Dziesiąte pytanie

W reżyserskim debiucie Viktorii Dulak czuć skrupulatną lekturę sztuki Ivora Martinicia. Czuć również ciekawość inscenizacyjnego potencjału tej opowieści. Problemem jest jednak sam tekst – uparcie statyczny, irytująco rozmyty.

O swoje

W świecie instagramowych afirmacji, fotogenicznego balansu i monetyzowanej bliskości Gabriela Zapolska wydaje się konceptem wręcz surrealistycznie antysystemowym. Mira Mańka ma świadomość, jak wywrotowo ta osobność może dziś wybrzmieć.

Ziemia obiecana

Znakomita kreacja Roberta Biedronia precyzyjnie oddaje biograficzną i tożsamościową dezintegrację Hersha Libkina, łącząc psychologiczną wiarygodność pojedynczych losów z ogólnoludzkim, niemal archetypicznym doświadczeniem. 

Ale kochać to nie

Anna Mazurek i Jan Jeliński wielokrotnie, wspólnie i w osobnych projektach podejmowali temat emancypacji, realizowanej jednak nie tyle jako jawny opór wobec obezwładniających zależności, ile jako ostentacyjny i zdecydowany odwrót od nich. Z taką strategią niezgody mamy do czynienia w Południcach.

Puste noce

Marcin Wierzchowski przyzwyczaił trójmiejską publiczność do teatru najwyższej klasy. Sprawa Davida Frankfurtera to wciąż ten sam rodzaj teatralnej opowieści – gęstej, intensywnej, dopracowanej formalnie. Tym razem jednak domagającej się dyskusji nad zasadnością niektórych rozwiązań narracyjnych.

Dobry wiatr

Mit „okna na świat” rozmywa się, wyczerpuje i to jest ważna, mocna konstatacja, jednak autor i reżyserka nie próbują przyjrzeć się uważniej dzisiejszej Gdyni i poszukać w niej tego, co ów mit próbuje/mogłoby zastąpić.

Czarne dusze

Intryguje wyjściowy koncept przedstawienia Ewy Platt – dziwaczna, w gruncie rzeczy mało znana opowieść o złych chłopcach jako narzędzie do opowiedzenia o niewygodnych dla świata dziewczynach. Dodatkową zachętą była obietnica reżyserki: O dwóch takich, co ukradli księżyc miało być „stand-upem spraw intymnych, bólu i traumy, używającym żartu jako tarczy”.

Nie ma się czego bać

Grzegorzkowi udało się to wszystko, co tak szumnie obiecywał Nosferatu Roberta Eggersa. W gdańskim przedstawieniu – jak w najlepszych romantycznych fantazjach – wampir okazuje się skomplikowaną metaforą.