7-8/2015
Uwagi na stronie: Przemoc w teatrze

Uwagi na stronie: Przemoc w teatrze

Profesor Krystyna Duniec, przynajmniej w kręgach lewicowych uznawana za rodzimą Judith Butler, niespodziewanie objawiła się jako polska Marina Abramović. 11 stycznia w Teatrze Powszechnym w Warszawie – w ramach badań naukowych nad rolą wizerunku w ponowoczesnej kulturze – zaprezentowała bowiem wykład performatywny Działania na (o)sobie. Wcześniej poprosiła dziewięć osób o udział w performansie polegającym na zmienianiu jej wizerunku, w tym dyrektora Powszechnego Pawła Łysaka, reżyserki Maję Kleczewską i Ewelinę Marciniak, dramaturgów Łukasza Chotkowskiego i Pawła Sztarbowskiego czy aktorkę Joannę Drozdę. Z udostępnionej jedynie części filmu dokumentującego performans zorientowałem się, że Kleczewska najpierw oddała hołd Duniec, oświadczając, że podziwia jej odwagę i siłę, po czym zakleiła taśmą jej usta i oczy, a do dłoni włożyła kij bejsbolowy. Z kolei na jednym ze zdjęć utrwalony został moment, gdy Sztarbowski ubiera ją w kościelny ornat z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej i namalowaną na nim czarną farbą swastyką. Domyślam się, że w obu przypadkach badaczka przewrotnie została przeobrażona w reprezentantów patriarchatu i katofaszyzmu, z którymi walczy.

Duniec 7 kwietnia w Instytucie Teatralnym powtórzyła swój wykład performatywny. Tym razem połączony on został z dyskusją, w której wzięły udział znawczyni sztuk plastycznych Anda Rottenberg, Maria Maj, Kleczewska oraz współpracowniczka i partnerka Duniec – Joanna Krakowska. Debatę moderował, pomimo licznych obowiązków i zajęć, profesor Dariusz Kosiński, który stara się rozciągnąć pojęcie teatru na wszelkie performanse. Działania na (o)sobie Duniec – niemające z tradycyjnie pojmowanym teatrem właściwie nic wspólnego poza miejscem ich przeprowadzenia – a następnie wykład i dyskusja doprowadziły do bulwersującej konstatacji, że „teatr jest narzędziem przemocy”. Przynajmniej takie oskarżenie sformułowała Krakowska w tekście Przemoc zamieszczonym potem na portalu dwutygodnik.com. Przypomniała w nim upokarzanie studentów szkoły teatralnej przez Aleksandra Zelwerowicza i Bohdana Korzeniewskiego oraz bezwzględne traktowanie aktorów przez Jerzego Grotowskiego i Krystiana Lupę. Krakowska zawyrokowała, że „jeśli przygotowaniu spektaklu towarzyszy przemoc i upokorzenie, które jedna osoba zadaje innym osobom, to siłą rzeczy widzowie stają się wspólnikami przemocy, a teatralni komentatorzy elementami jej łańcucha”.

Poza tym współautorka tomu Soc i sex zdemaskowała przemoc stosowaną w dyskursie akademickim przez Kosińskiego, który nie tylko zakończył przedwcześnie debatę, ale jeszcze w komentarzu zademonstrował sceptycyzm w stosunku do wypowiedzi jej uczestniczek. „Sposób, w jaki mówicie o teatrze i o akademii, jest dla mnie przerażający”– miał oświadczyć Kosiński, który najwyraźniej wcześniej nie miał czasu, aby śledzić wystąpienia czy publikacje Duniec i Krakowskiej nawet w kierowanym przez niego Instytucie Teatralnym. Krakowska uznała, że w ten sposób „debatę o przemocy dopełniła przemoc”, Kosiński zaś jak dotąd nie zdobył się na publiczną samokrytykę.

Wykład performatywny Duniec ze zrozumiałych powodów wzbudził ogromne zainteresowanie. Wygłoszony więc został 8 maja raz jeszcze, w Teatrze Powszechnym. Tym razem na wprost już postawione pytanie: „Czy teatr jest grą w upokorzenie?”, starali się odpowiedzieć Kleczewska, Drozda i Wiktor Rubin oraz dwie czołowe feministki – Agnieszka Graff i Kinga Dunin. Ta ostatnia niewątpliwie została poproszona o udział w debacie ze względu na głośne niedawno zastosowanie przemocy w relacjach z powieściopisarzem Ignacym Karpowiczem.

W zakończeniu swego tekstu Krakowska zasugerowała, że „skoro nie da się robić teatru bez przemocy”, należałoby go właściwie „zakazać” i „zamknąć szkołę”, która do znoszenia upokorzeń przysposabia. Jednak tego – przynajmniej na razie – nie uczyni. Zapewne również dlatego, że, jak świadczą wyniki wyborów i sondaże polityczne, wpływy lewicy są coraz mniejsze. Warto zaznaczyć, że psychopaci o skłonnościach sadystycznych, dręczący inne osoby, działają często w szkołach, szpitalach, policji czy armii, ale jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, aby z tego powodu likwidować te społeczne instytucje. Ponadto na różnych formach przemocy, stosowanej zarówno wobec aktorów, jak i wobec widzów, wręcz opiera się teatr krytyczny propagowany przez Krakowską i Duniec.

Pozostają więc dwa wyjścia. Uczone takie jak Duniec i Krakowska mogą z odrazą odwrócić się od teatru i zaprzestać jego komentowania lub analizowania, aby nie być elementem łańcucha przemocy w nim stosowanej. Obawiam się jednak, że prędzej zaczną one tropić przejawy przemocy w praktyce teatralnej i stawiać w stan oskarżenia rzeczywistych bądź urojonych oprawców. Moje obawy potwierdził wygłoszony 2 czerwca w Instytucie Teatralnym w ramach cyklu „Przedstawienia. Demokracja” wykład Krakowskiej o przemocy i władzy we współczesnym teatrze. Tylko czy terroryzm intelektualny albo ideologiczny uprawiany przez lewicową mniejszość – objawiający się narzucaniem tematów i pojęć, wykluczaniem osób inaczej myślących i ich tekstów – nie jest też rodzajem przemocy?