Paradoks samotności

Paradoks samotności
Filokteja. Powrót, reż. Justyna Wielgus / fot. Adrian Lach / TR Warszawa
Filokteja. Powrót to wielogłosowa opowieść o samotności z ludzką twarzą i wymykającej się stereotypom. Bez sentymentalizmu, moralizatorstwa i popsychologii.

Antyczna historia jako punkt wyjścia to klasyczny pomysł. O uniwersalności oraz aktualności mitów słyszymy na każdym etapie edukacji polonistycznej. Tyle że sprawdzony początek nie gwarantuje równie uniwersalnego i aktualnego końca.

Tematem Filoktei. Powrotu jest samotność. Tak szerokie i popularne zagadnienie może budzić obawy, że zamiast przedstawienia otrzymamy moralizatorską przypowieść lub popsychologiczny coaching. Na szczęście najnowsza koprodukcja TR Warszawa i Teatru 21 omija banał i inne ryzyka – dzięki świetnej reżyserii Justyny Wielgus i obsadzie, umiejętnie tworzącej galerię zindywidualizowanych postaci prezentujących całe spektrum doświadczeń.

Gdybyś mogła spotkać się z kimkolwiek chcesz, kto by to był? Twórczynie Filoktei… wykreowały uniwersum, w którym zestawiają postaci rzeczywiste, fikcyjne, ludzkie i nieludzkie. A ponadto zderzają ze sobą czasy, doświadczenia i przede wszystkim – powody samotności. Oglądamy migawki z historii Filokteta (Aleksander Orliński), którego towarzysze broni porzucili na wyspie Lemnos; pisarki Laury Hillenbrand (Justyna Wasilewska) doświadczającej zespołu chronicznego zmęczenia i zbierającej materiał do książki o Louisie Zamperinim (Łukasz Gawroński), biegaczu i bombardierze. Poznajemy Juana Manna (Daniel Krajewski), założyciela ruchu „Free Hugs” i  Samanthę Hess (Aleksandra Skotarek), zawodową „przytulaczkę”, których łączy doświadczenie złamanego serca. Spotykamy też Laurę Winham (Agnieszka Podsiadlik), która umarła z głodu w swoim mieszkaniu wskutek systemowych zaniechań. Spotykamy też Dave’a Bowmana (Sebastian Pawlak) z Odysei kosmicznej Stanleya Kubricka, który wciąż znajduje się na pokładzie statku kosmicznego Discovery One, i pochodzącego z tego samego filmu HAL-a 9000, czyli sztuczną inteligencję, tym razem w formie spersonifikowanej (Kamil Studnicki). Wszyscy są samotni.

Opisują to doświadczenie, porównując je do bycia nagim człowiekiem we wszechświecie lub małpą w cyrku. Mówią o kurczącej się rzeczywistości i wędrówce po lesie, w którym każdy patyk przypomina węża. Filoktet cytuje Homera: „Nic słabszego nad człeka na ziemi tej nie ma”. Jedyną postacią, która wyłamuje się ze schematu, jest kobieta stylizowana na Leeloo z Piątego elementu (Maja Kowalczyk). Wbrew popkulturowemu archetypowi nie jest zbawicielką rozwiązującą cudze problemy. Zamiast tego towarzyszy – słowem, ciałem i gestem. To subtelne, a jednocześnie mocne przewartościowanie roli „wybrańca”.

Każda z przywołanych historii wpisana jest w inną przestrzeń, ustanowioną przez scenografię Wisły Niciei albo projekcje wideo Wojciecha Kaniewskiego. Niezależnie od medium funkcja przestrzeni jest ta sama – dookreślenie postaci poprzez skupienie się na elementach kluczowych dla danej opowieści, na przykład stojącym w głębi sceny łóżku, stanowiącym centrum świata chronicznie chorej Laury, lub widocznym w animacji opustoszałym hopperowskim barze, w którym siedzi Mann, czy wreszcie na gwiaździstym niebie, widzianym przez astronautę. Filoktet początkowo znajduje się w umieszczonej z boku sceny jaskini, ale ostatecznie przez większość spektaklu siedzi na widowni, skąd co jakiś czas, oświetlony punktowym światłem, wygłasza tekst. Może jest symbolem samotności w tłumie, a może mówi: „jestem jednym z was”.

Dynamicznie zmiany scenografii, nielinearna kompozycja i wielowątkowość generowana przez rozmaite biografie korespondują z mnogością uruchamianych porządków i estetyk. Mozaikowa struktura spektaklu – pozorne „wszystko, wszędzie, naraz” – jest w rzeczywistości precyzyjnie wyważona. Gdy zbliżamy się do patosu, natychmiast wydarza się komiczny kontrapunkt. Kampowe i elektryzujące wcielenie AI oraz przezabawne etiudy Juana Manna i Samanthy Hess przeplatają się z pełnymi tragizmu obrazami społecznego wykluczenia Filokteta czy Laury Winham, mierzącej się z problemami psychicznymi i opuszczonej przez społeczność, system i rodzinę. Widzowie z dystansem oglądają przeżywającego kryzys egzystencjalny astronautę, by za chwilę stać się aktywnymi uczestnikami przedstawienia – wykonując instrukcję samoprzytulania, dzieląc się perfumami z bohaterką lub korzystając z zaproszenia do wejścia na scenę, by zostać przytulonym przez specjalistkę (na premierze w krótkim cameo pojawił się jeden z aktorów Teatru 21 spoza obsady). Dzięki temu spektakl ani nie popada zanadto w sentymentalizm, ani nie trywializuje zagadnienia.

O ile rozbicie narracji na strzępy różnorodnych doświadczeń ma dużą wartość, o tyle piosenki, choć ładnie zaśpiewane, wydają się niefunkcjonalne. Zabieg ten przywodzi na myśl poetykę Krzysztofa Warlikowskiego, tyle że w jego teatrze ma on głębszy sens. Mimo to dramaturgiczna koncepcja Justyny Lipko-Koniecznej pozostaje mocnym punktem spektaklu. Samotność zostaje tu odmieniona przez wszystkie przypadki.

Filokteja. Powrót, reż. Justyna Wielgus / fot. Adrian Lach / TR Warszawa

Twórczyniom, zgodnie z deklaracjami zawartymi w programie, udało się zbudować historię, w której samotność nie jest winą lub karą, ale nieodłączną częścią istnienia. Natomiast problematycznym postulatem zawartym w opisie spektaklu wydaje się „zachęta do […] mówienia na głos o tym, co kruche, a co może stać się źródłem siły i budować relacje oparte na empatii, trosce, solidarności i odwadze”. Taka próba usensowienia cierpienia, smutku, kryzysu czy porażki grozi wpisaniem trudnych doświadczeń w motywacyjną ramę, co może prowadzić do nazbyt optymistycznych uproszczeń. Na szczęście Filokteja… nie podąża za proponowaną optyką budowania siły na słabości. To spektakl dużo bardziej subtelny, niż sugeruje materiał promocyjny.

W porównaniu z flagowymi przedstawieniami Teatru 21 (takimi jak Rewolucja, której nie było, 2018 i PokaZ, 2019) Filokteja. Powrót nie jest spektaklem interwencyjnym. Na scenie nie formułuje się bezpośrednich postulatów politycznych (ani żadnych innych), nie tematyzuje kulturowych stereotypów dotyczących niepełnosprawności ani związanych z nią barier i nierówności. Różni się także od poprzedniej koprodukcji z TR Warszawa, czyli Rodziny (2022), skoncentrowanej na rolach i normach społecznych. Niepełnosprawność i choroba funkcjonują w przedstawieniu jedynie jako kontekst dla biografii trzech postaci (przy czym nie pokrywają się one z kondycjami aktorów i aktorek). Jednych to przesunięcie akcentów może ucieszyć, innych rozczarować. Trudno wyrokować, czy to chwilowa dywersyfikacja materiału teatralnego (po odejściu z teatru dotychczasowej liderki, czyli Justyny Sobczyk), czy zapowiedź większej zmiany. Mam nadzieję, że to pierwsze, bo wciąż potrzebujemy na polskiej scenie Teatru 21, który potrafi interweniować politycznie w nieszablonowy, daleki od naiwności sposób.

„Gdybym miała ubrać to w słowa – jak mówi w finałowym monologu Hillenbrand – powiedziałabym”: idźcie do TR Warszawa. Paradoks samotności polega na tym, że zawsze odczuwa ją ktoś jeszcze. Czasem wystarczy to zobaczyć, by poczuć się mniej samotnym.

TR Warszawa, Teatr 21, Filokteja. Powrót Justyny Lipko-Koniecznej, reżyseria, choreografia Justyna Wielgus, dramaturgia Justyna Lipko-Konieczna, kostiumy, scenografia Wisła Nicieja, wideo Wojciech Kaniewski, muzyka Zoi Michailova, reżyseria światła Sebastian Klim, premiera 30 listopada 2025.

Anna Piniewska

Magistra filologii polskiej UW i wiedzy o teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej. Finalizuje rozprawę doktorską Sceny komunikacji. Niepełnosprawności we współczesnym polskim teatrze. Publikowała m.in. w „Tekstach Drugich”, „Pamiętniku Teatralnym” i „Didaskaliach”. Współzałożycielka serii Parabaza Wydawnictw UW.