Najlepsze spektakle sezonu. 16-20

Najlepsze spektakle sezonu. 16-20
Intro, reż. Janusz Orlik / fot. Maciej Kaczyński / Centrum Kultury ZAMEK
Wskazujemy 25 najciekawszych zdaniem redakcji spektakli mijającego sezonu. Poniżej miejsca 16-20. Miejsca 21-25 zaprezentowaliśmy 7 lipca. W kolejnym tygodniu miejsca 11-15 (14 lipca) i 6-10 (16 lipca). Pierwszą piątkę przedstawimy we wtorek 21 lipca.
20. Lubiewo, reż. Jędrzej Piaskowski, Wrocławski Teatr Współczesny
Lubiewo, reż. Jędrzej Piaskowski / fot. Filip Wierzbicki / Wrocławski Teatr Współczesny

To był udany sezon dla duetu Piaskowski/Sulima. Jednym z dowodów: świetne Lubiewoz Wrocławskiego Teatru Współczesnego zrealizowane na podstawie kultowej powieści Michała Witkowskiego z 2005 roku. Choć rzecz opowiada o wrocławskim środowisku gejowskim, dopiero teraz doczekała się pierwszej teatralnej adaptacji na Dolnym Śląsku.

Od momentu wydania powieści wiele zmieniło się w kwestiach poprawności politycznej, granic akceptowalnego humoru czy wewnętrznych dynamik środowisk queerowych. Spektakl Piaskowskiego dostrzega to i odważnie tematyzuje – jakby przyglądał się krytycznie (a może po prostu uczciwie?) zarówno temu, co było (akcja powieści rozpoczyna się w 1988 roku), jak i temu, co jest; rozszczelniając przy tym współczesne napięcia i obsesje tożsamościowe.

Przyjmujemy to, bo mamy poczucie, że reżyser i dramaturg nie śmieją się z nas, lecz razem z nami. Mimo to część widowni na pewno poczuje się urażona sceną, w której do PRL-owskich „ciot” przychodzą wielkomiejskie „osoby LGBTQA+” w kolorowych włosach, posługujące się językiem komunikacji bez przemocy. Lubiewo, ryzykując – między innymi takimi scenami, ale też na przykład trudną i nieoczywistą sceną gwałtu – pokazuje, jak jałowe bywa wszystko to, co tak bardzo obawia się zarzutów o polityczną niepoprawność. Spektakl Piaskowskiego i Sulimy jest poza tym bezgranicznie smutny – wierzę, że bliski wielu, bo mówi o miłości i śmierci, czyli sprawach fundamentalnych. [AW]

19. Co dla Pani/Pana znaczy być szczęśliwą/ym?, reż. Katarzyna Szyngiera, Muzeum Powstania Warszawskiego
Co dla Pani/Pana znaczy być szczęśliwą/ym?, reż. Katarzyna Szyngiera / fot. Katarzyna Stefanowska / Muzeum Powstania Warszawskiego

Jeden z najbardziej wyrazistych i zarazem subtelnych spektakli o polityce pamięci i pamięci zbiorowej powstał w Muzeum Powstania Warszawskiego, instytucji kluczowej dla przemian polityki historycznej ostatniego ćwierćwiecza. Katarzyna Szyngiera i Weronika Murek połączyły strategie dokumentalne z piosenką aktorską. Porozmawiały przed kamerą z ostatnimi żyjącymi powstańcami warszawskimi. I pokazały, że powstańcy – jak to Polacy czy ludzie w ogóle – się różnią. Również w ocenie Powstania Warszawskiego, kształtu jego dzisiejszej oficjalnej pamięci, podjętych przeszło osiemdziesiąt lat temu decyzji albo własnego wychowania patriotycznego w II RP. Film stał się elementem spektaklu – obok koncertu piosenek napisanych na jego podstawie. Widzimy, jak z dokumentu powstaje pieśń – jak wyabstrahowane z kontekstu zdania stają się porywającymi refrenami, wyśpiewywanymi przez Marcina Czarnika i Aleksandrę Matlingiewicz. Mit rodzi się na naszych oczach – i potrafi być zarówno wzruszający, jak i złowrogi. Szyngiera z Murek przywracają tematowi Powstania Warszawskiego jego polityczność. Bardzo szkoda, że ten spektakl nie był grany poza sezonem rocznicowych celebracji. [WM]

18. TEACH ME NOT!, koncepcja, choreografia, performans Wojciech Grudziński, Nowy Teatr w Warszawie
TEACH ME NOT!, reż. Wojciech Grudziński / fot. Pat Mic / Nowy Teatr w Warszawie

Wyjściowy pomysł wydawał się prosty i mocny: Grudziński zaprosił do współpracy swego dawnego nauczyciela z rotterdamskiej szkoły tańca współczesnego Codarts. Jak można przypuszczać, miało z tego powstać przedstawienie o nieoczywistej funkcji szkolnego podporządkowania, oscylującego między troską a przemocą. Ale nauczyciel odmówił. Grudziński nie porzucił tematu, jedynie go przeformułował. Zaprosił Marię Magdalenę Kozłowską i przygotował spektakl o tym, co się dzieje, gdy nauczyciel znika, lecz trwa w nas – głęboko uwewnętrzniony.

Głównym elementem scenograficznym w TEACH ME NOT! jest zestaw drewnianych drążków o fallicznym kształcie. To trochę dilda, trochę kije bejsbolowe, trochę drążki baletowe. Performerska para operuje nimi na rozmaite sposoby, raz czyniąc z nich instrumenty opresji, kiedy indziej – narzędzia rozkoszy. Nic tu nie jest oczywiste: Grudziński i Kozłowska mają na twarzach drewniane maski ze słowem „NO!” w miejscu ust. Jednak ta odmowa nie jest gestem emancypacyjnym, wręcz przeciwnie, dopiero zdjęcie maski (czyli rezygnacja ze sprzeciwu) okazuje się czymś na kształt wyzwolenia. Gdy Kozłowska zdejmuje swoją maskę, śpiewa piosenkę Claws Kim Petras z wymownym tekstem „Cause you dig your claws right into my heart/ So I won’t forget ya/ Cause you sink your teeth in every scar/ And you give me pleasure”.

Przyjemność czy wręcz poczucie sprawczości czerpane z ulokowania własnego ciała w sytuacji podległości to temat, który u Grudzińskiego wraca regularnie (pojawił się też w innej tegorocznej premierze choreografa: przepracowującym konwencję scenicznego ukłonu BOW). W TEACH ME NOT! nie ma sekwencji równie hipnotycznych, jak finał zeszłorocznego Threesome/Trzy, ale to mocny dowód, że artysta rozwija swą twórczość konsekwentnie i coraz bardziej świadomie. [TP]

17. Repertuar, reż. Wojtek Ziemilski, Teatr Polski we Wrocławiu
Repertuar, reż. Wojtek Ziemilski / fot. Mikołaj Pływacz / Teatr Polski we Wrocławiu

Imponujący sceniczny koncert, którego poetycka partytura zbudowana jest z teatralnego archiwum. Ziemilski wraz zespołem postanowił przyjrzeć się temu, co grał Teatr Polski przez 79 lat swej historii. Stąd koncepty takie jak scena zbudowana z pojedynczych fraz z tekstu każdego przedstawienia wystawionego tu od 1947 roku, ułożonych chronologicznie i zaprezentowanych w kilka minut w muzycznej formie. Niby to realizowana z rozmachem konceptualna zabawa i wyrafinowany sceniczny esej, ale też przedstawienie o dużym ładunku emocjonalnym – nie tylko dlatego, że pojawia się tutaj osobista historia rodzinna reżysera i jego babci, Haliny Dzieduszyckiej, wrocławskiej reżyserki.

„Mów do mnie jak dawniej” – to jedno z pierwszych zdań, które witają wchodzącą widownię. Pochodzi z Wizyty starszej pani Dürrenmatta, wystawionej przez Jakuba Rotbauma w 1963 roku. A przecież to także podstawowa zasada teatru, powtarzającego w dużej mierze ciągle te same teksty – w różny sposób i w różnych kontekstach. Wreszcie: mówić jak dawniej miał znów Teatr Polski we Wrocławiu, kiedyś – wybitny, potem przez dekadę w kryzysie, dziś pod dyrekcją Michała Zadary szukający nowej tożsamości. [WM]

16. Intro, reż. Janusz Orlik, chor. Orlik wraz z zespołem, Teatr Klucz im. Wojciecha Deneki w Poznaniu
Intro, reż. Janusz Orlik / fot. Maciej Kaczyński / Centrum Kultury ZAMEK

Nie ma w Polsce ciekawszego teatru niezależnego/offowego/alternatywnego. Mainstreamowe też nieczęsto mogą pochwalić się tak wyjątkowymi propozycjami. Janusz Orlik, wspólnie z uczestnikami warsztatów terapii zajęciowej „Przylesie”, od kilku sezonów konsekwentnie buduje i rozwija oryginalną formułę artystyczną. Z każdym kolejnym przedstawieniem krystalizują się podstawowe idiomy tego języka, a jednocześnie widać jego ewolucję. Niezwykli performerzy i performerki nabierają pewności, nie tracąc naturalnej charyzmy. Intro – tak jak poprzednie realizacje – operuje uniwersalnymi kategoriami i afektami, które naturalnie łączą się z tematem przewodnim. W tym przypadku jest nim wieczny początek. Wstęp, który nie zyskuje dopełnienia. Na scenie objawia się to paradą kostiumów, hipnotyczną choreografią i onirycznym nastrojem (znak firmowy grupy). Ale tym razem Teatr Klucz zabiera również głos w tak zwanej ważnej sprawie, dołączając do dyskusji na temat ustawy o zabezpieczeniu socjalnym dla artystów. Myślę, że każdy, kto widział Intro, nie ma już wątpliwości, że jeśli chodzi o sztukę, kategorie rynkowe naprawdę nie są najważniejsze, a artystom należy się wsparcie. [DG]