Aktorska i autorska
Poezja śpiewana w czarnej sukience to „zapleśniały stereotyp”? We Wrocławiu rusza Przegląd Piosenki Aktorskiej, a weterani tego gatunku i nowe gwiazdy mówią „Teatrowi” o szukaniu nowych form i grze z konwencjami.
Piosenka aktorska ma w Polsce wiele znanych i lubianych twarzy: Kaliny Jędrusik, Ewy Demarczyk, Krystyny Jandy, Edyty Geppert, Janusza Radka czy Katarzyny Groniec. Piosenka aktorska ma też znaczące instytucjonalne wsparcie, umożliwiające jej bezpieczne trwanie i rozwój – na czele z Przeglądem Piosenki Aktorskiej, organizowanym we Wrocławiu od 1976 roku. Wydawałoby się więc, że nie powinno być żadnego problemu z tym, by powiedzieć, czym właściwie jest piosenka aktorska i co ją różni od innych form scenicznego wyrazu. Tymczasem sprawy mają się zupełnie inaczej. Zarówno teoretycy, jak i praktycy teatru mają z tym nie lada problem.
Bezradność wobec próby zdefiniowania piosenki aktorskiej sygnalizowała w „Teatrze” już w 2014 roku Jolanta Kowalska. Zauważyła, że w przypadku piosenki aktorskiej „zamiast ścisłych definicji jest garść dowcipów”. Kowalska przywołuje kilka anegdot: Wojciech Młynarski miał rzekomo powiedzieć, że piosenka aktorska polega na tym, że „aktor gra, że śpiewa, a to, czego nie dogra, to dowygląda”, Jerzy Stuhr uznać, że piosenka aktorska „to bzdura”, a Maciej Maleńczuk opisać: „gatunek wokalny, czczony we Wrocławiu, kojarzy mi się z paraolimpiadą”. Krystyna Janda w swoim dzienniku odnotowuje, że choć „aktorzy, od kiedy istnieje ten zawód, śpiewają” i „uwielbiają śpiewać, marzą, żeby śpiewać, zdobyć jeszcze ten sposób oddziaływania na widza” – to sama nie wie, czym jest piosenka aktorska. Po czym dodaje: „Niech się to nazywa jak chce”. Natomiast Maria Peszek, która kilkakrotnie występowała w różnym charakterze na PPA, a w 2000 roku zdobyła Srebrnego Tukana i Tukana Publiczności, dwadzieścia lat temu w „Wysokich Obcasach” posunęła się jeszcze dalej. Stwierdziła, że skoro „piosenka aktorska to piosenka, którą śpiewa aktor”, to „równie dobrze można by stworzyć festiwal piosenki murarskiej, bo przecież niektórzy murarze też podśpiewują sobie przy stawianiu ścian”.
Osiecka musi być
Problem z definicją tego gatunku zdaje się wynikać z jego historii. Termin „piosenka aktorska” – występujący, jak przekonują badacze, tylko w Polsce – utrwalił się dopiero w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Stało się to wraz z powstaniem Przeglądu Piosenki Literackiej „Liryka”, który – zanim w 1980 roku zmienił nazwę na Przegląd Piosenki Aktorskiej – funkcjonował jeszcze przez chwilę pod szyldem Przeglądu Piosenki Artystyczno-Literackiej. Wydarzenie, organizowane pierwotnie przez Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu (dziś przez Teatr Muzyczny Capitol), miało być – jak pisze Jolanta Kowalska – „przeciwwagą dla tandetnej gierkowskiej rozrywki”, której „chciano przeciwstawić piosenkę literacką, może skromniej oprawioną, za to szlachetnie podaną”. Punktem odniesienia dla organizatorów i uczestników pierwszych edycji Przeglądu były piosenka literacka i przedwojenny kabaret, a także założony w 1958 roku Kabaret Starszych Panów i słynna krakowska Piwnica pod Baranami.
Kanon Piosenki Aktorskiej PPA to m.in. Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski, Agnieszka Osiecka, Ewa Demarczyk, Kora i Wojciech Młynarski. Co najmniej jedna piosenka przygotowana na eliminacje musi pochodzić z kanonu.
Upraszczając, można powiedzieć, że piosenka aktorska ewoluowała z piosenki literackiej, stopniowo przesuwając punkt ciężkości z samego tekstu na jego teatralną interpretację i performatywny charakter występu. Trudno jednoznacznie określić ramy piosenki aktorskiej czy sformułować jej ścisłą definicję gatunkową. W przypadku PPA opracowano Kanon Piosenki Aktorskiej, który pozwala utrzymać konkurs we „właściwych i charakterystycznych rejonach stylistycznych”. Uczestnicy zgłaszający się do eliminacji muszą przynajmniej jedną z trzech przygotowanych przez siebie piosenek wybrać z repertuaru artystów i artystek należących do tego ścisłego kanonu. Na liście dwudziestu nazwisk znajdują się m.in. Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski, Agnieszka Osiecka, Jonasz Kofta, Włodzimierz Wysocki, Ewa Demarczyk, Kora i Wojciech Młynarski, ale też zagraniczni twórcy, w tym Bertolt Brecht, Leonard Cohen, Bułat Okudżawa, Nick Cave i Édith Piaf.
Szeroki wachlarz
Trudno zatem się dziwić, że piosenka aktorska przywołuje często bardzo konkretne skojarzenia: stojącej na środku sceny i ubranej w długą wieczorową suknię aktorki, śpiewającej lub deklamującej z przejęciem i nienaganną dykcją wzruszające wiersze o życiu, tęsknocie i miłości. Coś między wieczorkiem poetyckim (ale broń Boże slamem!) a bardzo uroczystym koncertem, między Grande Valse Brillante w wykonaniu Ewy Demarczyk a Na zakręcie Krystyny Jandy.
Takie wyobrażenie okazuje się nie mieć jednak za wiele wspólnego z prawdą. Zwraca na to uwagę Martyna Majewska, reżyserka filmowa i teatralna, która swoją pracę magisterską, napisaną pod opieką profesora Mirosława Kocura, poświęciła właśnie piosence aktorskiej. „To, że wielu osobom PPA kojarzy się z bardzo określoną formą i estetyką, świadczy o tym, że przestali oni śledzić ten festiwal, gdy przestała go relacjonować telewizja. Ostatnie dziesięciolecie (i mam tu na myśli głównie konkurs) jest tak zadziwiającą paradą freaków poszukujących nowych form, że osoby, które wyobrażają sobie dramatycznie podawaną poezję w czarnej sukience, posługują się jakimś zapleśniałym, krzywdzącym stereotypem” – mówi Majewska.
Dominika Kozłowska – jako osoba niesłysząca – w przejmujący sposób zinterpretowała Song o ciszy Andrzeja Zaryckiego ze słowami Jonasza Kofty i Dziwny jest ten świat Czesława Niemena. Aktorka, migając odczytywany przez lektora tekst piosenki, posługiwała się krzykiem i przygotowanymi wcześniej transparentami.
Reżyserce wtóruje Justyna Szafran, laureatka i jurorka konkursu: „Kiedyś kanonem byli Brecht, Młynarski, Waits, Kofta. Dzisiaj ten kanon jest ciągle obecny, ale coraz częściej w repertuarze uczestników pojawiają się propozycje autorskie, rockowe, hip-hopowe”. O tym procesie zmian mówi również Katarzyna Groniec, jedna z ikon wrocławskiego festiwalu, laureatka Grand Prix oraz Nagrody Dziennikarzy za 1997 rok: „W pierwszych edycjach PPA, które pamiętam jeszcze ze swoich czasów nastoletnich, dominował styl – powiedziałabym – oszczędny. Édith Piaf, Jacques Brel – byli głównymi bohaterami, na nich się wzorowano. Koniec lat dziewięćdziesiątych to już podróże w stronę Waitsa i w ogóle wykonawców z tak zwanego nurtu alternatywnego, potem wjechał totalny eklektyzm”.
„Poszerzył się – dodaje Cezary Studniak, dyrektor artystyczny festiwalu – wachlarz koncepcji na interpretację piosenki, korzystania z nowych technologii oraz instrumentarium. W muzycznych aranżacjach pojawiają się elektronika czy rockowo-alternatywne brzmienia, a uczestniczki i uczestnicy Konkursu Aktorskiej Interpretacji Piosenki bardzo często sięgają po hip-hop. Znane, często legendarne oryginały piosenek są coraz odważniej przearanżowane w intencji jakiegoś konkretnego przekazu lub poszerzenia kontekstu śpiewanej opowieści”. Tak było między innymi w przypadku Ralpha Kamińskiego, który – jako absolwent Akademii Muzycznej w Gdańsku, trzy lata po wydaniu pierwszej płyty – zachwycił jury i publiczność swoim występem. Magda Piekarska pisała w „Gazecie Wyborczej”: „Piosenka znana z filmu Akademia Pana Kleksa zabrzmiała jak opowieść o molestowaniu dzieci. Z kolei Na zakręcie Agnieszki Osieckiej i Przemysława Gintrowskiego […] zyskało nowy kontekst, stając się poruszającą opowieścią o niemożliwej miłości dwóch mężczyzn”.
Szafran, zastanawiając się nad dzisiejszym podejściem uczestników konkursu i konwencji piosenki, stwierdza: „Poszukują, bawią się stylistykami, miksują gatunki, czasem je łączą, czasem dokonują swoistych dekonstrukcji, tworząc zupełnie nowe konteksty i znaczenia”.
Melorecytacja albo rap
Świetnym przykładem takiego artystycznego eklektyzmu jest występ Julii Miki z 2024 roku. Aktorka – jeszcze jako studentka V roku aktorstwa Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi – zaprezentowała w finale dwa autorskie utwory: Padła, czy powstanie (muzyka i słowa: Łona, Julia Mika, Piotr Bolanowski, Stanisław Aleksandrowicz, Michał Pruszkowski) i Sto lat (muzyka: Marcin Szumal, słowa: Julia Mika).
Pierwszy z nich, opowiadający o symbolicznym pogrzebie Polski („Aż szkoda, że nie mogła sama tego dożyć / autokary zewsząd, będzie piękna stypa ponoć / na katafalku trumna z wierzby czy brzozy / a w środku ta, co Ciechowski prosił, by nie pytać o nią”), łączył elementy różnych gatunków muzycznych oraz przechwytywał słowa i sensy utworów z kanonu starego i nowego. Odwoływał się m.in. do Deszczu jesiennego Leopolda Staffa, Trenów Jana Kochanowskiego, Pana Tadeusza Adama Mickiewicza, Nie pytaj o Polskę Obywatela G.C. czy Chryzantem złocistych Kur. Padła, czy powstanie to aranżacja niby na pianino, rodzaj poetyckiej melorecytacji czy charakterystycznego dla piosenki aktorskiej dramatycznego śpiewu, ale zawierająca też fragmenty rapowane i elementy electro.
Z kolei piosenka Sto lat – prawie w całości rapowana, z nieoczywistymi swingująco-jazzowymi motywami – w ironiczny sposób poruszała temat nadużywania alkoholu, nawet w obliczu śmierci i pochówku bliskiej osoby („sto lat, sto lat, niech nie żyje, żyje nam, / a kto z nami nie wypije, / niech się pod trumnę skryje, niech się skryje”).
Mika za swój występ otrzymała Nagrodę Radia RAM im. Moniki Jaworskiej oraz Nagrodę Fundacji Media i Sztuka. Konkurs wygrali wówczas Hugo Tarres i Mateusz Tomaszewski, którzy – wykonując w finale dwie piosenki: Szczęśliwej drogi już czas (muzyka: Ryszard Rynkowski, słowa: Marek Skolarski) i Hop szklankę piwa (muzyka: Jan Kanty Pawluśkiewicz, słowa: Stanisław Ignacy Witkiewicz) – zaskoczyli jury tym, że „w dwóch osobach mieliśmy jedną kreację sceniczną”.
Mówiąc o zjawisku performatywnego dekonstruowania piosenki aktorskiej i przechwytywaniu tej formy, trudno nie wspomnieć o występie Dominiki Kozłowskiej, która – jako osoba niesłysząca – w przejmujący sposób zinterpretowała Song o ciszy Andrzeja Zaryckiego ze słowami Jonasza Kofty i Dziwny jest ten świat Czesława Niemena. Aktorka, migając odczytywany przez lektora tekst piosenki, posługując się krzykiem i przygotowanymi wcześniej transparentami (z hasłami w rodzaju „Głuchy ≠ Głupi”, „Zazdrościsz mi ciszy? Ja zazdroszczę Ci hałasu!”, „Cisza boli też”), przesunęła ramy gatunku.
Polityczny, emancypacyjny występ Kozłowskiej został nagrodzony Tukanem Dziennikarzy, a artystka od 2025 roku należy do zespołu Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Została – jak możemy przeczytać na stronie teatru – „pierwszą w historii Polski niesłyszącą aktorką etatową”.
„Gdy chciałam zaangażować się w jakiś projekt, to PPA było podkładką: »Tak, ona wie, umie, ona nie jest totalnym laikiem, tylko ma jakieś doświadczenie«” – opowiada Maja Frejtag.
W ramy politycznego – bardziej doraźnego i publicystycznego niż w przypadku Kozłowskiej – happeningu swój występ wpisała również Karolina Micuła, wtedy słuchaczka, a dziś absolwentka III roku Studium Musicalowego Capitol. Podczas 38. edycji PPA w 2017 roku wykonywała m.in. Arahję Kultu. Interpretowała piosenkę tak, że ta wybrzmiała jako wyraźny głos sprzeciwu wobec opresyjnej polityki rządu Zjednoczonej Prawicy w sprawie zaostrzania prawa antyaborcyjnego. W utwór wkomponowano sejmowe wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego i Beaty Szydło, a także hasła skandowane przez uczestników i uczestniczki Czarnych Protestów. Micuła została laureatką Tukana Publiczności oraz Nagrody Specjalnej Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.
Hera, Koka, Hasz, PPA
Wśród wykonów „nowego” nurtu bez wątpienia największą popularnością cieszy się występ Karoliny Czarneckiej z 2014 roku. Choć nie doczekał się on żadnej z nagród (Grand Prix i Tukana Dziennikarzy otrzymała wówczas Irena Melcer, a Tukana Publiczności – Natalia Lubrano), to właśnie wykonanie piosenki Koka Hera Hasz LSD, coveru utworu Heroin & Cocaine The Tiger Lillies, odbiło się szerokim echem w mediach i w internecie. Zamieszczony w serwisie YouTube występ sprzed dwunastu laty obejrzało dotąd ponad 18 milionów widzów, a opublikowany cztery lata później teledysk – kolejne 21 milionów. Udział w festiwalu otworzył przed Czarnecką wiele drzwi i przyniósł natychmiastową sławę. Artystka od tego czasu regularnie wydaje nowe płyty i bierze udział w różnych artystycznych przedsięwzięciach, a w 2024 roku powróciła na PPA z projektem Freak Show.
Udział w festiwalu pomógł w karierze nie tylko Czarneckiej czy Kamińskiemu, lecz także Rafałowi Derkaczowi i Justynie Wasilewskiej. Derkacz dołączył do zespołu wrocławskiego Capitolu po tym, jak w 2021 wraz z Albertem Pyśkiem zdobył wyróżnienie w Nurcie OFF za wykonanie spektaklu Mury krzyczą albo uliczna śpiewka. Z kolei Wasilewska po zdobyciu Złotego Tukana w 2009 roku stała się jedną z najbardziej cenionych aktorek młodego pokolenia.
Takich osób jest więcej. Marina Mashtaler, która podczas 43. PPA rozbiła bank, zdobywając wszystkie możliwe laury, wspomina: „Dzięki PPA nawiązałam współpracę z twórcami, z którymi wspólnie wyprodukowaliśmy Kwiaciarnię, godzinny koncert składający się z napisanych przeze mnie i Johannesa Niehausa utworów. Zagraliśmy go wiele razy na różnych festiwalach. Dzięki PPA miałam również okazję poznać twórczynie Teatru GAS i współtworzyć muzykę do ich spektakli”. O podobnym doświadczeniu mówi Maja Frejtag, studentka Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie: „Udział w PPA daje możliwość pokazania się w bardzo prestiżowym, rozpoznawalnym, międzynarodowym konkursie. Dostałam po nim zaproszenie do zrobienia recitalu we wrocławskim Ośrodku Działań Artystycznych »Firlej«. Miałam też inne mniejsze lub większe współprace. Gdy chciałam zaangażować się w jakiś projekt, to PPA było podkładką: »Tak, ona wie, umie, ona nie jest totalnym laikiem, tylko ma jakieś doświadczenie«”.
„Od kilku sezonów obserwuję wyraźne zainteresowanie muzyką w teatrze. Wielokrotnie ma ona inne znaczenie niż tylko ilustracyjne. Jest niezależną opowieścią” – mówi Sebastian Majewski.
PPA wydaje się więc doskonałą okazją do zaprezentowania się szerszej publiczności. Jak zauważa Agnieszka Kozak, producentka Przeglądu: „Ostatnie pięć lat pokazują, że w konkursie dominują studenci i studentki wydziałów aktorskich oraz aktorzy i aktorki zaczynający swoją karierę. Z pewnością udział w konkursie może stać się otwarciem drzwi do wielkiej kariery”.
Rafał Pietrzak, aktor offowego teatru Układ Formalny, w trakcie PPA w 2025 roku otrzymał Nagrodę Radia RAM. Tak opowiada o następstwach tego wyróżnienia: „W trakcie trwającego rok Tour de RAM zostałem zaproszony do udziału w kilku audycjach i spotkaniach. W ramach 25-lecia urodzin stacji zrobiliśmy wspólny event. Jednym z jego elementów był grany w tym czasie w Teatrze Układ Formalny spektakl Dzień Dziecka. Pamiętam, że wyprzedaliśmy wtedy trzy razy salę. Wspaniały czas”. Pietrzak w ramach konkursu wykonał m.in. autorski utwór Automat, opowiadający o życiu z syndromem DDA.
W innym kontekście swój udział w konkursie rozpatruje ubiegłoroczna laureatka głównej nagrody, Zofia „Sofinka” Imiela: „Powstały w głowie nowe ścieżki, otworzyły się nowe twórcze szufladki. To było coś, co dało mi PPA i z czego obficie czerpię w procesach twórczych. Performance, który przygotowuję na tegoroczny festiwal, byłby zupełnie inny, gdybym nie zmierzyła się z formą piosenki aktorskiej. Choć nie pracuję z nią na co dzień, to bardzo dużo mnie nauczyła”.
Śpiew się sprzedaje
„Pieśń w teatrze – zauważa Studniak – przechodzi spektakularny renesans, odważnie rozsiadając się na wszelkich scenach teatrów dramatycznych”. Trudno się z tym nie zgodzić. W wielu niemuzycznych teatrach coraz częściej pojawiają się przedstawienia śpiewane, nierzadko zbliżone pod względem formy do tego, co można zobaczyć na PPA czy na Konkursie Piosenki Aktorskiej im. Jonasza Kofty w Łodzi. Dość przywołać monodramy Katarzyny Chlebny Kora. Boska w jej reżyserii z Teatru Nowego Proxima w Krakowie, Ewy Galusińskiej Hiroszima znów zatańczy pod opieką reżyserską Łukasza Czuja z Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy albo przedstawienia: Z ręką na gardle. Piosenki z repertuaru Ewy Demarczyk w reżyserii Anny Sroki-Hryń z Teatru Współczesnego w Warszawie, Wars wita Was w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego z Teatru Miejskiego w Gliwicach czy wreszcie Zwycięstwo z Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu. Listę należałoby pewnie wydłużyć o spektakle powstałe na fali sukcesu 1989 w reżyserii Katarzyny Szyngiery.
„Piosenka aktorska – zauważa Majewski, dyrektor wałbrzyskiego teatru – swoją wyraźną, często agresywną (w dobrym znaczeniu tego słowa) emocjonalnością szybko buduje poczucie wspólnoty między aktorami i widzami. Dialog potrzebuje tego czasu więcej, a niejednokrotnie jakiejkolwiek wspólnoty nie udaje mu się stworzyć”. I dodaje: „Od kilku sezonów obserwuję wyraźne zainteresowanie muzyką w teatrze. Wielokrotnie ma ona inne znaczenie niż tylko ilustracyjne. Jest niezależną opowieścią”. Piosenki pozostają nie bez znaczenia dla strategii marketingowych: „Ich istnienie w spektaklu – stwierdza Majewski – bardzo pomaga promocji przedstawienia i jest dobrym narzędziem komunikowania się teatru z widzami”.
„Kiedyś w konkursie można było usłyszeć piosenki znanych autorów. Dzisiaj jest to przez uczestników traktowane trochę jak obowiązek. Ważne jest dla nich, poza zaprezentowaniem siebie, pokazanie własnej twórczości” – ocenia producentka PPA.
Piosenka aktorska i jej konwencje mają swoje życie też poza teatrem – zwłaszcza w przypadku artystów i artystek kreujących na koncertach wyraźnie zarysowaną i świadomie prowadzoną postać, rodzaj scenicznego alter ego. Większość tych osób – jak Ralph Kamiński, Mery Spolsky, Karolina Czarnecka czy Maria Peszek – ma doświadczenie z PPA. Jak deklaruje Czarnecka: „Na pewno czerpię ze środków aktorskich na koncertach, które odbywają się w klubach stricte muzycznych, a nie w teatrach. Używanie środków aktorskich stwarza dodatkową warstwę – trochę się tym bawię, trochę z tego korzystam, tworząc własną jakość. Dla mnie forma piosenki jest niezwykle atrakcyjna pod względem technicznym: jak zawrzeć w niej sensy, tematy i tezy, żeby było to komunikatywne”. I dodaje: „Lubię ten świat klasycznej piosenki aktorskiej, mam do niej dużo sentymentu, ale wolę zacieranie granic między aktorstwem i autorstwem”.

Relacja między piosenką aktorską a autorską jest równie problematyczna, co próba zdefiniowania tej pierwszej. Pietrzak, wspominając swój ubiegłoroczny występ na PPA, problematyzuje tę kwestię: „Czy wykonując piosenkę z czyimś tekstem, wykonuję piosenkę aktorską, a wykonując piosenkę ze swoim tekstem, wykonuję piosenkę autorską? Ja, wykonując piosenkę aktorską, czy to było Nie opuszczaj mnie, czy mój autorski Automat, czułem, że wykonuję piosenkę autorską – nie z moim tekstem, ale jako wykonawca”. I proponuje: „Najlepszym rozwiązaniem byłaby zmiana nazwy na PAPAiA – Przegląd Artystycznej Piosenki Aktorskiej i Autorskiej. Nazwa skończyłaby spory i dobrze by się kojarzyła – ze słodkim owocem i klasykiem Urszuli Dudziak”. Pytanie o przynależność gatunkową wydaje się tym bardziej zasadne, że – jak zauważa Kozak – w ramach wrocławskiego konkursu coraz więcej osób prezentuje utwory autorskie: „Kiedyś w konkursie można było usłyszeć piosenki znanych autorów. Dzisiaj jest to przez uczestników traktowane trochę jak obowiązek. Ważne jest dla nich, poza zaprezentowaniem siebie, pokazanie własnej twórczości”.
Zmierzyć się z ikoną
Fenomen popularności piosenki aktorskiej zdaje się wynikać nie tylko z jej długiej tradycji, lecz także samej elastyczności gatunku i potencjału podejmowania często niełatwych tematów w ramach bezpiecznej konwencji. Piosenka staje się właściwie nieograniczoną przestrzenią wypowiedzi: pozwala zaprezentować własną wrażliwość i sprawność warsztatową, przedstawić swoją twórczość lub brawurowo zinterpretować cudzą, a także przechwycić i zmienić znaczenia powszechnie znanych utworów.
„Każdy artysta – mówi Martyna Majewska – na jakimś etapie ma perwersyjną potrzebę zmierzyć się z ikoną, rozpieprzyć pomnik lub wykonać kopię lepszą od oryginału”. I może to zrobić zarówno w długiej czarnej sukni lub garniturze, stojąc nieruchomo pośrodku sceny, jak i w dresie, nago lub w ortalionie w ramach szalonego performance’u – niezależnie od tego, czy wykonuje piosenkę autorską, czy aktorską, i czy ktokolwiek wie, czym każda z nich w ogóle jest.