Wpływowi, wpływowe. 11-20.

Wpływowi, wpływowe. 11-20.
Tomasz Kireńczuk / fot. David Bohmann
Redakcja „Teatru” wskazuje 20 osób o największym wpływie na realia rodzimej sceny.

Osoby artystyczne. Osoby dyrektorskie. Osoby komentujące. Kto jest najbardziej wpływowy w polskim teatrze? Kto określa, co uchodzi w nim za dobre lub przynajmniej właściwe, a co za niedopuszczalne? Kto ustała skalę wartości? Kto kontroluje środki produkcji? Poniżej miejsca 11-20 naszego rankingu. Pierwsza dziesiątka za tydzień.

20. ADAM ORZECHOWSKI
Adam Orzechowski / fot. Piotr Hukało / East News

Zarządza potężnym teatralnym kombinatem ze scenami w trzech miastach: Gdańsku, Sopocie i Pruszczu Gdańskim. W Trójmieście w swojej lidze nie ma konkurencji, przynajmniej na razie. A sam pomysł, że jego dyrekcja mogłaby się zakończyć, wywołuje furię bardziej zachowawczej strony polskich komentatorów teatralnych.

Mija dwadzieścia lat od momentu, gdy Adam Orzechowski przejął Teatr Wybrzeże po wyrzucanym przez gdańskich konserwatywnych liberałów Macieju Nowaku, co było traumą założycielską dla całego pokolenia twórców teatru politycznego, będącego w Polsce teatralnym mainstreamem przez dekadę z okładem. Mainstream się jednak zmienił i sam przyszedł do Orzechowskiego – model teatru mniej lub bardziej psychologicznego, opartego na literaturze, dominuje nie tylko na scenach miejskich teatrów, ale też na festiwalach i w oczekiwaniach sporej części krytyki. Pojawiło się kolejne pokolenie twórców – i dziś Adam Orzechowski ma „swoich” młodych. Ma też uwielbianego przez młodsze pokolenie Marcina Wierzchowskiego, robiącego w Gdańsku nagradzane spektakle.

Do Wybrzeża wrócił też po czternastu latach przerwy Jan Klata, już nie jako młodzieńcze odkrycie z irokezem, ale były dyrektor Narodowego Starego Teatru w pracowicie wytwarzanej aurze politycznego męczeństwa. Późniejsze Wyzwolenie Klaty w Wybrzeżu z bardzo dosłowną aluzją do samospalenia Piotra Szczęsnego w wigilię wygranych przez Koalicję 15 Października wyborów w 2023 roku odbiło się szerokim echem. Orzechowski jest zarazem wciąż jednym z najczęściej reżyserujących w „swoim” teatrze dyrektorów – przynajmniej raz w sezonie, wcześniej zdarzało się częściej. [WM]

19. JUSTYNA SOBCZYK
Justyna Sobczyk / mat. Teatru 21

Z początkiem minionego sezonu po dwudziestu latach kierowania Teatrem 21 Justyna Sobczyk odeszła z zespołu, aby objąć funkcję dyrektorki Teatru Ochoty im. Haliny i Jana Machulskich. W jej wizji warszawska przestrzeń ma zamienić się w pierwszy w Polsce teatr dla młodzieży. To zarówno słuszne rozpoznanie potrzeb zaopiekowania się sprawami nastolatków, jak i obecnych w polskim teatrze tendencji. Ubiegły sezon przyniósł w Ochocie trzy premiery: Good Waves Only poruszający temat samotności młodych osób, GRETĘ o aktywizmie ekologicznym i Masz coś w zębach o sytuacji szkolnej dzieci z Ukrainy. Już teraz widać, że zmiany nie będą dotyczyły wyłącznie kwestii repertuarowych, ale może przede wszystkim działań społecznych: warsztatów czy spotkań z młodymi. Nie jest to niespodzianka, biorąc pod uwagę fakt, że Sobczyk nie tylko wywodzi się ze środowiska pedagogiki teatru, ale sama przez długie lata je budowała i kształtowała. Znamienne, że w ostatnim czasie wiele pedagożek objęło stanowiska dyrektorskie. Mówi się, że specjalistki w tej dziedzinie mają idealne kompetencje do pełnienia funkcji zarządczych. Czas pokaże. [AW]

18. JOANNA KRAKOWSKA
Joanna Krakowska / fot. Anna Rezulak/KFP/REPORTER

W czasach bez autorytetów jeden ocalał. Trudno mi pisać o Joannie Krakowskiej bez odrobiny emfazy. Żyję w przekonaniu, że i ja, i wszystkie moje koleżanki, które kończyły wiedzę o teatrze na warszawskiej Akademii Teatralnej, marzyłyśmy kiedyś, że gdy wreszcie dorośniemy, będziemy takie jak ona. To marzenie nie znika, nawet jeśli dziś nie szukamy w teatrze – tak jak Krakowska – awantury. Wspaniała autorka, wybitna pedagożka. Autorka książek, które realizują słynny postulat Konstantego Puzyny: „Po jaką cholerę w ogóle pisać o teatrze, jeśli nie po to, by pisać o życiu?”. Szkoda, że w ostatnich latach częściej można natrafić na jej krótkie, kąśliwe wpisy na Facebooku niż na dłuższe teksty naukowe czy publicystyczne. Mam poczucie, że dziś – być może bardziej niż kiedykolwiek – potrzebujemy mądrej, pogłębionej eseistyki tworzonej przez osoby, których wiedza i doświadczenie są nieocenione. [AW]

16–17. ex aequo
PAWEŁ DEMIRSKI
Paweł Demirski / fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl

Klasyk, choć żywy. Niewiele mamy w polskim teatrze równie charakterystycznych głosów. Mam na myśli osoby piszące, choć Pawłowi Demirskiemu zdarza się także reżyserować. Choćby w Teatrze Telewizji, gdzie niedawno wystawił jeden ze swoich najgłośniejszych tekstów – W imię Jakuba S. Jego prapremiera w Teatrze Dramatycznym w Warszawie (2011) została okrzyknięta zwiastunem zwrotu ludowego. Zwrot już chyba zawrócił, tymczasem Demirski został po drugiej stronie ekranu. To właśnie jego spektakularna kariera filmowa (głównie jako scenarzysty) stanowi wzór dla wielu twórców teatralnych. Udar, Aniela, za moment adaptacja Lalki Prusa – to nie tylko głośne seriale, ale także dowody na to, że warsztat i styl wypracowany przez dekady pracy z Moniką Strzępką pozwalają z powodzeniem działać na własny rachunek. O pozycji pisarza świadczy też fakt, że coraz śmielej po jego teksty sięgają młodsi twórcy. Pamela Leończyk wystawiając w Wałbrzychu Diamenty to węgiel, który wziął się do roboty, udowodniła, że ta praktyka ma sens, a dramaty Demirskiego nie zostały wyczerpane prapremierami. Nie zmieni tego faktu raczej chłodne przyjęcie jego ostatniej sztuki Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLET wystawionej w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie. [DG]

DARIUSZ KOSIŃSKI
Dariusz Kosiński / fot. Karol Serewis / East News

To, że jego opinie nie wszystkim przypadają do gustu – co niedawno z dużymi emocjami pokazał Paweł Demirski, polemizując na łamach „Teatru” z recenzją spektaklu Mam coś w głębi nie do przedstawienia. HAMLET z Narodowego Starego Teatru – dowodzi, że wciąż istnieją krytycy, których głos obchodzi artystów. Ale to bywa niewygodne. Zdaje się, że także dla nowego kursu „Tygodnika Powszechnego”, gdzie od wiosny rubrykę teatralną zapełniają teksty Jacka Wakara. Na złagodnienie Kosińskiego nie ma co liczyć. Bo Kosiński poglądy ma – i od lat ich nie ukrywa. Pozostaje jednym z najbardziej niepogodzonych zarówno z kształtem współczesnego polskiego teatru, jak i z poziomem debaty, która się wokół niego toczy, także w środowisku akademickim.

Równocześnie należy do nielicznych, którzy realnie wpływają na sposób myślenia o teatrze, łącząc publicystykę, pracę naukową i funkcje instytucjonalne. Choć nie współkieruje już ani Instytutem Teatralnym, ani Instytutem Grotowskiego, z oboma ośrodkami pozostaje związany: we Wrocławiu jako redaktor naczelny założonego przez siebie „Performera”, w Warszawie jako członek redakcji „Monitora” i Encyklopedii Teatru Polskiego – jednego z najważniejszych przedsięwzięć teatralnych ostatniego ćwierćwiecza.

Kosiński konsekwentnie robi to, czego – jak sam zdaje się uważać – brakuje: napisał nową syntezę polskiego teatru (Teatra polskie – historie), na Uniwersytecie Jagiellońskim założył Katedrę Performatyki, a razem z Katarzyną Woźniak-Shukur wydawnictwo żywosłowie, publikujące książki idące pod prąd utartych sądów. Tematycznie pozostaje przy tym blisko tradycji, której jest jednym z najważniejszych interpretatorów – przede wszystkim tradycji Grotowskiego. Jego także opowiada nam na nowo, ostatnio w Grocie Fausta. [KTS]

15. KRZYSZTOF GŁUCHOWSKI
Krzysztof Głuchowski / fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Kilka sezonów temu dyrektor krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego mógłby liczyć na triumf w podobnym zestawieniu. Walczył wtedy z PiS-owską władzą w obronie integralności własnego programu: szło głównie o Dziady w reżyserii Mai Kleczewskiej, zaatakowane ostro przez małopolską kuratorkę oświaty. Zmienił się jednak kontekst, dyrektorskie strategie Krzysztofa Głuchowskiego działają już inaczej w nowym otoczeniu. Tegoroczna premiera Wyzwolenia, domykająca trylogię rocznicowych upamiętnień Wyspiańskiego, to chyba największy flop sezonu. Z kolei rapowana wersja Antygony dowiodła, że modelu wypracowanego w słynnym 1989 (klasyczna historia + hip hop) nie warto eksploatować ponad miarę. Mimo tych niepowodzeń Głuchowski sprawia wrażenie spokojnego i spełnionego. Chyba słusznie: to, co udało mu się osiągnąć w „Słowaku”, wcześniej przez lata traktowanym mocno protekcjonalnie, to rzecz nie do podważenia. Pytanie tylko, jak odświeżyć program instytucji w sytuacji, gdy model „burzenia polskiego kościoła” (czyli drażnienia polskich emocji narodowych) najwyraźniej się wyczerpał. [TP]

14. MICHAŁ MERCZYŃSKI
Michał Merczyński / fot. Maurycy Stankiewicz

Opublikowany przez nas na samym początku minionego sezonu wywiad z nowym dyrektorem warszawskiego Nowego Teatru wywołał głównie ironiczne komentarze – chyba wbrew oczekiwaniom samego zainteresowanego. Michał Merczyński, bodaj najbardziej doświadczony z rodzimych menedżerów kultury, z dumą opowiadał o planach przeobrażenia Nowego w Warlikotekę, a w odpowiedzi usłyszał chóralne: Że co? W kolejnych wywiadach, w których mówił, co ma się wydarzyć w Nowym po epoce Karoliny Ochab, był więc już bardziej powściągliwy. Ale z drogi nie zawrócił. Nowy w tym sezonie był salonowy jak jeszcze nigdy dotąd. Swoje premiery (Europa w reż. Krzysztofa Warlikowskiego, Pulverkopf w reż. Katarzyny Kalwat) poświęcił sprawom najdonioślejszym, jednak mówił o nich w sposób przewidywalny, niekiedy po prostu nudził. Coraz więcej inwestował w program muzyczny – tyle że i tu działał bez ryzyka, proponując głównie jakościową rozrywkę dla wyższej klasy średniej (koncert ku czci Kory, festiwal artystów związanych z ECM Records). Można było na to narzekać, ale można też było decyzje Merczyńskiego uznać za zrozumiałe i w zasadzie bezalternatywne. Warszawscy mieszczanie z pokolenia 50+ uznali Nowy za własną przystań, wręcz za własny dom? Nie ma co do tego wątpliwości. To po co się z tym kłócić? Merczyński, sam 64-latek, na pewno nie przyszedł do Nowego, by czynić go nowszym. Zarazem nie ma obaw, że uczyni go dużo słabszym. [TP]

13. JACEK PONIEDZIAŁEK
Jacek Poniedziałek w spektaklu Pulverkopf / fot. Jacek Domiński / REPORTER

Wybitny aktor (ubiegłoroczny laureat Nagrody im. Aleksandra Zelwerowicza), ale także sprawny gracz środowiskowy, doskonale poruszający się za kulisami. Był tym członkiem zespołu warszawskiego Nowego Teatru, który najgłośniej wypowiadał pretensje względem poprzedniej dyrektorki Karoliny Ochab, a następnie wspierał dyrektorską kandydaturę Michała Merczyńskiego. Efekt? Nowym od roku rządzi Merczyński, program zaś układany jest tak, by zaspokoić ambicje gwiazd – co widać w kolejnych spektaklach coraz bardziej przypominających aktorskie benefisy (Magdalena Cielecka w Nagle, ostatniego lata, Maja Ostaszewska w Kofman. Podwójne wiązanie, sam Poniedziałek w Pulverkopf).

Wpływ Poniedziałka na instytucję, w której pracuje, nie jest zjawiskiem odosobnionym. W ostatnich latach zespoły aktorskie coraz chętniej wypowiadają się, kto i jak powinien nimi rządzić. A bez wsparcia zespołu niezwykle trudno wygrać konkurs na stanowisko dyrektorskie – czego dowodem m.in. ostatnie procedury w Teatrze Powszechnym w Warszawie i TR Warszawa. Zjawisko można oceniać różnie (dla niektórych to element wartego wsparcia procesu upodmiotowiania aktorów i aktorek, dla innych – jeszcze jeden dowód, że procesy wyłaniania osób dyrektorskich to wciąż bardziej środowiskowe ustawki niż merytoryczne konkursy ofert). Niezależnie od ocen zmiana jest wyraźna: dziś nikt już nie odważy się głosić, że aktor jest do grania jak dupa do… Aktorzy mają władzę i trzeba się z nimi liczyć. Poniedziałek jest bodaj najbardziej wyrazistą twarzą tej rewolucji. [TP]

12. ŁUKASZ TWARKOWSKI
Łukasz Twarkowski / fot. PAP / EPA

Jak zrobić światową karierę teatralną? Omijając rodzime instytucje. Łukasz Twarkowski zaczynał jako współpracownik Krystiana Lupy, próbował swoich sił jako reżyser w ważnych polskich teatrach (Narodowym Starym w Krakowie, Polskim we Wrocławiu), prawdziwy sukces odniósł jednak dopiero, gdy w 2017 roku namówił szefów wileńskiego Lietuvos nacionalinis dramos teatras, by powierzyli mu potężny budżet, dzięki czemu mógł – we współpracy z dramaturżką Anką Herbut i scenografem Fabienem Lédé – przygotować Lokis, gargantuiczne, ale i niebywale precyzyjne widowisko łączące dokumentalną historię kryminalną z nowelą Prospera Mériméego z 1869 roku. Okazało się wówczas, że na scenie mogą dziać się rzeczy, których nie widzieliśmy wcześniej. Twarkowski objawił się jako mistrz nowego teatru medialnej immersji, gdzie scena imprezy techno pochłania widzów bardziej niż prawdziwa impreza techno.

Dziś, niespełna 10 lat później, Twarkowski jest już dużo dalej. Jego kolejne spektakle, zrealizowane poza jednym wyjątkiem (The Employees w warszawskim Teatrze Studio) poza Polską, przejechały przez niemal wszystkie ważne światowe festiwale. A ich autor stał się dla wielu kimś w rodzaju role modela: artysty uznanego, a zarazem modnego, umiejętnie lawirującego między tradycją awangardy a glamourem współczesnego świata mediów. Jedyny problem w tym, że w momencie, kiedy twórczość Twarkowskiego gromadzi wokół siebie coraz większe grono fanów i epigonów, on sam sprawia wrażenie zagubionego: w najnowszych spektaklach wciąż uwodzi multimedialną formą, ale też coraz wyraźniej sygnalizuje, że interesuje go teatr głębokiej psychologii z tradycji Lupy. Wychodzą z tego na razie rzeczy dramaturgicznie niespójne i przegadane. Ale może to konieczne poszukiwanie możliwych dróg rozwoju – gdy impet pierwszego sukcesu powoli słabnie. [TP]

11. TOMASZ KIREŃCZUK
Tomasz Kireńczuk / fot. Marcin Oliva Soto

Najbardziej dynamiczny z rosnącej grupy kuratorów, dla których zabrakło odpowiedniej pracy w Polsce, wybrali więc emigrację – z korzyścią dla siebie, ze stratą dla nas wszystkich. Kireńczuk uczył się zawodu u boku Krystyny Meissner, wspierając ją w prowadzeniu wrocławskiego Dialogu. Przez kilka lat programował festiwal samodzielnie, następnie – w efekcie zaskakującego konfliktu z założycielką – ustąpił. Został dyrektorem festiwalu we włoskim Santarcangelo – o świetnej przeszłości, ale trochę zapomnianego. Pod kierownictwem Kireńczuka festiwal rozkwitł – dziś jest imprezą umiejętnie wychwytującą to, co najciekawsze i najświeższe w europejskim obiegu sztuk performatywnych. To tu w zeszłym roku rozpoczęła się spektakularna kariera Ewy Dziarnowskiej. Festiwalowy pokaz zapoczątkował podróż spektaklu This resting, patience przez największe sceny kontynentu. Niebawem przedstawienie dotrze do Nowego Jorku i na Festival dʼAutomne w Paryżu. A sam Kireńczuk właśnie kończy kadencję w Santarcangelo i przenosi się do Wiednia, gdzie pokieruje brut – sceną niezależnego teatru i tańca. Czy doczekamy momentu, kiedy ktoś w Polsce pomyśli, że i u nas mielibyśmy z Kireńczuka pożytek? [TP]