7-8/2020

Aktorstwo bliskie osobowości

„Studenci siedzą na Messengerze, a ja ich podglądam. Długo szukaliśmy tego, co w zaistniałej rzeczywistości może być dialogiem, pogłębioną sytuacją kontaktu” – z Marcinem Bartnikowskim rozmawia Katarzyna Flader-Rzeszowska.

Obrazek ilustrujący tekst Aktorstwo bliskie osobowości

fot. Bartek Warzecha

 

KATARZYNA FLADER-RZESZOWSKA Ukończyłeś kierunek aktorski w białostockiej filii Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Od ilu lat jesteś związany z tą uczelnią jako wykładowca?

MARCIN BARTNIKOWSKI Zaraz po skończeniu studiów dostałem staż. Formalnie zatrudniony zostałem dwa lata po studiach, czyli w 2006 roku.

FLADER-RZESZOWSKA Czy zauważasz różnicę w kształceniu aktorów w stosunku do czasów, w których zaczynałeś studia? To już dwadzieścia lat!

BARTNIKOWSKI Oczywiście, że tak. Przede wszystkim wielu naszych profesorów było ludźmi starej daty, którzy uczyli bardzo klasycznie. Dużo bardziej wyczuwało się relację mistrz – uczeń, wręcz szło to w ustawianie wielu sytuacji czy narzucanie interpretacji tekstu. Bardzo dużo było aktorstwa kreacyjnego, czyli wychodzenia poza siebie, albo spełniania oczekiwań wobec tego, co jest zapisane w tekście. Te dwa aspekty bardzo się zmieniły. Teatr się zmienił. Opiera się głównie na osobowości aktora, nikt nie udaje, że każdy aktor może zagrać wszystko. Aktorstwo teatralne coraz bardziej zbliża się do aktorstwa filmowego, gdzie bliskość kamery odsłania, kto jak wygląda, jakie ma predyspozycje. Każdą rolę aktor zbuduje oczywiście inaczej, ale oprze ją na swoich doświadczeniach i temperamencie, nie zmieni swojej osobowości. Bardzo staramy się korzystać z propozycji studentów, z ich warunków, i dążymy do tego, by bardzo mało im narzucać. Oczywiście uczymy także budowania roli, ale zgodnie z tym, co pisze Uta Hagen, jest to praca dwubiegunowa: ja w roli i rola we mnie. Ja zawsze tłumaczę to tak, że mamy w sobie w różnym stopniu różne typy osobowości i lepiej, będąc cholerykiem grającym flegmatyka, zacząć od choćby minimalnych własnych zachowań flegmatycznych i powoli je rozwijać, ożywiać nimi postać, niż zaczynać od zewnętrznych wyobrażeń, które prowadzą do udawania.

FLADER-RZESZOWSKA Jak nowe media w teatrze wpływają na aktorstwo?

BARTNIKOWSKI Jeśli obcuje się z aktorem widzianym przez oko kamery, z jego całą twarzą, z jego oczami, to detal zaczyna być bardzo istotny. Mamy spotkanie intymne, gdzie każdy fałsz staje się nie do zniesienia. Aktor, który zaczyna swoje zawodowe doświadczenie w teatrze, a potem staje przed kamerą, musi oduczać się pewnych rzeczy. Na dużej scenie nie wszystko dociera do widza, czasem coś trzeba nieco napiąć, powiększyć – oczywiście najprawdziwiej jak się da – ale przed kamerą nadmiaru trzeba się wyzbywać. Przez to gramy coraz prościej, coraz bardziej naturalnie, nie tyle realistycznie, co werystycznie. I dobrze.

FLADER-RZESZOWSKA Kiedy zaczynałeś edukację, Białystok mocno stawiał na typowe aktorstwo lalkowe. Czy dziś to się zmieniło?

BARTNIKOWSKI Tak. Nie oznacza to odejścia od lalkarstwa, tylko wejście w nowy typ nauczania. Od trzech lat nie mamy tego, co jeszcze ma Wrocław, czyli dokonywanego na drugim roku podziału na klasyczne techniki lalkowe i oddzielnego uczenia każdej z nich. Na naszej uczelni jest jeden przedmiot – klasyczne techniki lalkowe, i drugi – współczesne techniki lalkowe. Klasyczne techniki są potrzebne jako abecadło przydatne do tworzenia współczesnych spektakli, ale ich samych właściwie się nie używa. Nie ma sensu uczyć ich tak długo i tak dokładnie. Możemy się pobawić w mimikę Bogusławskiego, ale nie musimy jej studiować cały rok. W tej chwili wzorem szkół niemieckich studenci mogą dużo więcej sami proponować, próbować. Mamy bardzo zdolną młodą kadrę, która stara się nieco unowocześnić nauczanie i cały system. Jest to oczywiście trudne i problematyczne, ponieważ program jest świeży.

FLADER-RZESZOWSKA Ale zmiany są konieczne.

BARTNIKOWSKI Studenci nie lubili tych zajęć. To była żmudna praca, nie do końca przydatna w przyszłości. Stary system często zniechęcał, a nie zachęcał do lalkarstwa.

FLADER-RZESZOWSKA Rozumiem, że warto wiedzieć, jak dana technika funkcjonuje, jak na przykład prowadzi się marionetkę, ale wystarcza to na poziomie podstawowym. Kto będzie chciał się rozwijać w danej technice, będzie to robił indywidualnie.

BARTNIKOWSKI Dokładnie o to nam chodzi. W poprzednim wywiadzie dla „Teatru” mówiłem, że ta reforma jeszcze przed nami. Teraz nowy program już jest. To sukces.

FLADER-RZESZOWSKA Jakich przedmiotów uczysz obecnie?

BARTNIKOWSKI Na pierwszym roku mam dwie grupy z interpretacji prozy, a na drugim prowadzę jedną grupę ze scen dialogowych wierszem. Przyjęliśmy, że interpretacja wiersza jest na pierwszym roku, a na drugim roku przez dwa semestry uczymy scen dialogowych wierszem, bo to studentowi jest najbardziej potrzebne Zatem na drugim roku uczymy oddzielnie scen dialogowych prozą i scen dialogowych wierszem.

FLADER-RZESZOWSKA Kto wybiera teksty na Twoje zajęcia? Ty sam?

BARTNIKOWSKI Ja wybieram temat. Bywa, że czytam ze studentami dwa różne teksty i wspólnie decydujemy, nad czym pracować. Czasem narzucam studentom sceny, tylko muszę ich wcześniej poznać, a czasem studenci wybierają te sceny sami, uzasadniając swój wybór. Z kolei z prozą jest tak, że każę studentom przeczytać jakiś utwór, na przykład w tym semestrze Kandyda Woltera, a w poprzednim teksty Sikorskiej-Miszczuk i Kmiecika. Potem sami studenci wybierają fragment do pracy. Moje działania wprzęgnięte są jednak w szerszy system edukacji. Kilka lat temu, po konsultacji z kolegami, którzy prowadzą te przedmioty, napisałem ramowy program z interpretacji prozy i wiersza. Potem, w porozumieniu z dziekanem, zebrałem też ramowe programy elementarnych zadań aktorskich, scen dialogowych, pracy nad rolą – po to, by w bloku aktorskim na naszym kierunku wszystko miało swoje miejsce. Idąc na zajęcia w drugim semestrze, wiem, że mam do zrobienia dramat o krótkim metrum, na przykład ośmiozgłoskowiec. W tym roku robiłem Wesele. Grupa, która pracowała równolegle, robiła Peer Gynta w tłumaczeniu Kasprowicza, czyli też ośmiozgłoskowiec.

FLADER-RZESZOWSKA W samej nazwie przedmiotu są jednak zapisane sceny dialogowe. Zakłada to konieczną interakcję. Nie chodzi tylko o uczenie ośmiozgłoskowca – choć wcale nie jest to łatwe – ale o granie z partnerem i wzajemne bycie w przestrzeni. Jak można uczyć aktorstwa online, w czasie pandemii, przy braku realnego kontaktu, gdy widzimy się tylko poprzez obrazki na ekranie?

BARTNIKOWSKI Właśnie z tego czerpię. Na początku, kiedy dowiedziałem się, że mam prowadzić zajęcia przez Internet, zadzwoniłem do naszej pani prorektor – do Marty Rau i zapytałem, czy wszyscy praktycy muszą to robić. Odpowiedziała: „Tylko wtedy, gdy jest to możliwe”. Stwierdziłem więc natychmiast, że nie jest to możliwe. Po trzech dniach intensywnego myślenia doszedłem jednak do wniosku, że ja, mam nadzieję, jeszcze nie raz będę miał drugi semestr drugiego roku, ale studenci swojego drugiego semestru już więcej mieć nie będą. Przecież żyjemy w rzeczywistości Internetu, to jest teraz nasze życie, nasze spotkania, nasze reakcje na nowy, trochę straszny świat. Można to przełożyć na język teatru i z tego czerpać. Zawsze zresztą proszę, żeby studenci szukali własnych inspiracji. W obecnej sytuacji studenci siedzą na Messengerze, a ja ich podglądam. Długo szukaliśmy tego, co w zaistniałej sytuacji może być dialogiem, pogłębioną sytuacją kontaktu, poszukiwaniem ważnej sprawy, która coś w wykonawcy uruchomi. Na początku wszyscy byli przerażeni, że będą to tylko gadające głowy. Ja wierzyłem, że uda nam się znaleźć nowe środki wyrazu. Wystarczy pooglądać internetowe filmiki, żeby się przekonać, co dzisiaj ludzie robią w sieci, czym się zajmują. Jak różne dziwne rzeczy nagrywają kamerami swoich telefonów. Trzeba sobie wyobrazić, jak druga osoba na to reaguje. Niektóre z naszych scen są rzeczywiście statyczne, ale nie wszystkie.

FLADER-RZESZOWSKA Zwykle studenci siedzą przed kamerą, czy też się z nią przemieszczają?

BARTNIKOWSKI Przemieszczają się coraz bardziej. Trochę czasu zajęło im to uwolnienie, ale kiedy ono już nastąpiło, efekty były zaskakujące. Ruch na tym etapie potrafi bardzo uwolnić ciało i myślenie, zagłuszyć samokontrolę.

FLADER-RZESZOWSKA Na komunikatorze pracujecie w parach?

BARTNIKOWSKI Po dwie lub trzy osoby. Teraz pracujemy nad Balladyną. Jedna z par wymyśliła sobie taką sytuację w przypadku sceny komediowej Grabiec – Balladyna, że rozmawiają przez Omegle. To nie jest moje pokolenie, więc nawet nie wiedziałem, czym jest Omegle – to serwis randkowy, na który ludzie wchodzą dla rozrywki, często po to, by trafić na świra, z którego będą mogli się pośmiać. Nie wiedzą na kogo trafią – internetowa randka w ciemno. Nasz Grabiec to chłopak w kampusie studenckim, który wraz z kolegą wszedł na Omegle podczas imprezy. Kumpel podpowiada mu zza kamerki, co ma mówić. A Balladyna, współczesna dziewczyna, desperacko szuka męża. Przybiera pozy, gesty, które uzbierała sobie w sieci, choćby ze zdjęć zamieszczanych przez dziewczyny na Instagramie. To sytuacja bardzo dynamiczna, budująca dużo możliwości na reakcję z jednej i drugiej strony, pogłębiająca konflikt. Z początkowej zabawy, gdzie dziewczyna jest ofiarą, sprawa przybiera bieg jak w filmie Fatalne zauroczenie – to chłopak staje się ofiarą psychopatycznej panny młodej.

FLADER-RZESZOWSKA Można pogłębić konflikt online? Aktor potrzebuje chyba energii widowni i partnera, konfrontacji, bliskości.

BARTNIKOWSKI To jest największy problem. Teraz jesteśmy na etapie nagrywania scen. Normalnie przy pracy z kamerą, nawet jeśli ujęcie jest grane tylko na nas, partner jest obecny i pozostaje w kontakcie, pomaga nam uwierzyć w to, co robimy. W tym przypadku studenci po etapie pracy live na komunikatorze, gdzie budowali dialog, dobijali się do siebie przez ekrany, finalnie nagrywają swoje partie ze zgranym wcześniej partnerem. To drugi rok, praca nad wykorzystywaniem pamięci emocjonalnej jest zaawansowana, jednak nie jest łatwo. Właśnie cały czas szukamy w tej materii rozwiązań. Tego, co zrobić, aby dialog był żywy.

FLADER-RZESZOWSKA Sądzisz, że metody wypracowane podczas pandemii mogą przydać się w kształceniu po kwarantannie?

BARTNIKOWSKI Daję studentom jak najmniej uwag, ale staram się, aby były jak najbardziej precyzyjne, by do następnego spotkania mogli coś przepracować. Sam uczę się pracy w trudnych warunkach. Od wielu lat nic nie pokazuję studentom, rzadko mówię, co mają akcentować, nie mówię na ogół nawet o intencjach. Rozmawiamy tylko o nadrzędnych zadaniach, które, jeśli są precyzyjne i przemyślane, budują resztę. W nauczaniu przez Internet jest to niezwykle przydatne i wymaga wręcz wyostrzenia. Nauczanie bezpośrednie ma charakter czasoprzestrzenny. W normalnych warunkach jeździłem na zajęcia z Warszawy do Białegostoku. Jestem pewny, że z sieci będę mógł korzystać także w przyszłości, kontaktując się ze studentami przez komunikatory i pomagając im między zajęciami. Już wiem, że to jest możliwe, i wiem, jak to działa. Oczywiście, kiedy pracuję nad prozą, jest dużo łatwiej, ale i wiersza można uczyć online.

FLADER-RZESZOWSKA Czy Twoi studenci lepiej radzą sobie w tym świecie niż Ty? Podoba im się taka forma pracy?

BARTNIKOWSKI Oni bardzo dobrze się w tym czują. Aktorstwo bliskie ich osobowości, ich czasom – a na takie pozwala im Internet – bardzo im się podoba. Moi studenci nie lubią typowej teatralnej formy. To już nie jest ich świat. Dziś na zajęciach widzę ich okiem kamery. To jest świetne, ponieważ widzę ich inaczej niż dotychczas, mogę korygować inne rzeczy. Widzę detale. Bardzo możliwe, że w przyszłości będę wykorzystywał to medium, by sprawdzać to, czego nie mogę sprawdzić, patrząc na studentów na scenie. A pamiętajmy, że kamera jest okrutna.

FLADER-RZESZOWSKA Sądzisz, że nauczanie online w jakimś sensie poszerzyło środki ekspresji aktorskiej?

BARTNIKOWSKI Może nie tyle poszerzyło samą ekspresję, co poszerzyło moje postrzeganie studentów, a studentom pozwala poszerzyć obszar, w którym się poruszają – to na pewno. Ten semestr w Akademii Teatralnej dokończymy online.

FLADER-RZESZOWSKA Czy zaliczenie też będzie online? Pokażecie efekt Waszej pracy w sieci?

BARTNIKOWSKI Tak. Minusem jest to, że transmisje czasami się zacinają. Dlatego sceny zostaną nagrane. Nie udostępnimy oczywiście wszystkich scen, nad którymi pracujemy. Wiele z nich służy tylko jako warsztat aktorski, ćwiczenie, żeby studenci szukali, dociekali.

FLADER-RZESZOWSKA Zmienił się program, mówiłeś, że zanika w nauczaniu aktorstwa relacja mistrz – uczeń. A czy zmienia się też sam sposób nauczania, czy odchodzi się od metod nazbyt wkraczających w intymność studenta, jego psychikę, ale i cielesność?

BARTNIKOWSKI To się zdecydowanie zmienia i bardzo mnie to cieszy. Zawsze starałem się mieć takie relacje ze studentami, żeby zachowywać potrzebny dystans, bez którego nie ma też pewności studenta. Na pewno mam na swoim sumieniu jakieś błędy w tej materii, ale nie mogłem nigdy zrozumieć, dlaczego część wykładowców stosuje metody psychicznej agresji. Dlaczego czasami doświadczeni ludzie krzyczą na studentów albo szantażują ich emocjonalnie. Na szczęście widzę, że to się zmienia. Zawdzięczamy to w dużym stopniu naszym władzom, zarówno na szczeblu uczelnianym, jak i na poziomie kierunku. Nie ma już zgody na przemoc. Przyjęliśmy w Senacie ważny dokument, jakim jest kodeks etyki. Wzbudziło to pewne kontrowersje: część wykładowców uważała, że zasady zawarte w kodeksie powinny być oczywiste dla każdego nauczyciela i ich zapisywanie nie jest potrzebne. Tymczasem jak czegoś nie ma na papierze, to często tego nie ma wcale. To przykre, że dzieje się tak nawet w środowisku akademickim. Dobry obyczaj nie wystarcza.

FLADER-RZESZOWSKA Jak będzie wyglądał w tym roku dyplom?

BARTNIKOWSKI Prace nad dyplomem w małych grupach mogą zostać wznowione od czerwca. To jest jedyny wyjątek. Przypominam, że nasze studia są czteroipółletnie, więc eksploatacja spektaklu w kolejnym semestrze jest jak najbardziej możliwa. Jeden dyplom został już zrealizowany. Część studentów robi dyplomy poza szkołą.

FLADER-RZESZOWSKA Jest prawdopodobne, że tegoroczna rekrutacja odbędzie się przez Internet?

BARTNIKOWSKI Niestety jest to prawie pewne, przed czym drżę jako opiekun artystyczny kolejnego roku. Trudno nam to sobie wyobrazić, ale rektor Wojciech Malajkat jest zdania, że musimy zachować najwyższe środki ostrożności.

FLADER-RZESZOWSKA W tym roku założony przez Ciebie Teatr Malabar Hotel obchodzi okrągły jubileusz dziesięciolecia. W obecnej sytuacji większość artystów jest w bardzo trudnym położeniu. Nie ma etatów, nie ma stałego dochodu.

BARTNIKOWSKI Mieliśmy zrealizować dwa małe projekty z Łazienkami Królewskimi. W końcówce sezonu mieliśmy robić dużą koprodukcję teatralną. Obie te rzeczy zostały zawieszone. Na szczęście pojawiła się propozycja pracy nad nowym spektaklem z Teatru Dramatycznego, co daje nam jakąś nadzieję. Wszystkie premiery, które gramy w Teatrze Dramatycznym, gdzie w ostatnich latach intensywnie pracowaliśmy, łącznie z ostatnim Grochowem, są oczywiście odwołane. Tak samo jak wszystkie festiwale. Jest to o tyle trudne, że wiosna to zwykle najbardziej intensywny okres naszej działalności. W naszym przypadku nie ma żadnej rekompensaty. Ja i Marcin Bikowski – współtwórca Teatru Malabar – mamy to szczęście, że jesteśmy etatowymi pracownikami Akademii Teatralnej, więc mamy za co żyć. Ale zawodowo jest kiepsko, tym bardziej że nie wiemy, kiedy będzie powrót do normalności. Złożyliśmy wnioski na spektakle realizowane online, na transmisje, ale zarówno wniosek fundacyjny, jak i stypendialny zostały odrzucone. A to jest nasz jubileuszowy dziesiąty sezon. Komentować nie będę. Uważam, że darmowe transmisje nie są dobrym pomysłem, więc czegoś takiego nie zrobimy. A płatne wymagają finansów i przygotowania. Więc to też odpada.

FLADER-RZESZOWSKA Dlaczego myślisz, że darmowe pokazy online nie są dobre? Nie doceniamy tego, za co nie zapłacimy?

BARTNIKOWSKI W Polsce panuje wciąż przekonanie, że kultura to miły dodatek, ale nie efekt ciężkiej pracy, i że wiele propozycji kulturalnych powinno być za darmo. Na przykład muzyka – z muzyką jest najgorzej. Jeśli zaś chodzi o teatr, to pamiętajmy, że my w tej chwili nie zarabiamy. Nie powinniśmy pogłębiać przyzwyczajenia, że dajemy coś za darmo, że w sferze kultury tak można. Czy piekarnie dostarczają darmowy chleb pod drzwi? Rozumiem, że sytuacja jest dramatyczna, a akcja #zostanwdomu wspaniała, natomiast ona nie może być jednostronna – artyści dają, nie dostając praktycznie nic w zamian.

FLADER-RZESZOWSKA A co myślisz o produkcjach przeznaczonych wyłącznie do sieci? To jest bardziej sensowne?

BARTNIKOWSKI Oczywiście, że tak. To jest właśnie to, o czym cały czas rozmawiamy w kontekście nauczania aktorstwa w obecnych warunkach. I właśnie z Łazienkami, we współpracy z Asią Szumańską, wymyśliliśmy taki projekt. Chcieliśmy zrobić w Ogrodzie Łazienkowskim Noc listopadową Wyspiańskiego, która w dużej mierze dzieje się właśnie w tym miejscu. Mnie zawsze fascynowała ta przestrzeń, pewnie też z powodu skojarzeń z teatrem Grzegorzewskiego, z Mannem, z Wenecją. Miał to być projekt obejmujący sfilmowany spektakl dialogujący z wirtualną wystawą, na którą składałyby się teksty, obrazy, fotografie, zmapowane miejsca dramatu. Chcieliśmy, by było to czymś więcej niż tylko transmisją spektaklu. Nie składamy broni. Szukamy sponsorów. To są marzenia. Natomiast obecnie najczęściej mamy do czynienia z puszczaniem słabej jakości nagrań.

FLADER-RZESZOWSKA Niestety wiele z nich nie było przygotowywanych z myślą o publicznym udostępnianiu i nie oddają one w żadnej mierze charakteru i atmosfery spektakli.

BARTNIKOWSKI Tak, emitowane spektakle najczęściej nie są pomyślane jako prezentacje internetowe czy telewizyjne. To techniczne nagrania, które robi się z myślą o festiwalach, promocji, po to, by mogły je zobaczyć pojedyncze osoby. Był taki cykl spektakli nagrywanych przez TVP Kultura. Między innymi widziałem Słomkowy kapelusz w reżyserii Cieplaka, gdzie metateatralność dzięki telewizyjnym możliwościom zaglądania za kulisy została pogłębiona, dopisała nowe znaczenia. Nagle okazało się, że spektakl ma nową jakość. Powstały dzięki temu dwie wersje spektaklu – i obie były ciekawe i fascynujące, a każda inna. Myślę, że to jest sedno. Możemy zrobić coś wspaniałego z teatrem poprzez ekran, ale naprawdę trzeba się nad tym napracować drugie tyle, co przy samym spektaklu teatralnym. W TVP Kultura był cały sztab ludzi, którzy nagrywali i realizowali. Na to dziś nie ma ani możliwości, ani pieniędzy.

FLADER-RZESZOWSKA To wymaga też innego języka, innych środków.

BARTNIKOWSKI Nie jestem przeciwny popularyzowaniu kultury w sieci, nawet za złotówkę. To medium jest też moim medium, ja przecież też żyję w internetowym świecie. Lubię przestrzeń VR, multimedia. Tylko, by je wykorzystywać dla teatru, potrzeba jakiejś kreacji, czasu, spokoju i pieniędzy – a tego dziś niestety nie ma.

teatrolog, profesor w Katedrze Dialogu Wiary z Kulturą UKSW. Autorka książek Promieniowanie rapsodyzmu. W kręgu myśli i praktyki teatralnej Mieczysława Kotlarczyka (2008) i Teatr przeciwko śmierci. Kryptoteologia Tadeusza Kantora (2015).