10/2015
W Cancale jedzą ostrygi

Kateryna Hornostaj

W Cancale jedzą ostrygi

Krytyk teatralna, scenografka, dramaturg i ich czworo dzieci spędzają wakacje w Cancale. Cancale to miasteczko we Francji, gdzie hoduje się ostrygi. Dramaturg – to ja. Krytyk i scenografka – dwie moje koleżanki z Moskwy. Trzecie lato spędzamy razem w różnych miejscach, czasem dołączają do nas mężowie i narzeczeni, ale nie stanowią trzonu naszej grupy. Co robimy? Przygotowujemy śniadania, chodzimy z dziećmi na plażę, do kawiarni, muzeum, toalety i na lody. Potem idziemy do supermarketu, przygotowujemy kolację, zabieramy dzieciom iPody, pijemy wino i kładziemy się spać, by rano kontynuować aktywny wypoczynek. Nawet próbujemy rozmawiać. O teatrze, mężczyznach, wspólnych znajomych – jesteśmy mistrzyniami w konkurencji obgadywania wspólnych znajomych. Nawet udaje nam się omijać trudne tematy, których co roku przybywa. Wojna, polityka. Broń Boże, nie rozmawiamy o polityce. Ale i podczas rozmowy o teatrze można nagle trafić na grząski grunt. Omawiamy festiwale teatralne i bach, wpadłyśmy. We wrześniu na festiwal zapraszamy dwa zespoły z Rosji. Odpowiadam za program teatralny i nikt mi nie zabrania zapraszać rosyjskich zespołów. A moja rosyjska koleżanka, też kuratorka festiwalu rosyjskiego, mówi, że zabronili im sprowadzać zespoły z Ukrainy i Gruzji. Nie pytam, dlaczego się na to zgadzają. Dlaczego pracują i rozmawiają z ludźmi, którzy tak postanowili. Mam ochotę puścić im wiązankę, ale zamiast tego przenoszę rozmowę na kochanka naszej wspólnej znajomej. My nie rozmawiamy o polityce. Bo to taki „skomplikowany, niejednoznaczny” temat…

Oczywiście moje koleżanki też nie lubią Putina. Ale nie za wojnę z Ukrainą. Przeważnie za cenzurę i sankcje. Za brak sera szwajcarskiego w Rosji. O tym także czasem ostrożnie rozmawiamy. Ale tak, żeby nie zahaczyć o wojnę. Dlatego, że wojna… No to jest taki „skomplikowany, niejednoznaczny” temat… A my tu mamy ostrygi i dzieci. Słońce i morze. Ser. Chodźcie, nie rozmawiajmy o wojnie. Bo właśnie nadszedł czas, by zrobić obiad. A Matwij rozbił kolano. A Paraska nie chce jeść. A Polina ciągle gra na iPadzie, a Tomik ma gluty. I w ogóle życie jest takie piękne, że trudno uwierzyć w istnienie miejsca, gdzie jeden człowiek ładuje kulę w drugiego, by go zabić. Wczoraj na nabrzeżu z wafelka wypadła gałka lodów. Osiem dziecięcych oczu łapczywie patrzyło, jak gałka powoli spełzała w dół i topiła się, zostawiając biały ślad na betonie. W dzień ktoś wyciągnął wielką śliską meduzę z morza, była prawie różowa. Po kolei dotykaliśmy jej palcami. A wieczorem kupiliśmy kilka tuzinów ostryg, jedliśmy je z obrzydzeniem i wrzucaliśmy puste muszelki do oceanu. A potem obserwowaliśmy, jak francuski wędkarz łowi ryby. A potem usłyszałam fragment rozmowy dzieci – moja siedmioletnia córka mówi do dwunastoletniej córki mojej rosyjskiej koleżanki: „Ale Ukraina nie jest winna!”. A tamta odpowiada: „Wiem. Mamy bardzo zły rząd”. A potem spotkaliśmy wielkiego psa, który stał w ludzkiej pozie oparty o parkan i uśmiechał się do przechodniów. Głaskaliśmy go i rozmawiałyśmy o tym, że nasze psy nigdy nie uśmiechają się do przechodniów.

Lato skończy się nagle. Czy wtedy, kiedy zaprowadzimy dzieci do szkół? Czy wcześniej, kiedy z moimi rosyjskimi przyjaciółkami wymienimy się prezentami i uściskamy przed wyjazdem? Pożegnamy się do następnego lata. Dzieci będą tęsknić, a mamy korespondować ze sobą i planować odpoczynek na następny rok. Ciekawe, czy w ciągu roku przybędzie trudnych tematów do omówienia? Czuję, że pewnego lata tematów tych będzie tak wiele, bagaż będzie na tyle ciężki, że znajdziemy sto powodów, by nie odpoczywać razem. Przykro i smutno. Ale na razie planujemy wrócić do Cancale. Naprawdę nam się tu spodobało. Kilka tygodni udawać beztroskie życie i wydawać się beztroskimi. Człowiek jest silną, odporną istotą o słabej pamięci. Jestem jedną z tych istot. Prawie opuścił mnie lęk. Śpię dobrze i przybieram na wadze. Tylko czasem śnią mi się sny. Dziś mi się przyśnił mój kolega żołnierz, z którym jeździłam do strefy ATO, z którym przeżyłam i cierpienie, i miłość, i trochę wojny. We śnie przepraszałam go za Cancale i ostrygi. Kiedy się obudziłam, zajrzałam do Facebooka – a on w Izraelu w cywilnym ubraniu. Uśmiecha się do ciepłego słońca. Obejmuje z żydowskimi przyjaciółmi. Co to? Wojna się skończyła? Czy po prostu każdy z nas ma prawo do kawałka lata i nie trzeba mieć z tego powodu wyrzutów sumienia?

Lato się skończy nagle. Może się skończyć w każdej chwili. Wystarczy tylko przeczytać ukraińskie wiadomości. Ale nie dziś. Dziś mamy na kolację flądrę, białe wino i ryż.

tłum. Anna Korzeniowska-Bihun