2/2023
Obrazek ilustrujący tekst Stąd trzeba uciekać

Stąd trzeba uciekać

 

Najbardziej podstawowym sensem wydawania antologii dramatów, poza utrwaleniem ich w czytelniczej czy środowiskowej świadomości, jest zwykle zachęta dla teatrów i artystów do scenicznych realizacji. Wybaczcie Państwo ten truizm, ale w przypadku wydanego pod koniec zeszłego roku przez ADiT tomu To mogło być śmieszne ale nie było Maliny Prześlugi trudno o tym nie wspomnieć. Bo choć autorka od lat święci triumfy na polskich i zagranicznych scenach jako jedno z najciekawszych piór tworzących dla dzieci i młodzieży, to już jej utwory dla publiczności dorosłej – jak słusznie zauważa Jacek Sieradzki we wstępie do książki – nie mają tyle szczęścia. Ich wystawień jest stosunkowo niewiele, często też bywają przez realizatorów kładzione nieuważnym czytaniem misternie zakomponowanych struktur dramatycznych i nietuzinkowych pisarskich konceptów. Ponowna lektura tekstów zawartych w tym tomie przypomina zaś, że zasługują one na zdecydowanie lepsze i bogatsze życie sceniczne. ADiT-owskie wydanie sprzyja uważnej lekturze i interpretacji, co jest zasługą trafnej selekcji i logicznego układu sztuk Prześlugi. Czytanie ich jednym tchem pozwala zatopić się w autorskim uniwersum, podpatrzeć, jak pracują w jej twórczości rozmaite wątki, jak w nowych wariantach powracają tematy i jak zmieniają się w niej sposoby prowadzenia narracji. Pozwala też ujrzeć niektóre z nich na nowo.

W antologii zebrano osiem tekstów napisanych w latach 2010–2020. Taka rama czasowa dla pisarki czułej na dynamikę przemian życia społecznego, jak sądzę, nie jest przypadkowa. Na zawarte w tomie utwory można bowiem patrzeć jak na społeczną panoramę minionej dekady: zaglądamy do domostw ludzi, których przeorały kryzysy ekonomiczne wieńczące jeszcze poprzednie dziesięciolecie (Pustostan, Nie ma, Debil), ale i krytycznie przyglądamy się coraz chyba mniej zadowolonej z siebie klasie średniej (Stephanie Moles dziś rano zabiła swojego męża, a potem odpiłowała mu prawą dłoń, Nie ma, Kobieta i życie), odnajdujemy ślady posmoleńskich wzmożeń społecznych i katastroficznych niepokojów (Garnitur prezydenta), kryzysów uchodźczych i lęku przed wojną (Wszystko jest dobrze, jesteśmy szczęśliwi), sejmowych protestów osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów (Debil). Zbiór kończy zaś przejmujący portret współczesnej kobiety, którą autorka w finale wyprowadza na protest przeciwko zaostrzeniu prawa do aborcji z 2020 (w dramacie Kobieta i życie).

Dotkliwość tekstów Prześlugi nie bierze się jednak z ostrej krytyki społeczno-politycznej (choć i na nią autorka wiele razy się zdobywa), ale z konsekwentnie prowadzonego, introspekcyjnego stylu narracji dramatycznej. Niemal każda z historii zawarta w tomie opowiadana jest metodą wewnętrznego monologu (lub zderzających się ze sobą wielu monologów), prześwietlając subiektywne przeżywanie świata przez daną postać. Niezależnie od indywidualnych cech konkretnych narratorów-bohaterów, wszystkich zdaje się też łączyć szczególna kondycja egzystencjalna: niemal każdy z nich usiłuje wydostać się z miejsca bądź wyzwolić z sytuacji, w jakiej się obecnie znajduje. „Stąd trzeba uciekać”, „Ja nie chcę tu być”, „Śni nam się, że uciekamy” – takie deklaracje jak refren wracają w tych tekstach Prześlugi. Ucieka się w świat swoich lęków, niespełnień i urojeń, lub przeciwnie – w świat fantazji, w których wreszcie można wypowiedzieć prawdę o swoim życiu albo zrealizować od zawsze tłamszone pragnienie władzy czy wolności. Ucieka się w ramiona nieznajomego, który daje nadzieję na nowe życie. Ucieka się z prowincji do miasta, i z miasta na prowincję. Ucieka się z kraju, w którym bombardowane są domy i świeże trupy leżą na ulicach. Ucieka się wreszcie w śmierć, także samobójczą. Prześluga pokazuje świat, którego mieszkańcy odczuwają głęboką niewygodę, w którym nie są u siebie, w których rośnie ból, frustracja, lęk. To ludzie oderwani od teraźniejszości, żyjący poczuciem, że prawdziwe, dobre życie dopiero ma nadejść, lub że bezpowrotnie się skończyło, a w każdym razie – jest gdzie indziej.

Wystarczy spojrzeć na miejsca akcji poszczególnych tekstów: wystawiany na sprzedaż dom przed przeniesieniem jego starzejącej się i tracącej kontakt z rzeczywistością właścicielki do domu opieki w Pustostanie, wiata przystankowa i cmentarz w miejscowości Żabki Małe w Nie ma, uchodźcza kolumna przedostająca się do obcego państwa we Wszystko jest dobrze…, przedział pociągu pędzącego donikąd z nieskończonym opóźnieniem w Czułości. Wreszcie – przykro powiedzieć – do rangi takiego miejsca urasta w tekstach Prześlugi i sama Polska, którą w finale Garnituru prezydenta spotyka oczyszczająca katastrofa. I choć autorka daje nieraz swoim bohaterom szansę na odnowę, dojmująco smutny jest świat opisany w jej dramatach. Minorową tonację podkreśla zaś obecność trupa (pojawiającego się w wyniku morderstwa, samobójstwa, poronienia, zaginięcia, czy wręcz wszechogarniającego kataklizmu) w dosłownie każdym z tekstów. Tak, z takiego świata chce się uciekać.

Motywacje dla poszczególnych ucieczek są wszakże rozmaite, bo i niezwykle bogatą próbę typów i osobowości odnajdujemy w tych sztukach. Dobrym tego przykładem jest tekst Czułość, w którym sportretowana została czwórka pasażerów zamkniętych w przedziale pociągu jadącego między fikcyjnymi miastami. Zawieszeni w tej osobliwej próżni bohaterowie zestawieni zostali na zasadzie kontrastu, różnią ich nie tylko powierzchowność i społeczny rodowód, ale i topografia ich wewnętrznych światów. Przez większość czasu jesteśmy świadkami nie tyle dialogu, co wygłaszanych do wewnątrz, odbijających się od siebie myśli. Księżniczka Disneya nękana przez zaburzenia odżywiania pogrąża się w chmurze kompleksów. Szczupły Mężczyzna obsesyjnie boi się dotyku obcych i mierzy się z nerwicami natręctw. Obleśny Typ modli się, by Bóg uwolnił go od agresji, która go przerasta. Starsza Kobieta postanawia zaś wypisać się z życia i przez całą drogę planuje samobójczą śmierć przez powieszenie. Tytuł Czułość może wydawać się ironiczny: bo też trudno powiedzieć, by pasażerowie, zamknięci w kolejowym przedziale i we własnych ciemnych myślach, byli czuli na siebie nawzajem. Warto jednak sięgnąć tu po fotograficzne znaczenie tego terminu i zestawić je ze światłem pojawiającym się i znikającym zza okien jadącego pociągu, a także wyłączającej i włączającej się lampy w przedziale (ten zabieg to wspaniała potencjalność dla teatralnych realizacji!). Autorka zdaje się sprawdzać, na ile jesteśmy w stanie oświetlić drugiego człowieka (lub też „wywołać” go jak kliszę), by zobaczyć go naprawdę, takim jaki jest.

Bohaterowie właściwie wszystkich tekstów Prześlugi stoją przed tym niebagatelnym wyzwaniem – zobaczyć siebie i innych wobec siebie. Uwolnić światło, które pozwoliłoby przebić się przez to, co w egzystencji człowieka jest naddatkiem ulepionym z cudzych oczekiwań, społecznej presji, sytuacji na świecie, kulturowych i medialnych narracji. Dostrzec, gdzie zaczyna i kończy się prawdziwe „ja”. Nie daje na to pytanie prostych odpowiedzi, gdyż w dramacie interesuje ją przede wszystkim ruch: splątany i wielokierunkowy. Często więc podważa status ontologiczny swoich postaci, bawi się pojęciami istnienia i nieistnienia, nieoczekiwanie zmienia perspektywy opowiadania. Na równych prawach pozwala też (podobnie zresztą jak w swoich sztukach dla dzieci) przemawiać tak ludziom, jak i drzewom, kamieniom, psom, ptakom i pomnikom. Swego rodzaju „osobowością” potrafi nieoczekiwanie obdarzyć nawet bezosobowy komunikat w pociągu.

Nieco inaczej w kontekście pozostałych utworów Prześlugi patrzy się z kolei na bohatera sztuki Debil, nagrodzonej w 2020 roku Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną, która wywołała wszakże dyskusję o portretowaniu osób z niepełnosprawnością intelektualną. Kuba, którego marzeniem jest samodzielne ugotowanie zupy, tak jak jego „obleśna” rodzina pod pręgierzem pogardliwych spojrzeń społeczeństwa, staje się w tej całościowej lekturze jednym z wielu nieszczęśliwców zamieszkujących „kraj na dowolnym miejscu mapy, który graniczy z lewej strony z krajami lepszymi i bogatszymi, z prawej strony biedniejszymi i głupszymi, a u góry jest woda”. Choć autorka dostrzega szczególny status Kuby i właściwe tylko tej mniejszości problemy, wpisuje go tak naprawdę w bogatą panoramę ludzkich osobowości, co można odczytywać właśnie jako swego rodzaju gest włączający. W finałowej fantazji bohatera, w której staje się najpierw prezydentem, a później groteskowym dyktatorem mszczącym się na społeczeństwie, pozwala mu zaś na niekontrolowaną eksplozję gniewu. Krytyka tekstu formułowana przez aktorów i pedagogów związanych z Teatrem 21 zasadzała się na wskazaniu nieemancypacyjnego charakteru sztuki, w której autorka nie zdołała zrekonstruować w sposób pozytywny osobowości bohatera, a źródeł zła dopatrywała się właśnie w próbie jego upodmiotowienia. Nie podważając niczyich racji – autorka ma prawo do kreowania bohaterów, posługując się swoją wyobraźnią, tak samo jak aktorzy Teatru 21 mogą czuć się urażeni takim portretem, zaś pracujące z nimi pedagożki mogą twierdzić, że sztuka jest z perspektywy ich doświadczeń zbyt zachowawcza – trzeba powiedzieć, że oba te spojrzenia na teatr i jego rolę doprawdy mogą pomieścić się w naszym życiu teatralnym. Co zresztą pokazała sensowna dyskusja po czytaniu sztuki zorganizowana przez warszawski Teatr Dramatyczny (jej zapis można obejrzeć w serwisie YouTube).

Powodem, dla którego utwory te są tak atrakcyjnym materiałem dla teatru, jest ich otwarty charakter. Prześluga często nie domyka sensów danych scen i całych tekstów, zostawia wiele miejsca dla interpretacji i indywidualnego stylu reżyserskiego czy aktorskiego. Jednocześnie jest szalenie precyzyjna w wyznaczaniu reguł (każdorazowo innych!) rządzących światem danej opowieści. Teksty te są również majstersztykami rytmu, struktury i montażu scen, opierają się na wyrafinowanych nieraz pomysłach fabularnych – i w tym sensie także stanowią prawdziwy prezent dla artystów teatru. Jacek Sieradzki pisze o „sztukach do przeczytania”, mając na myśli dogłębną reżyserską lekturę, która prowadziłaby do twórczych rekonstrukcji dramatycznych konceptów autorki na scenie. Do przeczytania, ale i ożywienia w teatrze tego przejmującego, niejednoznacznego i nasyconego zapisu ludzkich doświadczeń.

autor / Malina Prześluga

tytuł / To mogło być śmieszne ale nie było. Osiem dramatów

wydawca / Agencja Dramatu i Teatru ADiT

miejsce i rok / Warszawa 2022

krytyk teatralny, w redakcji „Teatru” od 2012 roku.