12/2023
Obrazek ilustrujący tekst Mironologia. Badania autorskie

Mironologia. Badania autorskie

 

Miron Białoszewski to szczególny reprezentant poetyk idiomatycznych, w tym także wyjątkowo oryginalnej, autorskiej wizji literatury, którą należy chronić – niestety – również przed tym, co postrzegamy jako dla literatury zbawienne, pomocne, propedeutyczne – mało tego: literatury, którą należy chronić przed nami samymi, naszą historią literatury, wreszcie naszymi energiami porządkującymi, zdolnościami do syntezy, nieuleczalnymi skłonnościami umocnienia, uogólnienia, uniwersalizacji, nawet transcendentalizacji przedmiotu badań, za wszelką cenę i pod każdym warunkiem. Także o tym przypomina istotny – istotny, bowiem nieoczywisty – tom studiów pisany z wnętrza, właściwie, współczesnej mironologii: Dom poety. Eseje o twórczości Mirona Białoszewskiego pod redakcją Jacka Kopcińskiego, opublikowany nakładem Narodowego Centrum Kultury w (od lat już wyznaczającej trendy interpretacyjne) serii „Jubileusze”. Kto wie, czy nie najbardziej umiejętnie i bezpośrednio Białoszewskiego – jako odrzucanego przeważnie, w tej postaci, poetę całości – nie wziął w obronę Adam Poprawa. Bez zbędnych katyliniad, za to z uprzejmym, wyraźnym sygnałem ostrzeżenia dla poszukiwaczy i tropicieli arcydzielności – gotowych ignorować „twórczość mniejszą” pisarzy – czytamy u Poprawy, że:

 

Chyba jednak Białoszewski zasługuje na odmienne – osobne – traktowanie i nie idzie tu bynajmniej o ewentualne dowartościowywanie. […] Jeśli można użyć porównania z branży jubilerskiej, autor Obrotów rzeczy był raczej zbieraczem szlachetnych i, zgoda, półszlachetnych kamieni niż szlifierzem diamentów. Pisał dużo i rozrzutnie, to jest właśnie niemal czterdziestoletni wspaniały ciąg. Byłże on poetą, niźli tylko bywał[1].

 

Ale Poprawa przyznaje dalej, że – owszem – znajdzie się u autora Tajnego dziennika również coś dla „arcydzielników”, czy dla amatorów arcydzielności w każdej postaci. Bo:

 

Olśniewających arcydzieł w jego [Białoszewskiego – K.S.] twórczości nie brakuje, jednak jest to bardziej pisarz całości. Jeśli ktoś ma na koncie prozę programową zatytułowaną Spiszę wszystko, to jego czytelnik – Poprawa konstatuje dobitnie – powinien chcieć przeczytać wszystko[2].

 

Dom poety. Eseje o twórczości Mirona Białoszewskiego to jeden z niewielu tomów mironologicznych kładących nacisk na sprawę wyrafinowanej i nieoczywistej duchowości Białoszewskiego, usiłujących „rozegrać” tę problematykę z odpowiednim metodologiczno-teoretycznym pietyzmem i w stałym zapośredniczeniu w mało znanych faktach biografii, a zatem – bez pustego rezonowania przecenianymi zazwyczaj, emblematycznymi nie zawsze zasłużenie, figurami przełomów biograficznych. Tak naprawdę to książka w książce – bo z tyloma studiami o metafizyce poetyki Białoszewskiego mamy tu do czynienia: piszą o tym, albo w zbliżeniu do tej problematyki, Adrian Gleń, Artur Grabowski, Tadeusz Kornaś (ten ostatni proponuje w moim przekonaniu najciekawsze z dostępnych rozpoznań – o stosunku autora Wypraw krzyżowych do religijności dewocyjnej), nawet Jacek Kopciński w ważnym studium o czytaniu Białoszewskiego narzędziami Derridiańskiej widmontologii sugeruje, że ujęcie „widmowego Białoszewskiego” – którego status ontologiczny okazuje się podobnie niejasny, co słynny status ontologiczny Gustawa z IV części Dziadów[3] – otwiera nas na uwyraźnione i przekonujące związki tekstów Białoszewskiego z mistyką chrześcijańską i mistyką zen[4].

Spośród wymienionych powyżej to Kopciński właśnie, a więc redaktor całego tomu, uwrażliwiony jest na (wywrotowy? rewolucyjny?) metodologiczny – w pewnym sensie też pozaliteracki, bo metodologiczno-teoretyczno-filozoficzny – potencjał czytania pism poety oraz jego samego. Być może chciałby, by Dom poety był właśnie pod tym względem dla współczesnego czytelnika, również dla mironologa, lekturą wstrząsającą, laską dynamitu podłożoną pod zwietrzałe fundamenty, nieaktualnych bądź powierzchownych, przekonań o Białoszewskim. „W przygotowanym przez nas tomie współczesne koncepcje Giorgio Agambena, Gilles’a Deleuze’a czy Hala Fostera spotykają się […] z klasyczną już myślą Edmunda Husserla czy Martina Heideggera”[5], zapowiada, obiecuje Kopciński. To ważny i rzeczywiście deklaratywny sygnał. Równie ważne wydaje się odkrywanie zapomnianych, a symptomatycznych tekstów Białoszewskiego: pod tym względem tom Dom poety stawia na zapomniany dziś już niemal całkowicie dramat z 1956 roku: Kalejdoskop. Komedia końca świata – przypomina o nim Kopciński, przypomina o nim Poprawa, więc może odkryją go również teatry i przywrócą uwadze widza na równi z innymi – tak nieobecnymi, jak i niedostępnymi scenie i publiczności współczesnej – „widowiskami” Teatru Osobnego.

Biorąc wprowadzające słowa Kopcińskiego za dobrą monetę, uznać moglibyśmy z powodzeniem, że heideggerowski w wydźwięku jest chociażby esej, od którego niniejsze omówienie rozpocząłem – autorstwa Adama Poprawy, przedstawia bowiem dzieło literackie autora Mylnych wzruszeń jako rzeczywistość dynamiczną, więc jeśli nie heideggerowską w sensie czystym, to przynajmniej – w duchu Lebenswelt i filozofii życia – bergsonowsko-heideggerowską: ekspresją życia, rzeczywistością wyrazu życia w tym właśnie rozumieniu będzie ciągłość dzieła, jego diegetyczna spójność w przechodzeniu od tekstu do tekstu, od tytułu do tytułu, swoista równowaga nierównowagi, można by powiedzieć. Jest tu jednak jeszcze, jak zapewnia nas o tym Kopciński, Edmund Husserl. Za jego aplikację na gruncie literatury Białoszewskiego odpowiada w tomie Artur Grabowski, który śmiało sugeruje, że Białoszewskiego „sobąpisanie” właśnie może być odpowiednikiem Husserlowskiej redukcji transcendentalnej – gdy zaś już do tego zbliżenia dojdzie, nic nie stoi na przeszkodzie, by poetyckie modus operandi, modus vivendi Białoszewskiego – uważa Grabowski – uznać za esencję filozofowania w ogóle: pojawiają się Kartezjusz, Levinas, Merleau-Ponty, a więc najważniejsi architekci nowożytnego oraz nowoczesnego dyskursu filozofowania, dodajmy – dyskursu metafizycznego lub postmetafizycznego. Może to dobrze, że nieco osłabi ten sąd Tomasz Mizerkiewicz, przypominając, że zwłaszcza w obszarze dramaturgii Białoszewski jawnie porzuca zobowiązujący niekiedy patos metafizycznych rozwiązań na rzecz czegoś, nieokreślonego „czegoś”, co moglibyśmy może określić mianem patafizyki – patafizycznej ucieczki z metafizyki w próżnię wszelkiego, niedającego się opisać, ani wykorzystać, ani skapitalizować – „(bycia) poza”[6].

Od słynnego nazwania, „mianowania” go przez Artura Sandauera „satanistą języka”[7] mija już sześćdziesiąt lat, ale Białoszewski jako bohater negatywnego, ambiwalentnego i zoilowskiego komentarza na swój temat powinien zostać skonfrontowany z Białoszewskim autokomentatorem twórczości własnej, choćby po to, by uświadomić sobie z całą mocą, że pomimo ewidentnych predyspozycji autor Obrotów rzeczy nie wykorzystywał tworzonego przez siebie autokomentarza do celów performatywnych, pozaliterackich, osobowościowych, takich jak kreacja artystycznej autolegendy[8]. To, jak orzeka Andrzej Niewiadomski, zbliżało Białoszewskiego do Różewicza, których obu łączyć miała wspólnota szczególnie wysokich, idealistycznych wręcz, celów, a mianowicie – „demontowanie dogmatyzmu teoretycznego awangardy i podkreślanie »prostoty« i »naturalności« wysłowienia”[9]. Przypomnijmy tutaj może zatem, że u podstaw tej dekonstrukcji, dekonstrukcji hermetyzmu polskich awangard, patronów mieliśmy dwóch – wspomnianych przed chwilą – nie jednego, autora Kartoteki i Kartoteki rozrzuconej. Tymczasem Miron Białoszewski jako aktywny demonter awangard literackich, poniekąd wyprowadzający ze ślepej uliczki zapętlonych językowych obrazów świata polską poezję lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych – figura tego rodzaju, o której tu mówimy, zanikła całkowicie, prawdopodobnie na skutek ataku na Białoszewskiego przyprowadzonego przez… Czesława Miłosza. Szczegółowo pisze o tym, jak również o długofalowych tego ataku konsekwencjach, Piotr Sommer. Niestety, czyni to w dość trudno dostępnym dla Polaków „Chicago Review” z 2000 roku, dlatego warto by przywołać jego opinię w formie nieco bardziej rozbudowanego w języku polskim cytatu. Oto ona:

 

[Białoszewski] umarł, jak pamiętam, w 1983 roku. Został jednak całkowicie przysłonięty najbardziej prominentnymi językami poetyckimi w Polsce, szczególnie językiem Czesława Miłosza, który był w tych latach „importowany” w setkach setek stron wierszy i esejów naraz, co zresztą powodowało, że nikt nie kwestionował jakości jego idiomu. Tak czy inaczej, Miłosz – ogromnie w tamtym czasie ceniony, a także przytłaczająco obecny – nazwał raz Białoszewskiego polską wersją pisarza haiku, co było określeniem i niewłaściwym, i po trosze umniejszającym. Myślę wszelako, że tłumaczenia Franka O’Hary na język polski wniosą pewien wkład w to, aby przywrócić dawne spojrzenie Polaków na Białoszewskiego. O’Hara przemierzył bowiem wszystkie drogi, w których język uprywatniony mógł „pracować” i gdy został przełożony na polski, drogi te swoiście udomowił. Nie był jednak tak radykalny, nie szedł aż tak daleko[10].

 

Wyostrzmy nieco pogląd Sommera, mamy chyba do tego prawo. Gdyby nie Miłosz, Białoszewski obecny byłby w polskiej literaturze szerzej, głębiej i – świadomiej. Gdyby nie Miłosz – to znaczy: nie tylko przecież „import” jego tekstów poetyckich, lecz również jego krzywdząca opinia powiązana z Białoszewskim – Białoszewski rywalizowałby z… O’Harą o patronat dla nowych roczników poetyckich szukających wzorców języka uprywatnionego… Gdyby nie Miłosz wreszcie, poetycka prywatność mogłaby zostać związana z filozoficznym radykalizmem bez konieczności sięgania do wpływów zagranicznych. Jak wyglądałaby literatura, gdyby Białoszewski w 1986 roku i latach następnych znaczył więcej oraz był obecny – świadomiej? Co mógł zaoferować on, a czego nie mógł zaoferować O’Hara? To kwestie nie bez znaczenia również dla kształtu współczesnej mironologii. „Święte ciągi”, a więc te ciągi, którym warto się przyglądać z uwagą oraz z ostrożnością, na wszystkich dostępnych etapach rozumowania, to także „ciągi” odbioru Białoszewskiego i jego tekstów literackich, odbioru, który… nie zaistniał, chociaż – z powodzeniem – mógł. Oczywiście, nie sygnalizuję w ten sposób jakiegokolwiek braku w znakomitym, satysfakcjonującym poznawczo tomie o Białoszewskim opracowanym przez Jacka Kopcińskiego dla serii „Jubileusze”. Trudno pisać oraz trudno mówić o widmie. Mimo wszystko widmo domaga się niejakiej obecności, czasem w sposób szczególny, a nawet – dojmujący. Książka o nieoczywistej recepcji twórczości Białoszewskiego wciąż czeka więc na swojego autora i chociaż nie pojawił się jeszcze dziś, w czterdzieści lat od śmierci poety, niewykluczone, że w półwiecze od odejścia Mirona Białoszewskiego będziemy zdolni do formułowania syntez, o których w 2023 roku mogliśmy wyłącznie pomarzyć…

 

[1] A. Poprawa, Święte ciągi, [w:] Dom poety. Eseje o twórczości Mirona Białoszewskiego, red. J. Kopciński, Warszawa 2022, s. 315–316.

[2] Tamże, s. 316.

[3] Zofia Stefanowska mówi m.in. o „ontologicznie zachwianym” protagoniście Mickiewiczowskich Dziadów. Z. Stefanowska, Próba zdrowego rozumu, [w:] tejże, Próba zdrowego rozumu. Studia o Mickiewiczu, Warszawa 1976, s. 34 i nast.

[4] Kopciński odnotowuje owe zbieżności za Anną Sobolewską. J. Kopciński, Widma Białoszewskiego, czyli maszyna do patrzenia i słuchania, [w:] Dom poety. Eseje…, dz. cyt., s. 214.

[5] J. Kopciński, Dwa kwadraty, [w:] Dom poety. Eseje…, dz. cyt., s. 12.

[6] „Twórczość, w szczególności »sobąpisanie«, to zatem szczególny sposób zastosowania epoché, dystansowanie się względem siebie poprzez projektowanie się w dziele i stamtąd – odczytywanie swoich doznań […]”. A. Grabowski, Czy trzeba pisać wiersze, żeby filozofować? O fenomenologicznych praktykach w poezji Mirona Białoszewskiego, [w:] Dom poety. Eseje…, dz. cyt., s. 97. Zob. również: T. Mizerkiewicz, Parodia i paraontologia. Komiczne aspekty twórczości Mirona Białoszewskiego, [w:] Dom poety. Eseje…, dz. cyt., s. 225–228 (podrozdział: Od metafizyki do patafizyki).

[7] A. Sandauer, Poezja rupieci, [w:] tegoż, Samobójstwo Mitrydatesa. Eseje, Warszawa 1968, s. 123.

[8] Pojęcie na gruncie mickiewiczologii funkcjonalizował i upowszechniał Eligiusz Szymanis. Zob. E. Szymanis, Adam Mickiewicz – kreacja autolegendy, Warszawa 1992.

[9] A. Niewiadomski, O tym Białoszewskim jak go czytam. Autokomentarze poety, [w:] Dom poety. Eseje…, dz. cyt., s. 280.

[10] An Interview with Piotr Sommer, [z P. Sommerem rozmawia W. Martin], „Chicago Review” tom 46, nr 3-4/2000, s. 193–194. Tłumaczenie moje – K.S.

tytuł / Dom poety. Eseje o twórczości Mirona Białoszewskiego

redakcja / Jacek Kopciński

wydawca / Narodowe Centrum Kultury

miejsce i rok / Warszawa 2022

– literaturoznawca, poeta, filozof, adiunkt w Instytucie Literatury Polskiej UW. Autor m.in. książki Inwalida intencji. Studia o Norwidzie (2017). W ramach badań naukowych zajmuje się historią literatury romantyzmu oraz historią literatury wojny i okupacji.