12/2020
Obrazek ilustrujący tekst Szybka trwałość

fot. Patrycja Płanik

Szybka trwałość

Fokus na... Aleksandra Prowalińskiego

 

Jego prace malarskie są wystawiane i sprzedawane na całym świecie, ale to teatr jest dla niego miejscem artystycznego spełnienia. Ostatnio współtworzył choćby kształty irrealnej, programowanej przez sztuczną inteligencję wyspy z 2020: Burzy Grzegorza Jarzyny. O twórczą drogę Aleksandra Prowalińskiego pyta Agata Tomasiewicz.

 

CO BYŁO…


Jesteś artystą prawdziwie interdyscyplinarnym − reżyserem światła, scenografem, ale też cenionym malarzem i grafikiem. W jakich okolicznościach odkryłeś w sobie to „pierwsze poruszenie”, impuls do tworzenia?

Myślę, że zdarzyło się to wtedy, kiedy po raz pierwszy poznałem teatr. Oczywiście chodziłem też do teatru na Białorusi, zrealizowałem projekt z białoruską reżyserką Natalią Lewanową, ale prawdziwy przełom nastąpił, kiedy moja przyjaciółka, reżyserka światła Jacqueline Sobiszewski, poprosiła mnie o zostanie jej asystentem. Ten impuls pojawił się, gdy zobaczyłem teatr od drugiej strony – jak się go tworzy, czym on tak naprawdę jest. Zobaczenie kulisów było tym magicznym momentem. To daje bardzo dużo energii – chcesz próbować rozmaitych narzędzi, przekazywać dzięki nim impulsy do zrozumienia rzeczywistości.

Parę słów o inspiracjach i ludziach na Twojej drodze

Bardzo ważną osobą była dla mnie Jacqueline, od której wiele się nauczyłem. Jak już zacząłem wchodzić w teatr, pojawili się kolejni ludzie pełniący kluczowe role, na przykład młodzi reżyserzy: Gosia Wdowik, Jakub Skrzywanek czy Marta Ziółek. Potem zacząłem dostawać większe projekty. Wtedy znaczącą rolę odegrali tacy ludzie jak Grzegorz Jarzyna, Ewelina Marciniak czy Remigiusz Brzyk. Wszedłem za kulisy pracy mistrzów. Ta wiedza stanowi mój fundament. Dzięki temu odkrywam w sobie coraz więcej możliwości, zarówno w pracy z pokoleniem mistrzowskim, jak i z reżyserami młodszego pokolenia.

Dlaczego teatr?

Jak wchodzisz do teatru, czujesz jego zapach i już wiesz, na czym on polega – to działa on jak narkotyk, wciąga cię w intensywne rewiry emocjonalne. Nie jesteś w stanie się od niego oderwać. To staje się sposobem na życie. Trudno oddzielić życie prywatne od teatralnego.

Punkt zwrotny w Twojej twórczości

Wydaje mi się, że jest nim właśnie teatr. Najpierw skończyłem Uniwersytet Artystyczny im. A.K. Glebowa w Mińsku na Wydziale Malarstwa, potem studiowałem na Wydziale Grafiki na warszawskiej ASP. Na pierwszym, może drugim roku studiów w Warszawie wszedłem do środowiska teatralnego i poznałem cały proces. Dotychczas zajmowałem się materią nieożywioną: pracą z płótnem, blachami, odbitkami. Pracując w teatrze, zauważyłem, że można korzystać nie tylko z namacalnych narzędzi. To też wpłynęło na moje prace malarskie i graficzne. Wszystko zaczęło nabierać innej sensualności. Chciałem pokazać, że te dwa światy – materialny i niematerialny – można połączyć i stworzyć mocny przekaźnik emocjonalny i duchowy. Mam na myśli „szybką trwałość”, bo spektakle, tak jak i teatr tańca, opera czy podobne formy, mają w sobie niesamowitą ulotność. Oglądamy je raz i możemy powtórzyć ten moment, ale za każdym razem będzie to zupełnie inne doświadczenie czasowo-emocjonalne.

Twoje przeszłe projekty

Pracowałem z Jacqueline przy Projekcie P Michała Borczucha w Teatrze Wielkim i Nine według Felliniego w Teatrze Capitol we Wrocławiu. Potem pojawiły się inne propozycje. Zacząłem tworzyć z ludźmi młodego pokolenia: wspomnianą Gosią Wdowik, Anną Nowicką, Kubą Skrzywankiem, Piotrkiem Trojanem. Poczuliśmy, że szalenie ważne jest zaczynać razem, uczyć się na własnych błędach i odkrywać w sobie nowe rejestry, które w przyszłości mogą stać się odkryciem teatralnym.

 

…JEST…

Twoje obecne projekty

Pracuję (listopad 2020) nad spektaklem 2020: Burza w reżyserii Jarzyny w TR Warszawa, jestem też w próbach do spektaklu Wstyd Wdowik. Na początku 2021 roku zaczynam projekt performatywny z Kasią Wolińską w Nowym Teatrze, jest jeszcze Krasz realizowany z Natalią Korczakowską w Teatrze Studio.

Największa obawa

Myślę, że największą obawą – i to nie tylko moją – jest niepewność w obecnej sytuacji, która pozbawia nas motywacji artystycznej. Pandemia wprawiła sztukę w dziwny stan zawieszenia. To pozbawia napędu, który zawsze trzymał twórców w naturalnym stanie szybkości, sprawności. Znajdujemy się w niejasnej sytuacji epidemiologicznej, ale też politycznej i społecznej, choć staram się temu nie poddawać. To wszystko wiąże się jednak mocno z naszą – artystów – psychiką, i odbija na postrzeganiu, wrażliwości, otwartości. Kiedy znana jest data premiery, przychodzą widzowie, jest to moment ekscytacji, satysfakcji, zamknięcia pewnego etapu. Brak takiej pewności to emocjonalna przeszkoda, która utrudnia rozwój.

Największa motywacja

Motywacją zawsze byli dla mnie ludzie: znajomi, przyjaciele, otoczenie. Oni mnie napędzają, dają energię do tworzenia i bycia sobą.

Trzy słowa, które opisują Twoją twórczość

Intuicja, wrażliwość, komunikatywność.

Pochodzisz z Białorusi, masz polskie korzenie. Sytuacja w obu krajach jest niespokojna, choć stopień eskalacji konfliktu jest różny. Niektórzy sądzą, że w burzliwych czasach sztuka krytyczna, zaangażowana politycznie jest wręcz powinnością artysty. Zgadzasz się z tym?

Na przestrzeni lat artyści zawsze oddziaływali na ludzi. Jeśli chodzi o Białoruś, artyści współcześni mają bardzo duży wpływ na sytuację, wskazują ludziom, gdzie leży prawda. Wydaje mi się, że obowiązkiem artysty jest mówienie o niepodległości, swobodzie myśli, sposobie bycia, aczkolwiek artysta nie powinien zawsze się tego trzymać. Powinniśmy też mówić o miłości, pięknie, naturze, która nas otacza. Oczywiście polityczne aspekty mają olbrzymi wpływ na nasz byt, nie możemy jednak zapominać o podstawowych rzeczach, o których sztuka zawsze mówiła.

 

…BĘDZIE

Projekt, który chciałbyś wcielić w życie

Taki projekt łączyłby w sobie wszystkie dziedziny, którymi się zajmuję, czyli malarstwo, grafikę, światło, instalację i scenografię. Zależałoby mi na tym, by połączyć te elementy w jedną emocjonalną całość, w mocną historię. To mogłaby być ulotna instalacja – mgnienie, iskierka przeżycia. Wchodzisz do środka, masz sekundę – albo dziesięć minut, godzinę – ale całość wywołuje w tobie silnie percepcyjne doznanie, którego doświadczasz swoim ciałem, energią, i potem to zostaje w twojej pamięci, prowadzi do bardzo osobistego przeżycia.

Największe marzenie

By na świecie było więcej miłości, a ludzie rozumieli się nawzajem. Coraz bardziej tracimy ze sobą kontakt, a obecne czasy nie sprzyjają poprawie sytuacji.

Co będzie dalej?

Teatr, sztuki wizualne – na pewno. Pozostaje pytanie, jaki będzie ten teatr, jaka będzie sztuka, jakie wartości w nas pozostaną. Na ile pozostaniemy szczerzy. To jest chyba clou w myśleniu o tym, co będzie dalej. Widać, że w perspektywie ostatnich kilkudziesięciu lat te wartości zmieniają się na korzyść, ale mam wrażenie, że w niektórych kwestiach się cofamy.

Gdyby nie teatr, to…?

Jeśli nie teatr, to miłość, rodzina, przyjaciele. To jest dla mnie bardzo ważne. Nie patrzyłbym na to pytanie wyłącznie w kategorii wyboru innego zawodu. Teatr jest częścią mojego życia i wydaje mi się, że już tak zostanie.

Masz ogromną wrażliwość na kolor, fakturę, światło. Czy nie kusiło Cię nigdy, by wprawić obraz w ruch i związać się z filmem?

Miałem takie marzenie, choć myślę, że obecnie wolę pracować z bardziej ulotną materią. Ważne jest dla mnie dotknięcie tego, czego doświadczam tu i teraz. To, jak światło odkłada się w przestrzeni, jak pracuje z ludźmi na żywo, reaguje na muzykę i vice versa. Wydaje mi się, że jestem artystą uzależnionym od materialności wydarzenia. Warto byłoby utrwalać w sobie tę obrazową pamięć, ale jestem chyba bardziej filmowym oglądaczem niż twórcą. Dużą uwagę skupiam na postrzeganiu minimalnych rzeczy, które wydarzają się na scenie, choćby reakcji aktorów. To bardzo mi pomaga w tworzeniu światła.

krytyczka teatralna, od 2019 w redakcji „Teatru”.