Trampolina

Trampolina
ANONSE na Forum Młodej Reżyserii 2025 / fot. Piotr Kubic
Krakowskie Forum Młodej Reżyserii to nie tylko konkurs najlepszych prac studenckich. To również szansa na zdobycie pracy – w końcu to tu zjeżdżają niemal wszyscy potencjalni pracodawcy.

Przed tygodniem poznaliśmy laureatów i laureatki kolejnego Forum Młodej Reżyserii. Hasło tegorocznej edycji – „końca nie widać” – brzmi trafnie, bo nic nie wskazuje, by fenomen Forum miał słabnąć. W krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych odbyło się czternaście pokazów spektakli konkursowych, dwadzieścia czytań performatywnych w ramach Pracowni Dramaturgicznej, a także wydarzenia towarzyszące, wspierające studentów i studentki w wejściu na rynek pracy.

Publiczność festiwalu to niemal wyłącznie środowisko branżowe: osoby dyrektorskie, kuratorskie, wykładające, krytycy i krytyczki oraz liczne grono studentów i studentek, gotowych stać przez cały spektakl, gdy brakuje miejsc siedzących. Potrzeba wiele energii, by z entuzjazmem i ciekawością oglądać kolejne przedstawienia w trakcie tych czterech wypełnionych po brzegi dni, wiele razy pokonując trasę między ulicami Warszawską a Straszewskiego. Dlaczego te ważne i zajęte osoby z całej Polski biegają po Krakowie, czekają w korytarzowym tłumie, zawieszają swoje normalne życie i obowiązki, żeby zobaczyć prace osób studiujących?

Forum to nie tylko konkurs, to także rodzaj wymiany. Nie tylko młodzi czerpią z niego korzyści w postaci współprac i nagród. Dla tych, którzy tworzą programy instytucji, ważne jest odkrywanie nowych nazwisk i proponowanie świeżych głosów – aby nie zdziadzieć. Młodość to świeżość i jaskrawość widzenia, a Forum proponuje wymianę, która jest sprawiedliwa. Studenci i studentki nie mają środków, instytucji, widzialności i how-to,mają za to pomysły i potrzebę ich zrealizowania. Warto więc patrzeć na Forum nie tylko przez pryzmat selekcji najlepszych prac dyplomowych, ale i przeglądu konkretnych, wybijających się tematów i estetyk. Co młodzi mają do powiedzenia na temat świata, który ich otacza? Czy da się wyróżnić jakieś punkty wspólne całego festiwalu? I czy to, co jury uzna za najciekawsze, nie mówi więcej o nim samym niż o teatrze?

Dla twórców i twórczyń FMR jest jednak przede wszystkim nieporównywalną z niczym możliwością zaprezentowania się i szansą na zdobycie pracy – w końcu to tam zjeżdżają niemal wszyscy potencjalni pracodawcy. Osoby studiujące wiedzą, że ta trampolina działa, świadczą o tym kariery starszych kolegów i koleżanek. Do wyróżnionych w ostatnich latach należą choćby Piotr Pacześniak, Olga Ciężkowska, Jan Jeliński, Anna Obszańska, Sławomir Narloch – pracujący obecnie w teatrach w całej Polsce. Jedną z najbardziej prestiżowych nagród jest z pewnością Debiut TR – oprócz tego, że zaprezentowanie spektaklu w stolicy daje oczywiste korzyści, nazwiska wcześniejszych debiutantów i debiutantek tylko ten prestiż potwierdzają. Byli to przecież m.in. Katarzyna Minkowska, Wojtek Rodak czy Jędrzej Piaskowski. W tym sensie wcale nie dziwię się presji, jaką odczuwają uczestnicy Forum – dobry pokaz może zagwarantować późniejsze zaproszenia.

Geniusze i nierokujący

Wiele dyskutuje się o zagrożeniach wynikających z tej rywalizacyjnej formuły Forum. Marta Szlasa-Rokicka, nagrodzona studentka drugiego roku, przyznaje, że nawet pedagodzy AST są rozdarci. „Trudno powiedzieć, na ile Forum jest o poziomie artystycznym, a na ile o tym, kto się załapie i nachapie sobie roboty. Myślę, że to jest jednocześnie o obu tych rzeczach. Bo funkcjonujemy w systemie teatralnym, który to wymusza” – mówi.

ANONSE na Forum Młodej Reżyserii 2025 / fot. Piotr Kubic

Z kolei Michał Buszewicz, dyrektor Teatru Współczesnego w Szczecinie i juror tegorocznej edycji, zwraca uwagę, że na FMR „obserwujemy twórczość w wycinku, w jakimś momencie jej rozwoju. Ten moment może być lepszy albo gorszy. Obawiam się etykiet »geniuszy« i »nierokujących«. Dynamika rozwoju talentu i kariery jest u każdego różna. Warto też zwrócić uwagę na niebezpieczeństwo zarzucenia jednej osoby mnóstwem propozycji. Sam uczyłem się przez wiele lat, jak rozkładać siły na cały sezon. Kiedy wygrywa się kilka realizacji z rzędu, a na dodatek wszystkie w jednym sezonie, gdy o twórcy »jest jeszcze głośno«, łatwo o potknięcie czy nawet wypalenie”.

Dyrektorski TikTok

Organizatorzy dbają o to, by Forum było wyraźnie adresowane do społeczności studenckiej. Stąd w tegorocznym programie znalazły się panele poświęcone sprawczości na rynku pracy, umowom i bezpiecznemu procesowi, a także rozmowa z przedstawicielami Związku Zawodowego Polskich Reżyserek i Reżyserów Teatralnych. Najważniejsze były jednak ANONSE, czyli spotkania z trzydziestoma sześcioma dyrektorami i dyrektorkami teatrów, kierowane wyłącznie do osób będących na czwartym i piątym roku.

W kolejce na spektakl słyszę dziewczynę, która mówi do koleżanki: „Ale zrobiłam z siebie idiotkę. Teraz to już nigdzie nie dostanę pracy”. Opowiadam to później Klaudii Gębskiej, studentce piątego roku, która zwyciężyła ubiegłoroczne Forum spektaklem pieśni piekarzy polskich. Pytam, jaka była formuła tych spotkań i czy rzeczywiście było tak strasznie. „Z każdym dyrektorem mieliśmy po pięć minut sam na sam, więc ja nazwałam to dyrektorskim TikTokiem. Wszyscy wysłali nam wcześniej, na prośbę Remigiusza Brzyka, krótkie filmiki mówiące o tym, czego szukają, jaki tworzą teatr, jakie są ich kierunki zainteresowań. Głównym celem tych spotkań było skrócenie dystansu i w tym sensie ten cel udało się osiągnąć, bo teraz mniej się obawiam ich skrzynek mailowych. Kilka razy faktycznie poszłam w słowotok i myślę, że niektóre spotkania mogły być cringowe, ale wszyscy starali się, żeby było profesjonalnie – po obu stronach” – opowiada reżyserka.

Z kolei Buszewicz z pespektywy dyrektorskiej komentuje: „Uważam, że to ciekawa formuła, nie wiem jednak, czy nie wolałbym odrobinę dłużej posiedzieć z każdą osobą i podzielić to wydarzenie na trzy dni po dwanaście osób. Układ, w którym trzeba porozmawiać z trzydziestoma sześcioma osobami z rzędu, generuje ogromne przebodźcowanie i powoduje, że zwracamy uwagę na najbardziej wyrazistych”.

Żeromski: backstage, reż. Weronika Zajkowska / fot. Piotr Kubic

Najwyrazistsi

Jeśli spojrzeć na nagrodzone spektakle, w uwadze, że to najbardziej wyraziści przyciągają uwagę, jest coś adekwatnego. W sporej części tych projektów osoba reżyserska była jednocześnie osobą performerską, w mniejszym lub większym stopniu pojawiającą się na scenie, pokazującą twarz, angażującą się w przebieg przedstawienia. Być może to przypadek, a nie żaden zwiastun powrotu kantorowskiej obecności czy egotycznych skłonności Pokolenia Z, ale na pewno wart jest odnotowania – zwłaszcza na festiwalu reżyserskim. Mówimy tu m.in. o dwóch najważniejszych nagrodach jury – nagrodzie dla dramaturżki Weroniki Zajkowskiej oraz nagrodzie dla reżysera Marka Zielińskiego, obie w wysokości 20 tysięcy złotych, obie przyznane studentom krakowskiej AST.

Spektakl Zajkowskiej, czyli Żeromski: backstage, powstał jako czytanie performatywne w ramach rezydencji artystycznej w Teatrze im. Żeromskiego w Kielcach pod opieką Pawła Sablika i stanowi autorską interpretacją Dzienników Żeromskiego. Zajkowska wchodzi tu w rolę performerki – momentami wręcz stand-uperki – i jest w tym doskonała. Próbuje przyjrzeć się biografii pisarza, by o nim opowiedzieć, choć przez większość czasu raczej sama się w niej przegląda, a Żeromski staje się jedynie pretekstem do mówienia o sobie. Na scenie towarzyszą jej etatowi aktorzy kieleckiego teatru, Oskar Jarzombek i Dagna Dywicka, którzy pomagają odtworzyć to, co pamiętamy o Żeromskim. Reżyserka tak dobrze gra na przecięciu rzeczywistego i fikcyjnego, że zapominamy o teatrze i o tym, że rzeczywistość, którą oglądamy, wcale nie musi być prawdą – więcej nie zdradzę, ponieważ spektakl będzie można zobaczyć wiosną w ramach Warszawskich Spotkań Teatralnych. Nic by z tego jednak nie wyszło, gdyby nie charyzmatyczna osobowość Zajkowskiej, którą docenił także zespół kuratorski TR Warszawa, zapraszając ją do realizacji kolejnego Debiutu TR. We Śnie nocy letniej ZOMBIE obecność Marka Zielińskiego służy z kolei podkreśleniu kluczowego dla spektaklu tematu reprezentacji osób trans. Spektakl otwiera Zieliński – przechodzi przez scenę pomalowany zieloną farbą (oznaczającą zarażenie wirusem trans-zombie) i siada na krześle, skąd przedstawia się jako reżyser oraz trans-mężczyzna. Pozostaje tam do końca, stopniowo zmywając z siebie farbę. Oprócz otrzymania Nagrody Jury reżyser został również zaproszony do udziału w Rezydencji Teatru Telewizji.

Balladyna 68 – w nieco skróconej wersji, reż. Lada Borovska / fot. Piotr Kubic

W rolę performerki-konferansjerki we własnym spektaklu Balladyna 68 – w nieco skróconej wersji wchodzi także Lada Borovska, studentka białostockiej filii Akademii Teatralnej w Warszawie. Borovska od wejścia wita nas przy stole, pod którym leży martwa Balladyna (Agnieszka Solska). Reżyserka zapowiadając znaną wszystkim treść, jednocześnie nastraja widzów, by byli przygotowani na absurd zdarzeń, specyficzny rodzaj humoru wyśmiewający patos dramatu Słowackiego. Tłumaczy się także z ograniczonych, szkolnych warunków, jakimi dysponowała, przygotowując egzamin. W tym przywitaniu nie ma nic przypadkowego. To także przemyślany, świadomie obliczony na śmiech widowni występ. Spektakl Borovskiej jest skromny – ma formę monodramu, za całą scenografię służą stół, krzesło, kilka malin i kiełbasa. Temat władzy należy do ponadczasowych, nie ma tu nawiązań do bieżącej polityki ani mrugnięć okiem do współczesności. Jednocześnie Borovska pokazuje, jak uczciwe i wyraziste przedstawienie można stworzyć, skupiając się na pracy z jedną aktorką, pełnej wyobraźni grze z rekwizytem i dobrym tekście, w tym przypadku autorstwa Jeremiego Przybory. Świetnie, że teatr formy będzie miał swoją reprezentację na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych, gdzie Balladyna zostanie pokazana. Reżyserka wygrała również nagrodę ZAiKS w wysokości dwóch tysięcy złotych oraz zaproszenie do przygotowania czytań w Teatrze Nowym w Poznaniu.

Do grona grających autorek należy również Marta Szlasa-Rokicka, która – jako studentka drugiego roku – nie brała udziału w pokazach konkursowych, a mimo to zdobyła aż dwie nagrody: nagrodę Teatru im. Żeromskiego w Kielcach oraz nagrodę dramaturgiczną Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku. Jej tekst Żeby coś się działo, czyli dramat o ruchaniu, dopaminie i o tym, że wszystko już było prezentowany był w ramach Pracowni Dramaturgicznej jako piętnastominutowe czytanie performatywne. „Pracownia jest ciekawym przypadkiem, bo powstawała jako działanie kolektywne, oddolne, krótkie i nie na spięciu, a już kolejny rok nagradzane są osoby prezentujące tam swoje prace. Nagle ta formuła, która miała pozostawać poza konkursem, też staje się konkursem, czego jestem beneficjentką. Myślę, że to wiele mówi o zmieniającym się podejściu do dramaturgii w ogóle” – uważa Szlasa-Rokicka. Warto zaznaczyć, że czytania pokazywane w ramach Pracowni nie przechodziły selekcji, zasadą było podejście równościowe. Jedynym warunkiem zgłoszenia tekstu było to, że powstał w ramach zajęć na Wydziale Reżyserii i Dramaturgii AST.

Szlasa-Rokicka wciela się w rolę (najprawdopodobniej) samej siebie: młodej, randkującej dziewczyny Nemo, żyjącej „dla fabuły”. Jej życiowymi wyborami kieruje stale upominająca się o rozrywkę Dopamina (w tej roli Helena Urbańska, etatowa aktorka Teatru Dramatycznego w Warszawie). Tekst Szlasy-Rokickiej jest rozbrajająco szczery, zwłaszcza w podejściu do tematu seksu, i pewnie balansuje na granicy ekshibicjonizmu – lecz właśnie dlatego działa tak skutecznie. To trochę Seks w wielkim mieście, alebiseksualny, zmęczony Tinderem, zaznajomiony z feministyczną literaturą, performatywny. Nasza bohaterka to nie orbitująca wokół mężczyzn Carrie Bradshaw, tylko zblazowana Nemo, która walczy między romantycznym pragnieniem trafienia na Marka Darcy’ego z Bridget Jones czy choćby Adama z Nigdy w życiu, a narracją „Vogue’a”, że posiadanie dziś chłopaka jest żenujące. Wie to i bez „Vogue’a” z algorytmu w aplikacjach randkowych: nie ma tam dla niej odpowiednich kandydatów ani kandydatek na związek. Ostatecznie są jednak znośni i znośne na jeden wieczór.

Miłość i śmierć

Odniesień do relacji romantycznych było na Forum więcej. Częściej pojawiały się w czytaniach performatywnych, wśród spektakli jedynie Clean Girl Ewy Platt podejmowała ten temat. Robiła to w mało wyemancypowany, choć trafnie diagnozujący kulturę sposób – z perspektywy niepewnej siebie kobiecości i patriarchalnej walidacji męskim spojrzeniem. Weronika Zajkowska w swoim Żeromskim: backstage opowiada o znajomym, który z góry zakładał, że w życiorysie Żeromskiego będą ją interesowały głównie wątki romantyczne. To przez takie krzywdzące i stereotypowe widzenie artystek żadna już nie chce być Poświatowską. Ale współczesne związki – czy raczej ich brak – aż się proszą, by uczynić je tematem w teatrze. Nie mówimy tu przecież o potrzebie dobrego teatralnego harlekina, ale o odchodzeniu jakiejś wersji świata, którą znaliśmy. O przechodzeniu do postromantyczności, o powstawaniu seks-robotów i absolutnym rozchodzeniu się wizji świata mężczyzn i kobiet. Czy teatr może na to jakoś zareagować, nie powielając skrajnie indywidualistycznych, kapitalistycznych narracji? Może nadszedł czas, by zacząć myśleć w kategoriach „my”?

Marta Szlosa-Rokicka na gali FMR 2025 / fot. Piotr Kubic

Temu tematowi przegląda się poniekąd Olga Pabisek w tekście Życie i myśli Michała Kichała, także prezentowanym w ramach Pracowni Dramaturgicznej. Dramat korzysta z języka i wyobraźni zapożyczonej z manosfery, czyli miejsc w internecie, w których tworzą się prawicowe i mizoginistyczne wspólnoty mężczyzn, wierzących, że społeczeństwo jest wobec nich niesprawiedliwe, źródłem tej niesprawiedliwości zaś jest feminizm. Sam tekst w przezabawny sposób zderza ton samca alfa z filmików motywacyjnych na YouTubie z kruchością zagubionych młodych chłopców. Ci w sumie chcieliby mieć dziewczynę, ale ktoś im wmówił, że najpierw muszą uwolnić męską energię w lwim ryku i poprawnie ułożyć język na podniebieniu. Tekst Pabisek jest bezbłędny, co jednocześnie napawa pewnym niepokojem, że autorka musiała spędzić niemało czasu w wirtualnym świecie redpillowców. Teatr Telewizji postanowił przyznać autorce nagrodę w postaci zamówienia na tekst.

Obok tematu relacji nie sposób nie zauważyć głównego motywu tej edycji Forum – czyli śmierci. Nawet jeśli przedstawienia wprost się do niej nie odnoszą, to jej symbole są widoczne niemal wszędzie: w spektaklu Bezmatek Patryka Warchoła widzimy trumnę, we wszystkie powinnyśmy być już martwe Kamili Kuci trzy usypane z ziemi groby. Balladyna Borovskiej od początku jest martwa, Karaluchy Marii Bakumenko są historią o rosyjskiej inwazji na Ukrainę, Tym mnie chyba zasypali Lesi Marii Pasichnyk opowiadają o trzech duszach, które trafiają do czyśćca, z kolei spektakl W środku słońca gromadzi się popiół w reżyserii Siarheia Artsiomenki traktuje o śmierci w sposób jednoznaczny.

Być może taki temat zadano na egzaminach na studiach, a może selekcjonerzy Forum byli w funeralnym nastroju, wybierając spektakle do przeglądu, ale jeśli chwilę się na tym zastanowić, jest coś niepokojącego w tym, że młodzi ludzie, kończący za chwilę studia i zaczynający dorosłe życie, tak wiele o niej myślą.

Adrianna Wolińska

Doktorantka Uniwersytetu Łódzkiego, absolwentka studiów magisterskich Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie oraz studiów licencjackich produkcja teatralna i organizacja widowisk na Uniwersytecie Łódzkim. Współpracuje z Instytutem Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. Publikowała w „Dialogu”, „Czasie Kultury” i „Czasie Literatury”.