Od Hegla do Kegla

Od Hegla do Kegla
Sodoma, reż. Piotr Mateusz Wach / fot. Krzysztof Marchlak / Teatr Nowy Proxima w Krakowie
Seks, przemoc, narkotyki, Pasolini, de Sade, niezły Jacek Poniedziałek, słaba dramaturgia, nużące i wtórne sekwencje choreograficzne – Piotr Mateusz Wach reżyseruje w Teatrze Nowym Proxima.

Piotr Mateusz Wach, absolwent bytomskiego Wydziału Teatru Tańca AST, choreograf, performer i reżyser, zrealizował swój pierwszy pozaszkolny spektakl – w krakowskim Teatrze Nowym Proxima (współprodukcja z festiwalem Boska Komedia). Sodoma to przedstawienie inspirowane kultowym filmem Piera Paolo Pasoliniego 120 dni Sodomy i twórczością markiza de Sade’a.  

Spektakl Wacha jest przede wszystkim osobistą opowieścią o doświadczeniu młodego artysty, penetrującego graniczne obszary własnej cielesności i seksualności, o czym twórcy informują w towarzyszących spektaklowi materiałach. Bohater eksperymentuje ze środkami psychoaktywnymi i chemseksem. Jest też uwikłany w skomplikowaną relację z parą mężczyzn, w której dominuje przemocowy, starszy i wpływowy w środowisku artystycznym Andrzej (Jacek Poniedziałek). Zapewne właśnie ów nieszablonowy erotyzm skłonił twórców do uczynienia Pasoliniego duchowym i intelektualnym patronem spektaklu. 

Tymczasem najciekawszy w krakowskim przedstawieniu wydaje się wątek transakcyjnego charakteru związku i jego dynamiki opartej na Heglowskiej w gruncie rzeczy dychotomii: pana i niewolnika, ofiary i oprawcy, strony dominującej i pasywnej, oraz próba przekroczenia tego brutalnie patriarchalnego wzorca. Ostatecznie nie zostaje on jednak ani pogłębiony, ani sproblematyzowany i ginie w natłoku choreografii symulujących akty seksualne oraz przemoc fizyczną. Podobnie jak dość skomplikowana (jak można wnioskować ze szczątkowych informacji) relacja wspomnianego Andrzeja z jego młodszym partnerem Kafką (Jan Marczewski). To także mógłby być intrygujący wątek, zwłaszcza w wykonaniu Poniedziałka, niestety i w tej materii wykonawcy ledwie zarysowują portrety postaci.

Fabularną ramą jest wizyta samego Wacha (rozpisanego na kilka osób performerskich obu płci, ale w tej scenie granego przez Grzegorza Kestranka) w mieszkaniu gejowskiej pary, z którą nawiązuje erotyczną grę o sadomasochistycznym charakterze z narkotykowym tłem. Scenografia projektu Jakuba Kotyni przedstawia minimalistyczne wnętrze mieszkania, w którym tkwimy wspólnie niemal trzy godziny, towarzysząc bohaterom w seksualno-narkotykowej orgii. Oglądamy więc, o czym twórcy ostrzegają już na wstępie, głównie sceny o „charakterze pornograficznym”. Problem w tym, że poza lekko przetworzonym zapisem doświadczeń seksualnych bohatera nie dowiadujemy się niczego interesującego. Tropy, które mogłyby być intrygujące, zostają jedynie zasygnalizowane, portrety postaci są płaskie, a przydługie sekwencje taneczno-ruchowe zaburzają konstrukcję spektaklu. Rozpoczynający drugą część stand-upowy „wykład” jednego z bohaterów o tym, że penetrujący penis jest symbolem władzy, a gejowski seks analny mógłby obalić patriarchat, choć ze wszech miar słuszny, trudno uznać za odkrywczy. Pojawiają się w Sodomie drobne ślady sygnalizujące złożone psychologiczne motywacje głównego bohatera – dotyczące okresu dojrzewania i bycia ofiarą przemocy. Ale i one nie zostają w żaden sposób pogłębione. Zastępuje je rozpoetyzowany i dość pretensjonalny opis narkotycznej podróży z Żabki do darkroomu.

Krakowskie przedstawienie kuleje dramaturgicznie. Seks i akty przemocy, serwowane w bardzo długich fragmentach, tracą siłę wyrazu. Najlepiej radzi sobie Poniedziałek, który z uwagi na doświadczenie potrafi zdobyć się na dystans wobec sytuacji scenicznej, opowiadanej historii i własnej postaci. Aktor próbuje chwilami przełamać pretensjonalny ton libertyńskiej filozofii de Sade’a. Ostatecznie jednak trudno uniknąć wrażenia, że mamy do czynienia z wyważaniem dawno już otwartych drzwi. Odczytać na nowo należałoby nie tylko francuskiego markiza, ale i Pasoliniego, który po jego literaturę sięgał w innej sprawie i w innych warunkach historycznych, epatując nią mieszczańskie społeczeństwo powojennego dobrobytu lat 50. i 60. Trudu tego twórcy raczej nie podejmują.

Nie dowiadujemy się, dlaczego Wach zjawia się pod drzwiami mieszkania Andrzeja i Kafki. Dlaczego wchodzi w perwersyjną relację seksualną, bierze narkotyki, ani z jakiego powodu decyduje się ostatecznie z tej relacji wyzwolić. Zbyt wiele o swoich przeżyciach i przebytej drodze nie dowiaduje się chyba także sam bohater. Poza tym, że seks z dużą liczbą przypadkowych osób, bez zabezpieczenia, może być niebezpieczny dla zdrowia. Dobre i to. 

Teatr Nowy Proxima w Krakowie, Sodoma Piotra Mateusza Wacha i Eliasza Niezgody, reżyseria Piotr Mateusz Wach, choreografia Szymon Dobosik, muzyka Michał Smajdor, scenografia, projekcje Jakub Kotynia, światło Wojtek Kiwacz, premiera 5 grudnia 2025.

Michał Centkowski

Dziennikarz kulturalny magazynu „Vogue Polska”, kurator Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej Interpretacje, recenzent teatralny tygodnika „Przegląd”. Publikował m.in. w „Newsweeku”, „Dwutygodniku” oraz „Deutsches Theater Magazine”.