O swoje

O swoje
Zapolska Superstar, reż. Mira Mańka / fot. Kamila Rauf-Guzińska / Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku
W świecie instagramowych afirmacji, fotogenicznego balansu i monetyzowanej bliskości Gabriela Zapolska wydaje się konceptem wręcz surrealistycznie antysystemowym. Mira Mańka ma świadomość, jak wywrotowo ta osobność może dziś wybrzmieć.

Jadąc do Słupska na przedstawienie Miry Mańki, wspominałam prapremierowe wystawienie sztuki Jana Czaplińskiego w wałbrzyskim Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego. Był to rok 2015, w teatrach królowały widowiskowe spektakle Eweliny Marciniak, Krzysztofa Garbaczewskiego i Krzysztofa Warlikowskiego, a pozasceniczną rzeczywistość z sukcesem przejmowała prawica. Manifestacyjnie punkowe przedstawienie Zapolska Superstar w reżyserii Anety Groszyńskiej okazało się bombą rzuconą w kierunku wszystkich dominujących narracji, a trójpostaciowa tytułowa bohaterka  – anarchistycznym wcieleniem głosów ignorowanych przez polityczne, społeczne i kulturowe porządki. Biedaczek, wariatek, niechcianych na salonach awanturnic. Mira Mańka świetny tekst Czaplińskiego czyta przede wszystkim przez filtr zmian, które od tamtego czasu przemodelowały polską rzeczywistość. Dlatego jej Gabriela Zapolska to wciąż trio, jednak jego głos nie jest już chórem, ale pojedynczym krzykiem. I już nie o to, co wspólne, splatające w grupę, lecz przede wszystkim o to, co osobiste, wewnętrzne. O swoje.

Zapolska Superstar Czaplińskiego to rodzaj quasibiografii: historycznej fantazji opartej na dokumentach z epoki, ale równie chętnie sięgającej po plotki, przypuszczenia czy wyobrażenia. Gabriela Zapolska, pisarka, aktorka, ale też publicystka oraz aktywistka, funkcjonuje we współczesnej zbiorowej wyobraźni głównie jako autorka nieco zwietrzałej szkolnej lektury, a do tego – paradoksalnie! – nieznośnie zrośnięta ze swoją najsłynniejszą bohaterką. Szeroki plan jej pozostałych aktywności pozostaje właściwie nierozpoznany. Zapolska Superstar to przypomnienie, że autorka Moralności pani Dulskiej napisała o wiele więcej, grała zawodowo w teatrze, a przede wszystkim żarliwie udzielała się w sprawach społecznych – wprowadzając do publicznej debaty tematy wstydliwe, niechciane, ignorowane.

Mira Mańka, podążając skrupulatnie za dramatem Czaplińskiego, wyprowadza Zapolską z zasieków stereotypu: przywołuje jej różnorodną działalność, podkreśla wpływ na ówczesną rzeczywistość. W słupskim przedstawieniu czuć jednak, że postać Zapolskiej uruchamiana jest w zupełnie innych okolicznościach kulturowych niż te, które towarzyszyły adaptacji Groszyńskiej. Sprawy kobiet z przełomu XIX i XX wieku, kwestie klasowe i ludowe – wszystkie tematy, które transmitowała bohaterka wałbrzyskiego spektaklu, są dziś obecne w głównym nurcie debaty znacznie częściej niż dekadę temu. Reżyserka skupia się więc na innym potencjale tytułowej postaci – jej niezłomności w samostanowieniu, jej niezależności i bezkompromisowości. I tutaj, co ciekawe, dzisiejsza trójpostaciowa „superstar” Czaplińskiego brzmi jeszcze bardziej punkowo niż za czasów premiery. W świecie instagramowych afirmacji, fotogenicznego balansu i monetyzowanej bliskości Zapolska wydaje się konceptem wręcz surrealistycznie antysystemowym. Reżyserka ma głęboką świadomość, jak wywrotowo ta osobność może dziś wybrzmieć. I z powodzeniem sprawdza to w swoim przedstawieniu. 

Katarzyna Sobolewska (scenografia i kostiumy), Krystian Koźbiał (reżyseria światła) i Magdalena Dubrowska (muzyka) przygotowali sceniczny krajobraz, który eksponuje fundamentalny gest bohaterki – performowanie własnej tożsamości. Strategia „teatru w teatrze”, podstawowa taktyka egzystencjalna Zapolskiej, zaznaczona jest już na samym wstępie, bo przedstawienie rozpoczyna się uroczystym odsłonięciem czerwonej kurtyny. Obnażone wnętrze sceny jest ciemne, poprzecinane graficznie fluorescencyjnymi obiektami i liniami. Podłogę okrywa intensywnie zielona wykładzina w opartowy wzór, na której leży potężny prostokąt w kolorze fuksji wypełniony czarnymi kawałkami papieru i pianki. Na ścianie w głębi neonowa linia oznacza niewielkie drzwi otwierające kolejną, podświetloną nikło przestrzeń, a nad tym wszystkim unosi się plątanina świecących kolorowo kabli. Znakomita muzyka, pulsująca i intensywna, zdaje się niemal organicznie sprzężona ze sceniczną plastyką. Całość przywołuje na myśl klubowe wnętrze – energetyczne i ekstrawaganckie, gotowe na najbardziej nieoczekiwane autokreacyjne zwroty w biografii bohaterki.

Kurtyna odsłania postaci zastygłe w teatralnych pozach, „podpisane” informacją wyświetloną na ścianie: „Wystawienie Nory Henryka Ibsena w Piotrkowie Trybunalskim w roku 1888”. Kiedy szelest rozsuwającej się kurtyny cichnie, Zapolska (Anna Grochowska) i jej partner (Krzysztof Kluzik) uruchamiają się w nadekspresyjnym dialogu. Para przerzuca się ibsenowską frazą, którą bohaterka sprowadza nagle do prywatnej rozmowy. I za pomocą której sprawnie zrywa z egzaltowanym kochankiem. Rozmowie towarzyszą leżące w ciemności dwie kobiece postaci (Jowita Kropiewnicka i Katarzyna Pałka) – pozostałe tożsamości tytułowej „superstar”.

Zapolska Superstar, reż. Mira Mańka / fot. Kamila Rauf-Guzińska / Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku

Kiedy Zapolska grana przez Grochowską pozbywa się natrętnego partnera, wchodzi na fuksjowy „ring”, a pozostałe Gabriele dołączają do niej. Wszystkie trzy stają w pełnym świetle, widzimy niemal identyczne stroje (białe suknie „z epoki” z fluorescencyjnymi akcentami), dostrzegamy znaczący gest rozpięcia sztywnego kołnierzyka. Dołączają mężczyźni w wytwornych frakach (Igor Chmielnik, Krzysztof Kluzik, Wojciech Marcinkowski i Jakub Mielewczyk). Różowy prostokąt na scenicznych deskach transformuje w arenę walki. Supergwiazda Zapolska będzie na nim walczyć z kolejnymi partnerami życiowymi i zawodowymi. Z nieprzychylną krytyką. Z zakłamanym mieszczaństwem. Z patriarchatem. Wreszcie – z własnymi rozczarowaniami, z biedą i chorobą.

Mańka rozpisuje dramat Czaplińskiego sprawnie i błyskotliwie. Podzielona na rozdziały opowieść budowana jest w szybkim, równym rytmie, a zespół Nowego Teatru odnajduje się w tej punkowej poetyce, pozwalającej w wielu momentach na widowiskowe szarżowanie. Efektowność poszczególnych kreacji podbija choreografia – zabawna, momentami ostentacyjnie przerysowana. Centrum scenicznego świata zajmuje niepodzielnie główna bohaterka. Trzy aktorki budują ją, splatając uważnie waleczność, cięty język i zaskakującą, ujawniającą się niespodziewanie czułość. Mańka wprowadza na scenę kamerę, ale w formie kojarzącej się z nagraniami z mediów społecznościowych. Ten reżyserski gest, podobnie jak chętnie wykorzystywana tu konwencja stand-upu, dodatkowo zbliża całą opowieść do tego, co najbardziej aktualne. Bo najważniejszym tematem tego przedstawienia jest sprawa własnej autentyczności – zgodności przekonań, potrzeb i gestów.

Zapolska walczy zaciekle o prawo do samostanowienia zawodowego, artystycznego, ale też o prawo do osobistej emocjonalności i ekspresji. Znakomity fragment batalii sądowej z Recenzentem (Wojciech Marcinkowski) i wspierającym go Henrykiem Sienkiewiczem (Igor Chmielnik) to świetnie napisany sceniczny pojedynek – zespół jednak wyraźnie punktuje podskórny sens całego zdarzenia, które podszywają gaslighting, systemowe lekceważenie i próba zdeprecjonowania dorobku artystycznego Zapolskiej. „To nie jest historia o pięknie, tylko o prawdzie” – powtarza jak mantrę bohaterka, waleczna, zajadła, ale też i potwornie zmęczona rzeczywistością. Jej trójosobowe oblicze jest tu w gruncie rzeczy głęboko skomplikowane. Pojedyncze gesty, ton głosu, fizyczna bliskość lub jej brak – pod warstwą waleczności i sarkazmu Zapolska niesie to, co bardzo nam, współczesnym, bliskie. Lęk przed publiczną oceną, trudności ze znalezieniem własnego miejsca w społecznej strukturze, opór wobec cudzej dociekliwości.

Przyznam, że zastanawiałam się przed spektaklem, czy my w ogóle jeszcze Zapolskiej potrzebujemy. Czy potrzebna jest nam dziś taka figura niezgody, osobności i uporu? Mira Mańka przekonuje, że tak. Nie dlatego, że sprawy, które poruszała pisarka, pozostają niezmiennie aktualne, ani dlatego, że jej biografia daje się łatwo wpisać we współczesne języki emancypacji. Zapolska wraca tu raczej jako patronka niezgody na gotowe role, społeczne oczekiwania i przymus dopasowania. Jako rzeczniczka prawa do własnej miary, tonu, opowieści o sobie. Jest to gest zaskakująco świeży, jeśli weźmiemy pod uwagę naszą współczesną perspektywę, regularnie mylącą autentyczność ze starannie wyreżyserowanym wizerunkiem. I właśnie dlatego „superstar” Czaplińskiego i Mańki może działać dziś tak mocno – nie jako głos wspólnoty, lecz jako pojedynczy, nieustępliwy głos, który uparcie mówi o swoim.

Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku, Zapolska Superstar Jana Czaplińskiego, reżyseria Mira Mańka, scenografia i kostiumy Katarzyna Sobolewska, muzyka Magdalena Dubrowska, choreografia Olga Bury, reżyseria światła Krystian Koźbiał, premiera 12 czerwca 2026.

Anna Jazgarska

Pedagożka, literaturoznawczyni i krytyczka teatralna. Współpracuje z portalem teatralny.pl, Dwutygodnikiem i kwartalnikiem „nietak!t”. Członkini Pracowni Krytyki Artystycznej prof. Zbigniewa Majchrowskiego. Moderatorka wydarzeń poświęconych współczesnemu teatrowi, jurorka i członkini komisji artystycznych. Mieszka nad morzem.