Czarne dusze

Intryguje wyjściowy koncept przedstawienia Ewy Platt – dziwaczna, w gruncie rzeczy mało znana opowieść o złych chłopcach jako narzędzie do opowiedzenia o niewygodnych dla świata dziewczynach. Dodatkową zachętą była obietnica reżyserki: O dwóch takich, co ukradli księżyc miało być „stand-upem spraw intymnych, bólu i traumy, używającym żartu jako tarczy”.

Nie ma się czego bać

Grzegorzkowi udało się to wszystko, co tak szumnie obiecywał Nosferatu Roberta Eggersa. W gdańskim przedstawieniu – jak w najlepszych romantycznych fantazjach – wampir okazuje się skomplikowaną metaforą.

Wreszcie wojna!

Jest miło, bo znajomo i zabawnie. Jednak wszystko, co dobre, szybko się kończy, w tym pastiszowy potencjał dzieła Sienkiewicza. Twórcy od początku dają do zrozumienia, że pod śmiechem kryje się niewygodne samorozpoznanie.