana jest na żywo przez jej autora, który stoi z boku sceny i gra – chwilami ogłuszająco – na gitarze elektrycznej. Muzyka potęguje poczucie uczestniczenia w jakimś obdartym ze zwykłego człowieczeństwa świecie, gdzie nawet bębenki w uszach są inne. Jednym słowem – przedstawienie jest pełne znaków, metafor, monochromatycznej ascezy, antycznej wzniosłości i stateczności.
Perceval podszedł więc do tekstu Kleista jak do Ajschylosa, bo tylko pierwszy z tragików greckich wydobywał ludzi z realiów ich życia. W piątym wieku przed naszą erą, gdy rozwijał się dramat grecki, mitologia nie była już sakralna i autorzy dramatów mogli ją zniekształcać i przetwarzać. Trzymali się jednak – z czasem w coraz mniejszym stopniu, ale jednak – przeznaczenia jako głównej siły sprawczej wydarzeń. Eurypides jako autor „Bachantek” (najbardziej chyba inspirujących tu Kleista), gdzie królowa w amoku dionizyjskim rozrywa syna, był już pisarzem zwracającym się ku psychologii i realizmowi. Jego tragedie nadal jednak oparte są na micie, a o tragiczności bohaterów decyduje przeznaczenie (czyli ingerencja bogów), które czyni człowieka tak bardzo bezradnym wobec swojego losu. Kleist zachowuje antyczny kostium i daje pozór antycznej tragedii, jednak pisze tę „antyczną” tragedię bez boskiej klątwy oraz całkowicie zmienia mit. Jak wiadomo, w greckiej mitologii to Achilles zabił Pentezyleę (i już po jej śmierci się w niej zakochał) – a nie ona jego. Dzieła zgładzenia Achillesa dokonał Parys, brat Hektora.
Kleist wziął więc mityczne postaci i sytuacje, ale napisał zupełnie inną historię, dając jej bohaterom czysto ludzkie motywacje. Pentezylea to kobieta, która, próbując mieć wpływ na swoje życie, przeżywa konflikt tego, co jej wpojono w domu, z tym, co jest siłą natury. W efekcie ulega coraz silniejszym i coraz trudniejszym do opanowania namiętnościom, takim jak pycha, ambicja, miłość, zranione uczucia. Sta je się tragiczną postacią w całkowicie nowożytnym sensie, bez winy tragicznej, bo jej wybór od początku do końca należał do niej samej. Ponosi więc klęskę, ale na swoich warunkach. Jest to nieomal dramat feministyczny, gdzie podstawowe toposy kobiety – integralnej, a z drugiej strony szalonej „wariatki na strychu” – znalazły swój obraz.
Dlatego realizacja Percevala wzbudza wątpliwości. Belgijski reżyser zrobił przedstawienie na miarę bezkompromisowego, prawdziwie tragicznego Ajschylosa i jakby nie zauważył, że czegoś w historii napisanej przez Kleista brakuje. To tak jakby „Moralność pani Dulskiej” wystawić w pustej przestrzeni, z półnagimi aktorami posmarowanymi białą glinką… Bohaterowie Pentezylei są przecież typowymi bohaterami romantycznymi, którzy – po przewrocie Kantowskim – nie wiedzą, co jest rzeczywistością, a co snem, rządzą nimi wyobraźnia i namiętności. Sami się świetnie doprowadzają do szaleństwa bez niczyjej pomocy. Oderwane od absolutu romantyczne Przeznaczenie nie jest już tym przeznaczeniem, które doprowadzało do katastrofy antycznych bohaterów.
Pamiętamy „Kasię z Heilbronnu”, dramat napisany tuż po „Pentezylei”. Kleist powtarza w nim tę samą historię, tylko że w dokładnie odwrotnym wariancie. Kasia jest antytezą królowej Amazonek. Ona też we śnie poznaje swoje przeznaczenie (czyli grafa von Strahla), inaczej jednak niż Pentezylea całkowicie poddaje się wizji. Opuszcza dom rodzinny, by służyć człowiekowi, który tego wcale nie chce, potem podąża za nim wiernie jak pies, a w końcu naraża życie z powodu zachcianki kobiety, z którą graf ma się ożenić. Zasłużyła sobie tą postawą na ślub z von Strahlem, tak jak Pentezylea na śmierć.
„Penthesilea” to psychologiczny dramat o kobiecie, której puściły nerwy. Czy wystarczy antyczny kostium, by historię zuniwersalizować? Bez wiary w bogów i przeznaczenie? Pełna antycznych odniesień inscenizacja Percevala jest jakby odwróceniem powiedzenia „góra urodziła mysz” – tu mysz urodziła górę.
|
|