2/2024

Ostatni taniec Sopockiego Teatru Tańca

Rozpiętość tematyczna i formalna spektakli Sopockiego Teatru Tańca pokrywała się z bieżącymi zainteresowaniami artystów. W ich centrum zawsze znajdowały się taniec i ruch, oparte na gruntownie przemyślanej inspiracji i silnej podbudowie intelektualnej.

Obrazek ilustrujący tekst Ostatni taniec Sopockiego Teatru Tańca

rys. Kinga Czaplarska

 

Trójmiejska scena tańca w dość krótkim czasie straciła dwa zespoły, które wychowały kolejne pokolenia tancerzy, decydowały o sile pomorskiego tańca i były wiodącymi teatrami niezależnymi w skali całego kraju. Teatr Dada von Bzdülöw znikał ze sceny tańca powoli, ba, do dziś oficjalnie nie zakończył działalności, a w 2023 roku przypadała trzydziesta rocznica jego powstania. Zabrakło jednak świętowania, bo teatr ten – stworzony przez Leszka Bzdyla i Katarzynę Chmielewską – od kilku lat de facto funkcjonuje siłą inercji, bez swojego lidera i założyciela Bzdyla, który życiowo i zawodowo związany jest z innymi ośrodkami, a trudno nadawać zespołowi ton na odległość. Dzięki zaangażowaniu Katarzyny Chmielewskiej Dada sporadycznie gra jeszcze wyprodukowane wcześniej spektakle. Sopocki Teatr Tańca obrał inną drogę – przez cały 2023 rok żegnał swoje produkcje, a w maju hucznie świętował ostatnie, dwudzieste piąte urodziny, by wreszcie w grudniu publicznie celebrować zakończenie działalności.

Joanna Czajkowska i Jacek Krawczyk w ten sposób nie tylko pożegnali swoje artystyczne dziecko, ale też domknęli wyjątkowy rozdział historii trójmiejskiej sceny teatru tańca.

Wszystko rodziło się w czasach milenijnego przełomu – oboje stali na rozdrożu swoich karier. Jacek Krawczyk próbował odnaleźć się w rzeczywistości bez Teatru Ekspresji i jego charyzmatycznego szefa Wojciecha Misiury, Joanna Czajkowska chciała zacząć tańczyć na własny rachunek, tym bardziej że współpraca z Teatrem Patrz Mi Na Usta znanego performera Krzysztofa „Leona” Dziemaszkiewicza w naturalny sposób się skończyła, bo artysta przeniósł się do Berlina. Czajkowska, podobnie jak Krawczyk, mieszkała w Sopocie i nie zamierzała rezygnować z życia nad polskim morzem. Tym bardziej że lokalna scena tańca przechodziła wielkie ożywienie – na fali wznoszącej był już wspomniany Teatr Dada von Bzdülöw, a wokół prowadzonego wtedy przez Macieja Nowaka Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku zaczęli gromadzić się artyści różnych dziedzin. Platformą spotkań był organizowany przez NCK Bałtycki Uniwersytet Tańca i takie projekty jak Dance Explosions, niezwykle ważne z punktu widzenia Joanny Czajkowskiej przedsięwzięcie, tam miała okazję rozwijać swoje pasje taneczne i choreograficzne.

Czajkowska z Krawczykiem spotkali się we właściwym miejscu i w odpowiednim czasie, co zaowocowało premierowym duetem Niunia poważnie myśli o życiu (1998), ale też początkiem wspólnej, trwającej ćwierć wieku artystycznej podróży. Po przejściu Nowaka do Teatru Wybrzeże klimat dla teatru tańca w Gdańsku w dalszym ciągu był bardzo dobry, a to za sprawą Klubu Żak i jego szefowej Magdaleny Renk, która przychylnym okiem patrzyła na inicjatywy niezależne. Wkrótce w Żaku powstała Gdańska Korporacja Tańca, jej kontynuatorem jest dzisiaj Gdański Festiwal Tańca. Było więc gdzie prezentować swoje spektakle, gdzie wymieniać doświadczenia i poznawać znakomitych artystów, którzy wkrótce rozjechali się po świecie. Wypadało jeszcze dookreślić artystyczne spotkanie odpowiednią nazwą. Teatrzyk Okazjonalny kilka lat później zmieniony został na Teatr Okazjonalny i wreszcie na Sopocki Teatr Tańca. Od 2004 roku zespół miał stałą rezydencję w Teatrze Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie tuż przy plaży, niedaleko molo. Nim jednak zadomowił się na stałe w Sopocie, powstały ważne dla zespołu przedstawienia: wyprodukowana wspólnie z Teatrem Dada von Bzdülöw Nietota (2000), Kometa donikąd (2000), z którą teatr zaczął podróżować po Polsce, romantyczna Art Cafe (2001), dzięki której tancerze zawędrowali do kilku państw Europy (Litwa, Portugalia, Niemcy), działający na różne zmysły spektakl Aromaty (2002), a także artystyczne kolaboracje z Teatrem Tańca i Muzyki Kino Variatino Anny Haracz (Im wyżej, tym lepiej i Lata nie będzie, oba spektakle z 2002 roku). Później do zespołu dołączyła Iwona Gilarska, która wzięła udział w spektaklach: W czerni i bieli (duet z Jackiem Krawczykiem, 2003), Signum Temporis (z Czajkowską, Krawczykiem i Anną Jędrzejczak, 2004), Viva la vida (z Czajkowską i Krawczykiem, 2004) oraz Kwadrat. Wersja 6 (z Czajkowską, Krawczykiem i Marią Miotk, 2005). Te trzy ostatnie dobrze pokazują rozpiętość tematów podejmowanych przez zespół i razem z przejmującym solo Jacka Krawczyka Helikopter Tanz Streichquartett (2005) domykały pierwszy etap konstytuowania się teatru, zwieńczony długim tournée po kilkunastu krajach Europy, z wizytą w Ameryce Południowej i w Azji.

Signum Temporis sięga po uniwersalny temat konfliktu ujęty w kontekst upływającego czasu, co podkreśla dominujący nad sceną, potężny, odpowiednio podświetlony wentylator – eskalacja przemocy, złości czy frustracji odbywa się tutaj w skali mikro, wyrasta z małych nieporozumień, nieścisłości, zmiany tempa, ale prowadzi do poważnych konsekwencji. Z kolei w inspirowanym malarstwem Fridy Kahlo Viva la vida przywołano jej obrazy w dość osobliwy sposób: tancerze z projekcji dzieł malarki tworzą hybrydy, wchodząc z nimi w interakcję, ożywiają je swoimi ciałami, skupiając się na wątku wypadku Kahlo z jej dzieciństwa. Tym razem kluczowy jest element kostiumu – podkreślający cierpienie gorset noszony przez wszystkich tańczących. Celem nie jest streszczenie biografii artystki, ale jej podnosząca na duchu postawa i tytułowe przesłanie. Helikopter Tanz Streichquartett to konfrontacja tancerza z własnym ciałem i jego ograniczeniami, zamknięta w muzyce niemieckiego awangardzisty Karlheinza Stockhausena oraz w projekcie maszyny latającej, helikoptera Leonarda da Vinci. Oprócz precyzyjnej struktury ruchu, ujmuje bardzo zmysłowo podkreślona rzeźba ciała tancerza. Natomiast Kwadrat. Wersja 6 to nic innego jak taneczna interpretacja jednoaktówki Samuela Becketta Kwadrat, rozgrywana w małej przestrzeni wyznaczonej przez podświetlony czworokąt. Cały ruch, pełen punktów stycznych i refrenicznych powtórzeń, prowadzony jest indywidualnie, podkreślając odrębność i samotność działających tancerzy.

Rozpiętość tematyczna i formalna spektakli Sopockiego Teatru Tańca pokrywała się z bieżącymi zainteresowaniami artystów. W ich centrum zawsze znajdowały się taniec i ruch, oparte na gruntownie przemyślanej inspiracji i silnej podbudowie intelektualnej – dlatego też w oderwaniu od kontekstu spektakle przybierały charakter atrakcyjnych wizualnie i imponujących fizycznie, ale raczej błahych kompozycji. Widz nigdy nie był prowadzony za rękę, otrzymywał za to symbole i znaki pozwalające rozpoznać przesłanie spektaklu. W jednym z najsłynniejszych i najdłużej granych – duecie Alchemik halucynacji (2006) inspirowanym twórczością Zbigniewa Herberta – kolejne obrazy odpowiadają następującym po sobie wierszom, jednak nie pada ani jedno słowo. Poezję zastępuje ruch, Pan Cogito staje się figurą metafizycznego poszukiwacza sensu, lustrem dla refleksji i obaw związanych z działalnością człowieka. W zatańczonym w poszerzonym składzie (z Moniką Grzelak i Przemysławem Wereszczyńskim) D-KOD-R (2007) na pierwszy plan ponownie wysunięto wyłaniane z półmroku, fragmentarycznie, ludzkie ciało, które najlepiej funkcjonuje we wspólnocie plemiennej, fizycznej i cielesnej, co stanowi tutaj polemikę z kodowaniem lingwistycznym Basila Bernsteina.

Jacek Krawczyk w jednym z ważniejszych dla STT spektakli tego okresu sięgnął do świata Tadeusza Kantora, kreując swój solowy Bio-obiekt. Intro (2007), wpisując całe spektrum skojarzeń ze sztuką artysty w swój charakterystyczny, precyzyjny, niemal matematycznie dokładny ruch, wywiedziony ze sztuk walki. Joanna Czajkowska, począwszy od wspomnianej Niuni…, przez m.in. solo Tak (2007), po najdojrzalsze w tym nurcie Powiększenie – Zoom Out (2009), zmagała się z kwestią dojrzewania kobiety, konfrontacji z własnymi słabościami, pokonywania przeciwności losu, by w tym ostatnim spektaklu ukazać mozolną drogę samorozwoju w bardzo intymnym, przeskalowanym obrazie, z możliwością przybliżenia i oddalenia od figury kobiety, artystki, tancerki. Spektakl ten (podobnie jak inspirowane postacią Fryderyka Chopina Transkrypcje. Hommage pour Chopin z 2010) był etapem przejściowym pomiędzy dotychczasowymi ascetycznymi, niemal pozbawionymi scenografii produkcjami (w których najważniejszym kostiumem było ciało tancerza – akcent wyraźnie kładziono na sam taniec) a coraz silniej obecną teatralizacją.

Gdy zespół zmienił nazwę na Sopocki Teatr Tańca, premiery nabrały większego rozmachu. Tancerzy i komponowaną na ich zamówienie muzykę (przeważnie graną na żywo) wspomogły intrygujące, oryginalne wizualizacje, a na scenie coraz częściej gościły typowo teatralne rekwizyty. Kwintesencją tych zmian był wyjątkowy jak na możliwości Sopockiego Teatru Tańca spektakl Dali (2011), inspirowany twórczością Salvadora Dalego. Nie tyle ożywiono jego surrealistyczne dzieła, co za pomocą ruchu przywołano ducha twórczości malarza i jego przemyślenia z Dziennika geniusza. Krawczyk jako Dali zyskał swoje alter ego w postaci kreowanej przez Przemysława Wereszczyńskiego, a ukochana Dalego występuje w czterech postaciach – trójki tancerek (Czajkowska, Katarzyna Antosiak i Izabela Sokołowska) i performerki Alicji Domańskiej. Nawiązania do sztuki Dalego znajdują odbicie w ruchu, obrazie (gdy kolory z malarskiej palety lub motywy z obrazów malarza „zalewają” scenę w formie wizualizacji) i dźwięku (nawiązania do „miękkich obrazów” z Trwałości pamięci). Z inspiracji twórczością Bolesława Leśmiana zrodziła się Natura przygotowana w wersji plenerowej (2011) i scenicznej (2012) na odpowiednio siedmioro i pięcioro tancerzy – podkreślono w niej pierwotność, dzikość i sensualność Leśmianowskich ballad i poematów.

Nurt ten doczekał się kontynuacji w kameralnym, tańczonym w duecie przez Krawczyka i Izabelę Sokołowską Wariacie i Zakonnicy według Witkacego (2012), sprowadzonym do wiwisekcji postaw i zachowań tytułowych bohaterów. Na baletowy ruch Sokołowskiej Krawczyk odpowiadał ostrym, kanciastym ruchem skrępowanego kaftanem bezpieczeństwa bohatera. To pozbawiony słów, ale najbardziej skupiony wokół fabuły spektakl STT – intrygujący dialog stylów, charakterów i postaci. Traktat o estetyce. Technika defektów i skaz (2013) był z kolei hołdem, ale i polemiką z tradycją tańca współczesnego, w tym wypadku przedstawieniami Merce’a Cunninghama i jego zespołu – znalazły się tu zarówno cytaty, jak i wariacje na temat dzieł choreografa.

Sopocki Teatr Tańca, choć grał w różnorodnych składach, był już wtedy artystycznie gotowy na każde wyzwanie. Takim okazał się kolejny duet założycieli w spektaklu Wszystko co widać. OHIO (2015), inspirowany Impromptu „Ohio” Samuela Becketta, w którym tancerze z humorem opowiadają swoją własną historię, niezwykle pomysłowo tańcząc z rekwizytami (kwiatem doniczkowym, ławką, butami). Szczególnie ambitnym przedsięwzięciem, stworzonym inaczej niż wszystkie pozostałe spektakle STT, był Lechistan Pany Arka (2017) – przedstawienie poświęcone tradycji ludowej, poczuciu patriotyzmu (podkreślonego orłem w koronie, ale też utożsamionego z brutalną subkulturą kibicowską) i narodowej tożsamości, podanych hasłowo, emblematycznie, bez cienia metafory. Pięcioro tancerzy i performerów (z duetem STT wystąpili: Joanna Nadrowska, Kamila Maik i Kalina Porazińska) za pomocą głównie literackich tropów usiłuje wpisać poczucie wspólnoty narodowej w konflikty o charakterze plemiennym i pogodzić taniec współczesny z kulturą masową. Powrót do teatru operującego symbolami nastąpił rok później w świetnej Melencolii (2018), czyli „ożywionej” rycinie Albrechta Dürera Melancholia I na sześcioro tancerzy (z duetem STT tańczyli: Aleksandra Foltman, Magdalena Laudańska, Kamila Maik i Artur Gołdys). W spektaklu każdy fragment dzieła stał się elementem tańca, scenografii lub osobną kreacją sceniczną. Osadzony w filozofiach Wschodu TAB’ Nowy początek (2019) pozwolił zadebiutować kolejnej trójce artystów: Róży Kołodzie, Wiktorii Rudnik, i Janowi Górczakowi. Spektakl Rambert. Tryptyk (2020) przybliżał postać Marie Rambert, pochodzącej z Warszawy tancerki, pedagog tańca i założycielki najstarszego zespołu tańca w Wielkiej Brytanii. Tym razem na niewielkiej scenie Teatru Atelier wystąpiło aż ośmioro tancerzy (nowe twarze to Artur Grabarczyk i Tomasz Graczyk).

Jednym z najbardziej efektownych wizualnie (dzięki technice rayografii) i tanecznie spektakli był manRay. Barbarzyńca (2021), w którym Jacek Krawczyk wcielił się w rolę fotografa i malarza Mana Raya, czyli Emmanuela Rudnitzky’ego, zaś jego muzami były Joanna Czajkowska, Joanna Nadrowska i Aleksandra Foltman. Ostatnia produkcja Sopockiego Teatru Tańca HIKARI czyli blask (2022) to niemal baśniowa przypowieść o przemijaniu, co w oczywisty sposób łączy się z decyzją artystów o zakończeniu działalności. Z japońskiego melodramatu Blask w reżyserii Naomi Kawase zaczerpnięto wątek rodzącej się fascynacji między dwójką osób i pogoni za czymś, co nieuchronnie im ucieka. Ten sugestywny obraz – podobnie jak coraz mniejsza przestrzeń do ruchu, przez barierę budowaną z półprzezroczystych płytek – odnieść można do losu artystów zniechęconych brakiem perspektyw na przyszłość. W HIKARI nie ma typowego happy endu – głośne „plusk” w finale spektaklu symbolizuje skok na głęboką wodę i porzucenie dotychczasowego stylu życia. Czas na nowe otwarcie, oby równie owocne co dwadzieścia pięć lat Sopockiego Teatru Tańca.

 

recenzent teatralny, absolwent polonistyki i slawistyki UG.