Komu ufamy?
Twórczynie Prania muzgó kupują w darknecie fałszywy dowód osobisty i na jego podstawie kreują personę Karola Warkockiego. Zakładają mu konto na Facebooku i obserwują działania algorytmów, które szybko zaczynają podsuwać Karolowi treści skrajnie prawicowe.
Niezwykle trudno jest pisać o spektaklach zaangażowanych, aktualnych i poruszających ważne społecznie tematy, które jednocześnie nie są w pełni udane pod kątem formalnym. Tym trudniej, gdy samemu uważa się ich przekaz za wartościowy i bardzo potrzebny. Dlatego pisanie o Praniu muzgó Magdy Szpecht jest dla mnie szczególnie niewygodne – bo choć jest to przedstawienie niedopracowane, to zdecydowanie wolę oglądać tego rodzaju spektakle niż te, które zachwycają formą, lecz pozbawione są istotnych treści.
Na środku sceny stoi duże biurko z komputerem. To właśnie ono odgrywa kluczową rolę w reportażowym teatrze Szpecht – jest miejscem pracy cyberelfki, hakerki zaangażowanej w walkę z rosyjską wojną informacyjną. Po wybuchu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę taką działalnością zajęła się sama reżyserka. Jej codziennym polem bitwy stały się media społecznościowe: weryfikowanie krążących w nich informacji, tropienie dezinformacji oraz identyfikowanie i zwalczanie prorosyjskich botów. Po obu stronach biurka ustawiono ekrany, które z czasem zaczną zasypywać widzów danymi, artykułami i kolejnymi dowodami. Jak dowiadujemy się później, znajdujemy się w samym centrum Instytutu Postprawdy.
Początkowo twórczynie poddają widzów serii eksperymentów. Chłodny snop światła wskazuje kolejne osoby na widowni, które mają wejść na scenę, wykonać proste zadanie i wrócić na swoje miejsce. Za udział przewidziana jest nagroda. Sytuacja powtarza się trzykrotnie. Wkrótce okazuje się jednak, że publiczność została wprowadzona w błąd – jedna z uczestniczek jest podstawiona. To Yuliya Kovalchuk, pochodząca z Ukrainy neuronaukowczyni i performerka. Dołącza do aktorek (Moniki Badowskiej i Matyldy Paszczenko), by wspólnie prowadzić sceniczne śledztwo dotyczące mechanizmów rosyjskiej propagandy.
Punktem wyjścia jest analiza dwóch przypadków wysadzenia torów kolejowych na terenie Polski. Sprawcami okazali się młodzi mężczyźni pochodzenia ukraińskiego, od dłuższego czasu współpracujący z rosyjskimi służbami. Jednak to właśnie pochodzenie stało się katalizatorem nasilających się antyukraińskich narracji, które szybko zaczęły funkcjonować w przestrzeni publicznej niezależnie od szerszego kontekstu wydarzeń.
Sabotażyści stają się głównymi obiektami badań Instytutu. Szpecht stawia tezę, że propaganda nie tylko wpływa na poglądy jej odbiorców, lecz także stopniowo przekształca sposób ich myślenia i postrzegania rzeczywistości. Zespół twórczy postanawia zweryfikować to założenie w praktyce i tworzy postać, która mogłaby stać się potencjalną ofiarą dezinformacji.
Twórczynie kupują w darknecie fałszywy dowód osobisty i na jego podstawie kreują personę Karola Warkockiego. Zakładają mu konto na Facebooku i obserwują działania algorytmów platformy, które szybko zaczynają podsuwać Karolowi treści skrajnie prawicowe. Użytkownicy związani z tym środowiskiem okazują nastolatkowi zainteresowanie, akceptację i poczucie wspólnoty. Gdy zmyślony Warkocki zaczyna szukać pracy, zostaje zrekrutowany przez osoby związane z Grupą Wagnera – paramilitarną organizacją ściśle powiązaną z Kremlem.

Najsilniejszą stroną Prania muzgó jest niewątpliwie przeprowadzony research. Zespół twórczy dokonuje wnikliwej wiwisekcji mechanizmów manipulacji, dezinformacji i rosyjskiej propagandy. Analizując konkretne przypadki, dostarcza widzom namacalnych dowodów na funkcjonowanie fałszywych narracji i skalę informacyjnych nadużyć. Jednocześnie, wciągając publiczność do teatralnej gry za pomocą otwierających spektakl eksperymentów, pokazuje, jak łatwo stać się uczestnikiem wojny informacyjnej – nieświadomie ulegając mechanizmom wpływu, które na co dzień pozostają niewidoczne.
Samo powołanie scenicznego Instytutu Postprawdy zdaje się być jednym z najbardziej intrygujących i nieoczywistych gestów spektaklu. Paradoksalnie, przedstawienie poświęcone mechanizmom dezinformacji nieustannie podważa własną wiarygodność. Osoby twórcze świadomie zacierają granice między dokumentem a fikcją, stawiając oglądającego przed niewygodnym wyborem – komu i na jakiej podstawie ufamy? Z jednej strony bowiem, niemalże mechanicznie przyjmujemy, że prezentowane nam dane, historie i dowody są prawdziwe. Z drugiej, wszystko odbywa się w ramach teatru – medium, które z definicji jest umowne. Nie do końca wiemy, gdzie kończy się dokument, a gdzie zaczyna fikcja. Badowska i Paszczenko wcielają się w role badaczek Instytutu Postprawdy, z kolei Kovalchuk występuje pod własnym imieniem i nazwiskiem.
Problem polega jednak na tym, że tej interesującej niejednoznaczności nie towarzyszy równie przekonująca dramaturgia. Bohaterki i relacje między nimi pozostają słabo zarysowane. Postaci sprawiają wrażenie figur służących przede wszystkim przekazywaniu kolejnych informacji. Często pojawiają się na scenie jedynie po to, by wyjaśnić określone zjawisko, po czym nagle przerywają rozmowę zdawkowym pytaniem: „Czy chcesz iść na lunch?” – i znikają. Trudno uwierzyć zarówno w autentyczność dialogów, jak i w prawdziwość kreowanych charakterów. Nie wybrzmiewa także osobiste zaangażowanie kobiet w walkę z propagandą, nie poznajemy ich motywacji, pragnień, celów. Spektakl opowiadający o kryzysie zaufania nie potrafi wzbudzić go względem własnych bohaterek.
Chociaż Pranie muzgó nie przekonuje w pełni jako teatralna opowieść, to trudno odmówić mu czegoś znacznie ważniejszego: wywoływania w widzu poczucia niepewności. A być może od tego właśnie powinien zaczynać się teatr mówiący o politycznej dezinformacji.