Najlepsze spektakle sezonu. 6-10

Najlepsze spektakle sezonu. 6-10
Wieczne rodeo, reż. Anna Karasińska / fot. Natalia Kabanow / Wrocławski Teatr Pantomimy
Wskazujemy 25 najciekawszych zdaniem redakcji spektakli mijającego sezonu. Zaprezentowaliśmy już miejsca 25-11. Poniżej miejsca 6-10. Pierwszą piątkę przedstawimy we wtorek 21 lipca.
10. U mnie wszystko w porządku, reż. Cezary Tomaszewski, Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie
U mnie wszystko w porządku, reż. Cezary Tomaszewski / fot. Natalia Kabanow / Teatr Studio w Warszawie

Ekstremalnie intymna, poruszająca wypowiedź o konfrontacji ze śmiercią. Cezary Tomaszewski występuje tu na scenie osobiście w każdym sensie tego słowa i robi rekonstrukcję komediowego przedstawienia swojego zmarłego śmiercią samobójczą partnera – Norberta Bajana. W ostentacyjnie chropawej formie Tomaszewski to wykonuje piosenki Norberta, to próbuje znaleźć dla tego, co chce powiedzieć, formę (od wykładu performatywnego po mikrowodewil), to znów zwraca się wprost do publiczności. Nie boi się stanąć na granicy żenady. Mówi o (nie)radzeniu sobie z żałobą, zmaganiu z doświadczeniem straty, ale i z językiem terapii – na scenie pojawia się nawet upostaciowiony „wewnętrzny krytyk”, odgrywany przez Monikę Obarę. U mnie wszystko w porządku to chwilami teatr dydaktyczny z misją, próbujący popularyzować wiedzę o zdrowiu psychicznym. A chwilami ujmujący porażkowy stand-up, gdzie performer sam puszcza sobie śmiech z playbacku. [WM]

9. Termopile polskie, reż. Jan Klata, Teatr Narodowy w Warszawie
Termopile polskie, reż. Jan Klata / fot. Karolina Jóźwiak / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego w Warszawie

Sto procent Klaty w Klacie. Artysta w aplikacji złożonej w ubiegłorocznym „konkursie zamkniętym” na dyrektora Teatru Narodowego jako największy atut zaproponował samego siebie. Dyrekcję otworzył pełnym rozmachu powrotem do tekstu, który wystawiał już w 2014 roku we Wrocławiu – Termopile polskie Tadeusza Micińskiego. Wizja umierającej głowy tonącego w Elsterze księcia Józefa Poniatowskiego pokazuje upadek Rzeczpospolitej – króla Stasia (Jan Frycz i Jerzy Radziwiłowicz w dublurze) w skomplikowanej relacji z Katarzyną Wielką (Danuta Stenka) i kniaziem Potiomkinem (świetny Oskar Hamerski). Termopile… to przegląd narodowych lęków i traum ze ścieżką dźwiękową metalowej grupy Gruzja. Dostaje się tu i liberałom, i fanom Jana Pietrzaka, w rytm tych samych co zwykle konstatacji, celebracji narodowej tragedii – i mitu, który w ironicznych grach zostaje tylko wzmocniony. Znacie? To posłuchajcie. [WM]

8. Erotyczne immunitety, reż. Wiktor Rubin, Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie
Erotyczne immunitety, sex i transformacja, reżyseria Wiktor Rubin / fot. Karolina Jóźwiak / Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

Teatr sięgnął po Pamiętnik Anastazji P. – wydawniczy hit początku lat 90., opowieść kobiety, która udając arystokratkę i zachodnią korespondentkę, nawiązywała liczne relacje seksualne z elitą polityczną tamtych czasów. I opisywała je konkretnie i ze szczegółami. O to, ile w książce non fiction, a ile political fiction, trwają spory do dziś. Przeszło trzydzieści lat po premierze Pamiętnika… powstało na jego podstawie wyjątkowo odważne przedstawienie. Dramatopisarka Jolanta Janiczak wpisuje Anastazję Potocką, czyli Marzenę Domaros z pomorskiej wioski, w długą serię swoich bohaterek – od monarchiń po chłopki, obok Rity Gorgonowej czy Katarzyny Wielkiej. Paradoksalnie Anastazja wydaje się w tej liczącej już piętnaście lat serii mniej ofiarą, a bardziej kobietą, która walczy o swoje. Rewelacyjnie zagrana przez Milenę Gauer, w błyskotliwej scenografii Łukasza Surowca, przy świetnej współpracy zespołu – ukazuje transformację jako orgię ambitnych aspiracji i (niespełnionych ostatecznie) marzeń. Nie tylko Anastazji, ale i jej kochanków. [WM]

7. Wieczne rodeo, reż. Anna Karasińska, Wrocławski Teatr Pantomimy
Wieczne rodeo, reż. Anna Karasińska / fot. Natalia Kabanow / Wrocławski Teatr Pantomimy

Anna Karasińska to prawdopodobnie najbardziej oryginalna artystka pracująca w polskim teatrze. Na dodatek nie robi teatru. Jej prace, nazywane z konieczności spektaklami, oparte są na doświadczeniu, które artystka projektuje i udostępnia publiczności. Rzecz jest trudno opisywalna, czego dowodem recenzja Dariusza Kosińskiego. Terminologiczne kompromisy i radykalnie performatywny charakter twórczości utrudniają Karasińskiej funkcjonowanie na rynku teatralnym. Dlatego każda kolejna premiera ma w sobie coś ze święta. Na tę najnowszą musieliśmy czekać dwa i pół roku.

Wieczne rodeo we Wrocławskim Teatrze Pantomimy udowadnia, że jej metoda zachowuje świeżość i wciąż oferuje widzom przeżycia niedostępne nigdzie indziej. To taka zwyczajnie niezwykła transgresja. Tym razem podstawowym narzędziem jest praca z ciałem. Tekstu w Wiecznym rodeo tyle, co kot napłakał, choreografii za to pod dostatkiem. I tej wykorzystującej narzędzia pantomimy, i tej eksponującej umiejętności taneczne młodszej części obsady. No dobra, ale o czym to jest? Aż głupio pisać, no bo co. O radości? Owszem. O smutku? Jeszcze jak. O rywalizacji i niespełnieniu? Też. O tryumfie i rozczarowaniu? Tak. O tym, że nie wiadomo, gdzie jest prawda pojedynczego doświadczenia, skoro do jego wyrażania wykorzystujemy gotowe kulturowe skrypty. I o tym, że trudno nad tym wszystkim zapanować. Ale przede wszystkim o tym, że siadasz w fotelu i jeśli wszystko dobrze pójdzie, nawiązujesz tę dziwną relację z performerami, która sprawia, że śmiejesz się i wzruszasz. I wychodzisz trochę inny, niż wszedłeś. [DG]

6. Wszyscy jesteśmy Belén, reż. Katarzyna Minkowska, Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie
Wszyscy jesteśmy Belén, reż. Katarzyna Minkowska / fot. Michał Mazurek / Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie

Katarzyna Minkowska wyreżyserowała w Olsztynie spektakl polityczny – spisaną przez dziennikarkę Anę Elenę Correę historię dwudziestosiedmioletniej Argentynki, która po samoistnym poronieniu zostaje oskarżona o aborcję, aresztowana, a następnie skazana na karę więzienia. Gdy gaśnie nadzieja, osłabiona przez posiadających władzę mężczyzn, pojawiają się tłumnie kobiety-siostry, w tym adwokatka Soledad Deza i członkinie ruchu „Ani jednej mniej”, doprowadzając do uwolnienia Belén, a następnie zmiany prawa.

To spektakl o sprawie i w sprawie – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Minkowska mówi w nim o przemocy przepisów antyaborcyjnych, nie tworzy więc pogłębionych portretów psychologicznych, do czego nas przyzwyczaiła – zajmuje się tym razem relacjami i dynamikami społecznymi, upraszcza, wprowadza do aktorstwa groteskę i estetykę queer.

Czy z dramaturżką Martyną Wawrzyniak mogły zniuansować bohaterki i bohaterów, żeby byli ciekawsi? Nie mogły i nie zrobiły tego. Wersję Belén zbyt często podważano, by teraz robić to w imię pewnych jakości teatralnych. Historia pokazująca jawną niesprawiedliwość i solidarny opór wobec tej niesprawiedliwości jest zwyczajnie wzruszająca, a wzruszenie, które wywołuje, o wiele silniejsze (i ważniejsze w Polsce) niż krytycyzm wobec czarno-białej narracji książki. Teatr jest więc tu trochę zakładnikiem materii, którą inscenizuje, ale która sama w sobie ma potężny ładunek emocjonalny. I reżyserka go tylko wzmacnia, jeszcze raz udowadniając, jak mistrzowsko potrafi wywoływać przeżycia publiczności. [KTS]