Test odporności

Test odporności
Akcja Bilety do Komedii za 100 groszy w 2025 roku / fot. mat. teatru
Dla Warszawiaków, którzy chcieliby oglądać teatr regularnie, wysokie ceny biletów są obecnie niemałym wyzwaniem. Niektórych mogą po prostu wykluczać.

Bilet do teatru w Warszawie może kosztować 120 złotych (duża scena w Teatrze Studio i Dramatycznym), ale i 130 (Teatr Współczesny), 140 (niektóre spektakle w Teatrze Narodowym czy Powszechnym), 160 (Teatr Komedia) lub 210 (weekendowa strefa VIP w Romie). W przypadku dużych, głośnych przedstawień tylko wejściówka bez gwarancji miejsca czy bilet na miejsce z ograniczoną widocznością mieści się w przedziale 30–70 złotych. Górną granicę tej kwoty osiągają wejściówki na najdroższe w produkcji spektakle, jak premiery Lupy w Powszechnym czy Serce ze szkła w Studio. W celu zwiększenia dostępności teatry inicjują akcje promocyjne i systemy zniżek, ale dla Warszawiaków, którzy chcieliby oglądać teatr regularnie, wysokie ceny są obecnie niemałym wyzwaniem. Niektórych mogą po prostu wykluczać.

Jakaś publiczność się znajdzie

„Teatry wychodzą z założenia, że w Warszawie zawsze jakaś publiczność się znajdzie, ktoś dotrze do teatru” – mówi dr Paweł Płoski z warszawskiej Akademii Teatralnej. Tylko kto to będzie? Dla kogo teatry projektują swój cennik?

Gdyby nie wejściówki dla studentów państwowych szkół artystycznych (10–25 zł), w zeszłym sezonie wydałabym około 5 tysięcy złotych na bilety. Zanim legitymacja Akademii Teatralnej dała mi uprawnienia do zniżki, dużo rzadziej chodziłam do teatru, korzystając też zresztą z każdej możliwej okazji do zobaczenia spektakli taniej. Pamiętam odkupowanie biletów w ostatniej chwili i kolejki po wejściówkę, z których czasami trzeba było odejść z kwitkiem.

Młodych w zasadzie nie stać na teatr. Jest jeszcze gorzej, kiedy przekroczy się wiek pozwalający na zakup biletów ulgowych (czyli najczęściej 26 lat). Wtedy można jedynie czekać na wyprzedaże tytułów, które nie cieszą się dużym zainteresowaniem.

Młodych w zasadzie nie stać na teatr. Jest jeszcze gorzej, kiedy przekroczy się wiek pozwalający na zakup biletów ulgowych (czyli najczęściej 26 lat). Wtedy można jedynie czekać na wyprzedaże tytułów, które nie cieszą się dużym zainteresowaniem. Na szczęście teatry zauważają problem. „Wprowadziliśmy w poprzednim sezonie pulę biletów, która sprzedawana jest wcześniej i jest ona tańsza. To nowe rozwiązanie, skierowane do osób bez praw do innych zniżek. Może z tego skorzystać i teatr, który szybciej sprzedaje bilety, i widz, który płaci mniej – opowiada Ewa Vedral, specjalistka ds. komunikacji Nowego Teatru w Warszawie. – Być może zniżki dla grup neutralnych, czyli nieposiadających ustawowych uprawnień, to jest jeszcze jakieś pole do przemyśleń”.

Sukces gwarantowany

Mimo wysokich cen ktoś jednak do teatru przychodzi. Są spektakle, które zawsze będą wzbudzać zainteresowanie i wyprzedadzą się do ostatniego miejsca. Gwarancję jakości dają widzom nazwiska twórców czy renoma zespołu. Właśnie tak w Nowym Teatrze rozchodzą się najdroższe tytuły (bilet normalny: 120 złotych), czyli te w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. Polować też trzeba na musicale w Romie czy na monodramy Krystyny Jandy. Tu cena nie gra roli.

W ubiegłym roku z okazji przypadającego 22 października dwudziestolecia swojego istnienia Teatr Polonia podarował widzom spektakl – rozdał bilety na klasyczną już i graną od wielu lat Shirley Valentine. Chętni czekali na ich odbiór od samego rana. Podobne tłumy przyciągnęła akcja Bilety do Komedii za 100 groszy zorganizowana w Teatrze Komedia z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru. „Niska cena sprawiła, że przed teatrem przez trzy dni ustawiały się długie kolejki. Gdybyśmy ogłosili, że w ramach akcji sprzedamy nie pół tysiąca, lecz pięć tysięcy wejściówek, wszystkie trafiłyby do rąk widzów – także, a może przede wszystkim do tych, którzy do teatru z przyczyn finansowych przychodzą rzadziej, niż by chcieli” – mówi Łukasz Orłowski, zastępca dyrektora ds. komunikacji i rozwoju. Orłowski podkreśla, że dotarcie do nowych osób umożliwiają właśnie takie niestandardowe inicjatywy: „W ostatnim sezonie zorganizowaliśmy dwie garażowe wyprzedaże kostiumów, rekwizytów, niewykorzystywanych od lat urządzeń. Kupujących liczyliśmy w setkach, chętnych w tysiącach. Wypracowane w ten sposób zyski pokryły koszty wspomnianej akcji”.

Nowy Teatr oferuje bilety za 40–60 złotych nie okazyjnie, ale regularnie – i to na produkcje sprowadzane z zagranicy. W ramach 6. Międzynarodowego Festiwalu Nowa Europa można było jesienią zobaczyć Narcosexuals Driesa Verhoevena, które cieszyło się dużym zainteresowaniem. Ale już na przedstawienie Wayqeycuna argentyńskiego performera Tiziano Cruza sporo biletów było dostępnych jeszcze w dniu wydarzenia. Zabrakło efektu, który obserwowaliśmy w ramach akcji oferowanych przez teatr Jandy czy Komedię – warszawska publiczność najchętniej bowiem wybiera tytuły, które zna, albo takie, które chociaż z czymś kojarzy. „Nie prowadziliśmy dokładnych badań, ale obserwujemy, że w przypadku nieznanych, nowych tematów cena bywa dodatkowym hamulcem. Dostrzegamy wtedy większą ostrożność przy kupowaniu biletów” – przyznaje Vedral.

Teatr musi zarabiać

A co z cenami, kiedy teatr musi zarabiać? „Jeśli nasz teatr nie zagra około 300 spektakli w sezonie i nie osiągnie z tytułu sprzedaży biletów ok. 9 mln zł, jego długoterminowa stabilność będzie zagrożona” – mówi Orłowski. Zeszły sezon w Komedii, czyli296 spektakli dla 97 379 widzów, to nie tylko wyraz determinacji zespołu, ale i konieczność: „Nie możemy zaniedbać widza, bo to od niego zależy przyszłość teatru. Z repertuaru nie może wypaść żadna premiera, spektakl nie może zostać zdjęty z afisza po kilku wystawieniach”. Podobnie twierdzi Roman Osadnik, dyrektor Teatru Studio, którego cytuje Katarzyna Tarłowska, kierowniczka działu sprzedaży: „Wpływy z biletów zapewniają stabilność finansową, dają większą elastyczność repertuarową i stanowią realny wskaźnik zainteresowania publiczności”.

Niekiedy teatr musi zarabiać, by móc grać. Szczególnie taki, który otrzymuje niewielkie dofinansowanie od organizatora. Dotacja podmiotowa dla Teatru Komedia to 3 miliony złotych. W ubiegłym roku pokryła ona 28,3% wszystkich kosztów i odrobinę ponad 50% kosztów stałych teatru. „Jeśli pojawiają się potrzeby artystyczne wykraczające poza przyjęte wcześniej ramy budżetu, szukamy partnerstw i dodatkowych form wsparcia, które pozwolą zachować więcej środków na produkcję” – przyznaje Orłowski.

Problem wysokich cen dotyczy wszystkich warszawskich teatrów w podobnym stopniu – zarówno instytucji otrzymujących jedne z najwyższych dotacji, jak i tych, które dostają minimalne środki.

Ale w innych teatrach bywa inaczej. W sprawozdaniu finansowym Teatru Studio czytam, że w 2024 roku teatr zarobił mniej niż 2 miliony ze sprzedaży biletów. Niewiele. Być może nie potrzebuje, skoro dotacja miejska wyniosła prawie 14 milionów. „Zakłada się, że niektóre teatry mają większy potencjał zarabiania i popularności, w związku z czym ich dotacje są nieco niższe, a teatry, które mają realizować program artystyczny, miasto wspiera relatywnie większymi dotacjami” – zaznacza Płoski. Tyle że czasem prowadzi to do paradoksów. Nie jest tak, że tylko w Romie czy Komedii jest drogo. Problem wysokich cen dotyczy wszystkich warszawskich teatrów w podobnym stopniu – zarówno instytucji otrzymujących jedne z najwyższych dotacji, jak i tych, które dostają minimalne środki. „Teatry artystyczne dostają dotacje na pracowników, na utrzymanie zespołu i budynku, a okazuje się, że bilet na spektakl kosztuje tam tyle samo, co na tytuły bardziej komercyjne grane w teatrach publicznych” – mówi Płoski.

(Nie)dostępność

Oczywiście ceny biletów nie biorą się znikąd. Ich aktualny poziom jest też efektem coraz droższej rzeczywistości. To, że działalność teatru kosztuje – i to całkiem sporo – jest oczywiste. Wyprodukowanie spektaklu wiąże się z koniecznością sprostania oczekiwaniom twórców w kwestii wynagrodzeń oraz opłaceniem wszystkich kosztów koniecznych do realizacji projektu. A te rosną szybciej niż dotacje podmiotowe organizatora. Teatry muszą więc starannie planować wydatki. „Ograniczamy negatywne dla widzów skutki rosnących kosztów w najskuteczniejszy z możliwych sposobów – mówi Orłowski – poprzez szczegółowe planowanie budżetu produkcji i przestrzeganie go. Oznacza to oczywiście kompromisy – na przykład w liczbie zaangażowanych w projekt artystów – lub dodatkową pracę – na przykład poszukiwanie partnerstw i dodatkowych form wsparcia, które pozwolą zachować więcej środków na produkcję”. Podobne próby podejmuje też Nowy Teatr. „Staramy się, żeby najdroższe bilety dotyczyły tylko spektakli, które są bardzo rozbudowane, wieloobsadowe, najdroższe w eksploatacji” – deklaruje Vedral. Taki podział spektakli na kategorie powoduje, że część biletów do Nowego, jak chociażby na pieśni piekarzy polskich, kupimy za kilkadziesiąt złotych (w tym wypadku 40–60).

Tyle że nie zmienia to wiele w ogólnie przygnębiającym krajobrazie. Tak jak teatry nie mają możliwości obniżenia cen biletów, tak widzowie nie mogą ich regularnie kupować. Osobiście nie mogę narzekać, jednak jeśli chcę kogoś do teatru zaprosić, to muszę brać pod uwagę nie tylko koszt, ale też repertuar. Moich znajomych nie stać na to, żeby spektakl im się nie podobał. Nie stać ich też na regularne chodzenie do teatru, by samodzielnie stwierdzić, do którego repertuaru jest im bliżej. Żeby w ogóle do teatru wrócić – a nie wybrać coś z ogromnego worka tańszej rozrywki dostępnej od ręki online – muszą po prostu dobrze trafić. Widzowie płacący ponad stówę za bilet chcą wiedzieć albo mieć chociaż cień gwarancji, że spektakl będzie wart swojej ceny. Gdyby płacili mniej, może godziliby się czasem zobaczyć coś, z czym nie jest im po drodze. Na razie bezpieczniej jest odwiedzać tę samą scenę.

Kiedy kończy się szkoła i klasowe wycieczki na Wesele czy Hamleta, przeciętny Warszawiak zbyt często na widownię nie wraca. Ceny nie zachęcają, a mogłyby. Większa dostępność finansowa nie zagwarantuje diametralnej poprawy frekwencji, ale chyba warto od czegoś zacząć. Zresztą sukces organizowanych niegdyś przez Instytut Teatralny akcji typu Bilet do teatru za 300 groszy (w kilkudziesięciu teatrach w Polsce można było kupić bilety na wybrane spektakle za symboliczną kwotę 3 złotych; akcja była dotowana przez MKiDN w ramach Dnia Teatru Publicznego) pokazuje, że problem jest nie tylko warszawski: ludzie chętnie przyjdą do teatru, jeśli nie będą musieli się z tego powodu rujnować.

Antonina Wąsowicz

Studentka Wiedzy o Teatrze na Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza i „Artes Liberales” na Uniwersytecie Warszawskim.