Bez konsekwencji

Bez konsekwencji
Adrenalina, reż. Ewa Galica / fot. Bartek Warzecha / Teatr Powszechny w Warszawie
Polska to nie Meksyk, CBŚ to nie FBI. Może dlatego tak trudno w Adrenalinie przyjąć zastaną narkotyczną rzeczywistość i w nią uwierzyć?

Reżyserka Ewa Galica oraz autorka tekstu i dramaturżka Anna Mazurek postanowiły opowiedzieć o współczesnej, znarkotyzowanej Warszawie z perspektywy młodych dorosłych. Prawdopodobnie ze względu na położenie Teatru Powszechnego najbardziej interesuje twórczynie dzielnica Praga, która – mimo że zyskała w ostatnich latach miano modnej i artystycznej – wciąż nie cieszy się najlepszą reputacją. Do niedawna mieściła się tam klinika metadonowa, w której pracuje jedna z bohaterek Adrenaliny, Basia (Klara Bielawka). Na skutek protestów mieszkańców Pragi-Północ, skarżących się na utratę poczucia bezpieczeństwa, ośrodek został przeniesiony na drugą stronę Wisły. Przedstawienie mówi nam, że Warszawiacy ćpają na potęgę. Uzależnieni od poczucia władzy i karierowiczostwa sięgają po amfetaminę i kokainę, osoby w kryzysach psychicznych, pragnące podnieść poziom serotoniny, chętnie kupują ketaminę, grzyby i zioło, natomiast osobom odczuwającym chroniczny stres „można opchnąć wszystko”.

W Adrenalinie dzieje się dużo, ale rytm łatwo się gubi, a wprowadzone wątki nie mają swojej kontynuacji ani nie znajdują uzasadnienia w zachowaniach postaci. Tekst, scenografia i wybrane strategie inscenizacyjne sugerują, że ekipa twórcza wykonała solidny research. Fabuła przypomina film sensacyjny, niektóre sceny nawiązują do popularnego serialu Euforia, kultowego filmu Mathieu Kassovitza Nienawiść czy Climaxu Gaspara Noé. Mimo to spektakl pozostaje nieudaną reprodukcją wymienionych tekstów kultury, która nuży i rozczarowuje. Bohaterowie nie wzbudzają empatii, odrazy ani wrogości, rozśmieszają swoją nieudolnością. Bliżej im do Świata według Kiepskich, trochę dalej do ultrapolskich dramatów Doroty Masłowskiej.

Niby prowadzą hulaszcze życie mafijne, sprzedają narkotyki, mierzą się z trudnymi dylematami, a świat sceniczny obfituje w sprawy będące motorem akcji w filmach sensacyjnych – długi, ucieczkę, chęć lepszego życia. Coś tam jednak mocno nie gra. Nie ma napięcia ani suspensu. Wprowadzam kategorie nieteatralne, bo twórczynie chętnie sięgały po narzędzia filmowe, na przykład realizm (kiedy bohaterki robią manicure hybrydowy, z offu wydobywa się dźwięk piłowanych paznokci). Wszystkie chwyty prowadzą ku ośmieszeniu zarówno bohaterek, jak i tematu uzależnienia. Z lekkim wstydem, ale chyba warto postawić hipotezę, której nie potrafiłam wyrzucić z głowy podczas oglądania przedstawienia – Polska to nie Meksyk, CBŚ to nie FBI. Może dlatego tak trudno przyjąć zastaną narkotyczną rzeczywistość i w nią uwierzyć? A może twórczynie stawiają inną diagnozę: straciliśmy umiejętność współodczuwania, a osoby w kryzysie uzależnienia nie potrafią wzbudzić w społeczeństwie żadnych emocji, stąd ucieczka w rejony groteski i czarnego humoru?

Przedstawienie rozpoczyna się od otwarcia drzwi przez pracowniczki Biura Obsługi Widowni. Aktorki i aktorzy są już na scenie. Jesteśmy w zamkniętym barze, co nieustannie podkreśla postać grana przez Klarę Bielawkę: „nic wam już nie poleję”, „siedzę tutaj cały weekend, chcę iść do domu”. Komentuje wchodzących, zaczepia widzów, wdaje się w dyskusje. To skądinąd najlepsza część przedstawienia – żywa, zabawna, autentyczna.

Adrenalina, reż. Ewa Galica / fot. Bartek Warzecha / Teatr Powszechny w Warszawie

Główną bohaterką Adrenaliny jest Marlenka (Zofia Stafiej), której życie wymyka się spod kontroli. Wiemy, że była niegdyś ambitną studentką. Jest niegłupia, kojarzy fakty, sypie anegdotami z zakresu gospodarki i polityki. Mieszka ze swoją siostrą Sabiną (Zofia Ankiersztejn) u przemocowego chłopaka-dilera (Paweł Charyton). Pracuje na bramce w klubie i nadużywa substancji psychoaktywnych. Chce dla siebie i siostry lepszego życia. Szuka nowego lokum, ale nie ma pieniędzy. Na zjeździe narkotykowym czy w delirium spuszcza w toalecie towar partnera, jednak nie ma to swojej kontynuacji w dalszej części spektaklu, jakby nigdy się nie wydarzyło. Identyczna scena miała miejsce w drugim sezonie Euforii, kiedy matka Rue znajduje w jej pokoju walizkę pełną narkotyków i w akcie gniewu oraz rozpaczy wyrzuca całą zawartość do muszli klozetowej. Konsekwencje tego czynu stają się osią wydarzeń napędzających dalszą akcję.

To niejedyny wątek, który się gubi. Podczas poszukiwania mieszkania bohaterka poznaje Marcina (Dominik Rubaj). W jednej ze scen siedzą w skorupie żółwia i obwąchują się, czemu towarzyszy wideo przedstawiające ich nago w wannie. Dostajemy sygnał o rodzącej się intymności, ale twórczynie nie rozwijają tej relacji. Brak linearności mógłby podsycać halucynogenność rzeczywistości i stany narkotyczne, jednak działa na niekorzyść widowiska.

Przestrzeń to połączenie mieszkania (po lewej stronie stół, krzesła, abażur, rozrzucone po scenie sprzęty AGD), baru (posąg Maryi zdobiący praskie podwórka oraz towarzyszący mu neon „open”) oraz speluny (w centralnej części – stół z czarnym szklanym blatem, podtrzymywany różowym gepardem; krzesła ogrodowe i bujane oraz samochodowe siedziska; dywan złożony z charakterystycznych kraciastych toreb bazarowych). W rogu piekarnik, w którym Basia „przyrządza” narkotyki. Scenografia Wiktorii Kubat przypomina amerykański plan filmowy.

Sceny dialogowe występują naprzemiennie z choreograficznymi (za ruch odpowiada Wojciech Grudziński). Osoby performerskie poruszają się energetycznie, wykonują skomplikowane układy akrobatyczne – wchodzą na siebie, tworząc konstrukcje z ciał. Spektakularna choreografia, nastrojowa muzyka Mai Luxenberg oraz próby zabawy ze zmieniającą się świadomością podczas haju wprowadzają nową jakość, która nie rymuje się estetycznie z resztą przedstawienia. Bohaterka rozgaszcza się w euforii, jednak szybko się ona kończy. 

W spektaklu brakuje konsekwencji i wyrazistej struktury dramaturgicznej. Twórczynie wprowadziły zbyt wiele elementów i estetyk, porwały się na zbyt wiele tematów. Adrenalina to jednocześnie opowieść o mafii narkotykowej, o dziewczynie, która nie potrafi wyrwać się z kręgu przemocy i uzależnienia, o rynku mieszkaniowym, o układach z policją, ale też o Pradze – do spektaklu włączono wideo, w którym jej mieszkańcy (właściciel sklepu, szewc, księgarka, pracowniczka wysypiska śmieci) dzielą się refleksjami o dzielnicy i opowiadają o swoich marzeniach. Zabrakło mi przede wszystkim tytułowej adrenaliny. Mimo chęci przeniesienia kina drogi do teatru (która objawia się również dosłownie – aktorzy biegają na bieżni umieszczonej z tyłu sceny), nie ma tu pogoni za substancjami ani wolnością. Są za to stagnacja i niewiara w motywacje bohaterów.

Teatr Powszechny w Warszawie, Adrenalina, reżyseria  Ewa Galica, tekst i dramaturgia Anna Mazurek, scenografia i kostiumy Wiktoria Kubat, wideo Anna Ryń, choreografia Wojciech Grudziński, muzyka Maja Luxenberg, reżyseria światła Damian Pawella, multimedia Sefa Sagir, premiera 13 czerwca 2026.

Magdalena Ożarowska

Krytyczka teatralna, teatrolożka, fotografka i pracownica kultury. Ukończyła Wiedzę o teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiowała również na Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Pracuje w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego, gdzie łączy zainteresowania teatralno-fotograficzne.