Egzorcystki

Egzorcystki
Matka Joanna od Aniołów, reż. Weronika Szczawińska / fot. Waldemar Kompała / TVP
Szczawińska i Wawer w telewizyjnej wersji Matki Joanny od Aniołów nie krzyczą. Prowadzą swoją walkę w sposób pokojowy, lekki. Na przyciszeniu, subtelnie odwołując się do głośnych debat współczesności.

Letni wieczór. Dwie osoby idą drogą wśród drzew. Wyglądają, jakby były na wakacjach w okolicy szczęśliwie wolnej od zarazy turyzmu i wybrały się na spacer do budzącego ich ciekawość miejsca. Po chwili rzeczywiście zbliżają się do zabytkowego kościoła i wtedy okazuje się, że nie są tu same – przed świątynią rozłożyła się ekipa telewizyjna. Dwoje spacerujących wchodzi na zastawiony sprzętem plan i zaczynają wypowiadać słowa zapisane przez Jarosława Iwaszkiewicza. Oto ksiądz Suryn (Piotr Wawer Jr) przyjechał z parobkiem Jurajem (Zuzanna Filipkowska) do Ludynia. Opowiadając, Wawer i Filipkowska zakładają kostiumy i role. W tle miga postać reżyserki, słychać komendy wypowiadane na planie.

Tak zaczyna się Matka Joanna od Aniołów w wersji przygotowanej dla Teatru Telewizji przez duet twórczy Weronika Szczawińska (koncepcja i reżyseria) i Piotr Wawer Jr (koncepcja i adaptacja). Zaczyna się znakomicie, natychmiast przełamując moją wyjściową rezerwę. Przyznaję: nie jestem wielkim miłośnikiem prozy Jarosława Iwaszkiewicza. Nie biorą mnie te postmannowskie i pseudodostojewskie kompozycje rozpisujące „najważniejsze dylematy współczesnego człowieka” w sposób tak stereotypowo modernistyczny, że nie mogę się nadziwić, czemu wciąż jeszcze budzą tak żywe zainteresowanie. Także w teatrze, który szczególnie chętnie sięgał w ostatnich latach po Matkę Joannę od Aniołów. Oczywiście opowiadanie Iwaszkiewicza dotyczy gorącego politycznie zagadnienia, czyli relacji kobiecego doświadczenia i rządzonego przez mężczyzn Kościoła, który to, co kobiece, usiłuje okiełznać. Znając teatralne światy i styl Szczawińskiej i Wawra, nie spodziewałem się jakiegoś gwałtownego ataku, ale – szczerze mówiąc – nie bardzo wyobrażałem sobie, co zrobią z tą opowieścią. Pierwsze minuty telewizyjnego spektaklu od razu dały mi odpowiedź i zgasiły wątpliwości.

Telewizyjna Matka Joanna… to nie inscenizacja opowiadania Iwaszkiewicza, ale jego wystawienie w demonstrowanej otwarcie ramie metaspektaklowej. Osoby grające jawnie prowadzą narrację, mówiąc, co w danym momencie poszczególne postacie robią i myślą. Co jakiś czas z offu dochodzą głosy ekipy realizacyjnej, której pracę i sprzęt także często widać. Niektóre sceny są powtarzane, bo pierwsza wersja nie jest zadowalająca. Aktorki grające parobków, Juraja i Kaziuka (Weronika Kozłowska), którzy mają w tym przedstawieniu szczególnie ważne role, już na początku, ze śmiechem, próbują różnych sposobów mówienia swoich kwestii. Po wypowiedzeniu słów o duszy – orzechu Wawer zwraca się wprost do kamery i mówi, że tak ważną myśl musi powtórzyć, co też natychmiast czyni. Jest w tym wszystkim zabawa i ironia, ale tak lekka, jak lekka jest mgiełka, która na chwilę pokrywa ekran, gdy Milena Gauer wchodzi na plan jako siostra Małgorzata i demaskuje pośrednictwo kamery, chuchając na jej obiektyw.

Modernistycznie rozwibrowane emocje, szał opętania, erotyczne namiętności, walka egzorcysty z demonami – wszystkie te kluczowe elementy opowiadania Iwaszkiewicza są przez Szczawińską i Wawra schładzane i rozpakowywane ze stereotypowej „dramatyczności”. Najbardziej znane sceny zostają (także przez subtelnie queerową scenografię i kostiumy Marty Szypulskiej) przekształcone lub umieszczone w cudzysłowie i zarazem przecięte niepokojąco odmiennymi interpretacjami. Świetnie wypada to w scenach oczekiwanych, kulminacyjnych. Taniec zakonnic w choreografii Alicji Czyczel nie ma żadnych znamion „szału”, ale wydaje się świadomą demonstracją radykalnej inności. Precyzyjnie zainscenizowane i skadrowane rozmowy Suryna i Joanny (Beata Bandurska), zwłaszcza druga, cytują i przekręcają znane obrazy z filmu Jerzego Kawalerowicza, a jednocześnie przywołują kulturowe wizerunki spotkań syna i matki, nadając relacji egzorcysty i egzorcyzmowanej dodatkowe, frapujące znaczenia.

Matka Joanna od Aniołów, reż. Weronika Szczawińska / fot. Waldemar Kompała / TVP

Wszystkie różnorodne a niespektakularne zabiegi zastosowane w tym spektaklu (ich dokładne opisanie i analiza wymagałyby o wiele więcej miejsca) pracują na rzecz jego zasadniczego celu: wystawienia i uosobliwienia ukrytych ideologicznych źródeł i kulturowego zaplecza opowiadania Iwaszkiewicza i autorytetu, jaki mu się przypisuje. Tematem nie jest tu walka egzorcysty z rzekomo opętaną kobietą i „szatańska” namiętność, która budzi się w jej trakcie, lecz samo myślenie i postrzeganie świata w takich kategoriach. Twórcy jawnie i od początku występują przeciwko temu kompleksowi mistycyzmu i erotyki, religii i przemocy, całemu temu modernistycznemu i męskiemu „dramatyzmowi”. Postacie tworzą grupę osób współżyjących ze światem w jego codziennej realności i powtarzają egzorcyście, że nic nie wie o prawdziwym, żytym życiu. Grupa ta nieustannie przygląda się działaniom Suryna, a tuż po jego decydującej rozmowie sam na sam z matką Joanną pojawia się w przepięknie zakomponowanym, „flamandzkim” kadrze, ukazującym przeciwieństwo tego, co się przed chwilą rozegrało.

Do grupy tej należy oczywiście ksiądz Brym (Rafał Cieluch) ze swoimi opowieściami o piwku i babach, ale dominują w niej kobiety, którym przewagę zapewniają zabiegi reżyserki i adaptatora. Kaziuka i Juraja grają młode aktorki w futrzanych kamizelach na nagich torsach, a z grona ważnych postaci opowiadania Iwaszkiewicza Wawer usunął kilka osób męskich: szlachcica Wołodkowicza, a przede wszystkim rebego Isze. Jego kwestie, uważane za kluczowe dla wymowy opowiadania, przypisał Awdosii i to ona formułuje oskarżenia przeciwko bojowemu postrzeganiu egzystencji, które prowadzi do mordów i gwałtów na kobietach (u Iwaszkiewicza te słowa mówi Żyd i do Zagłady Żydów je odnoszono). O przemocy wobec kobiet mówi też powracająca w spektaklu piosenka Małgorzaty, śpiewającej, że woli być zakonnicą, niż mieć męża, który będzie ją bił. Trudno wątpić – świat tworzony przez fantazję o „wojnie naszej, którą toczymy z szatanem, światem i ciałem”, nieuchronnie prowadzi do przemocy wobec kobiet i wszystkich innych osób (także genderowo męskich) nieakceptujących jego reguł. To ona niszczy „pokój – szczęśliwość”.

Szczawińska i Wawer nie formułują tego oskarżenia agresywnie. Nie krzyczą. Prowadzą swoją walkę w sposób pokojowy, lekki. Na przyciszeniu i subtelnymi tylko sygnałami sugerują odwołania do rozgłośnych i dramatycznych debat współczesności (np. wątek pedofilii w Kościele zarysowywany powracającymi sygnałami niepokojącego zainteresowania księdza Bryma małą Krysią, którą „gra” animowana jawnie lalka). Ich przygaszone przedstawienie wydaje się przepojone zmęczeniem, że trzeba to wszystko znów powtarzać.

Przygaszony i adramatyczny jest też jego finał: Juraj i Kaziuk przytulają się i całują, radosne i szczęśliwe, wolne od wszelkiego „skandalu seksualności” tak ekscytującego męski świat melodramatu. Gdy Suryn bierze siekierę i zamierza ich zarąbać, pojawiająca się w kadrze Weronika Szczawińska spokojnie, ale zdecydowanie mówi „stop!”. Cios nie pada, przed pięknym kościołem, między drzewami płonie ogień, przy którym siedzi grupa dobrze czujących się ze sobą osób. Jest letnia noc i za chwilę może zacznie się jej sen. Uparty, teatralny sen o zupełnie innym świecie, który mimo wszystko jest możliwy, choć za chwilę, gdy skończą się napisy, znów eksplodują serie reklamowych wybuchów i ruszy spektakularna machina wojenna niszcząca życie.

Nie wiem, jak zostanie przyjęte to przedstawienie. Czy jego ściszony głos zostanie usłyszany? Czy precyzyjna konstrukcja odbiegająca jednak od przyzwyczajeń do „inscenizacji” nie będzie z zasady odrzucana jako „udziwnienie”? Mam jednak mocne przekonanie, że wystawiając Matkę Joannę od Aniołów,Weronika Szczawińska, Piotr Wawer Jr i wszystkie osoby ludzkie i nie-ludzkie (kościół ewangelicki w Pisarzowicach to znakomity aktor!), które stworzyły to przedstawienie, nadały nowy sens teatrowi (przeciwko) telewizji.

Teatr Telewizji, Matka Joanna od Aniołów Jarosława Iwaszkiewicza, adaptacja, koncepcja Piotr Wawer Jr, koncepcja, reżyseria Weronika Szczawińska, scenografia, kostiumy Marta Szypulska, choreografia Alicja Czyczel, muzyka Julia Gadzina, zdjęcia Rafał Paradowski, montaż Szymon Sabarański, premiera 24 listopada 2025.

Dariusz Kosiński

Badacz teatralny, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor książek o przedstawieniach (ostatnio Teatr, który nadchodzi?, 2023). Od 2016 roku współpracuje jako krytyk teatralny z „Tygodnikiem Powszechnym”. W 2020 roku założył z Katarzyną Woźniak-Shukur żywosłowie. wydawnictwo; jest jego dyrektorem programowym i redaktorem.