Kraina łagodności

Kraina łagodności
Król Maciuś Pierwszy, reż. Tadeusz Kabicz / fot. Karolina Jóźwiak / TVP
Portretując świat dworu i rządu, reżyser powstrzymał się od puszczania oka do starszej publiczności. W telewizyjnym Królu Maciusiu Pierwszym oglądamy typy ludzkie i mechanizmy działania, a nie polityczne aluzje.

Dział promocji Teatru Telewizji nie musiał się szczególnie wysilać przy tej premierze. Wystarczyła wiadomość, że Marek Kondrat wraca na srebrny ekran po niemal ćwierćwieczu wakacji od zawodu aktorskiego. Młodszej części potencjalnej widowni Króla Maciusia Pierwszego mogło to niewiele mówić, ale dla pokolenia rodziców, dziadków, ciotek i wujków była to informacja nie do przeoczenia. Umiejętnie zdradzane nazwiska kolejnych gwiazd w obsadzie podtrzymywały napięcie: Frycz, Szyc, Stenka, Gruszka, Musiał, Kot, Popławska, Gorodecka, Konopka…

Życie dopisało do tej historii także swój scenariusz. Piętnastego sierpnia zmarł Jan Frycz. Aktor zdążył jeszcze potwierdzić udział w przedpremierowym pokazie spektaklu w warszawskim kinie Luna. Rola Prezesa Rady Ministrów okazała się jego ostatnią. Z pewnością wiele osób zasiądzie 7 września przed ekranami telewizorów właśnie dla Jana Frycza, by obejrzeć premierę i pożegnać aktora. Na ten sam dzień zaplanowano jego pogrzeb.

Tadeusz Kabicz, reżyser i adaptator powieści Janusza Korczaka, podkreśla jej baśniowy wymiar, ogranicza przygodowy charakter, nie bawi się w uwspółcześnienie na siłę, ale niestety grzeszy poprawnością. Podejrzewam, że to wynik kompromisów wynikających z medium, w którym zrealizował swój projekt. Telewizyjna ramówka przewidziała dla niego osiemdziesiąt pięć minut. Niemało, zwłaszcza jak na spektakl adresowany także do młodego widza. Realizacja ma disnejowsko-hollywoodzki sznyt, budowany za pomocą popkulturowych wyobrażeń o pałacach królewskich i życiu dworskim. Choć rama telewizyjnej opowieści odnosi się do lektury książki (w pierwszej scenie narratorka otwiera księgę i zaczyna przerzucać karty, w ostatniej widzimy otwartą księgę, wcale nie na ostatniej stronie, i słyszymy zapowiedź dalszego ciągu), przedstawienie czerpie sporo z filmów, komiksów czy animacji. To właśnie ten cukierkowy świat, w którym, jeśli spotkamy brud, to wystylizowany, a jeśli wiatr lub gwałtowny ruch burzy fryzurę czy kostium, to w sposób malowniczy. Korczak nie szczędził Maciusiowi ani czytelnikom prawdziwego brudu, smrodu, potu i bólu, często stosował zasadę kontrastu, by pokazać, że rzeczywistość i ludzie bywają różnorodni. Na tym oparł dojrzewanie bohatera oraz dynamikę akcji.

Kabicz i jego scenograf Maks Mac zamykają postaci w wystylizowanych neogotyckich wnętrzach, które przywodzą na myśl świat wiktoriańskich opowieści. Nie boją się anachronizmów. Mimo że mowa jest o samochodach, komnaty toną w półmroku rozświetlanym płomieniami świec i promieniami słońca wpadającymi przez okna. O dziwo, na zewnątrz pałac jest barokowy (gra go królewska rezydencja w Wilanowie), a ogród utrzymano w stylu francuskim. Często spowija go mgiełka. Eklektyzm jest zamierzony i podporządkowany efektowi. Podobnie rzecz ma się z kostiumami, wszystkie jakby obstalowano u najlepszych krawców. Kamera Marcina Szołtyska podkreśla detale, dodatki garderoby, charakteryzację. Stylizacje niczym przygotowane przez najlepszych barberów i fryzjerów nie pomijają żadnej sfery społecznej, nie wyłączając drapichrusta Felka czy dzieci zasiadających w parlamencie. Kamera rysuje typy, aktorzy je indywidualizują. Dobrze się to ogląda.

Powieść nie jest krótka. Akcja przenosi się z pałacu nie tylko do ogrodu, ale i na pole wojny, obejmując przy tym kilka pór roku. Maciuś odwiedza sąsiednie monarchie, wyprawia się do Afryki, do królestwa ludożerców. Wiele się dzieje w stolicy i w kraju objętym reformami, za które Król Maciuś Reformator w finale zostaje zesłany na bezludną wyspę. W ekranizacji Kabicza podróże i destrukcja królestwa są albo pominięte, albo przedstawione w bardzo skróconej formie, nie tak dramatycznej jak w powieści. Szkoda, ale wiadomo, że ramówka nie jest z gumy. W zamian dostajemy animacje Karoliny Jacewicz. Wspaniałe! To kolaże złożone z rysunków, zdjęć, filmików i dźwięków, które w niczym nie przypominają stylistyki tego, co oglądamy w żywym planie. To estetyka, która przywołuje skojarzenia z szatą graficzną niegdysiejszego „Przekroju”, ale jest propozycją nowoczesną, multimedialną i oryginalną.

Król Maciuś Pierwszy, reż. Tadeusz Kabicz / fot. Karolina Jóźwiak / TVP

Na znak, że podróże to kolejne doświadczenia życiowe Maciusia, grający tę postać Tymon Bitkowski śpiewa piosenki, wyrażające jego obserwacje i emocje. Ich musicalowy charakter słabo współgra z klipową formułą animacji. Rozumiem, że mając w obsadzie uczestnika zeszłorocznej edycji programu „The Voice Kids”, trudno było oprzeć się pokusie zaprezentowania różnych przejawów jego talentu. Dwunastoletni aktor stara się nie zagrywać, a realizatorzy nie tuszują typowych dla dziecięcego aktorstwa wysiłków, które często polegają przecież na naśladowaniu podpatrzonych zachowań. Pozwalają też bohaterowi na zupełnie współczesne gesty i ekspresję. Korczakowski dziesięciolatek pozostaje autentyczny.

Tego samego nie można powiedzieć o jego kumplu Felku. Zaledwie dwa lata starszego chłopca gra niedawny absolwent szkoły teatralnej Michał Królikowski. No właśnie, gra i to aż za dobrze. W przyjaźni bohaterów nie ma autentyzmu. To nie wina aktora grającego Felka (jest naprawdę zdolny), ale scenarzysty i reżysera. Cieszę się, że Kabicz nie poszedł za wątkiem bicia serca, które wywołuje w Maciusiu pierwsze spotkanie z Felkiem, za śladem malin na policzku Maciusia (pamiątką po pocałunku z chłopcem), ani za mianowaniem go swoim faworytem, co z dzisiejszego punktu widzenia można by zinterpretować wbrew intencji autora. Nie przekonują mnie jednak ogrodowe swawole gromadki dzieci z ewidentnie dorosłym chłopakiem, które zaproponował reżyser, czy stawianie go u boku Maciusia w dziecięcym parlamencie. Bez ucieczki z dworu, bez całego wątku wojennego i kariery politycznej Felka ta przyjaźń nie dojrzewa, nie ewoluuje ku kryzysowi. Jest dana z góry, papierowa. Animacje również nie oddają tej gorzkiej dramaturgii.

Podobnie, a nawet gorzej, dzieje się z postacią Klu-Klu, córki króla ludożerców, która pała dziecięcym uwielbieniem do Maciusia (w powieści jest od niego młodsza). Porzuciła ojca i Afrykę, by podążyć za idolem do kraju ludzi o białej skórze. Reżyser nie opowiada tej fascynacji. Amelia Lutyńska jest wyraźnie starsza od ekranowego Maciusia, nic dziwnego więc, że bardziej pasuje do Felka, co Kabicz wykorzystuje w parlamentarnej sekwencji. Sadza ich w jednej ławie, tak jakby ich relacje z Maciusiem się nie różniły. U Korczaka Klu-Klu jest bardzo dynamiczną postacią, mającą silną podmiotowość, stoi przy Maciusiu, podczas gdy Felek go zdradza.

Reżysera natomiast należy pochwalić za to, że parytetowo wprowadził do korczakowego rządu kobiety: Danuta Stenka jako ministra oświaty i Karolina Gruszka jako ministra finansów nie są w nim dla ozdoby. Trzeba docenić również to, że powstrzymał się od puszczania oka do starszej publiczności, portretując świat dworu, rządu i sejmu. Uszanowali to też aktorzy. Oglądamy typy ludzkie i mechanizmy działania, a nie współczesne analogie. Śledzimy, jak Maciuś je rozpoznaje i próbuje zrozumieć, radząc sobie ze światem, który spadł na jego barki po śmierci rodziców. Nie jest sam. Ma wrażliwość, którą zawdzięcza mamie i tacie (zjawiają się w jego wyobraźni w trudnych momentach – to licentia poetica Kabicza), pielęgnuje – ale niebezkrytycznie – pamięć o przodkach, ma wybranych przez siebie przyjaciół, a wreszcie znajduje się przy nim Doktór. Marek Kondrat gra dyskretnie starszego pana o łagodnym obliczu i sposobie bycia. Biały kostium, siwe włosy i wąs czynią z niego anioła stróża Maciusia. No i jest jeszcze Guwernantka (Magdalena Popławska), postać wymyślona przez scenarzystę. Uczy chłopca, odpowiada na jego pytania, tłumaczy świat i czyta książkę Janusza Korczaka. To przykład nieopresyjnego nauczyciela, uosobienie krainy łagodności. Wierzymy, że mając taką obstawę, Maciuś poradzi sobie sam nawet na bezludnej wyspie.

Jan Frycz pożegnał się piękną rolą. Dobrze, że reżyser i autor zdjęć nie szczędzili mu kwestii, scen, zbliżeń.

Teatr Telewizji, Król Maciuś Pierwszy Janusza Korczaka, adaptacja i reżyseria Tadeusz Kabicz, scenografia i kostiumy Maks Mac, muzyka Szymon Sutor, zdjęcia Marcin Szołtysek, montaż Jakub Motylewski, animacje Karolina Jacewicz, premiera 7 września 2026.

Maryla Zielińska

Absolwentka teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, na zmianę pracuje i pisze o teatrze, ostatnio wydała To. Biografię Jerzego Grzegorzewskiego (2024).