Diable, coś Polskę

Diable, coś Polskę
Prałat, reż. Marcin Liber / fot. Waldemar Kompała / TVP

Ksiądz, pedofil, antysemita, agent SB. Oto Henryk Jankowski w sztuce Michała Kmiecika Prałat. Czy nowa premiera Teatru Telewizji w reżyserii Marcina Libera okaże się dostatecznie kontrowersyjna? Będzie skandal?

Michał Kotański, proponując zrobienie spektaklu o słynnym kapelanie „Solidarności” Kmiecikowi i Liberowi, musiał pamiętać przedstawienie Ale z naszymi umarłymi (2022), które ów duet zrealizował za jego dyrektury w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach i które skończyło się awanturą wywołaną przez prawicowych polityków. Prałat jest nieporównanie mocniejszy. W kieleckiej adaptacji powieści Jacka Dehnela zapalna okazała się sugestia, że pochowana na Wawelu para prezydencka zamieni się (jak wszyscy polscy zmarli) w zombie. Tymczasem nowe przedstawienie duetu podsuwa nam myśl, że cała polska historia wynika z podszeptów diabła.

Diabeł ów ma na imię Robert i grany jest przez Juliusza Chrząstowskiego. Szatan deklaruje się jako tradycjonalista (opowiada o widłach i piecach), ale zamiast ogona nosi schludny biały garnitur i czarną koszulę, a za demoniczny atrybut i zamiennik rogów wystarczyć musi pentagram wymalowany na łysej głowie.

Równie groźnie prezentuje się główne miejsce akcji, czyli klimatycznie zadymione i podświetlane raz na biało, raz na czerwono piekło. W centrum stoi drewniany kościół, a przed nim ławy z odstraszającymi gołębie kolcami, w których zasiada chór ministrantów w śnieżnobiałych komżach (scenografia i kostiumy: Mirek Kaczmarek). Całość wygląda trochę jak gra komputerowa albo teledysk. Trop muzyczny podkreśla fakt, że dzieci śpiewają na psalmową modłę (muzyka: Macin Macuk) teksty piosenek: Zabawa w chowanego Kory i Idzie diabeł zespołu Owls Woods Graves, który to utwór słyszymy później w oryginalnej, blackmetalowej aranżacji.

Prałat jest polityczno-społecznym horrorem, ale i komedią. Ten rozdźwięk to najciekawszy i jednocześnie najbardziej ryzykowny element spektaklu.

Czy wykorzystanie black metalu oznacza, że twórcy traktują diabła poważnie? Wolne żarty. Co to za Zły, który dzwoni do dyrektora Teatru Telewizji i użera się z sekretarką (znakomita Magdalena Maścianica), a na koniec zostawia swój numer (666 666 666) i czeka, aż dyrektor oddzwoni. Jest bowiem Prałat polityczno-społecznym horrorem, ale i komedią. Ten rozdźwięk, charakterystyczny dla obydwu twórców, to najciekawszy i jednocześnie najbardziej ryzykowny element spektaklu. Twórcy dają do zrozumienia, że dobrze się bawią, mają dystans do wszystkiego, a największy do własnego artystowskiego środowiska, dlatego inside joke’ów zaszyli w Prałacie moc, a wszystko razem wpisali w metateatralną ramę. Przy okazji sprytnie uprzedzając spodziewaną awanturę.

Historia zaczyna się bowiem od oburzenia Diabła na wieść o tym, że Teatr Telewizji przygotowuje spektakl o prałacie Jankowskim, a przecież umowa była taka, że o nadużyciach kleru cicho sza. W zamian za to „wszystkie księdze” smażą się w piekle i diabły dręczą ich widłami oraz całą resztą infernalnego asortymentu rodem z ludowej klechdy. Ale dlaczego właściwie diabeł miałby działać na rzecz wyciszania kościelnych skandali? Pyta o to, całkiem trzeźwo, wezwany na piekielny dywanik dyrektor Teatru Telewizji (Andrzej Kłak). Odpowiedź nie jest jasna. Trudno uwierzyć, że władcy piekieł zależy na tym, aby świat nie dowiedział się, iż to on decyduje o jego losach.

Prałat, reż. Marcin Liber / fot. Waldemar Kompała / TVP

Od wyroku Piłata, przez decyzję o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego, antysemickie czystki w marcu 1968 roku, gwałt Romana Polańskiego na Samancie Geimer, wybór Karola Wojtyły na papieża, strzelanie do robotników w kopalni „Wujek”, samobójstwo rapera Magika, zamachy z 11 września, wysłanie Ich Troje na Eurowizję, katastrofę pod Smoleńskiem, pandemię aż po inwazję Rosji na Ukrainę – wszystko to wydarzyło się z podszeptu diabła. To również on namówił ks. Jankowskiego do antysemickich kazań, molestowania i gwałcenia dzieci oraz Dawida Ogrodnika do zagrania bohaterów, którzy w powyższej wyliczance słuchali szatańskich porad.

Poza tym, że Ogrodnik wcielający się w tuzin postaci historycznych w jednym spektaklu (zamiast w jedną w jednym filmie – za co zwykle dostaje nagrody jako aktor-kameleon) to jeszcze jeden środowiskowy żart, to streszczona wyżej scena jest jak seria z karabinu wymierzona w widzów, którzy cenią sobie święty spokój i szacowną tradycję Teatru Telewizji. Jeśli ta szarża prowokacyjnych dowcipów nikogo nie oburzy, to Kotański może się podać do dymisji (z poczuciem spełnionej misji). Ale pewnie oburzy, bo i przeniesione na ekran Ale z naszymi umarłymi (a także wydawałoby się niewinne przedstawienia, czyli Matka Joanna od Aniołów w reżyserii Weroniki Szczawińskiej i Wszystko na sprzedaż Mateusza Atmana i Agnieszki Jakimiak) wywołało lawinę niewybrednych komentarzy. Teatr Telewizji za dyrektury Kotańskiego konfrontuje szeroką widownię z nurtami polskiego teatru, które w środowiskowej bańce są dominujące, ale nie wszyscy telewidzowie są w tej bańce razem z nami.

Piekło to nie inni, piekło to my. Kmiecik jako wybitny troll polskiego teatru oczywiście na taki patos pozwolić sobie nie może. Ale w gruncie rzeczy chyba o to mu chodzi.

Grube dowcipy Kmiecika to jedno, a arcypoważny temat to drugie. Prałat to przecież nie tylko opowieść o hipokryzji, o ciemnej (i bardzo ciekawej) biografii Jankowskiego, ale też o ofiarach. I to właśnie z nimi jest tu największy kłopot. W ramach metateatralnej konwencji akcja przenosi się na plan powstającego właśnie spektaklu. Reżyserka (Helena Urbańska) deklaruje, że nie interesuje jej, co miałby do powiedzenia prałat Jankowski – odrzuca więc fantastyczną propozycję rozmowy z duchownym, który odbywa piekielną karę (patrzy na wciąż obalany własny pomnik, który stał pod kościołem św. Brygidy w Gdańsku).

Reżyserkę obchodzi tylko i wyłącznie głos ofiar, bo to o ofiarach robi przedstawienie. W przeciwieństwie do Libera i Kmiecika, którzy poprzez ten epizod pochylają się co prawda nad krzywdą jednostki, ale tak jakby dla porządku. Jak mówi Kmiecik w wywiadzie dla „Teatru”: „W historii księdza Henryka Jankowskiego, poza historią przemocy seksualnej wobec dzieci, jest jeszcze kilka innych historii. Chciałem ten splot w sztuce porozplątywać i pozawijać trochę inaczej”. I rzeczywiście znaleźć tu można nie tylko pedofilski skandal, ale i historię o awansie społecznym oraz ojcu w Wehrmachcie. Jakby na przekór tej wielowątkowej mozaikowej perspektywie samo przedstawienie zbudowano raczej kameralnie (mimo zbiorówek z ministrantami i wykorzystaniu kilku miejsc akcji). Fabułę prowadzą dwójkowe dialogi, najważniejsze sceny to z kolei monologi.

Jeden z nich pojawia się we wspomnianej scenie filmowania spektaklu. Oglądamy nagrywanie wypowiedzi dorosłej kobiety, która wspomina samobójczą śmierć nastoletniej koleżanki (będącej w ciąży z Jankowskim). Agnieszka Kwietniewska nie gra jednak świadkini historii, ale aktorkę, która się w nią wciela. Ten metateatralny nawias zamykają dowcipy o realiach pracy aktora. Ale to właśnie w tym momencie, pomimo potęgowania dystansu, spektakl nabiera wagi. Lapidarna opowieść o skakaniu z okna pozwala Kwietniewskiej zmienić dominujący kabaretowy ton. Wszystkie pozostałe kreacje są tu bowiem co do zasady komiczne. No, prawie wszystkie.

Prałat, reż. Marcin Liber / fot. Waldemar Kompała / TVP

Drugą poruszającą sceną jest fantazja o spowiedzi samego Jankowskiego (charyzmatyczny Rafał Dziwisz), który staje przed trybunałem złożonym z ofiar i – ignorując diabelskie podszepty – przyznaje się do wszystkich przestępstw. Jest w tym ujmujący, może nawet wzruszający. W tej scenie widać, że centralne pytanie Prałata brzmi podobnie do tego, które Liber zadaje w swojej ostatniej teatralnej realizacji, czyli Diable i dziewczynie w Teatrze Nowym w Poznaniu. Tam sztukę (o Sinéad O’Connor i jej słynnym podarciu zdjęcia Jana Pawła II) napisała Małgorzata Sikorska-Miszczuk, ale i u Kmiecika diabeł ma w sobie coś bułhakowskiego. I tu, i tam rzecz sprowadza się do zagadki: unde malum? Czy naprawdę zło przynosi do naszego świata tajemnicza istota z pentagramem na głowie? I czy istnieją jakiekolwiek inne istoty, które przynoszą nam coś innego? A może powinniśmy poważnie potraktować gnostyków i uznać, że światem rządzi okrutny Demiurg? Trudno mi uwierzyć, że wierzą w to Kmiecik i Liber, choć demoniczne i diabelskie motywy to specjalność poznańskiego reżysera, o czym pisze na łamach „Teatru” Jolanta Kowalska.

Robert Diabeł jest raczej wewnętrznym głosem, który słyszymy wszyscy, gdy zastanawiamy się, jakiego dokonać wyboru. By użyć jeszcze jednego wyświechtanego cytatu: piekło to nie inni, piekło to my. Kmiecik jako wybitny troll polskiego teatru oczywiście na taki patos pozwolić sobie nie może. Ale w gruncie rzeczy chyba o to mu chodzi. A przy okazji o zabawę i awanturę. To nie jest kiepski przepis na teatr, ale tym, którzy dokonania obydwu panów śledzą uważnie, mógł się już przejeść. Na szczęście Teatr Telewizji ma znacznie szerszą publiczność.

A co Prałat mówi o kondycji naszego społeczeństwa? Można dziś zrobić w Teatrze Telewizji przedstawienie, w którym opowiada się wprost i bez uników o obrzydliwych występkach jednego z najpotężniejszych swego czasu duszpasterzy III RP. Antyklerykalne tony są w polskim teatrze obecne od lat, wzmacniane przez postępującą laicyzację. Skutkiem ubocznym tego procesu jest jednak mniejsza siła oddziaływania takich przedstawień jak wspomniane Diabeł i dziewczyna. Ale to właśnie dostępny większej publiczności Prałat odpowie nam na pytanie: czy to wciąż niebezpieczne, zamachnąć się w polskim teatrze na dobre imię Kościoła katolickiego? Nie zazdroszczę ewentualnym oburzonym. Będą musieli nie tylko bronić ks. Henryka Jankowskiego, ale i wspierać samego Diabła. A to jednak grzech.

Teatr Telewizji, Prałat Michała Kmiecika, reżyseria Marcin Liber, zdjęcia Marcin Łaskawiec, scenografia i kostiumy Mirek Kaczmarek, muzyka Marcin Macuk, montaż Julia Oleksy, premiera 13 kwietnia 2026.

Dominik Gac

Krytyk teatralny i teatrolog. Redaktor „Teatru”, współpracownik portalu teatralny.pl, kwartalnika „nietak!t”, radiowej Dwójki i Instytutu Teatralnego. Przewodniczący Komisji Artystycznej Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Współtwórca eksperymentalnych słuchowisk i projektów muzycznych.