9/2022

Stworzyć nowy kanon

Fokus na... Wojtka Rodaka

Obrazek ilustrujący tekst Stworzyć nowy kanon

fot. Maurycy Stankiewicz

 

Dzięki nagrodzie Debiut TR 2021 zrealizował Toma na wsi według tekstu Michela Marca Boucharda, obecnie intensywnie pracuje nad nowymi projektami. Z reżyserem Wojtkiem Rodakiem o jego inspiracjach, planach i queerowych historiach rozmawia Agata Tomasiewicz.

 

CO BYŁO…

Parę słów o inspiracjach i ludziach na Twojej drodze

Inspiracje czerpię głównie z życia, z codziennych sytuacji, spotkań, zdarzeń, które mi się przytrafiają, ale też takich, na które świadomie się wystawiam. Wyznaję zasadę, że trzeba doświadczyć rzeczy, żeby móc o nich w uczciwy i interesujący sposób opowiadać. Nie ufam literaturze czy sztuce w tych kwestiach. Dużo bardziej inspirowały mnie gwiazdy i diwy kolorowego ekranu oraz MTV. Dopiero w gimnazjum, dzięki swojej nauczycielce od polskiego, zacząłem czytać książki i dostrzegać w nich potencjał poszerzania perspektywy. Potem przyszła miłość do kina i szkoła filmowa, która dość mocno zakorzeniła we mnie filmowe myślenie. Widać to w wielu moich pracach. Teraz najwięcej inspiracji przynosi mi sztuka współczesna. Mam wrażenie, że najlepiej nadąża za zmieniającym się światem.

 

Dlaczego teatr?

Chyba po prostu odkryłem, że w ten sposób mogę najpełniej się wyrazić. Długo w ogóle nie interesowałem się teatrem. Szkoła też jakoś specjalnie nie inspirowała. Brak edukacji teatralnej w Polsce – zwłaszcza w mniejszych ośrodkach – to temat na osobną rozmowę. Choć z drugiej strony pamiętam, że w dzieciństwie rodzice zabierali mnie do Teatru Groteska w Krakowie. Zafascynowany, urządzałem potem z braćmi w domu własne przedstawienia dla rodziców i sąsiadów. Ja, moi bracia i kuzyn musieliśmy odgrywać wszystkie role, również te kobiece. Kiedy to wspominam, myślę, że były to naprawdę szalone przedsięwzięcia w babcinych kreacjach – prawdziwy drag race, w pełni queerowe występy, zanim to stało się modne, zanim w ogóle te pojęcia były mi znane.

 

Twoje przeszłe projekty

Trudno mi wybrać teraz jakiś konkretny, bo każdy z nich był dla mnie niesamowicie ważny. Czegoś mnie nauczył, czymś zaskoczył, w jakimś stopniu był niedoskonały. A ja lubię te niedoskonałości, poczucie, że przede mną wciąż perspektywa rozwoju. Swoje prace studenckie traktuję nie mniej poważnie niż te profesjonalne. Szkolne egzaminy – Marzyciele, Historia przemocy czy PTAKI. Instrukcja – to były wyjątkowe procesy; takie, które potem chce się powtarzać w teatrze zawodowym. PTAKI. Instrukcja miały w sobie też ogromny ładunek terapeutyczny – to było nasze wspólne wychodzenie z traumy pandemii. Mam także ogromny sentyment do Żeglarza, czyli swojego reżyserskiego debiutu w Wałbrzychu.

 

W trakcie pandemii zrealizowałeś Wnętrze Maeterlincka w trybie online. Dzięki podziałowi ekranu na obrazy z czterech kamer wykreowałeś atmosferę izolacji, ale i podglądactwa…

Pandemia to był wyjątkowo trudny czas, który przypadł dokładnie w połowie moich studiów reżyserii. Nagle dociera do ciebie, że narzędzia, których dotychczas uczono cię w szkole, przestają działać. Cały teatr traci sens. I nie masz pojęcia, czy jeszcze kiedyś będzie inaczej. Oczywiście to było też niesamowicie pouczające doświadczenie – przymusowa zmiana optyki i zwrot w stronę nowych technologii, które wcześniej w szkole były zupełnie niedoceniane. Efektem było właśnie Wnętrze. Nagle nieco zapomniany tekst Maeterlincka w kontekście okienek Zooma zyskał aktualność i nowe życie. Uwypukliły się izolacja i separacja bohaterów, które utrudniają wspólne przeżywanie tragedii. Ale też ogromne poczucie niepewności i zagrożenia. Tak jakby Maeterlinck pisał o tu i teraz, o pandemii w roku 2020.

 

…JEST…

Twoje obecne projekty

Razem z Michałem Buszewiczem pracujemy obecnie nad projektem partycypacyjnym z osobami niewidomymi w Teatrze Nowym w Łodzi – Praktyką widzenia inspirowaną Teorią widzenia Władysława Strzemińskiego. Zastanawiamy się nad tym, co tak naprawdę znaczy umiejętność patrzenia i widzenia, zarówno w życiu codziennym, jak i w sztuce czy teatrze. O ile więcej można zobaczyć, kiedy nie ma się w pełni sprawnego narządu wzroku, jak tworzyć mniej wykluczający teatr i w jaki sposób nawzajem uczyć się od siebie troski. Potem pod koniec roku czeka mnie kolejny projekt partycypacyjny, tym razem z queerową młodzieżą w Poznaniu. Ogromnie się cieszę na te dwa przedsięwzięcia, bo wykraczają one poza standardowe ramy pracy w teatrze i są dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem oraz sporą nauką. Przede wszystkim pokory.

 

Trzy słowa, które opisują Twoją twórczość

Nienormatywność, szczerość, wysokowrażliwość.

 

Zostałeś laureatem Debiutu TR 2021, a następnie zrealizowałeś w tym teatrze Toma na wsi. Dlaczego akurat ten tekst?

Ten tekst chodził za mną, odkąd prawie dziesięć lat temu zobaczyłem oparty na nim film Dolana. Już wtedy zrozumiałem, że ta historia jest mi bardzo bliska, choć jednocześnie uniwersalna. To właśnie coś, co w teatrze interesuje mnie najbardziej – styk osobistego i uniwersalnego. Poza tym to bardzo precyzyjny, dobrze skrojony tekst z wyrazistymi postaciami. Świetny materiał do szkolenia się w sztuce reżyserii. Nigdy wcześniej nie pracowałem na współczesnym tekście zagranicznego autora, więc stwierdziłem, że to dobry moment. Uważam również, że jest to już w pewnym sensie gejowski czy queerowy kanon, który swoje realizacje miał niemal w każdym kraju, także w Ukrainie. Myślę, że najwyższy czas, aby w Polsce takie kanony się tworzyły i znajdowały swoje miejsce.

 

Współpracowałeś nad czytaniem Całej siły, jaką czerpię na życie na podstawie pamiętników polskich osób LGBTQ+. Selekcja materiału pewnie była niełatwa…

Antologia ma blisko tysiąc stron. Przebrnięcie przez te wszystkie historie rzeczywiście nie było łatwe. Muszę przyznać, że miało to dla mnie wręcz terapeutyczną moc. Dlatego też bardzo trudno było dokonać nam selekcji, właściwie każda z tych historii zasługiwała na to, aby wybrzmieć. Ostatecznie przyjęliśmy z Szymonem Adamczakiem strategię, żeby pokazać pełne spektrum społeczności LGBTQ+ z jej blaskami i cieniami, zestawić te historie tak, aby ze sobą dialogowały. Dać też większą widzialność pozostałym literkom queerowego alfabetu, a nie tylko historiom gejów (G) i lesbijek (L).

 

…BĘDZIE

Projekt, który chciałbyś wcielić w życie

Projekt zmian w funkcjonowaniu instytucji teatralnych w Polsce. Skupienie się na rozwoju pomysłów i procesie. Mniejsza nadprodukcja, wyższe wynagrodzenia dla młodych twórców, budowanie szeroko zakrojonych działań pozateatralnych i edukacyjnych. Interdyscyplinarność. Troska i bezpieczeństwo.

 

Największe marzenie

Powstanie bezpiecznej i przyjaznej przestrzeni na queerowe działania, w której mogłyby się realizować także szeroko zakrojone poszukiwania i research. Miejsce mniej nastawione na efektywność, a bardziej na procesualność, pozbawione heteronormatywizujących struktur.

 

Gdyby nie teatr, to…?

Na szczęście nigdy nie wiązałem całego życia z teatrem. To pozwala zachowywać zdrowy dystans. Sądzę, że znalazłoby się kilka alternatyw. Bardzo lubię pracę w gastronomii i myślę, że w razie czego zawsze będę mógł do tego wrócić. Czasem tęsknię też za filmem i wierzę, że coś filmowego jeszcze nie raz uda mi się zdziałać. Ale tak naprawdę zawsze chciałem być tancerzem. Nie wiem, czy poza imprezami będzie mi to jeszcze kiedyś dane.

 

Czy dalej zamierzasz badać queerstorie w teatrze? Czy chciałbyś coś zmienić w sposobie opowiadania o osobach LGBTQ+ w sztuce?

Wydaje mi się, że tak. To tematy mi najbliższe. Rzeczywistość, którą najbardziej rozumiem i doświadczenia, które najlepiej znam. Ale oczywiście nie chciałbym się zamykać jedynie na tego rodzaju opowieści. Żeby lepiej rozumieć świat, trzeba wychodzić czasem ze swoich baniek.

Co do sposobu opowiadania o osobach LGBTQ+, myślę, że przed nami długa droga. Na pewno chciałbym walczyć ze zinfantylizowanym wizerunkiem osoby niehetenormatywnej jako wyłącznie ofiary. Mam wrażenie, że w Tomie na wsi udało nam się wykroczyć nieco poza ten stereotyp. Myślę również, że sporym problemem jest tu fakt, że queerowe historie w Polsce są przejmowane przez uprzywilejowanych, heteronormatywnych artystów. Patrząc chociażby na ostatnie lata, można zauważyć, że sporo najgłośniejszych projektów nurtu LGBTQ+ powstało z rąk heteromężczyzn i reżyserek z gromadką dzieci. Oczywiście wspaniale, że queerowe historie zajmują coraz więcej miejsca w przestrzeni publicznej, ale kiedy uświadamiam sobie, że historię polskiego queerowego teatru piszą osoby heteronormatywne, to czuję poważny zgrzyt i jakiś rodzaj niezgody. Same opowieści dziś już nie wystarczają. Potrzebujemy prawdziwie queerowych reprezentacji.

krytyczka teatralna, od 2019 w redakcji „Teatru”.