Ryzykowny urok ukłonu

Ryzykowny urok ukłonu
BOW, chor. Wojciech Grudziński / fot. Pat Mic / Pawilon tańca i innych sztuk performatywnych, Fundacja Ciało/Umysł
BOW Wojciecha Grudzińskiego, jak sama nazwa wskazuje, koncentruje się na geście ukłonu – wyrazie jednocześnie teatralnej formy, jak i podległości.

Z czym kojarzy się ukłon w tańcu? Weźmy „wdzięk”, wyraz zawierający w znaczeniu „urok”, ale odsyłający też do zależnościowej „wdzięczności”. Gracja – jak dziękczynne gratias, ale też jak zawdzięczana komuś „łaska”, gratia. „Kiedy uczyliście mnie się kłaniać, wierzyłem, że dajecie mi szczęście. Ale wy już wiedzieliście, że mnie zabijacie” – głosi napis na ścianie, jedyne słowa w nowym BOW.

Główny element choreografii to rytmicznie zapętlony ruch kłaniania się: głęboko, płytko, od niechcenia, niczym w transie. Górna część torsu z głową pochylaną w dół. To nie jest choreograficzny katalog, nie ma tu dramaturgicznej próby uchwycenia konkretnych form zginania ciała i nadawania znaczeń. Grudziński, Tamara Briks i  Ana Kuszarecka raczej płyną przez zmieniające się kolejne stadia i formy pochylania głowy i górnej części ciała, niż twardo je wypunktowują. Przejścia są stopniowe. To płynne przesunięcia, w których osoby na scenie nie są zsynchronizowane ani, jak się zdaje, połączone żadną inną prostą zasadą kompozycyjną. Choreografia – rozpięta między ciągłością a łagodną zmianą – pozwala za sobą podążać, powoli zatapiać się w oglądanym ruchu; jest w tym coś medytacyjnego.

Spektakl, który miał premierę w warszawskim Pawilonie tańca i innych sztuk performatywnych, jest już czwartym etapem projektu Grudzińskiego – cyklu choreografii skupionych na temacie ukłonu właśnie. Rozpoczął się jako praca dyplomowa w taneczno-teatralnej uczelni DAS w Amsterdamie. Z poprzednich odsłon BOW widziałem bodaj drugą: BOW. A Study, na festiwalu w Santarcangelo di Romagna we Włoszech w 2023 roku. Choć choreograficzny rdzeń i temat pozostały te same, spektakle mocno się od siebie różnią.

Włoska wersja była znacznie bardziej „teatralna” – miała rozbudowany wstęp, w którym pojawiały się wygłaszane przez performerów teksty o tanecznej czy, szerzej, artystycznej  hierarchii. A także postać mitycznej legendy tańca, z opowiadaną na scenie biografią inspirowaną m.in. Isadorą Duncan czy Marthą Graham.

BOW, chor. Wojciech Grudziński / fot. Pat Mic / Pawilon tańca i innych sztuk performatywnych, Fundacja Ciało/Umysł

W najnowszej wersji z tych scen, podobnie jak z happeningowego dzielenia widzów i widzek na sektory według deklarowanej przez nich klasy społecznej, nie pozostało nic. Grudziński stawia od razu na ciało, przechodzi do sedna.

Ale samo jądro performansu, które pozostało z wcześniej widzianej przeze mnie struktury, ma w sobie teraz więcej lekkości. To inna scena, choć niby podobna. Wcześniej działanie Grudzińskiego było brutalne, zamaszyste, niesłychanie wysiłkowe – używane przez artystę określenie headbanging trafiało tam w sedno. Wtedy taniec wydawał się wyrażać agresję tancerza wobec samego siebie, odzwierciedlać uświadomione sobie po czasie poczucia upokorzenia czy zależności. Również muzyka Blecharza, choć nadal intensywna i oparta na zapętlonym w nieskończoność prostym motywie jak we wcześniejszej wersji, teraz nie jest już tak ostra i przytłaczająca, raczej hipnotyczna. W nowej choreografii, będącej wariacją starej, występuje trójka tancerzy, nie jak wcześniej – dwójka. Jakby Grudziński – który w międzyczasie odniósł przecież spektakularny sukces solowym Threesome/Trzy – postanowił rozłożyć ciężar tematu na więcej osób.

Jeśli przypomnimy sobie głośny spektakl Rodos z Komuny Warszawa (2019), jeszcze przy ul. Lubelskiej – efektowną, dowcipną feerię, z tancerką w piórach niczym z Moulin Rouge, ciekłym azotem i wielkim czarnym łabędziem z opon – ukaże nam się dość wyraźna droga Grudzińskiego w stronę minimalizmu, a zarazem skupienia na czysto tanecznej, intensywnej ekspresji. BOW potwierdza, że zdecydowanie warto tę drogę śledzić.

Na koniec uwaga, powiedzmy, instytucjonalna. Nadwiślański Pawilon tańca i innych sztuk performatywnych jako nowe warszawskie miejsce rozkręca się sprawnie, wypełnia bez problemu swoją widownię, bilety rozchodzą się szybko. Jednocześnie opisywany tu spektakl Grudzińskiego nie będzie powtórzony. Ramy powstałego w ramach Muzeum Sztuki Nowoczesnej projektu Pawilonu nie przewidują kolejnych setów. Tymczasem artysta taki jak Grudziński (ale przecież nie tylko on) spokojnie wypełniłby salę w Warszawie więcej razy. Mam nadzieję, że w następnych latach przy programowaniu tego miejsca zostanie to wzięte pod uwagę.

Pawilon tańca i innych sztuk performatywnych, BOW, koncepcja i choreografia Wojciech Grudziński, kreacja i taniec Tamara Briks, Wojciech Grudziński, Ana Kuszarecka, muzyka Wojciech Blecharz, światło Jacqueline Sobiszewski, wideo Rafał Dominik, kostiumy Marta Szypulska, premiera 10 kwietnia 2026.

Witold Mrozek

Krytyk teatralny i dziennikarz. Absolwent teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, doktorant Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2012 roku współpracuje z „Gazetą Wyborczą”, publikował m.in. w „Dwutygodniku”, „Berliner Zeitung”, „Krytyce Politycznej” i „Didaskaliach”. Redaktor „Teatru”. Pochodzi z Bytomia.