Ptasia psychodelia

Ptasia psychodelia
Atlas ptaków, reż. Barbara Bendyk / fot. Filip Wierzbicki / Wrocławski Teatr Współczesny
Atlas ptaków mógłby być niezwykle przejmującym spektaklem o depresji poporodowej, ale nim nie jest. Oglądając filmy o tej samej tematyce, chciałam uciec z sali kinowej, bo nie wytrzymywałam napięcia. We Wrocławiu miałam ochotę opuścić teatr z powodu narastającego zażenowania.

Z początkiem roku w kinach można było obejrzeć dwie przejmujące amerykańskie produkcje, opowiadające o trudach macierzyństwa. Główna bohaterka Zgiń, kochanie doświadcza depresji poporodowej. Wraz z partnerem mieszka na prowincji, gdzieś pośrodku lasu. Nie ma w pobliżu sąsiadów, a przyjaciół i rodzinę odwiedza sporadycznie. Ojciec dziecka potrafi wyjeżdżać na kilka dni do pracy. Przytłoczona opieką i nieznanym wcześniej rodzajem odpowiedzialności, popada w coraz większy obłęd. W filmie zastosowano specyficzny, poszatkowany montaż i efekty dźwiękowe, by oddać chaos wewnętrzny postaci.

Z kolei Kopnęłabym cię, gdybym mogła opowiada o kobiecie, która przestaje sobie radzić. Linda jest matką kilkuletniej dziewczynki wymagającej specjalistycznej opieki ze względu na tajemniczą chorobę. Obecność dziecka w filmowej narracji sprowadza się głównie do piskliwego głosu wyrażającego potrzeby i lęki. Ani przez chwilę nie widzimy jej twarzy – migają jedynie części ciała: nóżka, rączka, brzuszek podłączony do aparatury medycznej. Dziewczynka, aby przeżyć, musi regularnie przybierać na wadze, a wyznaczone przez lekarkę cele okazują się nieosiągalne. Na domiar złego bohaterce nie układa się w pracy. Jest psychoterapeutką mierzącą się z wyjątkowo trudnymi pacjentami – prześladującymi ją i nękającymi, wmawiającymi jej, że się w nich zakochała, bo pojawia się w ich snach erotycznych. Wszystko się rozpada, a mąż zamiast wsparcia oferuje długie okresy nieobecności, pouczanie i obarczanie winą.

Oba filmy są niezwykle trudne w odbiorze – beznadzieja i frustracja wypełniają ekran. Kiedy wydaje się, że nie może być gorzej, reżyserki zaskakują kolejnymi zrządzeniami losu. Co ciekawe, twórczynie bawią się formą i gatunkami: Zgiń, kochanie ucieka w stronę ekspresjonizmu i horroru, a Kopnęłabym cię, gdybym mogła można nazwać czarną komedią z elementami realizmu magicznego. Historie są tak przerażające, że nie mogą być prawdziwe, choć prawdziwe jest piekło rozgrywające się w głowach matek.

Przywołuję te dwa filmy nie bez przyczyny. Atlas ptaków w reżyserii Barbary Bendyk można wpisać w powyższy nurt. Przedstawienie z Wrocławskiego Teatru Współczesnego nawiązuje konwencją i estetyką do dziecięcego programu telewizyjnego. Bezimienna bohaterka – Ona (Lina Wosik) – wciela się w prowadzącą przyrodnicze show. Jest jedyną ludzką postacią; towarzyszą jej ptaki: Amanda górska (Krzysztof Boczkowski), Ślepowron zwyczajny (Ewelina Paszke-Lowitzsch), Mewa siwa (Anna Błaut), Pingwin cesarski (Dominik Smaruj).

Kolejny odcinek programu, o tym samym tytule, co spektakl, poprzedza charakterystyczna i niezwykle irytująca melodyjka. Autorka muzyki, Helena Czerwińska-Drak, przyznała, że inspiracją był psychodeliczny projekt Wiktora Striboga Kraina grzybów. Osoby aktorskie wykonują piosenkę Kukułeczka kuka, do której Ona wraca, kiedy nie wytrzymuje napięcia. Zapewnia samą siebie, że daje radę i wszystko jest w porządku. Prowadząca mówi częściowo do nas – publiczności traktowanej jak dzieci (przykładowo jesteśmy pytani, jakie dźwięki wydaje krowa), a częściowo do swojej córki. Historie ptasie przeplatają się z opowieściami z życia bohaterki.

Atlas ptaków, reż. Barbara Bendyk / fot. Filip Wierzbicki / Wrocławski Teatr Współczesny

Centrum scenografii (Anna Oramus) stanowi stelaż, na który nawinięto płótno fotograficzne. Jednym ruchem korby tło zmienia się w inny krajobraz. Na całej scenie porozrzucano ptasie jaja i owalne kamienie wykonane z różnych materiałów: tkaniny, lodu, kauczuku i plastiku. Kostiumy (Katarzyna Leks) są kolorowe i urokliwe. Ona ma na sobie żółte ogrodniczki z wielobarwnymi elementami, a ptasi bohaterowie – pelerynokurtki, które można rozpinać na wiele sposobów, by uzyskać efekt rozpościerających się skrzydeł. Spójność ptasiej scenerii wzmacnia choreografia Agaty Maszkiewicz. Aktorki i aktorzy poruszają się i zachowują „po ptasiemu”: naśladują chód pingwinów, oklepują się, wydają dźwięki charakterystyczne dla reprezentowanych gatunków. 

Ona zachodzi w ciążę z ornitologiem. Początkowo wszystko przebiega bez większych problemów, więc i telewizyjny program funkcjonuje bez zakłóceń. Bohaterka jest szczęśliwa, cieszy ją perspektywa macierzyństwa. Po porodzie pojawiają się trudności: dziecko płacze, choruje, a ona nie otrzymuje wystarczającego wsparcia od partnera. Rzeczywistość zaczyna się zacinać, melodyjka powraca częściej, a konwencja bywa porzucana na rzecz śmiertelnie poważnych monologów. Jeśli dobrze odczytuję intencje twórczyń, bohaterka utknęła we własnej głowie – w psychodelicznym programie dziecięcym, z którego nie potrafi się wydostać. Zamiast dorosłych towarzyszą jej ptaki. Brzmi intrygująco? Tak – to znakomity pomysł, ale zrealizowany niekonsekwentnie, moralizatorsko i infantylnie.

Atlas ptaków mógłby być niezwykle przejmującym spektaklem o depresji poporodowej, ale nim nie jest. Początkowo sądziłam, że czegoś nie doczytałam i przez przypadek trafiłam na przedstawienie kierowane do młodego widza. Autorka dramatu, Aleksandra Zielińska, powiedziała, że „pomysłem wyjściowym była refleksja nad tym, jak wygląda życie po granicznym, trudnym wydarzeniu”. Przez połowę spektaklu próbowałam doszukać się owego doświadczenia, aż w końcu się poddałam. Oglądając przywołane filmy, chciałam uciec z sali kinowej, bo nie wytrzymywałam napięcia. We Wrocławiu miałam ochotę opuścić teatr z powodu narastającego zażenowania.

W Atlasie ptaków oprócz centralnej historii pojawia się wiele pobocznych wątków nie-ludzkich. Humorystyczne scenki opowiadają o szowinizmie gatunkowym i niewoli zwierząt. Performerzy prezentują potencjalne śmierci chomika – wciągnięcie przez odkurzacz, złamanie kręgosłupa czy zawał wywołany zbyt silnym uściskiem dłoni. Nie chcę zarzucać reżyserce złych intencji – jej wcześniejsze realizacje (Pies, Wyrwa) dowodzą dużej wrażliwości na świat nie-ludzki – jednak czarnokomediowa otoczka mnie nie przekonuje. Świat pozaludzki nie wzbogaca w istotny sposób opowieści o macierzyństwie. Nie jest dla niej żadnym dopełnieniem ani kontrapunktem.

W dobie zwrotu ku wielkim narracjom i modzie na realizm psychologiczny potrzebujemy w teatrze eksperymentalnych form. Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków od trzech lat organizuje Mistrzostwa Polski w Naśladowaniu Ptaków. Tłumy gromadzą się na warszawskim Placu Centralnym, by posłuchać, jak uczestnicy przez kilkanaście sekund imitują ptasie odgłosy. Dwukrotnie obserwując to wydarzenie, słyszałam komentarze oczarowanych przechodniów, niemogących uwierzyć w zdolności wokalne występujących. To piękne święto międzygatunkowe, kierujące uwagę na ptasie gatunki zagrożone, jak i te najbardziej pospolite. Idąc na Atlas ptaków, liczyłam na podobną zabawę formalną i performatywną siłę. Także w tym wymiarze czekało mnie rozczarowanie.

Wrocławski Teatr Współczesny, Atlas ptaków Aleksandry Zielińskiej, reżyseria Barbara Bendyk, scenografia Anna Oramus, kostiumy Katarzyna Leks, choreografia Agata Maszkiewicz, światło Klaudia Kasperska, muzyka Helena Czerwińska-Drak, premiera 11 kwietnia 2026.

Magdalena Ożarowska

Krytyczka teatralna, teatrolożka, fotografka i pracownica kultury. Ukończyła Wiedzę o teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiowała również na Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Pracuje w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego, gdzie łączy zainteresowania teatralno-fotograficzne.