25xXXI. Spektakle ćwierćwiecza: 1989

25xXXI. Spektakle ćwierćwiecza: 1989
1989, reż. Katarzyna Szyngiera / fot. Bartek Barczyk / Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie
Jeden zniewielu spektakli w ostatnim ćwierćwieczu, który doczekał się naprawdę masowego odbioru. Chociaż nie jest przykładem teatru poszukującego, nadał ton kolejnym sezonom.

W ostatnich latach w polskich teatrach dramatycznych nie pojawił się spektakl, którego sukces dorównywałby temu, jaki osiągnął musical 1989. Przedstawienie w reżyserii Katarzyny Szyngiery od premiery 19 listopada 2022 roku nieustannie cieszy się ogromnym zainteresowaniem, o czym świadczą pełne widownie Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego i krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego – dwóch instytucji odpowiedzialnych za tę koprodukcję.

Główną inspiracją dla twórców był Hamilton – broadwayowski musical Lina Manuela Mirandy, a jednym z głównych założeń – przypomnienie historii „Solidarności” młodszym widzom w formie dla nich przystępnej. Podobnie jak Hamilton, spektakl jest w dużej mierze rapowany (muzykę skomponował znany hiphopowy producent Andrzej Mikosz „Webber”) oraz sprawnie korzysta z odniesień popkulturowych (np. Aleksander Kwaśniewski czuje się tu „bipolarnie jak Kanye”).

Marcin Napiórkowski, pomysłodawca i autor większości piosenek, w rozmowie z „Teatrem”, wspominał, że „pierwotny pomysł był zupełnie inny – historia miała zaczynać się 5 czerwca rano i opowiadać o rozpadzie wspólnoty”. Do zmiany koncepcji przekonał twórców Krzysztof Głuchowski, dyrektor Teatru im. Juliusza Słowackiego, argumentując, że Polska potrzebuje „pozytywnego mitu”. To hasło stało się motywem przewodnim spektaklu – trafiło na plakat i do jednej z ważniejszych piosenek. Jak je rozumieć? Najprościej: zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Lepiej się dogadać, niż do siebie strzelać. Ten pierwszy wariant wybrali przedstawiciele władzy i opozycji podczas słynnych rozmów w Magdalence, które oglądamy w przedstawieniu i które położyły fundament pod transformację ustrojową. Mamy w Polsce dostatek mitów, w których to walka i straceńczy heroizm są najważniejsze – choćby mit Powstania Warszawskiego, który zresztą Napiórkowski badał jako semiotyk kultury. Twórcy 1989 proponują alternatywę i budowanie tożsamości narodowej na porozumieniu.

Akcja spektaklu rozpoczyna się więc w 1980 roku, gdy w wyniku strajków sierpniowych powstaje „Solidarność”, a kończy w 1989, tuż po wygranych przez opozycję, pierwszych w powojennej Polsce częściowo wolnych wyborach. Głównymi bohaterami są trzy pary: małżeństwa Frasyniuków, Kuroniów i Wałęsów. Obok nich pojawiają się m.in. Anna Walentynowicz, Bogdan Borusewicz, Aleksander Kwaśniewski czy Wojciech Jaruzelski w otoczeniu demonicznych Wron (które przedstawiają się jako Erich Honecker, Nicolae Ceaușescu i Leonid Breżniew). Wraz z bohaterami przechodzimy przez etapy strajków, aresztowań i więziennych izolacji, a także przez dramaty rodzinne i codzienność samotnych kobiet – aż po wspomniane rozmowy w Magdalence i obrady Okrągłego Stołu. Nie jest to jednak teatr dokumentalny, ale – jak pisał Grzegorz Kondrasiuk – „praca twórcza na zbiorowych wyobrażeniach z najnowszej historii”.

1989, reż. Katarzyna Szyngiera / fot. Bartek Barczyk / Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Rozmach i budżet widać w 1989 w warstwie wizualnej. Na scenie zbudowano kilkupiętrowy przeszklony budynek, po bokach którego wznoszą się rusztowania. Wewnątrz mieści się zarys typowego peerelowskiego mieszkania – z tapetami, wersalką i lampką. To dom Wałęsów. Obok widzimy kilka pustych mieszkań/boksów, w których od czasu do czasu pojawiają się postaci, na parterze zaś gra zespół muzyczny. Na fasadzie błyszczy neon z napisem „Mięso”. Charakterystycznym elementem scenografii jest umieszczony z boku sceny fiat 126p. Całość ma pewien broadwayowski powab, co widać także w konstrukcji niektórych obrazów scenicznych. Przykładem spuszczane spod sufitu złowrogie Wrony generała Jaruzelskiego, które dotykając ziemi, dołączają do chórków w jego kabaretowej piosence:„Hej, dziewczyno, ja nie jestem gorszy wcale. Może włos rzadki dość, ale jestem generałem. Za mundurem panny sznurem, mam ten look za okularem. Ja też mam ogromny talent, piszę nawet musicale”.

Obok zespołowych choreografii i energetycznych numerów (Pozytywny mit, Zróbmy dym czy kobiecy protest song Na ulicach miast) w spektaklu pojawiają się również utwory o bardziej intymnym tonie – jak Tato, poruszająca opowieść dziecka o depresji matki i nieobecności ojca. „Wiem, że wszystko to dla nas. Że przyszłość już ma być wspaniała. Nie potrafię dziękować ci, tato. Jestem dzieckiem – chcę bawić się z tatą” – śpiewa córka Frasyniuków (Julia Latosińska). Jej słowa wykraczają poza samoświadomość dziecka, ale także poza ówczesne rozumienie roli ojca i oczekiwania dotyczące jego wpływu na wychowanie i emocjonalne życie dziecka.

Podobny afektywny ładunek niesie scena, w której Danuta Wałęsa (Karolina Kazoń), wysłana do Oslo przez męża, przyjmuje w jego imieniu Pokojową Nagrodę Nobla. Jej postać zyskuje tu feministyczną i klasową świadomość – wyrażaną współczesnym językiem. „Może macie te kreacje tak drogie, że bym wyżywiła za to rodzinę przez lata. Może się znacie na cytatach. Ale która z was tak naprawdę walczy o zmienianie świata?” – pyta bohaterka w wyobrażonej przemowie.

Początkowa propozycja przyjrzenia się temu, co nastąpiło po pierwszych wolnych wyborach, nie znika zupełnie z wizji twórców – znakiem krytycznego myślenia o transformacji ustrojowej jest piosenka Jacka Kuronia (Marcin Czarnik) A co, jeśli się uda? Kuroń w jednej z ostatnich scen zastanawia się nad przyszłością kraju po upadku komunizmu. Słusznie boi się błędów, które zostaną popełnione przez rządy zbyt szybko pędzące w objęcia kapitalizmu i gubiące po drodze robotnicze i socjalne postulaty. Temat starcia socjalizmu z kapitalizmem pojawia się też w jego rozmowie z Władysławem Frasyniukiem, ale żadna ze stron nie jest tu jednoznacznie pozytywna. Szyngiera nie pastwi się nad liberałami, tak jak robiono to w teatrze krytycznym, ale też nie czyni z nich wyłącznej grupy docelowej.

1989, reż. Katarzyna Szyngiera / fot. Bartek Barczyk / Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

1989 jest jednym z niewielu spektakli w ostatnim ćwierćwieczu, który doczekał się masowego odbioru. Przedstawienie obejrzeli widzowie i widzki w teatrach w Warszawie, Łodzi, Toruniu, Kielcach, Poznaniu, Szczecinie i oczywiście w Gdańsku oraz Krakowie. Powstała również wersja dla Teatru Telewizji. W dniu telewizyjnej premiery spektakl obejrzały 824 tysiące osób. Przedstawienie docenili również krytycy i krytyczki, a liczba branżowych nagród dowodzi, że nie mówimy tu wyłącznie o sukcesie komercyjnym, sprzedających się w mig biletach i owacjach na stojąco kończących każdy przebieg. W ubiegłym roku została wydana płyta z piosenkami ze spektaklu, która zdobyła później Fryderyka w kategorii „Album Roku – Muzyka Ilustracyjna”. Reżyserka spektaklu Katarzyna Szyngiera została zaś uhonorowana Paszportem „Polityki”. Świat przedstawienia zaczął przenikać do rzeczywistości, czego dowodem transparenty na antyrządowych protestach z cytowanym ze spektaklu hasłem: „Ten tłum robi bum”.

Pośród powszechnego aplauzu dało się także słyszeć głosy krytyki. Oponenci zarzucali spektaklowi, że nie podejmuje artystycznego ryzyka, nie jest radykalny, nie rozpoczyna żadnej ważnej rozmowy, zachwyca wyłącznie beneficjentów transformacji, tworzy fałszywy mit i próbuje powtórzyć sukces Hamiltona – bez namysłu kopiując jego środki artystyczne. Krytycy wskazywali też na niedostatki perspektywy feministycznej, zauważając, że bohaterami wciąż są przede wszystkim mężczyźni, a kobiety zostały sprowadzone niemal wyłącznie do roli matek i żon.

Z perspektywy sukcesu łatwo zapomnieć o ryzyku, które w przypadku 1989 było ogromne. Reżyserka nie miała wcześniej doświadczenia w produkcji musicali. Wątpliwości mogła budzić decyzja o zatrudnieniu do spektaklu muzycznego aktorów i aktorek teatrów dramatycznych. Nieoczywiste było także powierzenie autorstwa słów piosenek profesorowi Uniwersytetu Warszawskiego. A jednak wyszło zabawnie, chwytliwie i na dodatek intertekstualnie. 1989 to nieczęsty przykład spełnionego artystycznie teatralnego blockbustera. Twórcy, odwołując się do konkretnego, pełnego nadziei momentu historycznej zmiany, potrafili zachować dystans zarówno wobec transformacji ustrojowej, jak i współczesnej rzeczywistości politycznej.

Choć 1989 nie jest przykładem spektaklu poszukującego, nadał wyraźny ton kolejnym sezonom polskiego teatru. W ostatnich latach powstało u nas sporo musicali o lokalnych historiach. Ale co ważniejsze – przez swój masowy sukces 1989 pozwolił wielu widzom odkryć teatr jako medium, które potrafi wyważyć lekki ton i poważne tematy, a także zaoferować całą gamę emocji. A wszystko to w opowieści, którą lepiej bądź gorzej, ale znamy wszyscy.

Gdański Teatr Szekspirowski, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, 1989 Katarzyny Szyngiery, Marcina Napiórkowskiego, Mirosława Wlekłego, reżyseria Katarzyna Szyngiera, muzyka Andrzej Mikosz „Webber”, choreografia Barbara Olech, scenografia Milena Czarnik, kostiumy Arek Ślesiński, światło Paulina Góral, prapremiera gdańska 19 listopada 2022, premiera krakowska 2 grudnia 2022.

https://encyklopediateatru.pl/sztuki/36181/1989

Adrianna Wolińska

Doktorantka Uniwersytetu Łódzkiego, absolwentka studiów magisterskich Wiedzy o Teatrze w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie oraz studiów licencjackich produkcja teatralna i organizacja widowisk na Uniwersytecie Łódzkim. Współpracuje z Instytutem Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie. Publikowała w „Dialogu”, „Czasie Kultury” i „Czasie Literatury”.