10/2020
Marek Kochan

Charonella

 

Mógłby tam być brodaty siwy starzec, ubrany w strój niewolnika, z jednym rękawem, w kapeluszu. A jest to kobieta. Mówi przez mikrofon, dość wyraźnie, głośno. Nie wszystko jednak słyszę, bo ulicą św. Wincentego jeżdżą hałaśliwe auta. Nazywa się to patetycznie domem pogrzebowym, a jest to zwykły barak oklejony sidingiem, piaskowcem ubogich. Stoi tuż obok ulicy, wejście jest niemal z chodnika, kilka metrów od asfaltu.

Pomieszczenie jest małe i nie wszyscy się mieszczą, tam pewnie jeszcze większa duchota niż na zewnątrz. W środku rodzina, na zewnątrz inni. Słońce grzeje bardzo, jest chyba ze trzydzieści stopni.

Pani Hania zmarła w pierwszej połowie sierpnia, ale pogrzeb jest dopiero teraz, dwudziestego. Kiedy byliśmy u niej wtedy, jesienią, lekarze dawali jej jedenaście miesięcy. Rak płuc, czwarte stadium, mediana przeżycia jedenaście miesięcy. Żyła dwa lata, bez miesiąca. Pod koniec życia w hospicjum. Syn miał blisko, zaglądał tam prawie codziennie, rozmawiali.

Pani Hania chciała mieć świecki pogrzeb, to był jej wybór.

Świeckie pogrzeby to brutalna forma ewangelizacji. Lepiej wrócić do kościoła, gdy się odeń odeszło, albo tam przyjść, jeśli się wcześniej nie było. Im szybciej, tym lepiej. Jeśli nie zdążysz, to będą ci potem nad głową mówić coś podobnego.

Kobiecy głos ze środka okrągłymi, szkolnymi zdaniami czyta napisany tekst. Wylicza zdarzenia z życia Pani Hani. Jak się urodziła w czasie wojny, gdzie mieszkała w dzieciństwie. Gdzie pracowała. Kiedy wzięła ślub i z kim. W którym roku przeprowadziła się do mieszkania, w którym spędziła czterdzieści pięć lat, ponad połowę życia. Kiedy urodził się jej jedyny syn, jej wielka duma. Coś o synu, coś o wnukach. Kiedy umarł mąż, pochowany na pobliskim cmentarzu. Choroba. Że do ostatnich dni zachowała i tak dalej.

Przygotowała się, odbyła rozmowy, notowała, być może przesłała wersję do konsultacji. Kto to jest, chciałbym wiedzieć, ale teraz nie wypada pytać. Jest to bardzo profesjonalne. Modulacja głosu obliczona na to, żeby było godnie i wzruszająco, jednak mi to wzruszenie nie udziela się wcale. Słucham, ogarnia mnie smutek, ale raczej z powodu miejsca i tej żałosnej imitacji kościelnego rytuału, tej syntetycznej podróbki misterium.

Mój wzrok pada na stojące tuż obok auto. Jest to kieszonkowy SUV, audi, czarny, z białym dachem. Mistrz Świeckiej Ceremonii Pogrzebowej, pani taka to a taka, numer telefonu. Czytam ozdobne srebrne litery na drzwiach. Felgi też są ozdobne, to jakaś wypasiona wersja. Czyli tej pani dobrze się powodzi. Mistrz, ciekawe, tu nie ma miejsca na feminatywy, ma być poważnie. Mistrzyni, to by się kojarzyło raczej z zawodami sportowymi. Może z czasem i to się zmieni.

Zaglądam do środka. Trochę bałagan, rzeczy różne na siedzeniu pasażera i przed szybą. Ta pani jest w drodze, z pogrzebu na pogrzeb, dziś tu, jutro tam, życie wagabundy.

Ale to nie tym autem przewożą urnę i kwiaty, tylko zwyczajnie, czarnym mercedesem kombi. Mistrz Ceremonii jedzie swoim, osobno, żałobnicy na piechotę. Do cmentarza niedaleko, kilkaset metrów.

Przez chwilę widzę Charonellę przed pogrzebowym barakiem, ale lepiej mogę się jej przyjrzeć dopiero potem, gdy nieopodal cmentarnego kościółka formuje się kondukt.

Jest po czterdziestce, przed pięćdziesiątką. Ma długie rozpuszczone włosy, blond, farbowane. Złote koła w uszach. Jej strój to czarna szata przypominająca togę, z czerwonymi wyłogami. Do tego łańcuch z orłem. Dlaczego z orłem? Przecież Charonella nie reprezentuje żadnej państwowej instytucji. Ano, pewnie żeby wyglądać poważnie. Jak sędzia, albo urzędnik stanu cywilnego, który daje śluby. Ślubów na razie Charonella dawać nie będzie, ale może z czasem? W biznesie to się nazywa dywersyfikacja pionowa. Ta sama klientela przecież, tylko na innym etapie życia.

Czerwony jest motywem przewodnim jej stroju. Do krwistych wyłogów na todze pasują wysokie szpilki i długie szpony w tym samym kolorze. Czarny śmierć, a czerwony – życie. A może to ogień piekielny?

Potem znajduję wszystkie szczegóły w Internecie. Dwa lata w branży, ponad dwieście pogrzebów na koncie. Pięć godzin na przygotowanie, ceremonia czterdzieści minut plus kwadrans nad grobem. Zapewnia profesjonalną oprawę muzyczną i nowoczesny sprzęt nagłaśniający. Na życzenie jest możliwa także projekcja multimedialna. Koszty ustalane indywidualnie, ale gdzie indziej czytam, że to przedział 400–900 zł, najczęściej 500.

Na ekonomicznej zakładce portalu internetowego czytam o tym artykuł. Mistrz ceremonii pogrzebu. Nowy zawód. Praca z przyszłością.

Aha, nazywa się to wszystko pogrzeb humanistyczny. Mógłby też być humanitarny. Tak jak ubój: rytualny i humanitarny.

Nad grobem Charonella robi swoje, jest urzędowo wzruszona, jak przedtem. Rodzina nie musi mówić nic. Pani Hania już po drugiej stronie Styksu, dowieziona. Kondolencje. Rozchodzimy się.

Przed wyjściem z cmentarza, naprzeciwko kościoła, widzę znów ten samochód, czarny, z białym dachem. Charonella już po pracy, szybko się więc przebrała, jest bez togi, w cywilu. Teraz ma na sobie krótką czerwoną sukienkę, na stopach klapki, też w kolorze komunistycznych flag. Może rusza w drogę, na kolejny pogrzeb, a może prosto z pogrzebu na wakacje.

Więc może być i tak. Aż chce się umierać.

pisarz, profesor Uniwersytetu SWPS. Autor powieści (m.in. Fakir z Ipi, 2013), zbioru opowiadań (Ballada o dobrym dresiarzu, 2005) oraz wielu dramatów realizowanych w Teatrze Telewizji i Teatrze Polskiego Radia m.in. HolyfoodRioReduty).