Teatr trzeciego wieku
Grupa seniorek na spektaklach teatru progresywnego czy eksperymentalnego? Działania Lotnej Ekipy Teatralnej pokazują, że to korzyść dla wszystkich zainteresowanych – i seniorek, i teatru.
Poniedziałkowe popołudnie. Przestrzeń warszawskiego Baru Studio jest o tej porze dość pusta, ale od wejścia słychać lekki gwar, a wokół jednego ze stołów gromadzi się grupa seniorów. Niektórzy mają ze sobą książkę Katarzyny Sobczuk Mała empiria, na podstawie której w Teatrze Studio zrealizowano monodram Eweliny Żak w reżyserii Anny Ilczuk. Za chwilę – jak co miesiąc – seniorzy udadzą się do sali na spotkanie Lotnej Ekipy Teatralnej.
Dyskusyjny klub teatralny jest inicjatywą Działu Edukacji i Projektów Społecznych Teatru Studio. Jego kierownik, Damian Kalita, współtworzy tego typu projekty od 2012 roku – począwszy od „Archipelagu Pokoleń”, przedsięwzięcia realizowanego we współpracy z Instytutem Stosowanych Nauk Społecznych UW, będącego przewodnikiem dla seniorów po świecie młodych ludzi. „Spotykaliśmy się w modnych warszawskich kawiarniach – mówi Damian – gdzie przychodzą młode osoby, a starsze często czują opór przed wejściem. Badania wyraźnie pokazują istnienie takiej bariery wejścia. W głowach seniorów pojawia się myśl: trochę mi nie wypada, to nie miejsce dla mnie. Przychodziliśmy tam z dyskusją, z wydarzeniem, z grupą dwudziestu seniorek, mimo że przy stolikach przeważnie siedzieli młodzi. To była nasza pierwsza próba przekłucia tej bańki”.
Jednym z najważniejszych efektów „Archipelagu Pokoleń” była relacja, która zrodziła się między uczestniczkami. To ona stała się zaczynem Lotnej Ekipy Teatralnej. W obecnej formule inicjatywa działa od 2024 roku. Basia, emerytowana nauczycielka matematyki, pasjonatka kultury i sztuki, opowiada mi o swoich początkach: „W ramach »Archipelagu« przechodziliśmy przez różne szkolenia, kursy, które były genialne, bo naście lat temu przygotowywały nas do kolosalnej zmiany obyczajowej. W drugim etapie same zaczęłyśmy tworzyć – zostałyśmy liderkami projektu. Damian namawiał nas do działania, choć jako seniorki często uważałyśmy, że nic nie potrafimy i nic nie wiemy. To on pokazał nam, jak bardzo jesteśmy wszechstronne. Potem pojawiło się pytanie, z jaką instytucją kultury chcemy współpracować. Do wyboru były trzy: TR Warszawa, Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Muzeum Narodowe. Wybrałam TR – i to był właściwie mój pierwszy krok do teatru”.

Podobnie w Lotnej Ekipie znalazła się Alicja, z wykształcenia prawniczka, miłośniczka teatru i historii sztuki. Jak mówi: „Byłam częstym gościem TR-u przy Marszałkowskiej, ponieważ odkryłam dla siebie sztukę nowoczesną również w formie realizacji teatralnych. Na jednym z warsztatów obecna dyrektorka, a wtedy szefowa działu edukacji, zapytała, czy nie chciałabym dołączyć do grupy, która nazywa się »Archipelag«”.
Seniorzy są w społeczeństwie
Według prognoz GUS-u w 2050 roku co trzeci obywatel Polski będzie miał ponad 65 lat. Przewiduje się również wzrost liczby osób w wieku powyżej 85 lat. Choć badania pokazują, że aktywność kulturalna seniorów ma najczęściej charakter bierny (ogranicza się głównie do oglądania telewizji i czytania książek), jest coraz więcej inicjatyw mających na celu ich aktywizację. Przykładem mogą być działania Teatru Polskiego w Poznaniu: prelekcje przed spektaklami oraz warsztaty teatralne „Senioralni”, czy Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku, gdzie powstała grupa teatralna SENIORita. Oferta zajęć dedykowanych seniorom rozwijana jest też w licznych domach kultury i w ramach działalności fundacji. W Warszawie działa na przykład Klub Seniorów Silver Stars, zainicjowany przez praską Fundację ART., a także wspomniany roczny kurs „Archipelag Pokoleń” Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”, realizowany cyklicznie.
Seniorzy w wielu miejscach mogą liczyć na zniżki, także w teatrach. Sama możliwość kupienia tańszego biletu nie rozwiązuje jednak wszystkiego. O dostępności decydują również kwestie pozornie drugorzędne – choćby długość spektakli.
Seniorzy w wielu miejscach mogą liczyć na zniżki, także w teatrach. Sama możliwość kupienia tańszego biletu nie rozwiązuje jednak wszystkiego. O dostępności decydują również kwestie pozornie drugorzędne – choćby długość spektakli – które nie zawsze są brane pod uwagę przez organizatorów. W rezultacie uczestnictwo wciąż bywa wyzwaniem. A przecież mówimy o Warszawie – mieście, w którym instytucje kultury mają relatywnie duże zasoby i realne możliwości poszerzania dostępności dla różnych grup. „W Warszawie podobnych wydarzeń jest sporo. Nie jest ona miarodajna w kwestii dostępu do kultury w całym kraju – podkreśla Damian. – Ja sam dowiaduję się o wielu wydarzeniach od dziewczyn, które uczestniczą w naszych spotkaniach. One są bardzo na bieżąco”. Co roku do Lotnej Ekipy Teatralnej dołączają osoby, które mają mniejszy staż teatralny, ale chcą się rozwijać. Rolą instytucji jest, by kształtować te gusty i uczyć, że coś może się nie podobać, ale warto wiedzieć dlaczego. Po to jest Lotna Ekipa – żeby rozmawiać o spektaklu, a nie do niego przekonywać. „To klub otwarty” – podkreśla Damian.
Stereotyp podpowiada, że wśród seniorów powinien dominować konserwatywny gust. Tymczasem Lotna Ekipa dyskutuje właściwie wyłącznie o teatrze progresywnym, czasem wręcz eksperymentalnym. „Czy oni nie woleliby chodzić do Narodowego albo do Polskiego? Myślę, że nowoczesność jest dla nich ciekawa. Klasykę znają. Na klasykę pójdą same” – mówi Damian. W ramach Lotnej Ekipy uczestniczki najczęściej oglądają spektakle Teatru Studio, ale zdarza się, że odwiedzają także inne sceny, zwłaszcza te bliskie mu estetycznie, jak Nowy, Powszechny czy Komuna Warszawa.
Alicja docenia te wybory, tłumacząc, że dzięki nim otwiera się na nowości: „Jestem wychowana na starych mistrzach. Lubię, umiem i pamiętam” – mówi. Wciąż z przyjemnością wraca do Współczesnego i Ateneum, ale jednocześnie nie przestaje szukać. Dzięki udziałowi w działaniach (choćby tych w TR-ze) poznała innych ludzi i trochę inny teatr. Jej trzecią, równie ważną pasją pozostaje opera – regularnie bywa w Studiu na transmisjach z Metropolitan. Dla rodziny jest ekspertką od życia kulturalnego w Warszawie. Syn i wnuczka, choć mieszkają w innym mieście, korzystają z jej rekomendacji warszawskich spektakli i koncertów. „Rozmawiam z moimi znajomymi i rodziną, która podobnie jak ja zainteresowana jest muzyką. Chodzimy razem na koncerty do filharmonii” – mówi.
Co docenia w teatrze? Jeśli wszystko zgadza się ze wszystkim – klei się wizja reżysera, tekst i dobór obsady.
Ekipa międzypokoleniowa
Seniorki rozmawiają o współczesnym młodym teatrze także dlatego, że w samym projekcie ważne miejsce zajmuje dialog międzypokoleniowy. Jak podkreśla Damian, część uczestniczek włączyła się nawet w zajęcia akademickie – nie z gender studies, lecz z aging studies. Prowadząca zaprosiła je na uczelnię, by mogły opowiedzieć o własnym doświadczeniu i skonfrontować studenckie wyobrażenia z rzeczywistością.
To spotkanie miało przełamywać stereotypy, które łatwo utrwalają się w świecie coraz rzadziej opartym na codziennym współistnieniu pokoleń. „Nie ma już wielopokoleniowych domów, starość nie jest czymś, co widzimy na co dzień” – zauważa Damian. W tej sytuacji instytucje kultury przejmują część tej roli.
Lotna Ekipa przeważnie widuje się w Studiu. Ale w ramach dialogu międzypokoleniowego gościła też w warszawskiej Akademii Teatralnej. „Kiedy spotykasz się z człowiekiem, który ma pasję w oczach i kocha to samo, co ty, to obojętne, ile masz lat, znajdziesz tę cienką, niewidoczną nić porozumienia – mówi Alicja. – I to robi taki kipisz w głowie, który rodzi się, gdy gadamy o tym samym, będąc z różnych światów. Ja to wręcz namacalnie odczuwam, że liczba synaps, które poruszają się w mózgu, mnoży się w sposób absolutnie niewyobrażalny”.
Nie ma już wielopokoleniowych domów, starość nie jest czymś, co widzimy na co dzień. W tej sytuacji instytucje kultury przejmują część tej roli.
Podobne wrażenia ma Basia: „Na naszych studiach wszystko było strasznie sztywne, wypunktowane. To wolno, tego nie wolno. A tutaj nagle przychodzimy na zajęcia, na których jest luz. Każdy może mówić, co chce”. Basia wspomina, że wraz z początkiem Lotnej Ekipy Damian zaczął szukać kolejnych sposobów na spotkania międzypokoleniowe. „Zaprosił na przykład klasę z liceum – przyszły nastolatki z nauczycielką zafascynowaną teatrem. Razem rozmawialiśmy o spektaklu. Oni dostrzegali rzeczy, na które my w ogóle nie zwracałyśmy uwagi” – opowiada. I dodaje, że to działało w obie strony: „To było bardzo twórcze i dla nich, i dla nas”. Basia mieszka sama, ale od lat zabiera dorastające wnuki na spektakle, które są odpowiednie dla ich grupy wiekowej. „Z moimi dorosłymi dziećmi jest trudniej, bo są zajęci, mają mniej czasu. Za to z wnukami mamy grupę, na której piszę im, na co warto iść do teatru. Jestem międzypokoleniowa, to dla mnie ważne” – dodaje.
Ekipa zaangażowana
Zanim zaczyna się rozmowa, Damian przypomina trzy proste zasady: mówimy sobie po imieniu, odnosimy się do treści wypowiedzi, nie do osoby i nie przerywamy innym. Zasady wydają się oczywiste, ale szybko okazuje się, że w tej sali naprawdę są potrzebne.
Energia, wyczuwalna jeszcze przed spotkaniem, nie opada. Cały czas ktoś podnosi rękę, żeby zabrać głos, czasem nie mogąc doczekać się na swoją kolej, przerywa mówiącemu w pół zdania. Trzeba wręcz powstrzymywać tych, którzy się wyrywają. „Dynamika między uczestniczkami momentami przypomina zajęcia na Akademii Teatralnej – ocenia Stanisław Godlewski, który podczas spotkań Lotnej Ekipy zajmuje się moderowaniem dyskusji. – Lotna Ekipa Teatralna jest jednak dużo bardziej zaangażowana, dużo bardziej aktywna i w ogóle nie trzeba ich namawiać do rozmowy. Mają też bardzo zdecydowane opinie, rozmawiają między sobą, są ciekawi swoich zdań, kłócą się. Dostaję więcej energii od nich niż oni ode mnie”. Zanim tu trafił, współpracował z działem edukacji Teatru Studio, prowadząc Startery Teatralne, czyli wprowadzenia kontekstowe do spektakli. W którymś momencie spotkał się z Lotną Ekipą Teatralną. „Spodobałem się Lotnej Ekipie, Lotna Ekipa spodobała się mnie – i tak od dwóch lat kontynuujemy tę współpracę” – opowiada. W sezonie spotykają się raz w miesiącu, by rozmawiać o obejrzanych spektaklach.
Staszek wspomina, jak na początku wygłosił wykład, który miał przybliżyć uczestnikom, czym właściwie jest współczesny polski teatr: „Opowiadałem, zakładając, że mogą niewiele wiedzieć o współczesnym polskim teatrze. Potem zaczęła się dyskusja i szybko okazało się, że wiedzą całkiem sporo. Jedna z pań mówiła, że ona absolutnie kocha Komunę Warszawę i chodzi tam na wszystko. I ma już dosyć teatru, w którym są jakieś postaci, jakaś psychologia, ona chce tylko eksperyment i awangardę. Wtedy zrozumiałem, że to będzie ciekawsze: nie tyle nauczanie teatru, ile poszerzanie perspektyw i budowanie kontekstów” – dodaje.
Poszerzanie perspektyw
Dyskusja o Małej empirii schodzi na temat starzenia się i starości. Niektóre uczestniczki utożsamiają się z bohaterką, ale dochodzą do wniosku, że monodram najbliższy będzie nieco młodszemu pokoleniu. Planują polecić przedstawienie swoim dzieciom. Alicja odnosi się do tego również w naszej rozmowie: „W tym spektaklu z lekkim przymrużeniem oka dziewczyny – reżyserka i aktorka – opowiedziały o procesie starzenia. To jest temat tabu. Nie uważam jednak, że to spektakl o nas. Bardziej, że był to spektakl o przytuleniu się, o byciu, o akceptacji procesu” – wyjaśnia. Basia nieco inaczej wyznacza docelową widownię Małej empirii: „To spektakl przede wszystkim dla młodych – żeby mogli zrozumieć, jak czuje się osoba starsza. Żeby nauczyli się otwartości na jej potrzeby, także na zapominanie. Mnie nikt tego nie uczył, a przecież o takich rzeczach trzeba rozmawiać” – tłumaczy.
Towarzyszę Lotnej Ekipie także podczas rozmowy o Requiem dla snu w reżyserii Jakuba Skrzywanka, koprodukcji Studia i Narodowego Starego Teatru w Krakowie. Duża część spotkania poświęcona jest różnicom pokoleniowym – rozmawiamy o odmiennych doświadczeniach, dostępie do wiedzy i teatralnych nawykach. Choć większość grupy jest spektaklem zachwycona, pojawiają się też głosy odmienne, które ożywiają dyskusję i otwierają ją na szersze konteksty, uzupełniane przez Staszka, próbującego przybliżyć sylwetkę reżysera.

Uczestniczki z dużym zaangażowaniem przedstawiają swoje interpretacje. Basia przekonuje, że zachowanie matki w pierwszej scenie Requiem… nie wynikało wyłącznie z odurzenia lekami: „Matka i jej wyrodny syn. On zaczyna coś mówić, a ona już cała w radości – wszystko odbiera na plus, nie daje mu nawet dokończyć. Tak to bywa, kiedy pojawia się choćby najmniejsza iskra nadziei, że coś się zmieniło, od razu chce się w nią uwierzyć”.
Do rozmowy włączają się nawet osoby, które nie widziały Requiem…, ale chcą zrozumieć poruszany w nim problem. Nietrudno tu o mówienie jednocześnie czy wzajemne przerywanie – energia dyskusji momentami wymyka się spod kontroli. Prowadzenie takiej grupy nie jest łatwe. „Ekipa jest bardzo zróżnicowana – mówi Staszek. – Mam wrażenie, że czasem lubią się ze sobą spierać. Trudno wtedy, jak na Akademii, dopuścić oba głosy i nie opowiedzieć się po żadnej ze stron. Albo ujawnić własne preferencje, a jednocześnie uszanować inne rozumienie tych przedstawień” – dodaje.
Aktywne osoby seniorskie
Łączy je to, że nie pracują – wszystkie są na emeryturze – ale jednocześnie pochodzą z bardzo różnych środowisk. Część ma jeszcze „archipelagowe” korzenie, inne trafiły tu po prostu z ogłoszenia na stronie Teatru Studio. Nie wszyscy zostali – kilka osób zrezygnowało już po pierwszym spotkaniu, bo nie odpowiadała im formuła rozmowy, spodziewali się czegoś innego. „Nie miałyśmy konkretnych założeń – mówi Alicja – ale wiedziałyśmy, że z Damianem to będzie miało związek z teatrem. I to jest ważne: jeśli punktem wyjścia jest teatr, to wokół niego powinna krążyć rozmowa. Pogadać można przy kawie z przyjaciółką”.
Właściwym celem grupy nie jest już aktywizacja seniorek. Dyskusyjny Klub Teatralny wyrasta z projektów trwających od lat, dzięki którym wiele uczestniczek zyskało pewność siebie i wypracowało własny język mówienia o sztuce. Mają ukształtowany gust – jedne dobrze odnajdują się w repertuarze Studia, inne wolą inny teatr – ale wszystkie podchodzą do propozycji Lotnej Ekipy z otwartością. Uważnie słuchają siebie nawzajem, są ciekawe cudzych opinii. Potrafią nie zgodzić się ze Staszkiem, ale zawsze chcą zrozumieć jego zdanie. Przychodzą tu przede wszystkim dyskutować. O obejrzanym spektaklu, o jego problematyce, ale i o współczesności w ogóle.
Do rozmów wnoszą swoje doświadczenie i wiek – miewają dystans wobec niektórych zjawisk współczesnej sztuki czy świata, nie wycofują się jednak ani nie obrażają na rzeczywistość. „Nie mam wrażenia – mówi Staszek – że to grupa osób samotnych i spragnionych towarzystwa – przeciwnie. To bardzo aktywni seniorzy, którzy dużo robią, są ciekawi życia, kultury i różnych form działania”. Chcą być w dialogu z młodszymi, chcą się dalej uczyć. Podkreśla to Basia: „Rozmowy o współczesnych spektaklach dużo rozjaśniają w głowie i nas kształtują. Chodzi o to, żeby nie stać z boku i nie narzekać – jak powiedziała jedna z nas: »nic nie rozumiem, pora umierać« – tylko kawałek po kawałeczku się otwierać”.