#ADHD

#ADHD
Fidgets, reż. Gruba i Głupia / fot. Pat Mic
Świetnie się to ogląda, spektakl działa, a publiczność często reaguje śmiechem. Gruba i Głupia na scenie mają w sobie rodzaj autentyczności, której chce się kibicować. Tylko ten temat. 

Wiecie, co to są fidgety? Ja nie wiedziałam. To zabawki antystresowe dla dorosłych. Kostki, suwaki, gniotki, klikery, spinnery. Po spektaklu Fidgets duetu Gruba i Głupia wyszukuję w sieci propozycje podobnych produktów i zastanawiam się, czy wszystkie pogryzione w szkole ołówki i troczki od kaptura spełniały właśnie tę funkcję – pozwalały regulować napięcie i wejść w tzw. deep work. Fidget oznacza także kręcenie się, wiercenie i nerwowe bawienie się czymś. Dla artystek termin ten jest jedynie pretekstem, by zająć się tematem szerszym, bardzo dziś popularnym, czyli ADHD (ang. Attention Deficit Hyperactivity Disorder) – zespołem nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi.

Kiedy orientuję się, że właśnie tego będzie dotyczył spektakl, entuzjazm, z którym przyszłam na premierę w Komunie Warszawa, maleje. Jako użytkowniczka mediów społecznościowych wiem o ADHD więcej, niż bym chciała, a jako młoda osoba mieszkająca w dużym mieście wiem też, że mniej więcej połowa moich znajomych (wcale nie tylko zetek) dokonała autodiagnozy, odnajdując u siebie wiele cech tego zaburzenia. Jestem zasypywana treściami, które nieustannie przypominają mi o jego istnieniu: podcastami, memami, artykułami wyskakującymi na feedzie. Zupełnie jakby neuroatypowość stała się nową normą.

Dominika Knapik i Patrycja Kowańska wchodzą w tę internetową konwencję i otwierają spektakl sceną utrzymaną w formie podcastu poświęconego fidgetom. Siedzą przy stole, ustawionym z lewej strony sceny, na którym rozłożono kolorowe zabawki sensoryczne. Przed sobą mają laptopy i różowe, futrzane mikrofony, choć mówią do innych, ustawionych na statywach. Z drugiej strony sceny stoi konstrukcja ułożona z ciemnych, dmuchanych mebli z różowym kółkiem na czubku. Te rekwizyty zostaną wykorzystane w kolejnej części spektaklu. W krótkim wprowadzeniu podcasterki przekazują widzom garść konkretnych informacji o historii fidgetów, sięgającej starożytności i wykraczającej poza kontekst europejski (wspominane są na przykład cesarskie Chiny), oraz o ich współczesnej popularności.

Gdy wychodzą zza biurka, widzimy, że są identycznie ubrane: w krótkie dżinsowe sukienki, różowe peruki, buty typu Mary Jane i białe sportowe skarpety. Na twarzach mają dosyć mocny makijaż i kolorowy, mieniący się brokat. Wyglądają niezwyczajnie i o to w zasadzie chodzi. Dowiadujemy się o tym później, podczas jednej z sesji terapeutycznych, gdy Kowańska, wcielająca się w terapeutkę, prosi Knapik, by opisała swój strój i wyjaśniła, dlaczego wybrała właśnie taki. Żeby być aktorką – mówi. Żeby nie być sobą, żeby się wyróżnić – odczytuję.

Scen terapii, opartych głównie na grze skojarzeń, jest w spektaklu kilka. To motyw powracający w wielu realizacjach tego tandemu. Terapia prowadzi tu, jak często bywa, do rodziny. W tym przypadku szczególną rolę odgrywają matki. „Kiedy ostatni raz gadałaś z mamą?” – pyta jedna aktorka drugą, a kilka scen później oglądamy nagrania takich rozmów z jedną i z drugą mamą. Słyszymy częściowo ich prawdziwe wypowiedzi, częściowo zaś głosy podłożone przez córki, które słowa powtarzają wiernie (wnioskuję to na podstawie ruchu warg), tyle że w przerysowany sposób, uzyskując komediowy efekt.

Czego się dowiadujemy? Przede wszystkim tego, że pokolenie matek nie bardzo wie, czym właściwie jest ADHD i jakie zachowania się z nim wiążą. Są na przeciwnym biegunie strumienia informacji, który płynie z internetu. Obowiązujący w ich świecie obraz zaburzenia to nadpobudliwy chłopiec, który nie potrafi usiedzieć w ławce. Nie przyszło im do głowy diagnozowanie ani siebie, ani swoich córek. Narracja filmów zdaje się sugerować, że matki nie tylko nie dostrzegały problemu u swoich dzieci, ale same też nie były od niego wolne. W tamtym czasie inny słownik określał ADHD-owy zestaw cech: chaotyczna i leniwa bałaganiara ze skłonnością do zapominalstwa.

Fidgets, reż. Gruba i Głupia / fot. Pat Mic

Cały, trwający niewiele ponad godzinę występ utrzymany jest w charakterystycznej dla Grubej i Głupiej komediowej tonacji. Świetnie się to ogląda, spektakl działa, a publiczność często reaguje śmiechem. Ich obecność na scenie ma w sobie ten rodzaj autentyczności (nawet przy świadomości performansu, jaki się przed nami rozgrywa), której chce się kibicować. Kowańska i Knapik zwyczajnie budzą sympatię. Tym mocniej wybrzmiewają momenty, kiedy twórczynie docierają do źródeł odpowiedzi na pytanie: „Po co powstał ten spektakl?”, które najczęściej są przejmujące. Najdotkliwszy wydał mi się dialog Kowańskiej z matką, w którym na dość prześmiewcze pytanie, dlaczego córka zdecydowała się na diagnozę psychiatryczną, ta odpowiada krótko: z powodu depresji, której przez dziesięć lat nie udało się wyleczyć. Szkoda, że nie dowiadujemy się, co wydarzyło się dalej. Czy zaczęła przyjmować leki, czy zadziałały, czy diagnoza realnie wpłynęła na zmianę jakości życia?

Motyw macierzyństwa powraca w jednej z ostatnich scen, kiedy performerki zdejmują bluzki, zawijają je i przykładają, tuląc do piersi niczym dziecko. To mocny obraz, który zostanie ze mną po tym spektaklu, a jednocześnie czuję duży niedosyt. Wydaje się, że związek między wychowaniem, dorastaniem i relacjami matek z córkami w kontekście odkrytej diagnozy jest dla artystek ważny, a niewiele dla nas z niego wynika, choć jestem przekonana, że gdyby poświęcić mu więcej czasu – mogłoby. Twórczynie wiedzą, że diagnoza dziewczynek przebiega inaczej, ponieważ ze względu na ich socjalizację (mają być grzeczne, spokojne i nie sprawiać problemów), szybko uczą się kamuflować oznaki ADHD, w przeciwieństwie do chłopców, których nadmiar energii nie jest tak tłamszony. Wiedzą, ale nie eksplorują tego tematu. Jeśli się z tą wiedzą nie przyszło, nie jestem pewna, czy po spektaklu można z nią wyjść. Wątek rodzinny ginie wśród innych – na przykład nagrań ze spotkań z grupą kobiet, które podejrzewają u siebie ADHD bądź otrzymały już taką diagnozę. Czy ta dodatkowa reprezentacja jest konieczna? Nie jestem pewna – na co dzień, jak już wspomniałam, nie czuję jej braku.

Nie chcę bagatelizować wagi tematu. Dla szacowanych 4 procent osób z ADHD życie w społeczeństwie, które narzuca określone normy porządku, z pewnością jest trudniejsze. W ostatnim czasie odnoszę jednak wrażenie, że ta potrzeba identyfikacji z zaburzeniami zmierza w niepokojącą stronę i odwraca uwagę od problemu, który dotyczy zdecydowanej większości społeczeństwa – uzależnienia od mediów społecznościowych. Wywołuje ono bardzo podobne symptomy, m.in. problemy ze skupieniem czy dołki dopaminowe prowadzące do niezdolności do działania. Życzyłabym sobie, żeby to w tę stronę przekierować uwagę: od jednostki do bigtechów, którym (kto wie?) może i zależy, żebyśmy wszyscy uznali siebie za neuroróżnorodnych.

Gruba i Głupia, Fidgets, koncept, scenariusz, reżyseria, dramaturgia, choreografia, wideo, kostiumy Gruba i Głupia (Patrycja Kowańska i Dominika Knapik), muzyka Szymon Lechowicz, reżyseria światła, technika Wolfgang Macher, premiera 12 września 2026.

Adrianna Wolińska

Doktorantka Uniwersytetu Łódzkiego, absolwentka studiów magisterskich Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie oraz studiów licencjackich produkcja teatralna i organizacja widowisk na Uniwersytecie Łódzkim. Współpracuje z Instytutem Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. Publikowała w „Dialogu”, „Czasie Kultury” i „Czasie Literatury”.