9/2020

Ograniczenia potrafią być inspirujące

Fokus na... Paulinę Góral

Obrazek ilustrujący tekst Ograniczenia potrafią być inspirujące

fot. Magda Hueckel

 

Jej światło w spektaklach nie tylko buduje niesamowitą atmosferę, ale także aktywnie współtworzy narrację. Kreowała zimny świat wyalienowanego Tomasza Sikorskiego w Holzwege, oświetlała prostopadłościenne struktury Daniela Burena w Mieście białych kart, reżyserowała światło kilku równoległych planów w Cząstkach kobiety, malowała odrealnione, schizofreniczne wizje światów Chaosu pierwszego poziomu i Jungle People, rzeźbiła fałdy monumentalnej czerwonej kurtyny w Imieniu róży, skąpała w półmroku bohaterów Kartoteki rozrzuconej. Uczennica samej Felice Ross ma pełne ręce roboty. Każda realizacja objawia nowe oblicze twórczości młodej artystki. Ostatnim jej dziełem jest reżyseria świateł w lubelskim Nad Niemnem. Paulina Góral opowiada Agacie Tomasiewicz o swoich inspiracjach, planach, perspektywach.

 

CO BYŁO...

Parę słów o inspiracjach i ludziach na Twojej drodze

Moją największą inspiracją i nauczycielką jest Felice Ross. Jej światło w spektaklach zawsze jest dopracowane, wspaniale dopełnia całość. Miałam przyjemność asystować Ross i to zawsze była wspaniała nauka. Jeżeli chodzi o inspiracje, to muszę wymienić prace dwóch artystów: Jamesa Turrella i Olafura Eliassona. Ich sposób myślenia o świetle, nie teatralny, a instalacyjny, daje nowe perspektywy twórcze.

Dlaczego teatr?

Od zawsze wiedziałam, że chcę pracować w teatrze. Chyba chodziło mi od początku o sposób pracy. O niezwykły rodzaj zespołu, jaki tworzy się na próbach. Interesował mnie teatr „od zaplecza”, proces tworzenia spektaklu.
Punkt zwrotny w Twojej twórczości
Każdy spektakl daje mi coś innego i ciężko znaleźć jeden punkt zwrotny. Każda praca to doświadczenie, z którym łatwiej rozpocząć kolejny etap.

Twoje przeszłe projekty

Lubię wracać do starych projektów, do zdjęć ze spektakli, w których robiłam światło, albo do emocji, jakie towarzyszyły mi na próbach. Często wracam myślami do Holzwege w reżyserii Katarzyny Kalwat. To spektakl zupełnie niespektakularny świetlnie, ale bardzo go lubię. Chciałam, aby światło podkreślało klimat spektaklu, subtelnie prowadziło, nie zwracało na siebie uwagi, ale podświadomie działało. Uwielbiam też kolorowe, baśniowe Jungle People w reżyserii Mateusza Pakuły, w którym fantastyczna scenografia, kostiumy i światło stają się jednym. Kiedy myślę o zrealizowanych projektach, zawsze pojawia się Skrzywienie kręgosłupa w reżyserii Natalii Sołtysik, spektakl zrealizowany w całości na tradycyjnym sprzęcie oświetleniowym.


W Twoich spektaklach światło żyje, jest równorzędnym bohaterem, zmienia akcenty. Weźmy choćby Cząstki kobiety – jest coś metafizycznego w złotym, rozproszonym świetle modelującym kształty zdezelowanych mebli i wypchanych zwierzęcych trucheł.

Cząstki kobiety wymagały filmowej pracy ze światłem. Całe moje doświadczenie dotyczące teatralnego świecenia przestało być ważne. Kornél Mundruczó był bardzo precyzyjny w swoim wyobrażeniu, jak ten świat ma wyglądać, jaki ma być jego obraz. Wszystkie nasze inspiracje pochodziły ze świata filmu. Kluczowe stało się światło wpadające zza okna, lampy, żyrandole, zmieniające się pory dnia. Pierwszy raz ustawiałam światło pod kamerę, nie pod ludzkie oko. To zupełnie inny rodzaj pracy.


Pracowałaś również przy le journal secret Izy Szostak. Czym się różniła praca przy projekcie tancerki i choreografki od tego, czym głównie się zajmujesz?

Le journal secret Izy Szostak był moim pierwszym tego typu projektem. Nowe, wspaniałe doświadczenie, w którym inspiracją dla myślenia o świetle nie była przestrzeń, tylko ruch. To była bardzo konceptualna praca, w której dużo przygotowań odbyło się przed próbami. Spotykaliśmy się z twórcami, rozmawialiśmy o inspiracjach, znaczeniach świateł. To był dla mnie nowy, bardzo otwierający sposób myślenia o świetle w teatrze.

 

...JEST...

Twoje obecne projekty

28 czerwca, po przerwie spowodowanej pandemią, odbyła się premiera spektaklu Nad Niemnem w reżyserii Jędrzeja Piaskowskiego w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lublinie. W połowie sierpnia zaczynam pracę nad Jedzonkiem Katarzyny Szyngiery w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

Największa przeszkoda

Zawsze przeszkodą są ograniczenia techniczne i czasowe, na które nie mam wpływu, a które determinują moją pracę. Chociaż czasami takie ograniczenia potrafią być inspirujące.

Trzy słowa, które opisują Twoją twórczość

Zespołowość, sprawność, pomysłowość.


Spora część artystów skarży się na brak kompetencji krytyków, którzy nie umieją zanalizować takich komponentów widowiska jak światło – bądź uparcie ten aspekt ignorują. Co o tym sądzisz?

To prawda, bardzo rzadko spotykam się w recenzjach z opisem światła, ale kiedy czytam recenzje spektakli, przy których pracowałam, myślę sobie, że fragmenty dotyczące scenografii dotyczą też światła. W końcu mam wpływ na to, jak recenzenci widzą scenografię.

 

...BĘDZIE

Projekt, który chciałbyś wcielić w życie

Chciałabym kiedyś zaświecić koncert.

Co będzie dalej?

Najbliższe projekty to Jedzonko Katarzyny Szyngiery w Teatrze Słowackiego w Krakowie oraz Lem vs. Dick Mateusza Pakuły w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie.

Gdyby nie teatr, to…?

Chyba i tak teatr. Ewentualnie film.

 

 

krytyczka teatralna, od 2019 w redakcji „Teatru”.