Niebieski to najcieplejszy kolor

Niebieski to najcieplejszy kolor
This resting, patience, chor. Ewa Dziarnowska / fot. Pietro Bertora
Co zrobić, żeby w tym sezonie zobaczyć wybitny spektakl podpisany polskim nazwiskiem? Ja wsiadłem do samolotu i poleciałem do Wenecji, by tam obejrzeć This resting, patience Ewy Dziarnowskiej.

Nie słyszeliście o Dziarnowskiej? W sumie nic zaskakującego. Nawet wtajemniczeni znali ją dotychczas głównie jako performerkę z efemerycznych przedsięwzięć Alexa Baczyńskiego-Jenkinsa. Baczyński robi dużą karierę międzynarodową, ale w Polsce słabo o nim pamiętamy. Dla rodzimego środowiska teatralnego wciąż pozostaje niemal całkowitą enigmą, w znacznej części zapewne dlatego, że pracuje na rzadko u nas eksplorowanym terenie między sztukami performatywnymi a wizualnymi. Podobnie Dziarnowska – przygotowała już kilka prac autorskich, pokazywanych głównie w Berlinie, gdzie od lat mieszka. Najłatwiej byłoby określić ją jako eksperymentującą tancerkę i choreografkę. Czyli – według lokalnych przyzwyczajeń myślowych – kogoś z głębokiej niszy.

Tymczasem This resting, patience to jedna z największych sensacji europejskich bieżącego sezonu. Przedstawienie wyprodukowane dwa lata temu siłami samej artystki przy wsparciu berlińskiej Sophiensæle od pokazu na ubiegłorocznym festiwalu w Santarcangelo podbija serca kuratorów z całego kontynentu. Sam zobaczyłem je w weneckim Palazzo Grassi, w siedzibie Pinault Collection, czyli potężnej instytucji prowadzonej przez jednego z najbogatszych ludzi świata i bardzo wpływowego kolekcjonera sztuki François Pinaulta. Stąd pojechało dalej do Mediolanu, a w maju pokazane zostanie na Kunsten w Brukseli, bodaj najbardziej prestiżowym obecnie festiwalu sztuk performatywnych w Europie.

Skąd ten sukces? Najprostsza odpowiedź brzmi: This resting, patience łączy w sobie formalną odwagę z emocjami, a w konsekwencji łatwo łapie uwagę publiczności. Wiemy, że afektywność to jedno z ulubionych pojęć współczesnej humanistyki. U Dziarnowskiej afektów mamy aż nadto. W dodatku zostały one przetłumaczone na ciało, są zatem dobrze widoczne, wystawione do oglądania z niewielkiej odległości.

Rzecz rozgrywa się na niebieskiej wykładzinie sporej wielkości. Wokół niej czekają na widzów rozstawione krzesła. Gdy publiczność zajmuje miejsca, performerki już działają. Są dwie – i to chyba najważniejsza współrzędna całego przedsięwzięcia. Przez trzy godziny obserwujemy dwie kobiety w różnych układach wzajemnej zależności, niekiedy fascynacji, kiedy indziej walki o samodzielność. Nie ma tu otwartej erotyki, ale jest dużo wymian znaczących, naładowanych emocjami spojrzeń. Są sekwencje, w których obie performerki działają wspólnie, czasem wręcz w synchronie, podstawowa relacja między nimi polega jednak na patrzeniu z pewnego oddalenia. Sporo w tym patrzeniu niejednoznaczności.

This resting, patience, chor. Ewa Dziarnowska / fot. Spyros Rennt

Pierwsza tancerka, ta – wydawałoby się – bardziej aktywna, chętniej wystawiająca się na spojrzenie partnerki (fenomenalna Leah Marojević), zaczyna w niebieskiej sukience ledwie skrywającej ciało. Uśmiecha się zalotnie, nie bojąc się, że może to zostać wzięte za seksualną prowokację. Tu ciało bywa seksualizowane, jest nośnikiem przyjemności, przestrzenią jej doznawania. Druga kobieta (Dziarnowska) pojawia się w bejsbolówce, wyciągniętym podkoszulku, podartych dżinsach. Więcej w niej męskiej czy może queerowej energii. Obie dziewczyny, oddalone od siebie o kilka metrów, tańczą do piosenki, która w całym przedstawieniu powtarzana jest kilkudziesięciokrotnie: soulowej, pełnej pasji wersji What the World Needs Now is Love w wykonaniu Dionne Warwick.

Tekst piosenki zapowiada tematykę spektaklu: „What the world needs now is love, sweet love / It’s the only thing that there’s just too little of / What the world needs now is love, sweet love / No, not just for some but for everyone”. No tak, This resting, patience mówi o miłości, a przynajmniej o jej potrzebie, o jej niełatwej dynamice ujawniającej się w ciągach zbliżeń i oddaleń, o fascynacji, w której automatycznie daje o sobie znać różnica potencjałów. Są fragmenty w tym przedstawieniu, kiedy myślimy, że ta bardziej aktywna bohaterka próbuje tę bardziej bierną czegoś nauczyć, do czegoś sprowokować, jakoś otworzyć. Są tu sekwencje, które wprost odnoszą się do konwencji striptease’u – jako praktyki odsłaniania ciała, ale również emocji.

W grę spojrzeń wciągnięta zostaje także publiczność. Performerki kilkukrotnie zmieniają układ krzeseł. Dostawiają kolejne i zapraszają na nie widzów. W obrębie wyjściowego scenicznego prostokąta tworzą się niejako mniejsze scenki. Zachęca się nas, byśmy artystkom uważnie się przyglądali. I to nasze spojrzenie zostaje stematyzowane. Jesteśmy podglądaczami, ale to nie oskarżenie. Dziarnowską najwyraźniej bardziej od moralizatorskich pouczeń interesuje wykreowanie możliwie intymnej relacji między sceną a widownią.

This resting, patience zapowiadane jest jako tzw. durational piece. Całość trwa trzy godziny, widzowie dowiadują się, że mogą krążyć po przestrzeni, nawet wychodzić i wchodzić z powrotem w dowolnym momencie. Mimo tych podpowiedzi wydaje się, że lepiej obejrzeć spektakl od początku do końca, jako integralną całość. Niby sporo tu powtórzeń czy zapętleń niektórych scen, ale rzecz ma konsekwentnie przeprowadzoną liniową dramaturgię. Kilka sekwencji szczególnie mocno przyciąga uwagę. Po utrzymanym w klimacie bliskim tradycji Piny Bausch tańcu do przeboju Warwick następuje część najbardziej wymagająca, zbliżona do propozycji konceptualnego tańca galeryjnego w stylu Marii Hassabi, domykana synchronicznym układem o mocno abstrakcyjnym rysie (towarzyszą temu noise’owe dźwięki generowane na żywo przez Krzysztofa Bagińskiego, przez które przedziera się niekiedy echo dawnego discopolowego hitu Serce to jest tancerz, rodzimej wersji słynniejszego Rhythm Is A Dancer). Następnie mamy rodzaj sensualnego pojedynku (tancerki naprzeciwko siebie, w tle mocna muzyka electro), dalej rozbudowaną część, w której Marojević improwizuje na bazie schematów tanga, uwodząc już nie tylko partnerkę, ale i widzów (chyba zwłaszcza widzki). Ważny moment to głośny, wręcz histeryczny krzyk Dziarnowskiej, która przerywa w ten sposób akcję, niejako ucieka z układu i rozpoczyna dziki taniec w konwencji popowej czy estradowej (w tle: The Pleasure Principle Janet Jackson z tekstem: „You might think I’m crazy, but I’m serious / It’s better you know now / What I thought was happiness was only part-time bliss”). Finał jest ryzykownie sentymentalny: wraca piosenka Warwick, tym razem obie performerki wkładają identyczne niebieskie sukienki i wykonują ten sam układ co w scenach początkowych, tyle że w dwóch kręgach mocnego punktowego, pulsującego od bieli do granatu światła. Są od siebie oddalone, ale zarazem jakoś połączone. Widać, że w ciągu trzech godzin performansu coś się przepracowało, dojrzało. Teraz obie wydają się w końcu podmiotowe, pewne własnej fizyczności czy seksualności.

This resting, patience, chor. Ewa Dziarnowska / fot. Spyros Rennt

Można This resting, patience czytać jako nienormatywną wersję opowieści z gatunku coming of age. Ważną interpretacyjną podpowiedzią jest na pewno dominujący w spektaklu kolor niebieski. W jednej z opublikowanych w europejskiej prasie recenzji znalazłem sugestię, by kojarzyć pracę Dziarnowskiej z głośną książką Maggie Nelson Bluets, wciąż niedostępnym po polsku zbiorem poetyckich notatek, w których autorka (u nas znana przede wszystkim z Argonautów) skonfrontowała się z doświadczeniem rozstania. Na pewno znajdą się również tacy, którzy spróbują jako kontekst dla This resting, patience uruchomić Blue Dereka Jarmana. Obie możliwości wydają się potencjalnie ciekawe. Ale w jednym Dziarnowska wyraźnie różni się i od Nelson, i od Jarmana: jej spektakl nie ma charakteru elegii, nie dokumentuje rozkładu, wręcz przeciwnie – w ostatecznym rozrachunku jest bardzo witalny. Sam podczas pokazu myślałem raczej o Życiu Adeli, tym słynnym filmie o dojrzewaniu kobiecej seksualności, nakręconym na podstawie powieści graficznej Jul Maroh Blue Is the Warmest Colour. Elementów łączących te narracje jest sporo, nie tylko fakt, że Marojević do złudzenia przypomina gwiazdę filmu Lèę Seydoux.

Przyznaję: obejrzenie This resting, patience było dla mnie jak wyjście na świeże powietrze po ostatnich miesiącach spędzonych w polskich teatrach, gdzie specjalnością sezonu stał się blockbuster o bardzo poważnych sprawach. O dziedziczeniu traumy, obejrzanej na ekranie komputera wojnie czy zagrożeniach ze strony sztucznej inteligencji. Dziarnowska nie gra w grę, która zdominowała rodzime środowisko teatralne. Nie działa w wielkiej skali, po części dlatego, że jeszcze przed chwilą pracowała na odległym marginesie świata sztuk performatywnych. Miała jeden zasób: własne ciało i świetnie go wykorzystała. Jej praca jest efektowna, ale kontestuje backlashowe oczekiwanie na Wielki Spektakl.

Kiedyś zespół The Smiths nawoływał, by powiesić DJ-a, ten bowiem gra piosenki, które „nic nie mówią o naszym życiu”. Polski teatr w swych głównych nurtach od dłuższego czasu jest takim właśnie DJ-em. Co widać szczególnie wyraźnie, gdy pojawia się w nim przedstawienie naprawdę energetyczne, wynikające nie z kalkulacji, ale faktycznego doświadczenia. This resting, patience w czerwcu przyjeżdża w końcu do Polski – będzie jedną z atrakcji tegorocznego Malta Festival. Jeśli możecie tam być, nie zastanawiajcie się, czy warto.

This resting, patience Ewy Dziarnowskiej, współpraca Leah Marojević, dźwięk Krzysztof Bagiński, światło Jacqueline Sobiszewski, kostiumy, stylizacja Nico Navarro Rueda, Franziska Acksel, premiera 13 stycznia 2024 na Tanztage Festival, Sophiensæle, Berlin.

Tomasz Plata

Doktor habilitowany, profesor Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Kurator, autor książek, m.in. Pośmiertne życie romantyzmu (2017), Czułość nas rozszarpie (2024). Jako redaktor pracował m.in. w „Machinie”, „City Magazine”, „Filmie”, „Newsweeku”, „Art & Business”. Od stycznia 2025 roku redaktor naczelny miesięcznika „Teatr”.