Głód sensu

Głód sensu
Sprawiedliwy. Studium przypadku, reż. Anestis Azas / fot. Edgar de Poray / Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu
Sprawiedliwy. Studium przypadku przywołuje społeczne napięcia wywołane sprawą Luigiego Mangione i pyta, dlaczego tak wielu ludzi chce zobaczyć w nim kogoś więcej niż podejrzanego o morderstwo: ofiarę systemu, bohatera, rewolucjonistę.

Trzy głośne strzały padają znienacka. Nie wszyscy widzowie w Modelatorni zdążyli się zorientować, że spektakl już się zaczął. Ten sceniczny efekt jest jednak zaledwie bladym odpowiednikiem zamieszania, którego doświadczyli przypadkowi świadkowie zdarzeń przed hotelem Hilton w Midtown na Manhattanie 4 grudnia 2024 roku. Z nagrań kamer wiemy, że wyglądało to tak: mężczyzna w ciemnych spodniach i kurtce z kapturem podchodzi od tyłu do innego, niczego niepodejrzewającego mężczyzny. Celuje w niego z pistoletu i strzela. Broń zacina się albo wymaga ręcznego przeładowania, jednak napastnik zachowuje spokój i oddaje kolejne strzały. Trafiony osuwa się na chodnik. Niespełna pół godziny później umrze w pobliskim szpitalu. Napastnik zdąży już dawno zniknąć, oddalając się na rowerze w stronę Central Parku tuż po dokonaniu zbrodni.

Wszystko przemawia za tym, że było to starannie zaplanowane zabójstwo. A jednak sprawie, w której głównym podejrzanym okazał się Luigi Mangione (Konrad Wosik) – i na której motywach powstał spektakl Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu – daleko do moralnej jednoznaczności. Wystarczy zajrzeć do komentarzy pod licznymi programami, podcastami czy dokumentami jej poświęconymi. Szczególną popularność zdobywają te, w których mężczyzna przedstawiany jest jako ofiara systemu, bohater, mściciel albo rewolucjonista.

To, że Mangione – Amerykanin włoskiego pochodzenia – jest przystojny, a do tego pochodzi z zamożnej rodziny i ma dobre wykształcenie, nie tłumaczy jeszcze w pełni skali tych reakcji, choć spektakl w reżyserii Anestisa Azasa słusznie wyostrza satyrę na społeczną fascynację atrakcyjnymi sprawcami. Chodzi również – a może przede wszystkim – o osobę zabitego. Był nim pięćdziesięcioletni Brian Thompson, prezes UnitedHealthcare, wielkiej firmy ubezpieczeniowej wielokrotnie oskarżanej o nieuczciwe praktyki i częste odmowy pokrycia kosztów leczenia. W Stanach Zjednoczonych zabójstwo tak wysoko postawionego przedstawiciela tej branży natychmiast uruchomiło skrajne, gwałtowne emocje. Kwestia ubezpieczeń zdrowotnych jest tam na tyle paląca i kontrowersyjna, że regularnie powraca jako jeden z kluczowych tematów kampanii prezydenckich.

Z drugiej strony doświadczenie bezradności wobec bezdusznych korporacji w tak kluczowym obszarze jak zdrowie wydaje się, niestety, niemal uniwersalne. Dlatego na spektakl można przyjść bez szczegółowej wiedzy o wciąż trwającym postępowaniu sądowym. Niezbędne fakty przywoływane są przez trzy kryminolożki grane przez Monikę Stanek, Magdalenę Maścianicę i Cecylię Caban, które fotografują miejsce zbrodni, zbierają poszlaki i rozkładają je na stołach, jak w laboratorium śledczym. Tyle że twórców Sprawiedliwego. Studium przypadku nie pociąga ani poetyka, ani patos teatru dokumentalnego. Choć ascetyczna scenografia Dido Gkogkou – złożona z kilku prostych stołów i krzeseł – zdaje się zapraszać do skrupulatnej, chłodnej rekonstrukcji, interesuje ich co innego niż katalog dowodów.

Żeby pozbyć się resztek odpowiedzialności, aktorzy uprzedzają widzów, że przed nimi staje nie Mangione, lecz Mark Rosario – jego eksperymentalna wersja teatralna, której imię wzięto z fałszywego dokumentu tożsamości znalezionego podczas przeszukania. O tym zaś, że scenicznego studium nie należy traktować nazbyt poważnie, przekonujemy się już chwilę później, kiedy Mark zostaje aresztowany w McDonaldzie. Młodego mężczyznę gubi banalna pokusa zjedzenia ulubionego fast foodu. W podobnie farsowym tonie utrzymano scenę przesłuchania prowadzonego przez dwóch policjantów. Wcielający się w te role Rafał Kronenberger i Błażej Wójcik częstują podejrzanego paluszkami i namawiają, by przyznał się do winy. Spektakl osiąga szczyt groteskowej szarży w zupełnie już zmyślonej, utrzymanej w tarantinowskim duchu lekcji u mistrza strzelectwa, który wypowiada się niczym wyrocznia i cytuje samurajów.

Sprawiedliwy. Studium przypadku, reż. Anestis Azas / fot. Edgar de Poray / Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu

Melodramatyczny ton wprowadzają natomiast kilkakrotnie przywoływane fragmenty prywatnego dziennika Luigiego/Marka oraz jego spotkania z dwiema kobietami. Pierwsza to bliska mu dziewczyna, która domyśla się jego planów, druga – odwiedzająca go w areszcie wdowa po Brianie Thompsonie. Obie, podważając motywy zbrodni, próbują wytrącić chłopaka ze złudzenia, że za czynem, który sam chciałby widzieć jako bohaterski, kryje się coś więcej niż skrajny egoizm. Czy mają rację? Spektakl, na szczęście, nie pozwala na zbyt łatwe rozstrzygnięcie. Sam Mark raz przypomina Raskolnikowa ze Zbrodni i kary – w długim płaszczu, szybkim krokiem przemierza scenę, jakby miotały nim rozterki – by za chwilę stać się kimś naiwnym, niemal infantylnym, gdy żarliwie zapewnia, że nie wyznaje żadnej politycznej ideologii. Na pytanie, dlaczego więc nie potrafił po prostu cieszyć się życiem, można odpowiedzieć językiem Viktora Frankla, twórcy logoterapii: z powodu głodu sensu. Chciał wreszcie zrobić coś, co wydawało mu się naprawdę znaczące. Byłaby to wszakże słaba linia obrony, dlatego cyniczna prawniczka zamierza obstawać przy niepoczytalności oskarżonego.

Balansując między trudnym, aktualnym tematem a chęcią nadania mu przystępnej, rozrywkowej formy, Sprawiedliwy… okazuje się dobrym przykładem tzw. teatru środka. Ma mozaiczną, nieco filmową strukturę: działa jak dynamiczny montaż niedługich, wyrazistych scen, które prowadzą od rekonstrukcji kryminalnej przez farsę i melodramat aż po popkulturową fantazję. Aktorzy równie płynnie przechodzą między rolami, bo wybrana konwencja nie wymaga głębokiego psychologicznego wejścia w postać, lecz kilku wyrazistych rysów. Grają do publiczności, często puszczając do niej oko, a jednocześnie dbają, by nie zakłócało to rytmu przedstawienia. Osobną energię wnoszą naprawdę udane numery muzyczne, w których daje się upust emocjom. Jednocześnie spektakl raz po raz podrzuca refleksję, że filozofowie starożytnej Grecji, kładąc podwaliny zachodniej cywilizacji, nie bez powodu tak uporczywie głowili się nad kwestią sprawiedliwości. Tym ciekawsze, jaki kształt przybierze ona w tej konkretnej sprawie. Zadecyduje o tym ława przysięgłych, którą amerykański sąd federalny ma powołać we wrześniu tego roku.

Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu, Sprawiedliwy. Studium przypadku, na motywach prawdziwej historii Luigiego Mangione, reżyseria Anestis Azas, tekst i dramaturgia Michalis Pitidis, scenografia i kostiumy Dido Gkogkou, muzyka Wojciech Kiwer, reżyseria świateł Karol Jarek, tłumaczenie scenariusza, asystentka reżysera Ada Branecka, premiera 16 maja 2026.

Henryk Mazurkiewicz

Doktor nauk humanistycznych w zakresie filozofii, specjalizujący się w antropologii filozoficznej i kulturowej. Krytyk teatralny, członek redakcji portalu teatralny.pl, współpracuje z pismami „Teatr”, „nietak!t”, „Rita Baum”, „Teatr Lalek”, „Notatnik Teatralny”. Współorganizator Festiwalu Niezależnej Kultury Białoruskiej we Wrocławiu. Współautor e-booka poświęconego teatrowi offowemu Offologia dla opornych (2022). Zwycięzca Nurtu Off XLIV Przeglądu Piosenki Aktorskiej.