Intymnie

Intymnie
Opowieści niemoralne, reż. Jakub Skrzywanek / fot. Magda Hueckel / Teatr Powszechny w Warszawie
Sceny intymne to nie tylko nagie sceny symulowanego seksu, ale również przemoc fizyczna i seksualna, pocałunki, bliskość cielesna, praktyki lekarskie. Obecność koordynatora na planie filmowym staje się standardem – a jak jest w teatrze?

Za chwilę rozpocznie się Querelle w reż. Piotra Pacześniaka w Teatrze Polskim w Poznaniu. Publiczność tego nie widzi, ale w obu kulisach na stolikach stoją płyn do dezynfekcji i miska miętówek. Któryś z aktorów właśnie wraca z przerwy papierosowej i przeciera dłonie przed interakcją cielesną. Spektakl obfituje w erotykę. To proste rozwiązanie z zakresu koordynacji scen intymnych może znacząco zwiększyć komfort aktorek i aktorów.

Koordynatorki i koordynatorzy scen intymnych dbają o bezpieczeństwo procesów teatralnych. Mówi się o nich, że są rzecznikami osób aktorskich. Rozmawiają z nimi o granicach i przygotowują do grania. Spisują raporty i inne dokumenty dla pracowników teatralnych. Dzielą się know-how i wskazówkami, które pomagają uzyskać zamierzony efekt bez sięgania do prywatności. Proponują rozwiązania techniczne – od banalnego postawienia płynu do dezynfekcji rąk, przez zakup specjalistycznej bielizny, po techniki wchodzenia w rolę i wychodzenia z niej. Nie zawsze, ale często zajmują się również choreografią i artystycznym opracowaniem scen intymnych, dbając o ich walory estetyczne.

W Polsce nie przyjęła się anglosaska terminologia, która rozróżnia osoby pracujące przy widowiskach na żywo – w teatrze, operze czy tańcu – od tych zatrudnionych na planie filmowym, serialowym lub telewizyjnym. Tych pierwszych nazywa się reżyserami intymności, drugich – koordynatorami. W Polsce, niezależnie od miejsca zatrudnienia, mówi się o koordynatorkach scen intymnych. Dostępne kursy zagraniczne, ale też nowo powstałe studia podyplomowe „Koordynacja scen intymnych w filmie i teatrze” w Akademii Teatralnej w Warszawie, realizowane w ramach Akademii Bezpiecznej Kultury, prezentują różne metodyki pracy i umożliwiają działanie w wielu obszarach (lub zawężają ścieżkę kształcenia do określonego medium dopiero pod koniec studiów czy kursu).

Od czasu, gdy w polskim teatrze po raz pierwszy pojawiły się koordynatorki scen intymnych, minęło pięć lat. Zwykle za prekursorską uważa się premierę Opowieści niemoralnych (2021) Jakuba Skrzywanka w warszawskim Teatrze Powszechnym. Reżyser, a obecnie dyrektor artystyczny Narodowego Starego Teatru, zaprosił do współpracy Agnieszkę Róż i Jewgienię Aleksandrową, które nie chciały używać tytułu „koordynatorki” (nikt wówczas w Polsce nie posiadał certyfikatu), w programie podpisane zostały więc jako „konsultantki”. Nazwano to „precedensem”. W pismach branżowych zawrzało – ukazało się wiele artykułów i wywiadów.

Nana, reż. Monika Pęcikiewicz / fot. Beata Wencławek / Teatr Polski w Poznaniu

Przygotowując się do napisania tego tekstu, znalazłam jednak spektakl, którego premiera odbyła się rok wcześniej. Choreografią i koordynacją scen intymnych przy Nanie w reż. Moniki Pęcikiewicz w Teatrze Polskim w Poznaniu zajmowała się Kaya Kołodziejczyk: „Monika Pęcikiewicz zaprosiła mnie w 2019 roku i był to moment, w którym zaczęłam szkolić się na koordynatorkę scen intymnych – zarówno w teatrze, jak i przy produkcjach filmowych. Wiedziałam, że będę pracowała przy Silent Twins Agnieszki Smoczyńskiej, międzynarodowej produkcji podlegającej różnym obostrzeniom. Musiałam uczestniczyć w szkoleniach w Wielkiej Brytanii, które miały pomóc mi w pracy z cielesnością i fizycznością”. Na potrzeby Nany Kołodziejczyk korzystała z narzędzi zdobytych podczas tych kursów, takich jak rozbudowana formuła zgody czy ograniczanie do minimum liczby osób obecnych podczas próby.

W jakim miejscu jesteśmy dzisiaj? Kto zajmuje się koordynacją scen intymnych i na czym ona polega? Czy jest szansa, aby stała się ważną i autonomiczną dziedziną teatralną, czy to raczej trend, który szybko przeminie?

Sfeminizowana branża

Koordynatorki i koordynatorzy scen intymnych wywodzą się z różnych środowisk. Liczna grupa koordynatorek związana jest właśnie z branżą filmową. To m.in. Katarzyna Szustow, pracująca głównie przy zagranicznych produkcjach filmowych i teatralnych, a także duet Intimacy Duo – Kaja Wesołek-Podziemska i Marta A. Zygadło, autorki programu studiów podyplomowych w Akademii Teatralnej.

Najbardziej organicznym scenariuszem wydaje się jednak przejście z choreografii do koordynacji lub realizowanie tych dwóch ścieżek zawodowych jednocześnie. Krystyna Lama Szydłowska od kilku lat bardzo często łączy obie funkcje. Pracowała jako choreografka i koordynatorka m.in. w spektaklach Katarzyny Minkowskiej i Piotra Pacześniaka. „Współpraca z koordynatorem scen intymnych przede wszystkim pozwala zyskać czas. Koordynator szybciej znajduje odpowiednie słowa w komunikacji z aktorem na temat scen przemocy czy seksu” – przyznaje Pacześniak. Na czym to konkretnie polega? „Mówię koordynatorce, jak wyobrażam sobie scenę, ona proponuje wykonalny i możliwy do realizacji scenariusz, bo nie zawsze wszystko jest możliwe. Szukamy kompromisu i ona tę scenę układa również ruchowo. Mam to szczęście, że Lama jest wybitną choreografką” – dodaje reżyser.

Lama opowiada mi, że zajmowała się koordynacją, zanim jeszcze wiedziała, czym ona właściwie jest. Pracując jako choreografka – blisko z aktorem na poziomie ciała – czuła odpowiedzialność za dbanie o to ciało i bezpieczeństwo w nim. Bywała też zapraszana do «misji specjalnych», czyli na przykład do przygotowywania nagich scen bliskości fizycznej w duecie: „Miałam doświadczenie pracy z nagim ciałem w teatrze i sztukach performatywnych. Zawsze dbałam o to, aby ruch nie krzywdził, lecz coś wytwarzał i kreował” – mówi.

Czy nie jest tak, że za te same pieniądze ma teraz dwa razy więcej pracy? Kiedy ma zajmować się choreografią, zawsze najpierw pyta, czy w spektaklu pojawią się sceny intymne: „Jeśli tak, a reżyser twierdzi, że koordynacja nie jest potrzebna, stawiam ultimatum: albo poszerzamy mój zakres obowiązków i odpowiednio zwiększamy honorarium, albo zatrudniamy dodatkową osobę do koordynacji”. Jeszcze nigdy nie spotkała się z odmową.

Querelle, reż. Piotr Pacześniak / fot. Marek Zakrzewski / Teatr Polski w Poznaniu

Poza Lamą i Kołodziejczyk, z pola tańca i performansu wywodzi się Aleksandra Osowicz, która pracowała jako choreografka i koordynatorka scen intymnych przy Tramwaju zwanym pożądaniem w reż. Tomasza Cymermana w Nowym Teatrze im. Witkacego w Słupsku.  Jednak na przekwalifikowanie lub zdobycie nowych kompetencji decyduje się też coraz więcej aktorek i aktorów. Martyna Czarnecka, wcześniej związana z warszawskim Teatrem Ochoty, w tym sezonie pracowała jako koordynatorka przy Zaklinaniu węży w gorące wieczory w reż. Jana Jelińskiego w warszawskim Teatrze Dramatycznym oraz przy Czarnej komedii w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Wojciech Jaworski – koordynator przy Requiem dla snu w reż. Jakuba Skrzywanka – przez ostatnie osiem lat był w zespole Teatru im. Wilama Horzycy. Jako aktor nigdy nie miał do czynienia z koordynatorem: „Przy scenie striptizu, w której występowałem, sam siebie koordynowałem” – żartuje.

Jaworski zyskał łatkę „pierwszego, lecz nie jedynego męskiego koordynatora”. Zapytałam go, czy tożsamość płciowa i seksualna ma tu jakiekolwiek znaczenie i jak odnajduje się w tej mocno sfeminizowanej branży. „Z mojej perspektywy polega to głównie na tym, że jesteśmy różni, inaczej anatomicznie zbudowani. Zdarza się, że trzeba założyć zabezpieczenia intymne, czyli specjalną bieliznę maskującą – kiedy pracuję z mężczyznami, problem z udzieleniem im pomocy jest dużo mniejszy. Oni też odważniej zwracają się do mnie, gdy coś się odkleja”. W przypadku kobiet analogiczna sytuacja może być krępująca, dlatego zazwyczaj prosi kogoś z innego pionu – charakteryzacji albo kostiumów – o wsparcie. Barierę często przełamuje jednak fakt, że ma wykształcenie aktorskie. Pomaga też deseksualizacja, polegająca na mówieniu o ciele w sposób neutralny, anatomiczny.

Gdzie zaczyna się intymne?

Intymność to wszystko to, co związane z emocjonalnością, seksualnością i cielesnością człowieka. Scenami intymnymi będą więc nie tylko nagie sceny symulowanego seksu, ale również: przemoc fizyczna i seksualna; pocałunki; bliskość cielesna (przytulanie, dotyk o charakterze erotycznym i nieerotycznym); praktyki lekarskie (badania, operacje, porody).

„Gdzie zaczyna się to, co intymne? Dla każdego ta granica przebiega w innym miejscu. Zawsze staram się oddzielić to, co intymne, od tego, co osobiste. W teatrze interesują nas intymność oraz wytworzenie poczucia bliskości – ale to nie powinno być czerpane z osobistych zasobów” – uważa Lama, która pracowała jako choreografka i koordynatorka scen intymnych przy głośnym spektaklu Katarzyny Minkowskiej Wszyscy jesteśmy Belén z Teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie. W spektaklu pojawia się bardzo długa scena poronienia, a później scena abrazji. „Musiałam zdobyć wiedzę medyczną i dowiedzieć się, jakie są objawy poronienia, co może się dziać z ciałem. Wspólnie z Agnieszką Rajdą szukałyśmy rozwiązań – jak zbudować autentyczną scenę, jak pracować z napięciem ciała, żeby nie zrobić sobie krzywdy” – opowiada. Kolejnym zadaniem było samo inscenizowanie zabiegu: ułożenie nóg, rodzaj zabezpieczenia i stopień odsłonięcia: „Trzeba było to ustawić tak, żeby i Agnieszka, i osoby, które odgrywają lekarzy, czuły się w tej formule bezpiecznie i dokładnie wiedziały, co robią, gdzie i w jaki sposób” – dodaje.

Krystyna Lama Szydłowska: – W teatrze interesują nas intymność oraz wytworzenie poczucia bliskości – ale to nie powinno być czerpane z osobistych zasobów.

Koordynacja nie lubi improwizacji. Efekt końcowy scen intymnych jest wynikiem ustaleń i rozmów przeprowadzanych z koordynatorami. Ze względu na gorszą kondycję danego dnia część elementów można podczas przebiegu pominąć, ale nadmierna improwizacja może wiązać się z przekroczeniami. „W Requiem mamy sytuację, w której jeden bohater drugiemu ściąga obrączkę z palca ustami, a później zostaje spoliczkowany. Spisuję, ile tych policzków jest i jaki mają charakter. Wszystkie zmiany muszą odbywać się za obopólną zgodą. Jeden aktor nie może zrobić czegoś, na co ten drugi nie był przygotowany – w kontekście intymności. Jeśli umawiamy się na pocałunek bez języka, to znaczy bez języka” – tłumaczy Jaworski.

Ocena ryzyka

Każdy koordynator i każda koordynatorka pracują w inny sposób, w zależności od charakteru przedstawienia, teatru i ekipy twórców. „Staram się unikać postrzegania koordynacji jako zbioru sztywnych zasad, bo każdy człowiek jest inny, każde ciało jest inne i każdy z nas potrzebuje czegoś innego, żeby czuć się bezpiecznie” – mówi Lama. Rozpoczyna od przeczytania scenariusza i zakreśla fragmenty, które są lub mogą być scenami o charakterze intymnym albo erotycznym. „Podczas czytania scenariusza wykonujemy tzw. risk assessment, czyli ocenę ryzyka” – potwierdza Kołodziejczyk.

Następnie przeprowadza się rozmowy o granicach, potrzebach i wizji artystycznej. „Po indywidualnych rozmowach z aktorami i aktorkami informuję o ich granicach resztę realizatorów. Spisuję, na co nie ma zgody i o co nie należy prosić ani pytać, bo to zostało już ustalone – po to zostałem zatrudniony” – relacjonuje Jaworski. Są osoby, które w ogóle nie godzą się na nagość. Są też sytuacje bardziej zniuansowane – określające, co dana osoba zgodziła się pokazać i w jakim stopniu oraz jaki dotyk jest dopuszczalny. W koordynacji chodzi też o to, aby pozbyć się szarej strefy. Lama opisuje to na przykładzie: reżyser twierdzi, że aktorka zgodziła się rozebrać do naga, aktorka precyzuje, że tego nie mówiła, ale może rozebrać się do bielizny – koordynator jest po to, aby wszystkie te ustalenia spisać i udokumentować.

Requiem dla snu, reż. Jakub Skrzywanek / fot. Natalia Kabanow / Teatr Studio w Warszawie

Koordynatorzy pracują głównie z osobami aktorskimi, ale ich zadaniem jest zabezpieczenie całego procesu i wszystkich osób zaangażowanych, w tym pion techniczny oraz pracowników Biura Obsługi Widowni. Na potrzeby Requiem dla snu Jaworski stworzył w tym celu przewodnik dla ekipy technicznej. Zorganizował z nią osobne spotkanie, aby omówić charakter scen i przekazać content warning. Poinformował pracowników, czego mogą się spodziewać i dlaczego praca będzie przebiegała właśnie w taki sposób. W dokumencie znalazł się na przykład opis przeniesienia filmowego protokołu zamkniętego planu na próby teatralne. „Gdy po raz pierwszy próbowaliśmy scen z elementami nagości, ograniczaliśmy ekipę do minimum. Poleciłem ustawić zastawki przed drzwiami i nakleić kartki informujące o próbach scen intymnych, żeby przypadkiem ktoś nie zobaczył czegoś, na co nie był gotowy. To bywa niekomfortowe dla obu stron” – opowiada Jaworski o pracy nad spektaklem.

Przygotowane procedury obejmowały również osoby z pracowni rekwizytorskich. Ustalone zostało na przykład to, jak obiekt – który jest blisko ciała i miejsc intymnych aktorki – przemieszcza się od pracowni, gdzie w rękawiczkach jest dezynfekowany, na scenę. „Zapytałem, czy odebranie go po spektaklu będzie dla panów w porządku i jak możemy to zrobić, żeby czuli się bezpiecznie” – mówi Jaworski. Zespołom technicznym, jego zdaniem, najczęściej nie daje się przestrzeni do wypowiedzenia swoich ewentualnych trosk czy wątpliwości.

Przyszłość koordynacji

Koordynatorki i koordynator, z którymi udało mi się porozmawiać, zauważają, że pomysł ich zatrudnienia najczęściej wychodzi od zespołu aktorskiego bądź reżyserki/reżysera, nigdy od dyrekcji instytucji. „Bywa to kwestią budżetu, ale też przede wszystkim świadomości i woli. Teatrami w dużej mierze zarządzają osoby z pokolenia, w którym nie słyszano o koordynacji, więc ta potrzeba wciąż wydaje się niezrozumiała” – stwierdza Jaworski. Uważa zresztą, że i budżety nie są aż tak małe, żeby nie mogły w jakimś stopniu zabezpieczyć zespołów aktorskich i zapewnić im komfortowych warunków pracy.

W środowisku koordynacyjnym ścierają się dwa podejścia – pierwsza grupa sądzi, że koordynacją powinny zajmować się wyłącznie osoby przeszkolone i posiadające certyfikat; druga grupa z kolei – że narzędzia koordynacji scen intymnych powinny być szeroko dostępne i stanowić część edukacji teatralnej. Czasem bowiem nie można pozwolić sobie na zatrudnienie kogoś dodatkowego, a zapewnienie bezpieczeństwa powinno być zawsze priorytetem. Kaya Kołodziejczyk widzi to jeszcze inaczej: „Mam wrażenie, że koordynacja scen intymnych mogłaby wejść do teatru na podobnej zasadzie jak dostępność, z którą obecnie się nie dyskutuje. Najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie dodatkowego etatu”.

W środowisku koordynacyjnym ścierają się dwa podejścia – pierwsza grupa sądzi, że koordynacją powinny zajmować się wyłącznie osoby przeszkolone i posiadające certyfikat; druga grupa z kolei – że narzędzia koordynacji scen intymnych powinny być szeroko dostępne i stanowić część edukacji teatralnej.

Problem w tym, że koordynacja bywa postrzegana jako akt cenzury. Kołodziejczyk przyznała, że kilka razy pracowała w teatrze jako choreografka i koordynatorka, lecz w programach podpisywano ją jedynie jako autorkę choreografii: „Być może dyrekcje teatrów celowo pomijały funkcję koordynacyjną, obawiając się, że ośmieszy to przedstawienie albo zostanie odebrane jako infantylizacja publiczności?” – zastanawia się. Koordynacja nie sprowadza się jednak do wskazywania, co można, a czego nie można pokazywać. W praktyce stara się poszukiwać rozwiązań, które zapewniając komfort osobom aktorskim, realizują wizję artystyczną.

„Nasze ciała to nasze pamiętniki – mówi Lama. – Ktoś może nie lubić dotykania włosów i wtedy trzeba znaleźć sposób, by pokazać intymność, omijając włosy. Ktoś inny może mieć łaskotki w jakimś nieoczywistym miejscu, więc dbam o to, aby ułożyć choreografię w taki sposób, żeby to miejsce ominąć. Staramy się wspólnie nazwać nasze dziwności, lęki czy obawy i się nimi zaopiekować”. To, że nie chcemy czegoś zrobić w konkretny sposób, nie znaczy, że nie możemy tego zrobić w ogóle. Lama uważa, że sposobów jest mnóstwo, a rozwiązań – nieskończenie wiele. Trzeba się tylko nad nimi pochylić i zastanowić, które nam służą.

Koordynacja intymności wyrosła na fali #MeToo i w ciągu kilku lat przeobraziła branżę filmową na całym świecie. Dziś, jeśli film zawiera sceny intymne, obecność koordynatora na planie staje się standardem – dotyczy to nawet produkcji Teatru Telewizji. Czy podobny kierunek zmian jest możliwy także w teatrze? Na razie koordynatorek i koordynatorów przybywa, nie przekłada się to jednak na liczbę przedstawień realizowanych z ich udziałem.

Magdalena Ożarowska

Krytyczka teatralna, teatrolożka, fotografka i pracownica kultury. Ukończyła Wiedzę o teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiowała również na Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Pracuje w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego, gdzie łączy zainteresowania teatralno-fotograficzne.