Polskie Aspen

Polskie Aspen
Mężczyźni objaśniają mi świat, reż. Klaudia Gębska / fot. Karolina Jóźwiak / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego w Warszawie
Mężczyźni objaśniają mi świat to przedstawienie udane, rytmiczne i komunikatywne – takie, na które można zabrać mamę i przyjaciółkę. Nie udaje wielkiego teatru, ale opowiada o rzeczach fundamentalnych, dając osobom aktorskim możliwość stworzenia charyzmatycznych kreacji.

Rebecca Solnit (Aleksandra Justa) – w interpretacji reżyserki Klaudii Gębskiej oraz autora tekstu Mariusza Gołosza – jawi się jako postać zgorzkniała i wyniosła. Twórcy nie widzą w niej ikony amerykańskiej literatury, lecz raczej rzeczniczkę liberalnego, białego feminizmu, która wciąż ma do odrobienia lekcję z klasowości. Ubrana w elegancki garnitur, wychodzi na scenę z mównicą, by wygłosić wykład. Skojarzenie z perorującą Elizabeth Costello nasuwa się natychmiast i podkreśla elitarność spektakli Krzysztofa Warlikowskiego, w których filozoficzne rozważania stają się osią dramaturgii, a bohaterowie posługują się językiem akademickim do opisu codzienności. Szczęśliwie kończy się na jednym zakodowanym w historii polskiego teatru obrazie. Twórcy zdają się mówić: „Nie ponowimy tego gestu”.

Sceniczna Solnit jest napisana jako wywyższająca się akademiczka-celebrytka, ale używa swobodnego języka. Mimo że jej nazwisko zdobi afisz, spektakl nie jest adaptacją słynnego eseju Mężczyźni objaśniają mi świat. Przedstawienie doskonale mapuje drogę, jaką przebyło samo pojęcie „mansplainingu” – od wykładanego z mównic dla wąskiego grona zainteresowanych teorią feministyczną, po memy i życiowe tiktoki, które wielu kobietom po raz pierwszy pozwalają nazwać mechanizmy przemocy.

Podczas wykładu Solnit poznaje kobietę (Patrycja Soliman), którą od razu klasyfikuje jako niewyedukowaną.  Zawstydza ją, a kiedy dowiaduje się, że ma do czynienia z biolożką z doktoratem, deprecjonuje jej dokonania, rzucając mimochodem: „Teraz to każdy ma doktorat”. Naukowczyni marzy o wyjeździe do Aspen. To tam Solnit spotkała mężczyznę, który opowiadał jej treść jej własnej książki o Eadweardzie Muybridge’u. Bohaterka grana przez Soliman, funkcjonująca w świecie nauki zdominowanym przez mężczyzn, wspomina, że wielokrotnie doświadczała upokorzeń i protekcjonalizmu, ale nie potrafiła dotąd adekwatnie zareagować – riposty przychodziły zbyt późno. Fantazjuje o podróży do „źródła” mansplainingu, licząc, że ta spowoduje w niej upragnioną przemianę i pozwoli na ujście skumulowanej przez lata złości. Niczym w Zewie włóczęgi wyrusza z Solnit w symboliczną wędrówkę, stając się jej Padawanką (pojęcie określające ucznia szkolącego się na Jedi z Gwiezdnych Wojen). Obie przyglądają się współczesnym modelom kobiecości i męskości oraz reinterpretują narzędzia feministyczne.

Wnętrze scenicznego Aspen przywołuje klimat luksusowego kurortu narciarskiego, ale warunkami przypomina Januszex, w którym Polki i Polacy zmagają się z problemami charakterystycznymi dla rodzimego rynku pracy: nadgodzinami, uznaniowo przyznawanym urlopem czy pracą niezgodną z kwalifikacjami. Oprawa wizualna jest przepiękna – za scenografię, kostiumy, światła odpowiadają Julia Furdyna i Zofia Tomalska. Scenę okalają seledynowe zasłony, u góry wisi neon w kształcie poroża, a do kostiumów i rekwizytów wkradają się czerwone akcenty. Przestrzeń szybko adaptuje się do nowych sytuacji scenicznych, przeistaczając się w plan filmowy czy restaurację. Blichtr i elegancję zaburza jedynie obecność białego misia z Krupówek, który przypomina, że Zakopanemu daleko do Aspen czy Sankt Moritz. Poznajemy tam Kamilę (Edyta Olszówka), sprzątaczkę i matkę, jej córkę Agnieszkę (Zuzanna Saporznikow), absolwentkę kulturoznawstwa dorabiającą na portierni, oraz kelnera (Piotr Kramer). Wśród gości hotelu znajduje się para reprezentująca wyższą klasę średnią (Wiesław Cichy jako Nauczyciel oraz Kinga Ilgner jako Magda). Towarzyszy im Kasandra (hipnotyzująca Anna Lobedan), która pełni w przedstawieniu wiele funkcji – od śpiewaczki w hotelowym lobby po przewodniczkę.

Bohaterki spektaklu reprezentują różne postawy, pokolenia i kapitał kulturowy. Twórczynie i twórcy przypominają – wydawałoby się truizm – że feministką może być zarówno badaczka, jak i sprzątaczka, i że czasem oparcie znajdujemy w praktycznym podejściu tej drugiej. Takiego olśnienia doznaje Agnieszka – fanka Solnit, cytująca z pamięci fragmenty jej książek.  Kiedy okazuje się, że w hotelu nie ma wolnych pokoi, zaprasza Solnit i Padawankę do własnej kwatery pracowniczej, gdzie następnie wraz z matką zostają przyłapane na oglądaniu kultowego filmu z Danutą Stenką i Arturem Żmijewskim Nigdy w życiu. Solnit zarzuca pracowniczkom hotelu, że wystarcza im „taki feminizm z TVN-u”. Sugeruje, że nie powinny czerpać przyjemności z tekstu kultury, który reprodukuje patriarchalne wzorce relacyjne i opiera się na męskim spojrzeniu. Z kolei odrzucenie sentymentalnych obrazów filmowych z dzieciństwa mogłoby skutkować utratą nici porozumienia Agnieszki z własną matką. Bohaterka decyduje się zatem wyrzucić Solnit z mieszkania.

Mężczyźni objaśniają mi świat, reż. Klaudia Gębska / fot. Karolina Jóźwiak / Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego w Warszawie

Najciekawszym wątkiem jest relacja pomiędzy Magdą a Nauczycielem. Męski bohater odsłania się przed nami w całości: wiemy, gdzie pracuje (produkuje feministyczny podcast), co – jak twierdzi – podczytuje (Virginię Woolf i Rebeccę Solnit), co go interesuje (feminizm), czego szuka w relacji romantycznej (wspólnego miejsca we własnym pokoju). O niej nie dowiadujemy się właściwie niczego poza imieniem, ponieważ zostaje zagadana na śmierć przez deklarującego poglądy feministyczne mizogina. Media społecznościowe zidentyfikowały takich osobników i nazwały ich „performatywnymi mężczyznami”, konkurującymi w wyimaginowanym konkursie na najlepszego sojusznika kobiet i społeczności LGBTQ+. Magda wraz z Kasandrą postanawiają się odegrać – nie sięgają jednak po utarte strategie, nie stają się mścicielkami, lecz szukają nowej ścieżki działania: poprzez resocjalizację oralną. Budzą go w środku nocy i opowiadają. Przypominają przeszłość i przywołują historie ofiar męskiej dominacji. Nie reprodukują przemocy, lecz wymuszają empatię.

Mężczyźni objaśniają mi świat to przedstawienie udane, rytmiczne i komunikatywne – takie, na które można zabrać mamę i przyjaciółkę. Nie udaje wielkiego teatru, ale opowiada o rzeczach fundamentalnych, dając osobom aktorskim możliwość stworzenia charyzmatycznych kreacji. Momentami nuży przewidywalnością i monotonią (każda z postaci wygłasza dłuższy monolog), ale scenariusz oczarowuje potencjałem komediowym. Mariusz Gołosz szybko zyskał status uznanego i rozchwytywanego dramatopisarza, z kolei debiutującej w Teatrze Narodowym Klaudii Gębskiej wróżę wielką karierę.

W finale dochodzi do nieco naiwnego pojednania między bohaterkami a bohaterami, ale czy odrobina utopii czy ckliwości komuś zaszkodzi? Pragnienie happy endu to nie powód do wstydu, nawet jeśli wiąże się z wyrzuceniem (książek) Rebekki Solnit za drzwi. Może wystarczy odłożyć książkę okładką do dołu, żeby wielka pisarka nie widziała, co feministki oglądają w zaciszu domowym.

Teatr Narodowy w Warszawie, Mężczyźni objaśniają mi świat Rebekki Solnit, reżyseria Klaudia Gębska, adaptacja Mariusz Gołosz i Klaudia Gębska, scenariusz Mariusz Gołosz, dramaturgia Mariusz Gołosz i Patryk Kozłowski, scenografia, kostiumy i reżyseria światła Julia Furdyna i Zofia Tomalska, muzyka Olga Pasek, choreografia Magdalena Kawecka, premiera 27 marca 2026.

Magdalena Ożarowska

Krytyczka teatralna, teatrolożka, fotografka i pracownica kultury. Ukończyła Wiedzę o teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiowała również na Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Pracuje w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego, gdzie łączy zainteresowania teatralno-fotograficzne.