| |
Artur Grabowski W następnym numerze „Teatru” Artur Grabowski pisze o książce Jerzego Kosińskiego Teatra polskie. Historie:
Ta książka stała się wydarzeniem, bo pojawiając się w szczególnym kontekście, okazała się... reakcyjna wobec współczesności; nie dociekam czy świadomie czy mimowolnie. Co więcej, mimo śmiałych (ale, czy trafnych?) odwołań do modnych filozofów, historyk opowiada swoją historię w sposób nadzwyczaj osobisty i samodzielny. A czyż taka manifestacja indywidualizmu nie jest w naszych upartyjnionych czasach prowokacyjna?
Przyznam, że ta brawura najbardziej mi się w jego pracy podoba. Autor sprawia wrażenie kogoś, kto niecierpliwie próbuje wypowiedzieć wszystko – wszystko, co kiedykolwiek pomyślałem o teatrze w Polsce i o polskości w teatrze.
Esej Artura Grabowskiego Sceny z Polski otwiera blok tekstów poświęconych książce Jerzego Kosińskiego, na który złożą się recenzje Małgorzaty i Marka Piekutów oraz Marii Napiontkowej, a także rozmowa Michała Mizery z Autorem.
|
|
Nowy Świat pełen klawiszy skomentujWojciech Tomczyk Świeżutko wyremontowany Nowy Świat budzi wiele emocji i skojarzeń. Mam na myśli, zaznaczam, Nowy Świat warszawski, a nie na przykład wrocławski, przecudnej zresztą urody. Odrestaurowany Nowy Świat jednym wydaje się być zbyt wąski, innym zbyt szeroki. Jeszcze innym w ogóle nie mieści się w głowie, że taki jest ładniutki i wygodny.
Jeśli coś jest zbyt ładne i zbyt wygodne, to trzeba coś z tym zrobić. Konieczna jest interwencja władz miasta, albo innych władz w pełni umysłowych. No i mamy właśnie do czynienia z inicjatywą zmierzającą we właściwym kierunku. Powstał mianowicie pomysł, żeby na Nowy Świat wyrzucać dwa razy dziennie fortepian Chopina. Albowiem wielki Fryderyk ukończy już wkrótce okrągłe lat dwieście, trzeba to będzie jakoś obejść. (Oczko mu się odkleiło. Temu misiu…)
Taka to ma być promocja Warszawy przez Chopina i przez Norwida, bo to w końcu Norwid, a nie Chopin, napisał, że ideał sięgnął bruku. Mamy po prostu trzy, albo i cztery pieczenie upieczone na jednym ogniu, czyli postmodernizm całą gębą.
„Promocja”, słowo magiczne, jak wiadomo dziś znaczy tyle, co kiedyś znaczyła „nowa świecka tradycja”. Nie ma natomiast nic wspólnego z przechodzeniem z klasy do klasy. Promocja jest podstawową siłą napędową kultury i cywilizacji współczesnej. Ludzie, nawet wybitni artyści, już nie mówią o swoim dziele, oni je i siebie promują. Miasta, w tym także Warszawa, znajdują się w sytuacji znacznie trudniejszej. Nie potrafią mówić, więc muszą wymyślać akcje promocyjne. Wydarzenia.
W Krakowie wiadomo – dzielny Strażak co godzinę pada przeszyty tatarską strzałą, a to, co przedtem zagra, to się nazywa hejnał. W Poznaniu trykają się koziołki. Za granicą w Sienie odbywa się gonitwa konna dookoła rynku, w Sewilli puszczają raz do roku byki po starówce, w Paryżu coś się dzieje non stop. Teraz Warszawa dołączy do metropolii posiadających własny tradycyjny performans. Powiedzmy to głośno i wyraźnie: ten fortepian to jest miś na miarę naszych potrzeb oraz aspiracji. Rozwiąże on większość naszych problemów, uleczy też wszystkie nasze kompleksy. (Co jest prawie niemożliwe).
Po pierwsze – wyrzucanie przez okno fortepianu dwa razy dziennie może znacznie ograniczyć, jeśli w ogóle nie zlikwidować, bezrobocie. Każdy, kto raz w życiu przepychał fortepian z miejsca na miejsce, na przykład przed szkolną akademią ku czci, wie, że jest to instrument wyjątkowo nieporęczny i ciężki. Do ręcznego wyrzucania fortepianu przez okno potrzebnych jest, na oko, tylu ludzi, co do rozkołysania dzwonu Zygmunta na Wawelu. Po wtóre, potrzebujemy ludzi, którzy te dwa codzienne fortepiany wniosą na górę, na było nie było drugie piętro. Wreszcie odetchną pełną piersią także rodziny pracowników fabryk fortepianów – takiej koniunktury w życiu nie mieli. Dodatkowa armia ludzi znajdzie zatrudnienie w transporcie. Przecież według niepodważalnych wyliczeń kancelisty Tuwima w jednym wagonie mieści się zaledwie sześć fortepianów. Kolej musi więc przygotować co najmniej trzy pociągi fortepianów rocznie.
Projektowane w okolicach Żelazowej Woli wysypisko wyrzuconych fortepianów Chopina stanie się samo w sobie kolejną atrakcją, nie tylko dla japońskich turystów – także dla złomiarzy metali nieżelaznych i ich rodzin.
Policja i straż miejska będą musiały zatrudnić dodatkowych funkcjonariuszy, którzy będą blokowali ulice, a potem ofiarnie tworzyli kordon, bacząc, aby nikomu nic się nie stało. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby fortepian spadł komuś na głowę. Jakie pomysły kolejnych akcji promocyjnych mogłyby przyjść ludziom trafionym w mózg fortepianem naszego wielkiego rodaka? Po takim uderzeniu każdy przemienia się w Archimedesa promocji i jest już gotów do pracy w warszawskim ratuszu, nawet na wysokim stanowisku. A jeśli zostanie w głowę trafiony obcokrajowiec, na przykład Czech, albo Czechów trzech? Pomyślą oni troszeczkę i sobie przypomną starą czeską mądrość ludową. Mądrość ta brzmi: z okna można wyrzucać nie tylko fortepiany.
Żyjąca w cieniu naszej stolicy Praga czeska znana jest jako miejsce wyrzucania przez okna żywych ludzi. Co będzie, jeśli zawistni Czesi po zapoznaniu się z naszą nową tradycją zaczną odwoływać się do swojej? Obawiam się, że powtarzana nawet tylko raz dziennie defenestracja praska (oczywiście przy dźwiękach Jožina z Bažin) szybciutko zepchnie w cień lecący na bruk fortepian Chopina. Poza wszystkim, jest ona znanym faktem z historii Europy, czego o żadnym, najlepszym nawet wierszu Norwida powiedzieć nie możemy.
I tak znów okazuje się, że w Polsce nic, po prostu nic nie może się udać. Jesteśmy krajem skazanym na przeciętność i zaściankowość. Nawet najlepsze pomysły promocyjne upadają, zanim zostaną wcielone w życie. Socjalizm nam się nie udał, ostatniego człowieka wysłaliśmy na Księżyc wieki temu, Irlandie jak były dwie, tak dwie zostały, nawet zupełnie niekontrowersyjny i, co tu kryć, bardzo mądry pomysł wyrzucania z okna fortepianu (dwa razy dziennie) upadł, zanim wszedł pod obrady sejmu. Ideał sięgnął bruku.
Wojciech Tomczyk – dramaturg, autor scenariuszy filmowych (między innymi serialu „Oficer”), absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej PWST.
|
|