Okno pogodowe

Okno pogodowe
Mała empiria, reż. Anna Ilczuk / fot. Natalia Kabanow / Teatr Studio w Warszawie
Kreacja Eweliny Żak rozczula, bo sprawnie meandruje pomiędzy banalnością codzienności a wydarzeniami, które na zawsze zmieniają dynamikę życia – jak śmierć rodziców czy opuszczanie domu rodzinnego przez dzieci. Widzki w podobnym wieku prawdopodobnie mogą zobaczyć w niej siebie: wrażliwą, zdystansowaną, a zarazem silną kobietę. 

Ewelina Żak wychodzi na scenę z białą kartką, na której widnieje informacja o wieku aktorki. Ma 49 lat. Na następnej kartce pojawia się wiek reżyserki Anny Ilczuk, scenografa Mateusza Stępniaka i kompozytora Macieja Zakrzewskiego: 45. I kolejno: dyrektorki Natalii Korczakowskiej (47) i dyrektora Romana Osadnika (54). Aktorka zwraca się też do muzyka towarzyszącego jej na scenie, Radosława Łukaszewicza: „A ty? Ile?”. „Trzydzieści siedem” – odpowiada nieśmiało. Na przeciągłe „hmm” rzucone przez Żak widownia reaguje śmiechem. Performerka wzbudza emocje. Każdy gest i każde słowo wyzwalają w publiczności entuzjazm i rozbawienie. Warto zapytać: dlaczego?

Ilczuk zdecydowała się na wystawienie ciepło przyjętego przez krytykę eseju Katarzyny Sobczuk Mała empiria. Autorka – kobieta w średnim wieku – przygląda się procesowi starzenia. Uważnie obserwuje codzienność: swoją, swoich przyjaciół i rodziców. Szuka symptomów, które mogłyby świadczyć o wejściu w nieznane dotąd „okno pogodowe” – stan pomiędzy młodością a starością. Marudzenie, większa delikatność wobec siebie przy jednoczesnym porzucaniu dawnych zwyczajów (np. przed wzięciem do łóżka książki z biblioteki przecierała okładkę spirytusem, aż pewnego dnia, już po czterdziestce, po prostu tego nie zrobiła), niezręczność wobec czyjejś ułomności, czułe – wręcz pieszczące – obchodzenie się ze zwierzęciem, do którego zwracamy się serdeczniej niż do własnego dziecka. Aż w końcu także niespodziewane popadanie w zadumę, choćby podczas obserwowania gupików w sklepie zoologicznym, rezygnacja z potrzeby bycia na bieżąco z nowościami literackimi i najgorsze z najgorszych: gadanie dla samego aktu gadania.

Żak nie buduje pełnokrwistej postaci. Nie wciela się w autorkę, nie sięga też po autobiograficzne historie i przeżycia. Pokazuje starzenie się jako powolne poczucie odstawania od rzeczywistości – poprzez ograniczanie kontaktów towarzyskich, nienadążanie za tiktokowym kontentem czy pogarszanie się zmysłów. Publiczność najbardziej bawi jednak fizjologiczny aspekt tych zmian: kiedy aktorka szuka w telefonie „tego aktora z tego, wiecie, serialu” i odsuwa ekran od twarzy, mrużąc oczy; albo gdy udaje, że zapomniała tekstu – wtedy na scenę wchodzi inspicjentka z laptopem, a Żak pożycza od widzów okulary korekcyjne, by przeczytać fragment o pogarszającym się wzroku.

Aktorka gra niespiesznie, pozwalając, by humorystyczne anegdoty, muzyka na żywo i epifanie wypełniały przestrzeń. Jej kreacja rozczula, bo sprawnie meandruje pomiędzy banalnością codzienności a wydarzeniami, które na zawsze zmieniają dynamikę życia – jak śmierć rodziców czy dojrzewanie i opuszczanie domu rodzinnego przez dzieci. Widzki w podobnym wieku prawdopodobnie mogą zobaczyć w niej siebie: wrażliwą, zdystansowaną, a zarazem silną kobietę. 

Co ciekawe, twórczynie i twórcy Małej empirii pomijają aspekt genderowy. Kobiecość nie staje się kluczową kategorią: tematy menopauzy, zmian somatycznych czy relacji romantycznych właściwie w przedstawieniu nie występują. Obecna na scenie cielesność jest raczej neutralna płciowo. Tylko raz – gdy kontrabasista zdejmuje bluzę i na chwilę odsłania tors – Żak robi wymowną, zainscenizowaną pauzę. Poza tą jedną subtelną interakcją relacja aktorki z muzykiem nie nabiera erotycznego charakteru; ich współobecność na scenie ma raczej przyjazny, serdeczny ton. W drugiej części spektaklu Żak zakłada wieczorowy strój: cekinowy, bordowy gorset i długą czarną spódnicę z kokardą na biodrach. Ten mocny kostium nie wydaje się jednak próbą wyeksponowania seksapilu ani komentarzem do seksualności. Paradoksalnie opowiada raczej o samotności – o tym, że okazji do wychodzenia, zabawy i pokazania się jest coraz mniej, a nawet jeśli się pojawiają, to towarzyszą im niepewność i lęk.  

Mała empiria, reż. Anna Ilczuk / fot. Natalia Kabanow / Teatr Studio w Warszawie

Szczególnie pierwsza część spektaklu przypomina formą stand-up: Żak w casualowym stroju, z iPhoneʼem w nerce-torebce, siedzi na wysokim stołku. Roboczy charakter przestrzeni i brak scenografii działają na korzyść – podbijają intymność tekstu. Po odsunięciu czarnej kurtyny odsłaniają się białe, zgniecione w kulki płachty materiału, zwisające od sufitu do podłogi, a w oddali widać PRL-owski stolik i niewielki stołek ustawione na fragmencie podłogi baletowej. Niestety brakuje wyraźnego pomysłu – zarówno na aranżację, jak i na sceniczne wykorzystanie tej przestrzeni. Tekstylne obiekty w jednej ze scen służą za tło dla projekcji, poza tym jednak pozostają niewykorzystane. Nie wprowadzają dodatkowych sensów, a jednocześnie są zbyt dominujące, by pozostać neutralne.

Starzenie i starość nie są tożsame z kryzysem. Nie podlegają też jednoznacznej ocenie. Aktorka, podążając za autorką, akceptuje odmienny stan jako nową rzeczywistość, która nieustannie podlega metamorfozom. Natręctwa i dziwactwa, a także zmiany cielesne zostają ujęte w bezpieczną, humorystyczną ramę. Choć forma komediowa dominuje, w przedstawieniu nie brakuje momentów powagi – szczególnie w scenach z ojcem. To właśnie tam pojawia się ta prawdziwa, przerażająca starość, do której opisywania nie roszczą sobie prawa ani twórczynie spektaklu, ani autorka eseju.

Mimo ogromnej sympatii do Eweliny Żak odbiłam się od przedstawienia, choć podczas samotnej lektury książki uśmiech nie schodził mi z twarzy. Natomiast reakcje publiczności były natychmiastowe: komentarze rzucane pod nosem („też tak mam”), podpowiadanie, śmiałe wchodzenie w dialog z performerką. Wszystko to potwierdza siłę i potencjał tekstu. Ja jednak nie potrafiłam dołączyć do wytworzonej wspólnoty – nie odnajdywałam w niej siebie. Lekka forma nie wzbudziła we mnie empatii i chyba właśnie dlatego wydała mi się uczciwa.

Teatr Studio im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie, Mała empiria Katarzyny Sobczuk, adaptacja i reżyseria Anna Ilczuk, muzyka Maciej Zakrzewski, muzyka na żywo Radosław Łukaszewicz, scenografia i kostiumy Mateusz Stępniak, konsultacja choreograficzna Wojciech Grudziński, światło i wideo Artur Sienicki, premiera 6 marca 2026.

Magdalena Ożarowska

Krytyczka teatralna, teatrolożka, fotografka i pracownica kultury. Ukończyła Wiedzę o teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiowała również na Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza. Pracuje w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego, gdzie łączy zainteresowania teatralno-fotograficzne.