4/2020

Jestem retro

Fokus na... Sławomira Narlocha.

Obrazek ilustrujący tekst Jestem retro

Karolina Gmurczyk

 

W dobie, kiedy spektakle coraz częściej stają się kolażami idei, doraźnymi komentarzami do rzeczywistości, która nas otacza, barometr wrażliwości tego reżysera rejestruje zupełnie inne wartości. Jego spektakle przepełnia żywioł muzyki. Szerokimi garściami czerpie z kultury ludowej, przepuszczając ją przez filtr swojej wrażliwości. Jest dyrektorem Teatru Pijana Sypialnia, należał do grona jego założycieli, od jakiegoś czasu wyraźnie zaznacza swój ślad w polskim życiu teatralnym za pośrednictwem swoich solowych projektów (najnowszy, Boża krówka na podstawie tekstu Ewy Mikuły i z muzyką Jakuba Gawlika, powstał w ramach Laboratorium Nowych Epifanii we współpracy ze stołecznym Teatrem Dramatycznym). Sławomir Narloch opowiada, co było, jest i co – być może – spotka go na artystycznej ścieżce.

 

CO BYŁO…

Parę słów o inspiracjach i ludziach na Twojej drodze

Do Warszawy przyjechałem dziesięć lat temu. Miałem zostać dziennikarzem. Spotkałem wtedy Staszka Dembskiego, aktora, reżysera i pedagoga teatralnego, którego uważam za mojego Mistrza. Zobaczyłem w nim kogoś, kto dzięki teatrowi czuje się wolnym człowiekiem. To było inspirujące. Praca ze Staszkiem sprawiła, że często w swoich spektaklach sięgam po elementy z konwencji wodewilu, estrady, teatru ulicznego, śpiewogry, które dzisiaj uważa się za passé. W teatrze jako widz cenię sobie najbardziej komunikatywność i takie (uwaga!) zrozumiałe spektakle chciałbym robić. Staszek pokazał mi, że w teatrze już dawno znaleziono na to dobre sposoby. Nie ufam nowościom. Nie mam parcia na odkrycia. Jestem retro.

Ważny jest dla mnie teatr Mirona Białoszewskiego, Tadeusza Kantora, Jerzego Grzegorzewskiego.

Dlaczego teatr?

Tak od poniedziałku do niedzieli człowiek nie zadaje sobie takich pytań. Myśli się o próbie, o aktorach, o sztankietach, o papierosach, o kawie, o praniu, ale nie o tym. Bardzo łatwo się uzależniam. Zdaje się, że teatr po prostu stał się jedną z namiętności, bez których nie wiem, co ze sobą zrobić.

Pochodzę z Nowych Prus, wioseczki w województwie pomorskim. W ciepłe miesiące można było buszować po lasach i polach. Zimą trzeba było siedzieć w domu. Moje babcie skutecznie nie pozwalały mi się nudzić. Obie są zakręcone na punkcie recytowania wierszyków, śpiewania piosenek. Na wszystkie uroczystości rodzinne trzeba było przygotować program artystyczny. Moje młodsze rodzeństwo miało ze mną przekichane. Musieli grać w moich przedstawionkach. Chyba byłem okropnym bratem, dużo krzyczałem na swoich „aktorów”.

Punkt zwrotny w Twojej twórczości
Każda premiera.

Twoje przeszłe projekty
Boża krówka w Teatrze Dramatycznym w Warszawie / Oratorium o mleku na zaproszenie Festiwalu Nowe Epifanie / 12 opowieści na dobre czasy w Filharmonii Kaszubskiej w Wejherowie / Wesele, Klapsy, Księga Rodzaju Polskiego w Teatrze Pijana Sypialnia / Kilka monologów i piosenek na podstawie czterech cytatów w Akademii Teatralnej w Warszawie. Oprócz tego jestem pomysłodawcą i producentem cyklu „Teatr na leżakach”, który realizuję z Teatrem Pijana Sypialnia.

Fascynacja folklorem – skąd się wzięła?
W 2012 roku założyłem razem z przyjaciółmi Teatr Pijana Sypialnia. Zostawiliśmy pracę, rzuciliśmy studia i postanowiliśmy stworzyć najlepszy teatr na świecie, a co! Staszek Dembski swoje muzyczne fascynacje przelał na cały zespół. Pojawił się Daniel Zieliński, szef muzyczny teatru, który współpracował z zespołami pieśni i tańca. Zaczęliśmy tworzyć język Pijanej Sypialni, który polega do dziś na śpiewie na żywo i tańcu. Grzebanie w ludowości i próba znalezienia sposobu na czerpanie z niej stały się wizytówką naszego teatru. Takie myślenie jest mi również bliskie w projektach, które realizuję poza moim teatrem.

 

…JEST…

Twoje obecne projekty

Wypełnienie kwestionariusza dopadło mnie w trakcie tworzenia scenariusza spektaklu na motywach twórczości Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. W Teatrze Pijana Sypialnia pracuję nad EkoOperą. Najtrudniejszym projektem, który staram się ukończyć od wielu lat, są studia. Mam nadzieję, że wreszcie skończę chociaż reżyserię. Jestem również dyrektorem Teatru Pijana Sypialnia.

Największa obawa

Artystyczna? Teatr nie zmienia świata, ale ma do spełnienia ważną misję. Dzięki teatrowi możemy bronić różnorodności świata. Tymczasem obserwuję „targetyzację” teatru. Dotyczy to szczególnie teatrów w dużych miastach. Publiczność chodząca do danego teatru dostaje zawsze to, czego chce. Zarówno na poziomie tematów, jak i języka spektakli. Chciałbym reżyserować w państwowych instytucjach. A co, jeśli moje pomysły nie załapią się na żaden „profil sceny”? Boję się, że przez teatr przestanę umieć odpoczywać, że zawalę relacje z przyjaciółmi i będę samotny. A obawa jeszcze bardziej prozaiczna? Boję się, że nie będę miał pracy.

Największa przeszkoda
Nie pomaga… sukces. Funkcjonuje bardzo „polska” zasada, że jeśli coś ci się udaje, to znaczy, że sam sobie znakomicie poradzisz. Tymczasem nadal żyjemy w rzeczywistości, w której bez wsparcia państwa „zjawiska” w teatrze są skazane na porażkę. Być może kiedyś to się zmieni dzięki udziałowi sektora prywatnego, ale wszystko wskazuje na to, że to pieśń przyszłości, a zmiany w tym zakresie postępują wolniej, niż wszyscy się spodziewali. Myślę tutaj nie tylko o finansowaniu, ale również o udostępnianiu przestrzeni. W ostatnich latach powstało w Polsce wiele nowoczesnych sal widowiskowych, do których bardzo trudno się dostać, czasem z absurdalnych powodów. A sukces właściwie zamyka możliwość współpracy. „Przecież ciebie stać na orkiestry, więc stać cię, żeby wynająć sobie teatr”. Niestety słyszę to zdanie bardzo często. Nie będę oryginalny i moją obawę podzieli zapewne wiele reżyserek i reżyserów – mało jest miejsc na realizację własnych projektów.

Największa motywacja
Spotkania z nowymi aktorkami i aktorami przy okazji kolejnych realizacji.

Trzy słowa, które opisują Twoją twórczość
Iluzja, muzyczność, komunikatywność.

Humor – jaką prawdę o Twoich bohaterach objawia?
Nie boję się śmiechu publiczności. Uważam, że widza trudniej rozbawić, niż wzruszyć. Traktuję to jako wyzwanie. Nie chodzi o „brecht”, tylko właśnie o śmiech. Śmiech oczyszcza, może nawet lepiej niż łzy, bo energetyzuje. Mam nadzieję, że przez śmiech moi bohaterowie stają się bliżsi widzom. Po prostu. Nie ma w tym wielkiej filozofii.

 

BĘDZIE

Projekt, który chciałbyś wcielić w życie
Byle z muzyką na żywo! Ostatnio marzenia kołują wokół Pastorałki Leona Schillera.

Największe marzenie
Zobaczyć na żywo całkowite zaćmienie słońca.

Co będzie dalej?
Nie mam na to dużego wpływu.

Gdyby nie teatr, to…?
Teraz to już po ptakach… Może byłbym ogrodnikiem. W Nowych Prusach miałem swój ogród, za którym tęsknię. W Warszawie wyzwaniem jest utrzymanie przy życiu kilku doniczkowych roślin. Niestety, ciągle nie ma mnie w mieszkaniu…
„Metafizyka codzienności” – tak niektórzy określają tematykę Twoich spektakli. Czy myślisz, że będziesz ją dalej zgłębiał?
Pierwsze słyszę! Staram się nie nudzić. Mam swoje ulubione tematy, ale na ich przeprowadzenie szukam świeżych form. Obiecuję sobie, że zrobię wszystko, żeby nie „odgrzewać kotletów”. Na razie mam na to siłę.

 

 

krytyczka teatralna, od 2019 w redakcji „Teatru”.