11/2017

Elizjum, czyli sztuka i boks

Naznaczeni – trzecia już produkcja operowa Krzysztofa Warlikowskiego w monachijskiej Bayerische Staatsoper utwierdza coraz wyższą pozycję reżysera w zachodnim świecie muzyki operowej.

Obrazek ilustrujący tekst Elizjum, czyli sztuka i boks

fot. Wilfried Hösl

Krzysztof Warlikowski niemal zniknął z polskiej sceny teatralnej i od XXII edycji Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi, której był głównym bohaterem, oraz od oficjalnego otwarcia Teatru Nowego w Warszawie w kwietniu 2016 roku trudno było o nim coś więcej usłyszeć w polskich mediach. Powodem tego zniknięcia okazał się niezwykle bogaty w zagraniczne premiery sezon operowy. Nazwisko polskiego reżysera pojawiło się bowiem w Paryżu (wznowienie Ifigenii w Taurydzie z muzyką Christopha Willibalda Glucka), w Amsterdamie (Wozzeck Albana Berga). Do tego należy dodać reżyserię oratorium Il Trionfo del Tempo e del Disinganno Georga Friedricha Händla we francuskiej miejscowości Lille oraz francuską inscenizację Fedr z główną rolą Isabelle Huppert, prezentowaną w Nowym Jorku. Długo zapowiadana premiera Die Gezeichneten Schrekera w Monachium została połączona z pokazami poprzedniej produkcji Warlikowskiego w Bayerische Staatsoper – Kobiety bez cienia do muzyki Richarda Straussa.

Postać austriackiego kompozytora Franza Schrekera jest w Polsce prawie nieznana. Syn żydowskiego fotografa, urodzony w 1878 roku w Monako, wykształcony w Wiedniu pod okiem Roberta Fuchsa, pracował jako dyrygent chóru, pisał muzykę i libretta do oper, uczył w wiedeńskiej Akademii Muzycznej, a od 1920 roku był dyrektorem wyższej szkoły muzycznej w Berlinie. Wśród jego uczniów znalazł się Artur Rodziński czy Władysław Szpilman. Z powodu swojego pochodzenia Schreker popadł w niełaskę i był zmuszany do rezygnacji z zajmowanych stanowisk. Artysta zmarł w 1934 roku na zawał serca, nie doczekawszy, być może na swoje szczęście, dalszego rozwoju wydarzeń politycznych. Jego opery (Der ferne Klang, Die Gezeichneten, Der Schatzgräber, Irrelohe i inne) pokazywane są przede wszystkim w krajach niemieckojęzycznych. Muzycy oraz krytycy porównują styl jego muzyki do twórczości Richarda Wagnera czy Richarda Straussa.

Opera w trzech aktach Die Gezeichneten (polski tytuł to Naznaczeni) miała swoją prapremierę we Frankfurcie w 1918 roku. Inny kompozytor austriacki – Alexander von Zemlinsky poprosił Schrekera o libretto na temat tragedii odrażającego mężczyzny. Schreker zgodził się, bo miał już za sobą pracę nad muzyką do utworu Oskara Wilde’a Dzień urodzin Infantki z podobnym motywem. Tuż po napisaniu libretta poprosił jednak Zemlinsky’ego, by ten nie komponował muzyki do jego libretta, gdyż Schreker poczuł, że tylko on sam może to dobrze zrobić.

Główną postacią historii jest Alviano Salvago (u Warlikowskiego w tej roli John Daszak) – outsider, dojrzały, bogaty i samotny. Jego zdeformowana twarz wywołała traumę i miała wpływ na całe życie. Alviano nie godzi się ze swoją innością, zasłania głowę workiem (przypomina wówczas głównego bohatera filmu Davida Lyncha Człowiek słoń), za wszelką cenę pragnie w swoim otoczeniu piękna, którego natura mu poskąpiła. Stąd pomysł na założenie Elizjum – świata pięknych dzieł sztuki, raju na ziemi, krainy magicznej, przesyconej erotyzmem, pełnej nimf i faunów. Przyjaciele Alviana urządzają tam potajemnie seksualne orgie, w których uczestniczą często porywane kobiety, a cielesne uciechy nie mają nic wspólnego z pięknem w rozumieniu gospodarza. Alviano postanawia przekazać Elizjum miastu i udostępnić szerszej publiczności, na co przyjaciele się nie zgadzają. Od tego pomysłu ma go odwieść Tamare (Christopher Maltman) – mężczyzna, który ma to, czego nie posiada Alviano: urodę i polot, dzięki którym może zdobyć każdą kobietę. Tamare nie jest jednak zainteresowany Elizjum, bo właśnie się zakochał i postanawia uwieść piękną i utalentowaną malarkę Carlottę (Catherine Naglestad). Prosi o wsparcie w sprawie Elizjum oraz Carlotty swojego przyjaciela – księcia Adorna (Tomasz Konieczny). Carlotta jest chora na serce, choroba spowodowała, że czuje się odizolowana, musi żyć inaczej niż zdrowi ludzie. Być może dlatego doskonale rozumie szpetnego Alviana. Pragnie go namalować i wyznaje mu przy tym swoje uczucia. Ten myśli, że Carlotta kpi z niego, jednak dowiadując się o jej uczuciach, natychmiast zakochuje się w niej bez pamięci. Elizjum zostaje udostępnione zwiedzającym, skandal wychodzi na jaw. W domu Alviana odnalazła się porwana Ginevra Scotti, która była wykorzystywana przez mężczyzn w Elizjum, a odpowiedzialność za to ma ponieść właściciel krainy uciech. Alviano szuka Carlotty, która, jak się okazało, spędziła w Elizjum noc z Tamarem. Gdy dowiaduje się, że jego ukochana nie została zgwałcona, lecz oddała się pięknemu mężczyźnie dobrowolnie, Alviano dostaje ataku szału i morduje konkurenta. Carlotta na widok zamordowanego kochanka umiera.

Warlikowski pokazał Elizjum niezwykle delikatnie i magicznie, bez dosłownego epatowania seksem. Kraina piękna i erotyzmu zmusza widza do wiwisekcji własnej wiedzy na temat sztuki współczesnej, performansu, historii kina. Zamiast seksualnych orgii i nagich postaci mamy liczne odniesienia i skojarzenia ze światem sztuki XX i XXI wieku. To właśnie ten świat jest według reżysera dzisiejszą utopią oraz krainą szczęśliwości.

Warlikowski obudował treść opery odniesieniami do różnych zjawisk artystycznych, niekoniecznie tych bardzo znanych. W pewnej scenie Carlotta do złudzenia przypomina Marinę Abramović w jej performansie Artystka obecna z 2010 roku. Carlotta w identycznej sukni, z charakterystycznym warkoczem na lewym ramieniu, siedzi przy drewnianym stole i patrzy w oczy Alviana tak, jak performerka spoglądała na obcych i bliskich sobie ludzi w swojej akcji. Inne skojarzenie przywołuje scena, w której tęga tancerka kładzie się bokiem w przezroczystej skrzyni. Wygląda niemal jak Lonely Doll surrealistycznego fotografa amerykańskiego Davida LaChapelle’a z 1998 roku. W drugiej części spektaklu zostaje wyświetlone wideo autorstwa Denisa Guéguina, którego bohaterami są postaci z głowami myszy, kojarzące się od razu ze znanym komiksem Arta Spiegelmana Maus. Opowieść ocalałego z 1992 roku. W dalszych scenach pojawia się chór z głowami myszy. Zamieszczony w programie opery fragment opowiadania Śpiewaczka Józefina, czyli naród myszy Franza Kafki, cenionego nadzwyczaj przez reżysera, może również wyjaśniać symbolikę tych zwierząt. Kolejnym ciekawym nawiązaniem opery Schrekera do innych dziedzin sztuki są fragmenty niemych filmów z lat dwudziestych i początków lat trzydziestych (wśród nich znalazły się: Frankenstein w reżyserii Jamesa Whale’a, Golem autorstwa Paula Wegenera i Carla Boesego, a także Nosferatu Friedricha Wilhelma Murnaua), które powstały mniej więcej w tym samym czasie co opera. Ich bohaterami są postaci szpetne, zdeformowane, ukazane w scenach z dziećmi i z kobietami. Alviano uważa siebie również za odmieńca niemającego prawa do szczęśliwej miłości.

Męski świat dominacji, kultu cielesności, siły i przemocy został ukazany za pomocą prawdziwego ringu bokserskiego, który nagle wjeżdża na scenę. Biją się w nim mężczyźni, ćwiczą swoje umiejętności bokserskie, bohaterowie przyglądają się ich wyczynom. Tamare przypina sobie pas bokserski, zakłada rękawice – jest gotowy do walki o Carlottę, ale bardziej jako samiec spełniający swoje cielesne zachcianki, a nie zakochany mężczyzna. Urządzający orgie seksualne w Elizjum mężczyźni przypominają wyglądem współczesnych bogatych biznesmenów: są elegancko ubrani, piją drinki, a ich zachowanie nie zdradza złych intencji. Kobiety są traktowane przedmiotowo, jako obiekty seksualne, nawet niepasująca do tego świata Carlotta pada ofiarą męskiej żądzy. Między kobietami a mężczyznami znajduje się ktoś jeszcze – mieszkańcy Elizjum. Są to postaci androginiczne: niemal nadzy i identycznie ucharakteryzowani tancerze i tancerki baletu, w oryginalnej choreografii Claude’a Bardouila, są pełni blasku, ich seksualność jest czymś czystym, pięknym, idealnym.

Niemieccy recenzenci bardzo pozytywnie odebrali realizację Warlikowskiego, której premiera odbyła się pierwszego lipca w ramach prestiżowego festiwalu Opernfestspiele. Ich uwagę przykuła jednak przede wszystkim muzyka i fenomenalne poprowadzenie muzyków oraz solistów przez dyrygenta Ingo Metzmachera, którego publiczność monachijskiej Staatsoper miała zaszczyt gościć u siebie po raz pierwszy.

Metzmacher wielokrotnie dyrygował już kompozycje Schrekera, a potęga opery Die Gezeichneten, jej rozmiar, muzyczne urozmaicenie i trudność nie przekraczają jego umiejętności. Podobnie z solistami: występujący w głównych rolach John Daszak, Catherine Naglestad oraz Christopher Maltman w pełni wykorzystali potencjał swoich ról. Należy do nich również dołączyć polski wątek, czyli rolę Adorna w wykonaniu wspaniałego bas-barytona Tomasza Koniecznego. Już preludium opery, które Metzmacher wykonuje często podczas swoich koncertów, ukazuje według dyrygenta, jak obezwładniająca jest to muzyka – zagadkowa, złożona harmonia, duży skład orkiestry, przewodni temat, który powtarza się i nabierając tempa, głośności, eskaluje w dalszej części. Jest to muzyka, w której słychać tęsknotę, brakuje w niej radości, optymizmu, jest w niej za to duży ładunek smutku.

Choć Franz Schreker umieścił akcję swojej opery w renesansowej Genui, scenografia w wykonaniu Małgorzaty Szczęśniak przenosi nas na salony współczesnej arystokracji. Wielkie lustra, w których odbija się wizerunek monachijskiej publiczności (wystrojonej w garnitury i suknie wieczorowe), pełnią naprzemiennie rolę zwierciadeł oraz okien. Często pojawiające się u Szczęśniak meble, takie jak stół czy sofa, tym razem również są na scenie, jednak nie mają nic wspólnego z domowym umeblowaniem, a wyglądają jak ekskluzywne, designerskie wyposażenie bogatych wnętrz. Bar po prawej stronie sceny, przy którym bohaterowie sączą drinki lub uwodzą kobiety, jest również ważnym miejscem akcji. Światła przygotowane przez Felice Ross, a przede wszystkim te symbolizujące wschody i zachody czerwonej, ogromnej kuli słońca, wywołują niepokój, są złowieszcze, intensywne, momentami wręcz rażące oczy. Wysuwają się na pierwszy plan i zapowiadają nadchodzącą katastrofę. Podobne wrażenie wywołuje pierwsza scena po antrakcie, podczas której Alviano siedzi na krześle, paląc papierosa. Obok niego tęga i prawie naga tancerka wykonuje ponętne ruchy, a on powoli, ochrypłym głosem recytuje słowa samego Schrekera, którymi kompozytor opisuje siebie i swoją muzykę. To mocno narcystyczny portret, w którym jednak czuć zgorzknienie, strach i nadejście końca. Jest w tych scenach zapowiedź apokalipsy – tej miłosnej i tej historycznej, którą kompozytor w swojej muzyce mocno przeczuwał.

Ważny z twórczości dramatycznej w Polsce temat Warlikowskiego – pokazanie człowieka wyalienowanego, outsidera, który ma poczucie zmarnowanego życia – pojawia się wyraźnie w Naznaczonych w postaci Alviana. Jest to jednak również historia o obsesyjnej miłości, dążeniu do piękna, które jest tylko utopią. Unikając dosłowności i pokazania seksualnych orgii czy nagich aktorów, reżyser postawił na wydobycie z opery Schrekera tego, co najpiękniejsze, czyli właśnie sztuki, którą obok innych dziedzin jest również zapomniana prawie muzyka austriackiego kompozytora.

Choć Warlikowski zaczynał swoją karierę reżysera spektakli dramatycznych w Niemczech już w 1994 roku (przedstawieniem Ludwik. Śmierć króla w Hamburgu) i kilkakrotnie próbował trafić do niemieckich widzów (na przykład Burzą w 2000 w Stuttgarcie, W poszukiwaniu straconego czasu w 2002 w Bonn czy Makbetem w 2004 w Hanowerze), to reżyseria oper wywołała o wiele większe zainteresowanie jego teatrem. Można zaryzykować stwierdzenie, że na Zachodzie Warlikowski znany jest przede wszystkim jako reżyser operowy, który dziś ma dobrą passę, słynie z wielu ciekawych propozycji i pracuje z najwybitniejszymi dyrygentami i solistami.

 

Bayerische Staatsoper w Monachium
Naznaczeni Franza Schrekera
reżyseria Krzysztof Warlikowski
premiera 1 lipca 2017

teatrolożka, pracuje jako niezależna dziennikarka, menadżerka kultury angażująca się w polsko-niemieckie projekty kulturalne. Tłumaczy sztuki teatralne, prowadzi bloga o literaturze niemieckojęzycznej (@buchczyliksiazka).