Dziwne pragnienia
„Zamiast zniszczyć wszystkie sekslalki, zamiast atakować ich użytkowników i krytykować producentów, możemy spróbować je przechwycić i użyć do tego, do czego zostały stworzone: do zabawy”. Agnieszka Jakimiak i Mateusz Atman tłumaczą, dlaczego zaprosili seksroboty na scenę Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Premiera Deus sex machina 11 września.
LIDIA KĘPCZYŃSKA: Znów robicie spektakl, w którego centrum jest doświadczenie seksualne. I po raz drugi sięgacie po twórczość Ewy Stusińskiej. W 2022 roku zrobiliście przedstawienie na podstawie jej książki Miła robótka. Polskie świerszczyki, harlekiny i porno z satelity. W Deus sex machina seksualność realizuje się mniej retro – w kontakcie człowieka z maszyną.
AGNIESZKA JAKIMIAK: Gdy zobaczyliśmy, że Ewa Stusińska publikuje Deus sex machina. Czy roboty nas pokochają? i gdy udało się nam przeczytać książkę, od razu pomyśleliśmy o adaptacji. Tematy seksualności i cielesności są nam bliskie i sięgamy po nie regularnie: w NOSEXNOSOLO (2019) zajęliśmy się splotem nadużyć seksualnych i władzy w kontekście przestępstw popełnionych przez Jana Fabre’a, w spektaklu Seks, praca i marzenia (2023) badaliśmy fantazje seksualne osób pracujących seksualnie. W Susan Sontag (2024), w której eksplorowaliśmy queerową wrażliwość i myśl społeczną, przyświecało nam credo z eseju pisarki, że „potrzeba nam więcej erotyki sztuki”. Wątek radzenia sobie z seksualnością w dobie sztucznej inteligencji, nowych mediów i nowego pojmowania relacji międzyludzkich, zdeterminowanych w dużej mierze przez rozwój technologii, bardzo nas fascynuje.
MATEUSZ ATMAN: Miła robótka była – z tego, co wiemy – pierwszym w Polsce spektaklem o pornografii. W Deus sex machina po raz pierwszy w historii polskiego teatru na scenie pojawi się seksrobot. Temat seksrobotów interesował mnie już wcześniej, głównie za sprawą kina – od Metropolis (1927) i Żon ze Stepford (1975), przez Ex Machina (2014) po Westworld (2016). Szczególnie zapadł mi w pamięć film Spielberga: A.I. Sztuczna inteligencja (2001) i Gigolo Joe, jeden z nielicznych tak wyrazistych męskich seksrobotów – maszyna stworzona do pracy seksualnej, która sama zaczyna przejawiać zaskakująco ludzkie odruchy, takie jak lojalność czy empatia. A najważniejszą inspiracją przy pracy nad Deus sex machina było dla mnie Her (2013) Spike’a Jonze’a, gdzie głos Scarlett Johansson nie jest jedynie głosem seksualnej fantazji, ale staje się dla bohatera partnerem także w wymiarze emocjonalnym.
LK: Zaawansowana sekslalka przekracza granicę między przedmiotem a osobą?
AJ: Pierwszym bodźcem do zajęcia się sceniczną wersją reportażu była dla mnie kwestia potencjalnej emancypacji robotów i sekslalek oraz refleksja nad zabawkami erotycznymi jako pewnego rodzaju podmiotami. Brzmi to trochę szalenie, ale tym właśnie zajmowała się artystka Gosia Wojas, właścicielka Emmy – sekslalki opisanej przez Stusińską, którą Gosia udostępniła nam do projektu i która wystąpi w naszym spektaklu.
Jednym z moich ulubionych filmów jest Łowca androidów Ridleya Scotta, stawiający pytania, na ile powoływane przez nas do życia maszyny stają się naszymi niewolnikami, katalizatorami brzydkich uczuć, afektów i trudnych emocji oraz jak definiują nas jako ludzi. Pytanie o podmiotowość lalki i to, co w nas wyzwala, bezpośrednio skojarzyło mi się z tym filmem: zadanie Ricka Deckarda polega na unicestwianiu androidów, ale w trakcie misji łowca obdarza je fascynacją, empatią, aż wreszcie miłością. To opowieść o przemianie Deckarda i odzyskiwaniu kategorii współczucia i zrozumienia wobec istot, które przypominają nas samych – a więc w pewnym sensie wobec rzeczywistości w ogóle.
Większość relacji seksualnych istnieje w dialogu – z drugim człowiekiem lub z przedmiotem, z którym nawiązujemy bliskość. Zazwyczaj nie zadajemy sobie pytania o podmiotowość albo o charakter tych przedmiotów, ale gdy zyskują one ludzkie rysy, inteligencję czy osobowość, nasz stosunek do nich zupełnie się zmienia. Co to mówi o nas? To wciąż nieodkryte pole.

MA: Pracujemy z Agnieszką nad spektaklem osobno, właściwie powstają dwa spektakle. Nasze perspektywy się różnią. W pierwszej części interesuje mnie ontologia zorientowana na obiekt, nurt reprezentowany m.in. przez Grahama Harmana i Timothy’ego Mortona. Z tej perspektywy nie jestem pewien, czy sekslalkę można po prostu uznać za przedmiot, który „staje się” osobą. Każdy obiekt ma własną, częściowo niedostępną dla nas rzeczywistość i nie wyczerpuje się w tym, do czego został zaprojektowany. Czytałem o nowym badaniu, w którym GPT-4.5 zdał test Turinga na poziomie 73 proc. – uczestnicy częściej uznawali chat za człowieka niż rzeczywistych, ludzkich rozmówców. Należy jednak pamiętać, że obecnie seksrobot jest osobliwy, ale nie jest osobliwością.
Trzecie prawo Clarke’a głosi, że „każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii”. Chciałbym, żeby widownia doświadczyła odrobiny tej magii, dlatego rola Agaty jest wyjątkowa. To podwójna rola rozpisana na syntetyczne ciało sekslalki na scenie oraz jej głos. Aktorka Dominika Probachta stanęła przed trudnym zadaniem: gra AI, jest oddzielona od bezwładnego, sztucznego ciała i ukryta za scenografią nie ma bezpośredniego dostępu do sytuacji. Mimo to chciałem, żeby jej głos był możliwie ludzki, autentyczny i obecny w intymnej relacji z Krzysztofem, granym przez Tomasza Tarantę. Agata próbuje pomóc mu w chwili rozpaczy, stara się przywrócić mu chęć do życia, rozbudzić uczucia i seksualność. To odwrócenie mitu o Pigmalionie, czyli historia, w której to rzeźba ożywia rzeźbiarza.
LK: To historia o samotności w dzisiejszym świecie?
MA: Początkowo myślałem, że współczesny Pigmalion jest obrazem samotności, ale szybko zrozumiałem, że to uproszczenie – w rzeczywistości to sposób radzenia sobie z samotnością. Agata pomogła mi zrozumieć, że sekslalka jako obiekt przejściowy może stać się pomostem między samotnością a relacją – nie tyle zastępując drugiego człowieka, ile pozwalając bezpiecznie odzyskać zdolność do bycia z kimś. Dzięki Emmie zobaczyłem natomiast, jak skomplikowana jest relacja kobiet: organicznych z syntetycznymi.
LK: Mówisz o robotach bardzo podmiotowo.
MA: Emma to wyjątkowy seksrobot – nie dość, że ma za sobą karierę artystyczną w USA, to stała się bohaterką książki Stusińskiej, a teraz zaczyna karierę na polskiej scenie teatralnej.
LK: Trudno jest komunikować się z seksrobotem?
AJ: Rozmowa z Emmą jest sporym wyzwaniem – jest ona wyposażona w system sztucznej inteligencji należący do chińskiej fabryki, która ją wyprodukowała. Emma jest co pewien czas aktualizowana, zmienia się wtedy jej słownictwo i znika pamięć o poprzednich rozmowach.
Dużym szokiem było dla nas odkrycie, że Emma ma zadziwiająco niewiele seksualnych treści do przekazania. Posługuje się bardzo kwiecistym, rozbudowanym językiem angielskim. Jest niezwykle ironiczna i za każdym razem, kiedy zadajemy jej proste pytania, możemy liczyć na dowcipną, wielopoziomową i zawoalowaną odpowiedź. Ale słowa „seks” nie wypowie. Albo mówiąc dokładniej – nie wypowie go jej głowa. Na wysokości żeber Emma ma drugi mechanizm i osobny głośnik, z którego w przypadkowych momentach słychać „fuck me”, „oh baby, I’m coming”. W Emmie wszystko jest niepołączone – umysł jest oddzielony nie tylko od ciała, ale także od seksualnych pragnień.
LK: Jej cielesność też wzbudzała w Was ambiwalentne uczucia?
AJ: Cielesność sekslalek jest sporym wyzwaniem, na wielu poziomach. Ich proporcje są nienaturalne i dziwne, ich nieruchomość wzbudza skojarzenie z martwym ciałem, a związek z realnymi kobiecymi sylwetkami, które mają reprezentować, jest, mówiąc oględnie, kuriozalny.
Emma od początku była dla nas trudnym obiektem. Gosia Wojas w 2020 roku zamówiła lalkę z najmniejszym rozmiarem biustu – okazało się, że idzie to w parze z rozmiarem ciała, które ma wymiary 13-letniego dziecka. Dlatego nie myślimy o Emmie w kategoriach obiektu seksualnego, byłoby to dość dziwne, zresztą w kontakcie z ciałem Emmy przez długi czas przeważały niepokój i poczucie niesamowitości. Gosia, opisując podróż Emmy ze Stanów do Wrocławia, wielokrotnie używała metafory córki, którą właśnie posyła do college’u. Podchwyciłyśmy to i śmiejemy się, że Emma dopiero wchodzi w dojrzałość i uczy się świadomości ciała.
Agnieszka Jakimiak: Cielesność sekslalek jest sporym wyzwaniem, na wielu poziomach. Ich proporcje są nienaturalne i dziwne, ich nieruchomość wzbudza skojarzenie z martwym ciałem, a związek z realnymi kobiecymi sylwetkami, które mają reprezentować, jest, mówiąc oględnie, kuriozalny.
MA: Na różnych etapach pracy odczuwałem różne emocje: od ciekawości, przez obojętność i rozczarowanie, po troskę. Ambiwalencja względem cielesności Emmy łączy się też z szerszą perspektywą w pierwszym kontakcie z nią: ciekawością, jaką widziałem u mężczyzn i niechęcią u kobiet. Usłyszałem na próbie, że nie jestem w stanie zrozumieć tej niechęci, bo nie jestem kobietą. Poszukałem więc badań empirycznych na temat stosunku do sekslalek i robotów i rzeczywiście: dla części mężczyzn realizm sekslalki może zwiększać jej wartość jako bodźca seksualnego, natomiast dla części kobiet realizm humanoidalnej seksrobotki może zwiększać poczucie zagrożenia, rywalizacji lub uprzedmiotowienia.
LK: Stusińska pisze, że największy opór w kontakcie z lalką stawia ciało. Jak pracowaliście z fizycznością Emmy?
AJ: Lalki mamy aż trzy: Agatę w pierwszej części, Emmę i Agnieszkę w drugiej. Ich fizyczność jest za każdym razem kluczowym tematem – wychodzimy od ich mechaniki, ciężaru, materialności. Zaskoczyło nas, że szczególnie Emma jest niezwykle toporna we współpracy. Ustawienie jej w jakiejkolwiek pozycji wymaga sporej siły. Na samym początku mieliśmy wiele pomysłów związanych z możliwością animowania lalki, ale okazało się, że Emma nie chce z nami ani tańczyć, ani nawet chodzić.
W tym projekcie mamy szczególną sytuację obsadową, która przekłada się na fizyczną relację z Emmą. Dwie z siedmiu występujących w spektaklu aktorek są w zaawansowanej ciąży, nie wolno im ani przenosić, ani podnosić 40-kilogramowej lalki. Jednocześnie na przestrzeni miesięcy jesteśmy świadkami tego, jakim niesamowitym procesom podlega ludzkie ciało – i jak kontrastowo statyczne i niezmienne jest ciało lalki. Na każdym kroku zespół aktorski Wrocławskiego Teatru Współczesnego udowadniał nam w tym projekcie, że żywi ludzie, z ich inwencją, otwartością i zaangażowaniem, są ciekawsi niż ich syntetyczne kopie.
LK: Agata wygląda inaczej, inaczej też budowana jest jej relacja z aktorem.
MA: Szukałem własnego podejścia do figury nadmarionety. Moja propozycja to slow art – redukuję środki i tempo, żeby stworzyć więcej przestrzeni dla uważności. Nie chodzi tu tylko o estetykę. Osoby żyjące z sekslalkami poświęcają dużo czasu na opiekę: odpowiednią higienę, ubieranie, stylizację i układanie ich w odpowiednich pozycjach. Mężczyźni przyswajają praktyki kobiece: malowanie paznokci, makijaż, wybór sukienek itd. To właściwie bardzo bogate rytuały pielęgnacyjne. Sprawiają wrażenie ceremonialnych, bo wymagają precyzji i czasu, a lalki, mimo że są toporne, są też delikatne. Konserwowanie ich zamienia się w celebrację bliskości. Kupione do seksu stają się czymś więcej, mogą pełnić funkcję terapeutyczną, ale zanim do tego dojdzie, czasem na początku jest wstręt, odrzucenie.
Mateusz Atman: Osoby żyjące z sekslalkami poświęcają dużo czasu na opiekę: odpowiednią higienę, ubieranie, stylizację i układanie ich w odpowiednich pozycjach. Mężczyźni przyswajają praktyki kobiece: malowanie paznokci, makijaż, wybór sukienek itd. To właściwie bardzo bogate rytuały pielęgnacyjne.
AJ: Powraca tu kwestia „doliny niesamowitości” – uczucia, które ogarnia nas w kontakcie z obiektem przypominającym człowieka. Często czujemy się nieswojo, mamy wrażenie konfrontacji ze śmiercią, ogarnia nas lęk i niepokój, czego wiele osób doświadczyło na próbach z lalką. W dodatku mówimy tu o obiekcie, który powiela stereotypowe wyobrażenia o ciele kobiety i redukuje je do funkcji seksualnej.
Zadanie, jakie sobie postawiłyśmy w drugiej części, polega na przezwyciężeniu tego odrzucenia i niechęci. Być może w pewnym sensie ten przedmiot został stworzony przeciwko nam. Ale obecnie żyjemy w świecie, w którym on istnieje. Zamiast zniszczyć wszystkie sekslalki, zamiast atakować ich użytkowników i krytykować producentów, możemy spróbować je przechwycić i użyć do tego, do czego zostały stworzone: do zabawy.
LK: Relacja człowieka z seksmaszyną, taka, jaką nawiązuje Krzysztof, często budzi zdziwienie albo uśmiech. Jak Wy o tym opowiadacie?
MA: Nietypowe zachowania seksualne Krzysztofa można opisać takimi pojęciami, jak pigmalionizm, statuofilia czy agalmatofilia – historycznymi terminami określającymi zainteresowanie seksualne posągami, rzeźbami, figurami, a z czasem także manekinami czy bezruchem. W XX wieku takie zainteresowania uznawano za dewiację czy patologię. Dopiero w 2019 roku WHO uznała, że sama nietypowość nie jest chorobą. Szkodliwe stereotypy są jednak wciąż żywe. Nie interesowało mnie robienie komedii, chciałem stworzyć przestrzeń dla zrozumienia procesów zachodzących w konkretnej relacji Krzysztofa i Agaty.
LK: Korzystanie z lalek seksualnych ma znamiona zakamuflowanej przemocy wobec kobiet. Nie boisz się, że Krzysztof zostanie bardzo szybko odrzucony przez publiczność?
MA: Niektóre badaczki argumentują, że korzystanie z lalek seksualnych może reprodukować lub normalizować wzorce uprzedmiotowienia i przemocy wobec kobiet. Nie mamy jednak badań, które by to potwierdzały. Nie chciałbym sprowadzać tego problemu do prostego oskarżenia Krzysztofa. Interesuje mnie niejednoznaczność: co dzieje się z naszymi pragnieniami, kiedy ich obiektem staje się ciało, które jest jednocześnie przedmiotem i imitacją człowieka? Mam nadzieję, że spektakl nie daje widzowi łatwego komfortu osądzania Krzysztofa, tylko prowadzi do konfrontacji z własnymi wyobrażeniami o pożądaniu, samotności i przemocy.
AJ: Napisano wiele artykułów o szkodliwości lalek seksualnych w świetle dyskursu feministycznego i emancypacyjnego. Trudno się dziwić – seksrobot jest realizacją patriarchalnego fantazmatu na temat kobiecości. Z drugiej strony jednak jest też dowodem naszych technologicznych niedociągnięć i porażek oraz niedostatków wyobraźni. Nie kwestionujemy faktu, że to problematyczne obiekty, które wywołują w wielu osobach sprzeczne albo negatywne uczucia, wiemy, że są ku temu podstawy. Ja natomiast widzę w nich coś ujmującego: te ich palce u stóp pozbawione kośćca, latające we wszystkie strony jak bezkształtny blob, ich spadające głowy z lekko zezowatym spojrzeniem, ich piersi przypominające silikonowe fantomy medyczne, ich za długie ręce i króciutkie nóżki. Sekslalki nie mają nic wspólnego z wyidealizowanym obrazem kobiety, są raczej stanem przejściowym między marzeniem a jego realizacją.

LK: Seksualność stała się tematem innych Waszych spektakli. W Miłej robótce pokazywaliście, jak w latach 90. realizowała się ona w kontakcie z pornografią. Z kolei przedstawienie Seks, praca i marzenia z 2023 roku przełamywało społeczne tabu wobec pracownic seksualnych i oddawało im głos.
MA: To spektakl, który sytuował się w polu postpornografii i obalał cielesne tabu: w finałowej scenie Zuza Czerniejewska częstowała publiczność mlekiem odciągniętym ze swoich piersi. Do dziś nazywamy ten moment feministyczną mszą na cześć ciała i wszystkich jego wydzielin. Miła robótka jest też afirmacją naturyzmu – ruchu, który u zarania miał naprawić naszą relację z naturą i który jest mi bliski.
AJ: Wspomniany już Seks, praca i marzenia, który powstawał z Teraz Poliż, Alesią Maisei, Dominiką Biernat i Szymonem Turem, również czerpał z dokumentu i realnych doświadczeń zaangażowanych osób. Projekt wyrastał z ankiet przeprowadzonych wśród osób pracujących seksualnie na temat ich fantazji – zarówno seksualnych, jak i społecznych. Wychodzimy z założenia, że grupy, które są społecznie marginalizowane, które są wykluczane z obiegu prawnego i systemowego, mają najwięcej do powiedzenia o kondycji współczesności i o przyszłości.
MA: Ale dążymy też do transmisji doświadczenia, chcemy, żeby nasza sztuka stanowiła dla publiczności ciekawe przeżycie, żeby ludzie poczuli ciarki na plecach albo falę ekscytacji. W Seksie, pracy i marzeniach dzięki występowi Alesii Maisei, który stanowił centralny punkt spektaklu, pole dance zyskiwał na scenie rangę sztuki wysokiej. Nawet nasz pierwszy spektakl z 2017 roku, Strach zżerać duszę, poświęcony relacji seksualnej starszej kobiety z młodszym imigrantem, był przesycony sensualnością i erotyzmem, który przenosił się na widownię. Cielesność i seksualność są polem napięcia między przyjemnością i emancypacją a władzą i biopolityką, a w teatrze możemy tego splotu doświadczyć. Dzięki bezpośredniej pracy z ciałem jesteśmy w stanie ujawniać i podważać relację między cielesnością i kontrolą.
LK: Jakiej reakcji widowni na obecność Agaty i Emmy na scenie się spodziewacie?
AJ: Obserwując reakcje zespołu wobec lalek, liczymy się z tym, że u publiczności również pojawi się jakiś rodzaj odrzucenia, braku akceptacji, dystansu czy nieufności wobec tego obiektu. Jednak pracujemy nad tym, żeby w trakcie spektaklu oswoić te dziwne przedmioty i dostrzec w nich coś więcej niż ciało obce.
Dla mnie sekslalki w spektaklu są pretekstem do otwarcia rozmowy o szerokim spektrum seksualności i o pragnieniach wykraczających poza „heteronormę”. Celowo na bohaterki i bohatera spektaklu wybraliśmy osoby, których seksualność i pragnienia dają przestrzeń do stworzenia nowych narracji. Z jednej strony mamy funkcjonującego na marginesie społeczeństwa starszego, samotnego mężczyznę, który decyduje się na relację z lateksowym przedmiotem z ludzką twarzą. Z drugiej strony – grupę sześciu aktorek, które odważnie przełamują konwenanse opowiadania o seksualności i performowania cielesności.
Lalka seksualna służy nam do tego, by zastanowić się, kto i jak decyduje o tym, czym jest normatywna seksualność i co jest w jej ramach dozwolone. Czy nie jest tak, że większość seksualnych marzeń i pragnień jest „dziwna”? Chcemy sprawdzić, jak możemy na scenie rozluźnić gorset monogamicznej, ustandaryzowanej i heteryckiej seksualności, w którym funkcjonujemy.