Dojrzewanie da się lubić
Obszańskiej udało się przekształcić doświadczenie szkolnej opresji w afirmację młodych ciał, młodych głosów i młodej energii.
Spektakl Młodzi w reżyserii Anny Obszańskiej to premiera wieńcząca pierwszy sezon dyrekcji Justyny Sobczyk w Teatrze Ochoty. Dyrektorka jeszcze przed objęciem funkcji deklarowała, że będzie to „pierwszy w Polsce teatr dla młodzieży”, i dotrzymała słowa. Przejawia się to nie tylko w propozycjach repertuarowych tworzonych z myślą o widzach 13+, ale też zapraszaniu młodych osób do współtworzenia projektów artystycznych.
Spektakl Obszańskiej powstał w oparciu o badania dotyczące uczestnictwa młodzieży w lekcjach wychowania fizycznego, jej umiejętności sportowych oraz zainteresowania aktywnością ruchową. Jego największą wartością jest jednak przekazanie sprawczości młodym osobom performerskim. Wydarzenie, początkowo planowane jako spektakl plenerowy w Parku Szczęśliwickim na warszawskiej Ochocie, ostatecznie zaprezentowano w sali gimnastycznej VII Liceum Ogólnokształcącego im. J. Słowackiego w Warszawie. Sala, chociaż imponuje rozmiarami i wyposażeniem, działa na wyobraźnię jak wiele innych, podobnych przestrzeni. Są tu znane ze szkolnych wspomnień drewniane ławki, skrzypiąca podłoga i górujące nad widzami kosze. Wyjątkowym elementem tej przestrzeni okazał się termometr umieszczony na tablicy wyników, nieoczekiwany, ale znaczący rekwizyt spektaklu. Jego obecność nie tylko podkreślała brak przyznawanych punktów, ale także pokazywała widzom realną wartość wysiłku włożonego w performowanie: z każdą sceną w pomieszczeniu robiło się coraz cieplej. W centrum znalazły się młode ciała i to ich fizyczna obecność była najbardziej dojmująca. Chociaż oglądanie spektaklu w gronie rodzin i przyjaciół młodych osób występujących na scenie tworzyło atmosferę przypominającą tę, która towarzyszy turniejom i zawodom sportowym, teatr jest (przynajmniej w teorii) przestrzenią wolną od rywalizacji. Nikt się z nikim nie ścigał, nikt nie mierzył jakości czy wartości wykonywanej choreografii.
Obszańskiej udało się przekształcić doświadczenie szkolnej opresji w afirmację młodych ciał, młodych głosów i młodej energii. Autor kostiumów (Mateusz Jagodziński) zrezygnował ze stereotypowej białej koszulki i czarnych spodenek, które ujednolicałyby grupę aktorów i nabudowywały kolejną warstwę szkolnej opresji. Bo przecież nie o to chodzi. Osoby performerskie ubrane w pastelowe dresy, legginsy czy bluzy z kapturem mogły zachować komfort w „niewygodnej” sytuacji wysiłku i występu. Duża część spektaklu została oparta na zapętlonych sekwencjach ćwiczeń ruchowych: biegi, kozłowanie piłki, rozciąganie. Reżyserka uniknęła jednak reprodukowania atmosfery zajęć wychowania fizycznego, której przedsmak mogliśmy zobaczyć na otwierającym nagraniu z szatni. Ze sceny biły radość i ekscytacja. Szczególnie zapadł mi w pamięć pojedynek taneczny, w którym każdy z kostiumów uzupełniony został o bujne i ostentacyjnie sztuczne owłosienie: doklejane wąsy, skarpety i rękawy z włóczkowymi włosami czy wychodzące spod koszulek półmetrowe włosy łonowe. Młodzi występujący dumnie eksponowali nowo zdobyte ozdoby. Przekomarzali się, walczyli z innymi o to, kto lepiej potrafi je zaprezentować. Przeczesywali brody, ostentacyjnie wyciągali ręce w górę, przesuwali dłońmi po absurdalnie długich doczepach. Obszańska podjęła w ten sposób próbę przełamania tabu związanego ze zmieniającą się fizycznością młodych osób i pokazania, że dojrzewanie da się lubić.

Uczestnicy i uczestniczki projektu zostali wyłonieni w ramach open calla, co pozwoliło na stworzenie grupy reprezentującej różne potrzeby, umiejętności i zainteresowania. W spektaklu celebrowano podobieństwa, a nie wyjątkowość jednostki. Tematem etiud ruchowych wielokrotnie była wspólnota wytwarzająca się pomimo różnic. Najmocniej uwidoczniła to ostatnia sekwencja spektaklu, w której jedna z osób wrzucała piłkę do kosza – nie udałoby się to, gdyby nie wspólny wysiłek wszystkich pozostałych.
Nie zabrakło także momentu, w którym uczniowie i uczennice wypowiedzieli się na temat tego, co przeszkadza im w lekcjach WF-u: dla jednych był to brak pryszniców i prywatności podczas przebierania się w szatniach, a dla innych docinki ze strony rówieśników, brak reakcji ze strony nauczycieli, brak indywidualnego podejścia do uczniów czy bezpiecznej przestrzeni dla osób transpłciowych. Wypowiedzi te stanowią polemikę z przywoływanymi podczas spektaklu cytatami z wcześniej wspomnianych badań, które arbitralnie przypisują młodzieży zaniedbywanie aktywności fizycznej oraz brak podstawowych kompetencji ruchowych. Młodzi mają głos i mają też ciała, które domagają się szacunku i uważności ze strony nauczycieli oraz władz szkolnych, które są w stanie realnie wpłynąć na to, jak wygląda program wychowania fizycznego. A co więcej: mogą zaproponować nowe formy aktywności fizycznej. Teatr zamiast WF-u? Wygląda na to, że wielu wyszło to na zdrowie.