3/2021

„Jeńczyna”

 

Obrazek ilustrujący tekst „Jeńczyna”

fot. Magda Hueckel

Stworzenie przekrojowej narracji o seksualnych fantazjach i frustracjach Polaków na przełomie lat 2020/2021 wydaje się zadaniem karkołomnym. Mnogość przemian, makro- i mikroewolucji dokonujących się w łonie społeczeństwa wzmaga pokusę, by upchnąć wiele tematów w ramy jednej artystycznej wypowiedzi. W przypadku Jeńczyny Narodowego Starego Teatru idea właściwej miary ulega rozmyciu; liczba poruszanych problemów i ich spłaszczenie skutkują serią klisz, naświetlanych po wielokroć stereotypów, którym brakuje spodziewanego subwersywnego nakłucia.

Inscenizacyjna wyciskarka wypluwa zatem pulpę scen, których przebiegu łatwo można się domyślić. Strzępka i Demirski igrają z ikonografią serialu Opowieść podręcznej (wspominam nie o powieści, a o serialu z racji rozpoznawalnych kostiumów przeniesionych do spektaklu). Artyści wprowadzają na scenę postać polityka wykorzystującego swoje z pozoru przykładne małżeństwo jako wizerunkową kartę przetargową. Inni dygnitarze oddają się uciechom w saunach dla „konserwatywnych” swingersów lub flirtują z przedstawicielami swojej płci. Pojawia się seksuolożka przeobrażająca się znienacka w zindoktrynowaną katechetkę. Twórcy poświęcają nawet jedną scenę Harveyowi Weinsteinowi (jasne, casus Weinsteina jest zapalnikiem ruchu #metoo, ale nasuwa się też pytanie, czy zbadanie rodzimego środowiska artystycznego wydało się Strzępce i Demirskiemu zbyt kłopotliwe). Sceny składające się na Jeńczynę tworzą jako taki obraz Polaków, a przede wszystkim hipokryzji, fałszywej pruderii i tajonych kompleksów. Pojawiają się jednak wątpliwości, czy replikowanie utartych schematów ma w tym przypadku jakikolwiek potencjał krytyczny. W spektaklu brakuje również przewrotnego, uszczypliwego humoru. Wiele żartów bazuje na dość tandetnych lapsusach i grach językowych odnoszących się do seksu.

Finał przedstawienia rozgrywa się w miejscu, w którym można zaadoptować „pluszowe słowa” – produkt mający wyeliminować powszechne użycie frazesów odnoszących się do życia seksualnego, począwszy od infantylnych, aż do tych nadmiernie wulgarnych i wpisujących automatycznie w relację opartą na przemocy. „Pluszowe słowa” miałyby być remedium na uwiąd międzyludzkich relacji, zaostrzający się szczególnie w dobie pandemii. Twórcy zadają pytanie, czy możemy się nauczyć mówić o seksie – i szerzej, o swoich pragnieniach, obawach, emocjach – otwarcie, empatycznie i bez wstydu. Każdy z bohaterów Jeńczyny ma problem z utrzymaniem zdrowych relacji z najbliższymi. Nie bez przyczyny ramą przedstawienia jest kosmos, będący symbolem komunikacyjnej próżni.

Problem w tym, że w podobnej komunikacyjnej próżni zawieszeni są twórcy. Strzępka i Demirski dotykają zjawisk wciąż funkcjonujących jako tabu lub przynajmniej ignorowanych w debacie publicznej – przykładem seksualność seniorów czy osób chorych, mężczyźni w sidłach wzorców reprodukowanych przez patriarchat – niemniej mozaikowy charakter spektaklu i jego zbyt szeroka rozpiętość tematyczna uniemożliwiają głębsze wniknięcie w konkretne problemy. Jest więc Jeńczyna kalejdoskopem anegdot, scen mniej lub bardziej udanych, dobrze zagranych, jednak w dłuższej perspektywie niezapadających w pamięć.

I jeszcze jedno – krytyka spektaklu nie wynika z upartego przywiązania do rozpoznawalnego stylu Strzępki i Demirskiego, do ich radykalnego i prowokacyjnego gestu. Doceniam fakt, że twórczość duetu ewoluuje. Paradoksalnie jedne z najlepszych scen to te kameralne, rozgrywane w tonie bardziej serio, stanowiące kontrapunkt do przegadanej reszty. Przykładowo – scena rozmowy młodego mężczyzny ze swoim terapeutą (głosem wewnętrznym?), w trakcie której zwierza się ze swojej pierwszej wizyty w burdelu. Czy scena zamykająca spektakl, w której zdradzony przez żonę astronauta szykuje się na „wieczną delegację w kosmos”. Poszukuje „pluszowych słów”, by móc napisać ostatni list do małżonki. Równie samotna opiekunka „słów” od razu nawiązuje z przybyszem nić porozumienia. Zanim mężczyzna uda się w mroźne kosmiczne przestrzenie, spędzą razem ostatni wieczór. Słowa okazują się zbyteczne.

 

Narodowy Stary Teatr w Krakowie

Jeńczyna Pawła Demirskiego

reżyseria Monika Strzępka

premiera 31 grudnia 2020

krytyczka teatralna, od 2019 w redakcji „Teatru”.