6/2021
Obrazek ilustrujący tekst Fokus na… Natana Berkowicza

fot. Natan Berkowicz

Fokus na… Natana Berkowicza

Reżyser świateł, artysta wideo, kreator „mrocznych, kwasowych, przetworzonych” rzeczywistości. Natan Berkowicz opowiada Agacie Tomasiewicz, dlaczego „został w teatrze na dłużej” i jakim projektom obecnie poświęca swój czas.

 

CO BYŁO…

 

Parę słów o inspiracjach i ludziach na Twojej drodze

Pochodzę z Krakowa, jeszcze w gimnazjum zacząłem często chodzić na spektakle do krakowskiego Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej. Można powiedzieć, że ukształtowałem się przez niego, był też dla mnie może jakimś takim schronem przed światem i odskocznią od smutków.

W 2015 roku poznałem Krzyśka Garbaczewskiego, który miał zaczynać próby do Hamleta w Starym. Pozwolił mi przychodzić i podglądać, jak teatr wygląda od wewnątrz. Byłem dzieciakiem, który chodzi na wagary do teatru, jara się tym, że jest na próbie z aktorami, i w sumie to by było na tyle, chociaż muszę przyznać, że najprawdopodobniej gdyby nie to doświadczenie, możliwe, że nie miałbym nic wspólnego z teatrem.

Dwa lata później przychodziłem na próby Kosmosu. W ich trakcie kręciłem filmiki z prób, przerabiałem je, nakładałem różne efekty i wrzucałem na insta, a do tego miałem grać rolę wróbla, jednak finalnie przypadła ona Gosi Gorol i skończyło się na dublurze… Tam poznałem się z Wiktorem Bagińskim, który był wtedy asystentem Krzyśka. Rok później razem zadebiutowaliśmy Negronautkami w Instytucie Teatralnym w Warszawie. W międzyczasie napisał do mnie Bartek Nalazek, że potrzebuje kogoś do pomocy przy Procesie Krystiana Lupy i potem już jakoś to samo poszło, zostałem w teatrze na dłużej.

 

Dlaczego teatr?

Właśnie sam się zastanawiam. Chyba rzeczywiście jest dla mnie pewnego rodzaju miejscem bezpiecznym, dobrze się w nim czuję, kojarzy mi się z domem i dojrzewaniem.

 

Punkt zwrotny w Twojej twórczości

Staram się nie patrzeć na to w ten sposób, może już był, może dopiero będzie. Może to był czas, kiedy przestałem kręcić materiały telefonem. Żyję w przekonaniu, że to dobra zabawa i mam nadzieję, że będzie trwała jak najdłużej.

 

Stworzyłeś światło i wideo do Serca inspirowanego Jądrem ciemności − quasi-autobiograficznej, tożsamościowej opowieści reżysera Wiktora Bagińskiego. Jak szukałeś tej „ciemności”, czym ona jest dla Ciebie w spektaklu?

Dużo z Wiktorem rzeczywiście o tej „ciemności” się rozmawiało, trochę byliśmy rozdarci, w jakim kierunku iść. Dla mnie prawie zawsze punktem zero jest pewien rodzaj błędu w systemie, coś bardzo mrocznego, zamglonego. Po małych naradach stwierdziliśmy, że w Sercu ta ciemność w kontekście wizualnym to z jednej strony eter, a w nim ludzie jako przetworzone czarno-białe paski − celem tego zabiegu było uzyskanie złudzenia braku koloru skóry − a z drugiej strony czarna dżungla w podziemiach, spowita gęstym dymem, przetworzona i zniszczona, tworząca cyfrowe powidoki.

 

Współpracowałeś z Krystianem Lupą przy Procesie i Capri. Jak wyglądała ta praca?

Każdemu życzę spotkania się z Krystianem w pracy. W sumie nie wiem, jak to opisać. Były to dwie nieprawdopodobnie intensywne podróże. Krystian bardzo dobrze wie, czego chce. Mówi, jakie co ma być, albo pyta, czy to jest możliwe. Zarówno w Procesie, jak i w Capri wizualizacji jest bardzo dużo. Ostatni tydzień przed premierą, kiedy wszystko już musi być puszczane i sprawdzane, jest katorgą. Pamiętam, że prawie nie spałem. W Capri moim i Adama Suzina głównym wyzwaniem było sprawienie, by w każdym z filmów czuć było pewnego rodzaju napięcie i niepokój, a jednocześnie by to było bardzo estetyczne.

Pamiętam, jak byliśmy na kawie z Bogusiem Misalą, zaraz przed spotkaniem z Krystianem, totalnie zestresowani tym, czy spodoba mu się klip, który zrobiliśmy do Capri, pewni, że na kilka dni przed premierą będziemy musieli robić wszystko od nowa. Pokazaliśmy to Krystianowi, a on popłakał się ze wzruszenia. Myślę, że to są bardzo budujące momenty.

 

Współpracowałeś z Janem Klatą przy Lazarusie. Jak wyglądała ta praca?

Klata zadzwonił do mnie w trakcie lockdownu, powiedział, że projekt, który mieliśmy robić, został przesunięty o rok, jednak złożył mi wtedy propozycję zrobienia wizualizacji do Lazarusa. Spotkaliśmy się kilkukrotnie i przerobiliśmy cały scenariusz, rozmawialiśmy o skojarzeniach i inspiracjach. Stwierdziliśmy, że najlepiej będzie iść w klimaty, kolokwialnie mówiąc, kwasowo-vaporwave’owe. Dużo wykręconych kolorów, brudów. Nakładałem na prawie każdy plik po kilkanaście warstw wideo. Bardzo to było przyjemne, w sumie to był też mój pierwszy projekt, przy którym siedziałem prawie miesiąc i codziennie testowałem wizualizacje do poszczególnych scen.

 

…JEST…

 

Twoje obecne projekty

Faust w reż. Radka Stępnia w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku; Powarkiwania Drogi Mlecznej w reż. Wojtka Klemma w Teatrze Słowackiego w Krakowie; Piknik pod Wiszącą Skałą w reż. Leny Frankiewicz w Teatrze Narodowym w Warszawie; Balkon w reż. Jana Klaty w Teatrze Wybrzeże w Sopocie.

 

Największa obawa

W tym momencie chyba nie ma, miejmy nadzieję, że tak zostanie.

 

Największa przeszkoda

To zależy, ale w dużej części teatrów trzeba iść na ogromne kompromisy, jeśli chodzi o zasoby techniczne dotyczące multimediów. Fajnie byłoby mieć trochę lepsze możliwości, które najczęściej trzeba mocno dostosowywać do poszczególnych warunków, często bardzo słabych. Chociaż widzę, że teatry powoli zbroją się w coraz lepszy sprzęt, więc myślę, że będzie tylko lepiej.

 

Największa motywacja

Kiedy ma się poczucie, że teatr to jedna wielka rodzina, w której każdy się szanuje, pomaga i słucha nawzajem. Gdzie buduje się wspólnota, w której brak miejsca na upokarzanie, manipulowanie i krzyki.

 

Trzy słowa, które opisują Twoją twórczość

Mroczna, kwasowa, przetworzona.

 

Często współpracujesz z reżyserem Radkiem Stępniem oraz dramaturgiem i poetą Konradem Hetelem, m.in. przy poznańskiej Matce czy łódzkim Kto zabił Kaspara Hausera. Co daje Ci praca w ramach kolektywu?

Z Radkiem i Konradem znamy się od prób Procesu, od tamtej pory staramy trzymać się razem. Nie jest łatwo, gdy mieszkamy w innych miastach i jesteśmy równie zajęci. Najczęściej widzimy się już na próbach. Darzymy się niezwykłym zaufaniem i pracując razem, czuję się, jakbym był na nieustających wakacjach. Dobrze jest mieć taką grupę, z którą czujesz, że możesz góry przenosić, która cię akceptuje i nie możesz się doczekać, aby znów się spotkać i coś zrobić.

 

…BĘDZIE

 

Projekt, który chciałbyś zrealizować

Zrobić wizuale koncertowe dla jakiegoś rapera.

 

Największe marzenie

Żeby robić opery i spektakle w innych krajach, obydwa się w tym roku najpewniej spełnią.

 

Co będzie dalej?

Zobaczymy! Ale myślę, że będzie wszystko dobrze!

 

Gdyby nie teatr, to…?

Strasznie chciałbym być pilotem.

 

Jak widzisz kierunek rozwoju reżyserii streamingów spektakli?

Nie widzę. Nie lubię tego. Chociaż sam zrobiłem w czasie pandemii jeden streaming, wolę, by ludzie przychodzili do teatru. Jest to smutne, jakieś takie nienaturalne, kiedy w czasie premiery nie ma publiczności, tylko ekipa streamingowa.

 

krytyczka teatralna, od 2019 w redakcji „Teatru”.