Najlepsze spektakle sezonu. 21-25

Najlepsze spektakle sezonu. 21-25
Sprawa Davida Frankfurtera, reż. Marcin Wierzchowski / fot. Dawid Stube / Teatr Wybrzeże w Gdańsku
Wskazujemy 25 najciekawszych zdaniem redakcji spektakli mijającego sezonu. Poniżej miejsca 21-25. Miejsca 16-20 zaprezentujemy w czwartek 9 lipca, w kolejnym tygodniu miejsca 11-15 (14 lipca) i 6-10 (16 lipca). Pierwszą piątkę przedstawimy we wtorek 21 lipca.
25. Strach zżera duszę, reż. Jędrzej Piaskowski, Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach
Strach zżera duszę, reż. Jędrzej Piaskowski / fot. Przemysław Jendroska / Teatr Śląski w Katowicach

Fassbinder, ale we współczesnej Polsce. Z klasycznego filmu z 1974 roku, opowiadającego o relacji między starszą Niemką a młodszym emigrantem z Maroka, twórcy biorą punkt wyjścia. Całą resztę budują od nowa. Hubert Sulima napisał autonomiczny dramat o Alonie (Nina Batovska), młodej Ukraince, która realizuje się w Polsce jako lokalna businesswoman, i Emilii (Violetta Smolińska), starszej Polce, która pracuje jako sprzątaczka. Kobiety wdają się w romans, będący w istocie wielopiętrowym mezaliansem. W tle problemy emigracyjne i nietolerancja wobec relacji nieheteronormatywnych. A także lokalny kontekst, czyli napięcia między hanysami i gorolami. Zawsze znajdą się jacyś obcy. Przedstawienie w Teatrze Śląskim w Katowicach nie poprzestaje jednak na ponurej diagnozie. Reżyser Jędrzej Piaskowski proponuje – jak to ma w zwyczaju – radykalną utopię. Historię, w której miłość pokonuje przeszkody, bo przecież od tego jest. A to wszystko w kampowym, kameralnym, pełnym humoru (ale i prowokacji) świecie. [DG]

24. Sprawa Davida Frankfurtera, reżyseria Marcin Wierzchowski, Teatr Wybrzeże w Gdańsku
Sprawa Davida Frankfurtera, reż. Marcin Wierzchowski / fot. Dawid Stube / Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Ci, którzy śledzą teatr Marcina Wierzchowskiego, nie będą Sprawą Davida Frankfurtera zaskoczeni. Wiele tutaj rzeczy, które reżyser proponował już wcześniej. Przede wszystkim motyw międzygeneracyjnej transmisji traum – skądinąd bardzo popularny na rodzimych scenach w ostatnich sezonach.

Spektakl ma dwie części. Pierwsza – znacznie ciekawsza – opowiada o dwóch niemieckich nastolatkach, z których jeden pod wpływem babki staje się neonazistą, drugi zaś odkrywa w sobie tożsamość żydowską. W tle mamy wydarzenia z 1936 roku, kiedy w szwajcarskim Davos chorwacki Żyd David Frankfurter w akcie politycznego sprzeciwu zabił nazistowskiego urzędnika Wilhelma Gustloffa. Imieniem Gustloffa nazwano później statek, który w 1945 roku został storpedowany podczas rejsu przez Bałtyk z wielotysięcznym tłumem uciekinierów z otoczonego przez Armię Czerwoną Gdańska (co po latach opisał Günter Grass w wykorzystanej przez twórców przedstawienia jako inspiracja powieści Idąc rakiem).

Nastoletni bohaterowie okazują się w zagadkowy sposób zainfekowani tamtymi zbrodniami. Ich relacja, balansująca między fascynacją a nienawiścią, prowadzi do morderstwa, które jest niejako odwróceniem zdarzeń z Davos. Całą historię poznajemy od końca: początkowe sceny to spotkania rodziców obu chłopców. Od tego momentu jesteśmy świadkami prywatnego śledztwa prowadzonego przez dwóch ojców, które owocuje nietrudnym do przewidzenia wnioskiem: dawne grzechy, jeśli nie zostaną przepracowane, lubią powracać i nakręcać spiralę przemocy.

Wierzchowski po raz kolejny dowodzi, że potrafi pracować z aktorami – właściwie cały zespół gra tu imponująco, w uruchomieniu tej energii na pewno pomógł fakt, że scenariusz powstawał z improwizacji. Nie jest to teatr w planie formalnym bardzo odkrywczy, Wierzchowski pozostaje wierny konwencji dobrze skrojonego teatru opowieści. Ale to jego szlachetna wersja – nieodległa od tego, co oferuje w swoich pracach Katarzyna Minkowska.

Szkoda tylko, że Wierzchowski ponownie nie potrafi powstrzymać się przed dosłownością i pozbawia historię niedopowiedzeń – jakby nie do końca ufał inteligencji widzów (podobny grzech obniżył rangę zeszłorocznego Po tamtej stronie jeziora). W pierwszej części przedstawienia dostajemy dostatecznie dużo sygnałów, że fatalne spotkanie współczesnych nastolatków wynika z traum przeszłości, by część druga – rekonstruująca los Gdańszczan przygotowujących się do podróży „Gustloffem” – mogła być czymkolwiek więcej niż nużącą powtórką tego, co już wiemy. [TP]

23. Prowadź swój pług przez kości umarłych, reż. Ewa Platt, Teatr Narodowy w Warszawie
Prowadź swój pług przez kości umarłych, reż. Ewa Platt / fot. Przemysław Jendroska / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego w Warszawie

„Nowa adaptacja [Ewy] Platt i dramaturga Miłosza Markiewicza nie podąża w stronę realizmu magicznego, lecz zwraca się ku dosadnemu realizmowi Polski peryferyjnej. Nie Cortázar, a raczej Smarzowski mógłby być jej patronem” – pisał o Prowadź swój pług przez kości umarłych Witold Mrozek w „Gazecie Wyborczej”. I rzeczywiście: Ewa Platt nie uwodzi widzów czarami, mitami ani spowitymi mgłą górami Kotliny Kłodzkiej. Zamiast tego proponuje teatr błota, w którym centralnym tematem staje się choroba głównej bohaterki, Janiny Duszejko. Dominika Kluźniak przekonująco oddaje jej neurozy.

Młoda reżyserka udowadnia, że nawet pracując z tytułem przejętym po zmarłym Piotrze Cieplaku, potrafi wywalczyć własną estetykę, wydobyć z powieści wątki szczególnie ją interesujące i nie ugiąć się pod ciężarem literatury noblistki. Pisał o tym szerzej na łamach „Teatru” Kamil Bujny w eseju poświęconym obecności tekstów Olgi Tokarczuk na polskich scenach. Zainteresowania młodej reżyserki są czytelne – katastrofa i cielesność. Oba silnie wybrzmiewają w spektaklu. Oprócz wyrazistego stylu widać tu również sprawność inscenizacyjną. Szczególnie efektownie wypada scena burzy z żyrandolami rozświetlanymi rytmicznie nad widownią Narodowego. [AW]

22. Magiczna rana, reż. Radosław Maciąg, Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie
Magiczna rana, reż. Radosław B. Maciąg / fot. Natalia Kabanow / Teatr Studio w Warszawie

Przedstawienie Radosława Maciąga jest poruszające – to jego największa wartość. Przekonuje, że da się odnaleźć teatralny język dla nowej, stylistycznie wygładzonej, a zarazem nieco smutniejszej prozy Doroty Masłowskiej. Ten smutek mniej lub bardziej zwyczajnych ludzkich historii towarzyszy nam podczas onirycznej podróży łączącej kolejne opowiadania ze zbioru Magiczna rana. Przewodnikami są Damian (Rob Wasiewicz) – znikający w muszli klozetowej chłopiec, który uciekł z trudnego domu – oraz odnaleziony w kanalizacyjnych zaświatach zmarły wujek o tym samym imieniu (Marcin Pempuś). To bardzo dobre role, zresztą cały spektakl opiera się na świetnym aktorstwie. Wszechstronnością imponuje zwłaszcza Maja Pankiewicz, która przekonująco kreuje zarówno nieco infantylną, poranioną sercowo trenerkę fitness, jak i dziewczynę z tzw. marginesu (czy też z „grup marginalizowanych”, ale grzeczność tego sformułowania nijak ma się do bohaterki) w kryzysie psychicznym. Świetnie wypada także Ewelina Żak jako zdradzająca męża kobieta przeżywająca miłosne uniesienia w najtańszym hotelu (przeznaczonym do rozbiórki). Wiele tu świadomego melodramatyzmu i patosu, nie brakuje również satyry – szczególnie w scenie z opowiadania Housewarming party, gdzie warszawska klasa celebrycka urządza imprezę. Maciąg i autor adaptacji Konrad Hetel nie ulegają jednak pokusie ironii. I dobrze, bo dzięki temu jest się tu czym przejąć. [AW]

21. Very Ibsen, reż. Dominika Knapik, Teatr Współczesny w Szczecinie
Very Ibsen, reż. Dominika Knapik / fot. Piotr Nykowski / Teatr Współczesny w Szczecinie

„Dla Kowańskiej i Knapik Very Ibsen to spektakl przełomowy” – pisała Magda Piekarska na łamach „Notatnika Teatralnego”. Choreografka i dramaturżka, współpracujące także jako duet Gruba i Głupia, mają już w dorobku inną trylogię spod znaku „very”: Very Funny (2023), Very Sad (2024) i Very Cheap (2024). Wszystkie te projekty powstawały niezależnie, poza instytucjami, a ich autorki występowały w nich również jako performerki. Piekarska zauważa, że pewne rozwiązania formalne pozwalają traktować Very Ibsen jako kontynuację i rozwinięcie tego cyklu.

Tematem szczecińskiego przedstawienia jest terapia, której poddają się bohaterowie dramatów Henryka Ibsena. Podobny punkt wyjścia twórczynie przyjęły w zrealizowanym we Wrocławskim Teatrze Pantomimy spektaklu Tiki i inne zabawy (2021), gdzie na terapii lądowały postaci z dramatów Czechowa. A jednak jest coś na rzeczy z tym przełomem. To właśnie szczeciński spektakl otworzył twórczyniom drzwi do pełniejszej obecności w instytucjonalnym obiegu. Po Very Ibsen przyszło zaproszenie do Teatru Polskiego w Poznaniu, gdzie tej wiosny powstał Very, Very Hamlet. Na kolejny sezon artystki zapowiedziały już premiery w Komunie Warszawa (w ramach programu OFF Polska) oraz w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. Teatry dramatyczne najwyraźniej zorientowały się, że reżyserowanie spektaklu można z powodzeniem powierzyć choreografce. [AW]