3/2015

Paraliż wyobraźni albo Przybora zapoznany

W 2015 roku mija stulecie urodzin Jeremiego Przybory. Ale czy znamy dobrze jego dorobek?

Zacznę od cytatu: „Jeśli poeta nas szczerze śmieszy, zamiast zbudować mu pomnik na Krakowskim Przedmieściu (z pewnością na taki pomnik zasłużył Jeremi Przybora, który swoją z lekka nonsensowną poezją pomógł milionom ludzi wyjść prawie bez szwanku z kilku dziesięcioleci ciężkiego nonsensu, jakim była rzeczywistość PRL), nazywamy go »satyrykiem« albo w najlepszym wypadku humorystą i wciskamy do szufladki z napisem »Poezja II kategorii«. A tymczasem może się zdarzyć, że po latach odkryjemy ze zdumieniem, iż to właśnie ten niepoważny poeta stał się nieoczekiwanym klasykiem i jego ranga w ojczystej literaturze dalece przerasta rangę dostojniejszych współczesnych”1.

Jeremi Przybora – choć sam Stanisław Barańczak postulował, by postawić mu „pomnik”, czyli po prostu zauważyć jego twórczość, pochylić się nad nią – takiego uznania jeszcze się nie doczekał. I zapewne nie doczeka. Między innymi z powodów, o których Barańczak wspomniał.

Ale z Przyborą kłopot jest większy. Bo nawet jeśli nie znamy na pamięć, to wiemy, że Tuwim czy Gałczyński prócz wierszyków rozrywkowych i figlarnych, pisywali też wspaniałą lirykę, zabierali głos w sprawach trudnych i gorzkich. A Przybora? Często słyszę: to w sumie tylko parę niezłych piosenek… No właśnie.

Ofiara natchnienia2

Przybora swoim kunsztem, za sprawą medium, którym się posługiwał, oraz z racji szeregu innych szczęśliwych koincydencji (genialny kompozytor Wasowski, mistrzowskie aktorstwo Kwiatkowskiej, Gołasa, Michnikowskiego i innych) sparaliżował nam wyobraźnię. Ograniczył ją. Zamknął. Paradoks, bo przecież kto jak nie on poszerzanie wyobraźni postulował w jednym z najlepszych wieczorów Kabaretu Przerwa w podróży.

Ów paraliż wynika z tego, że Kabaret Starszych Panów był dziełem tak doskonale skończonym – literacko i artystycznie, a jednocześnie na tyle często przypominanym i przywoływanym, że sprowadził Przyborę li tylko do roli Starszego Pana B, „współtwórcy” Kabaretu Starszych Panów, zaś sam Kabaret po latach – raptem do kilkunastu piosenek. Tym samym cała wcześniejsza i późniejsza twórczość Przybory została zapomniana, zlekceważona, niezauważona – nawet jeśli ten i ów potrafi wymienić takie tytuły jak Teatr Eterek (najważniejsze dzieło z okresu przedkabaretowego) czy Gołoledź („muzykał” z okresu pokabaretowego). Jak kropelki rtęci – wszystko zlało się nam w jedno. I może to dla Przybory komplement?

Co ciekawe, o tym, że nie dostrzegamy literackiej działalności Przybory, już w 1970 roku pisał Arnold Mostowicz: „Przybora ogłosił dotychczas cztery książki. […] »Nowe Książki« dwie z tych pozycji zrecenzowały. Ale poza tym specjalistycznym czasopismem nikt w ciągu czternastu lat nie zwrócił na te książki najmniejszej uwagi. Żaden krytyk ich nie omówił. I to nawet wtedy, kiedy sława Przybory i jego »Kabaretu« były już solidnie ugruntowane”3. Na koniec Mostowicz konstatuje: „Niemniej pozostaje Przybora, mimo swoich sukcesów, głównie telewizyjnych, humorystą zapoznanym. Obawiam się, że wybór tekstów »Kabaretu Starszych Panów«, który, jak wspomniałem, ukaże się wkrótce – tym bardziej przesłoni pozostałą twórczość Przybory. Nie wiem, czy ważniejszą. Ale na pewno nie mniej ważną”4.

Nasze zaniechania w stosunku do Przybory-autora, Przybory-literata liczą sobie już czterdzieści pięć lat, a pod sformułowaniem Arnolda Mostowicza trudno się nie podpisać.

 

Zupełnie inna historia

Dlaczego nam, dzisiejszym odbiorcom twórczości Jeremiego Przybory, tak trudno oderwać się od Kabaretu i dostrzec, że ci sami bohaterowie, ten sam język, ta sama ironiczna sielanka, obecni są we wszystkich innych jego literackich próbach? Odpowiedź jest prosta. Nie znamy tej twórczości. Dlaczego nie znamy? Tu odpowiedź jest bardziej złożona – choć za wiodącą uznałabym wspomniany paraliż wyobraźni, niepozwalający dostrzec innych, poza Kabaretem, form twórczości Przybory. To z kolei skutkuje szeregiem „braczków na rynku” (jeden z ulubionych motywów Przybory, pojawiający się w opowiadaniach, Eterku, Kabarecie) – zwłaszcza brakiem książek z jego tekstami.

Ostatnie książki Przybory, w których byłoby coś innego niż tylko teksty piosenek, ukazały się w latach dziewięćdziesiątych (1993, 1994, 1999) i były to zbiorcze wydanie Listów z podróży (pierwodruk 1964, 1969 i 1975) oraz opowiadania z tomików wydawanych w 1966 i 1979 roku. Wszystkie umownie współczesne wydania ukazały się w małych, nieznanych i dziś już nieistniejących wydawnictwach i brakowało im elementarnej dystrybucji i promocji. Pierwszy tom głośnych Memuarów ukazał się w 1994 roku!

Bibliografia książek Jeremiego Przybory (pomijając kilkanaście książek dla dzieci i różne zbiory tekstów satyrycznych) liczy blisko trzydzieści pozycji. Małe formy dramaturgiczne (odliczając książki z tekstami Kabaretu) to cztery tomy, proza około dziesięciu. A są jeszcze teksty rozproszone i niewydane.

W archiwum Przybory znajduje się przygotowana do druku – łącznie ze wstępem autora – książka My z Przyjacielem, zbiór scenariuszy „radio-absurdzików” i „tryptyków” – małych form radiowych wymyślonych i realizowanych przez Przyborę przez lata. Są dziesiątki słuchowisk i programów telewizyjnych. Zamknięte w archiwach taśmy kurzą się i niszczeją, ale nie starzeją.

Koronnym przykładem może tu być „muzykał” Medea, moja sympatia na motywach z Eurypidesa, zrealizowany w telewizji w 1974 roku, w którym znajdujemy Piosenkę sodomitologiczną, piosenkę braci kazirodków czy chór cór Koryntu – fantastycznie wpisujące się w dzisiejsze genderowe dysputy. Można sprawdzić, bo tekst tego napisanego wierszem „muzykału” dostępny jest w książce Teatr Nieduży z 1980 roku.

Na szczególną uwagę zasługują opowiadania. Zwłaszcza te z tomu Ciociu, przestrasz wujka. Czułość Przybory dla swoich bohaterów miesza się tu z czarnym humorem, a poezja z absurdem. Mamy więc pewnego wirtuoza, którego tak nudzi własna gra, że zasypia podczas koncertów, mamy zakochanego w aktorce mężczyznę, który odkrywa, że jego ukochana „składa się” z kilku różnych kobiet, mamy miasteczko, w którym, do czasu, wszyscy mają po równo.

W cichej fabryczce piosenek

Dużo lepiej mają się piosenki, co przewidział sam Przybora. W ostatnich latach ukazało się mnóstwo płyt, na których przypominane są oryginalne wykonania piosenek Przybory i Wasowskiego: cztery w Kolekcji „Gazety Wyborczej” (2008), dwie w Polskich Nagraniach (2008), dwie w serii „Poeci piosenki” w Magnetic Records (2011). Sporo też krążków zawierających nowe interpretacje – po piosenki z Kabaretu Starszych Panów w ostatniej dekadzie sięgali (można dyskutować, z jakim skutkiem) Maciej Maleńczuk, Justyna Steczkowska, Renata Przemyk, Kayah, Lora Szafran, Olga Bończyk, Joanna Trzepiecińska czy Paweł Kukiz.

W związku z tą mnogością, twórczość Przybory w powszechnej świadomości znów została sprowadzona tylko do piosenek, i to jeszcze najczęściej do piosenek „Starszych Panów”. Na wydanej w 2010 roku płycie Panienki z temperamentem, na której śpiewają Renata Przemyk i Kayah, nazwiska autora i kompozytora w ogóle się nie pojawiają, napisano jedynie „Teksty: Repertuar Kabaretu Starszych Panów”, o muzyce nie wspominając, a dodatkowo, do tego „repertuaru” zakwalifikowano jedną piosenkę pióra Wojciecha Młynarskiego!

Teatr nieduży

Kilka akapitów temu słowo „współtwórca” zamknęłam w cudzysłów. Powszechne jest dziś stawianie kontrowersyjnych tez. Postawię i swoją. Przybora nie był współtwórcą Kabaretu – był jego twórcą. Kreatorem. Bogiem we własnym świecie. Świecie stworzonym ze słów. Bez jego słów tego świata nie byłoby wcale. Bez słów nie byłoby doskonałych kompozycji Jerzego Wasowskiego (z jednym bodaj wyjątkiem) ani błyskotliwych aktorskich kreacji.

Był Autorem. Tak się często we własnych programach przedstawiał. Autorem czasem stojącym w centrum wydarzeń, czasem z boku, ale nieustannie czuwającym. Pierwszy raz w tej roli-nie roli zaprezentował się już w 1950 roku w audycji Mordercy czasu: Przybora-Autor próbuje napisać słuchowisko, ale wciąż jakieś przypadkowe osoby (uparcie przemianowujące „Eterek” na „Zefirek”) mu to uniemożliwiają. W finale staje przed sądem, który przyznaje Autorowi prawo do „obywatelskiego” czasu. Z kolei w audycji Wieczór zimowy z 1955 roku do Przybory-Autora przychodzą czasem z podziękowaniem, czasem z pretensjami stworzeni przez niego bohaterowie… Pamiętam zdziwienie myślą, która mnie naszła, słuchając tej audycji. Przybora-autor-kreator skojarzył mi się z Tadeuszem Kantorem – reżyserem-kreatorem.

Powyższe dwa i wiele podobnych przykładów, utwierdzają mnie też w przekonaniu, że Przybora stworzył kompletny świat. Świat mający swoją dynamikę, zasady, język. Najkrócej mówiąc – świat, w którym wszyscy traktowali się z szacunkiem i wyrozumiałością, a uczucia i namiętności łączyły się harmonijnie z pragmatyzmem – ot, choćby w divertimencie „Jesiennym”, w którym samotny mężczyzna marzy o wrażliwej kobiecie z gazową łazienką, bo bez kąpieli żyć nie może. Tezę, że Przybora stworzył świat, który istnieje niezależnie od tego, o jakim utworze autora mówimy, po raz pierwszy postawił Krzysztof Teodor Toeplitz w grudniu 1966 roku – kilka miesięcy po oficjalnym zakończeniu emisji Kabaretu Starszych Panów. KTT pisze w nim m.in.: „Przybora wybrukował swój świat dobrymi intencjami i – wbrew powiedzeniu – nie powstało z tego piekło. Powstała poetycka utopia”5. Zaludniają ją postaci z piosenek, słuchowisk, opowiadań, Kabaretu i powieści (tak, Przybora jest też autorem – co prawda tylko jednej – powieści!). W tym świecie mieszczą się i są jego integralną częścią postaci przez Przyborę zaadaptowane, jak choćby Alina i Balladyna, Otello i Desdemona czy wspominani Kreon, Medea i Jazon.

Dramatyczny koncert życzeń

Czy można coś zrobić? Jakoś tę sytuację naprawić? Zmienić? Nie wiem.

Staram się – jak i gdzie mogę – zwracać uwagę na autonomiczność Przybory, na spójność i wyjątkowość jego świata, który, wpisany w pewną konwencję, cudownie rozsadził ją od środka, na to, że przede wszystkim był Autorem, nie tylko „Starszym Panem” i napisał dużo więcej niż Addio pomidory.

A z drugiej strony myślę – może ta twórczość (jak każda twórczość) jest tylko dla wybranych? Dla tych, którzy wyobraźnię mają odpowiednio powiększoną, nieskażoną paraliżem, którzy targani tęsknotą sami dotrą do wydanych trzydzieści czy czterdzieści lat temu zbiorów opowiadań i znajdą w nich wyobraźni ukojenie? I będą wiedzieć?

A może kluczowe w odczarowaniu Przybory jest uświadomienie sobie, że Kabaret Starszych Panów nie był kabaretem, a teatrem? I to teatrem telewizji oraz radia, a więc formą specyficzną, ograniczoną przez medium i idealnie do tego medium dopasowaną.

A może problemem jest to, że Przybora uprawiał „sztukę użytkową”? W zasadzie wszystko, co znaleźć można w jego książkach, wcześniej pojawiło się w formie słuchowiska lub widowiska, często w obu.

Niezależnie od odpowiedzi, jakich sami sobie udzielimy, po cichu liczę na to, że ziści się nadzieja Barańczaka, „że po latach odkryjemy ze zdumieniem…” (patrz początek). Najpierw tylko trzeba jeszcze Przyborę nazwać poetą… co zapewne wcale łatwe nie będzie.

W dziale Czytelnia rozmowa z Izoldą Kiec, autorką niedawno wydanej książki Historia polskiego kabaretu /s. 82/.

 

1. S. Barańczak, Pegaz zdębiał, Warszawa 2008.
2. Śródtytuły wywiedzione z tytułów niekabaretowych utworów Przybory.
3. A. Mostowicz, Los humorysty, „Ty i Ja” nr 10/1970.
4. Tamże.
5. K.T. Toeplitz, Utopia Jeremiego Przybory, „Kultura” nr 51-52/1966.

dziennikarka radiowa, od 1997 roku związana z Radiem dla Ciebie. Prowadzi autorskie audycje kulturalne, zajmuje się radiowym reportażem i piosenką artystyczną.