Za dużo strachów

Za dużo strachów
Strach zżera duszę, reż. Jędrzej Piaskowski / fot. Przemysław Jendroska / Teatr Śląski w Katowicach
Piaskowski i Sulima, obawiając się melodramatycznych tonów, uciekają chwilami w zbyt grubo ciosaną humoreskę. Niepotrzebnie. Spektakl traci wówczas przejrzystość i gubi główny wątek – sprawnie zaktualizowaną historię miłosną z filmu Fassbindera. 

Teatr popularny, teatr środka, teatr opowieści – w tych kategoriach często opisuje się przedstawienia duetu reżysersko-dramatopisarskiego Jędrzeja Piaskowskiego i Huberta Sulimy. I nie są to określenia pejoratywne. Artyści chętnie sięgają po klasykę – polską i światową, proponując autokrytyczny teatr obyczajowy: tradycyjnie fabularny, a jednocześnie z dystansem grający konwencją.

W Teatrze Śląskim twórcy wzięli na warsztat klasyczny już dramat Rainera Wernera Fassbindera Strach zżerać duszę z 1974 roku. To kameralny filmowy portret relacji Emmi, starzejącej się Niemki, i Aliego, młodego imigranta z Maroka. Na ekranie Fassbinder obnażał hipokryzję społeczeństwa Niemiec Zachodnich epoki powojennego cudu gospodarczego. Ambicją katowickiego spektaklu jest opowiedzieć o współczesnej Polsce. Kraju w cieniu rosyjskiej wojny w Ukrainie i ze skomplikowanymi relacjami polsko-ukraińskimi. Ale to nie jedyny temat podejmowany przez twórców. I właśnie mnogość wątków oraz poetyk, tak dla nich charakterystyczna, tym razem staje się problemem, niepotrzebnie burząc główną oś akcji.

Zaczyna się groteskową sceną rozmowy dwóch przyjaciółek, zamożnych Ukrainek robiących karierę w Polsce. Kobiety znajdują się w barokowo wręcz przestylizowanym salonie meblowym projektu jednej z nich – Alony (Nina Batovska). Popijając szampana, wzruszają się losem biednych koleżanek pozostających w Ukrainie. Ten fragment sygnalizuje istotny, klasowy wątek przedstawienia i jednocześnie igra z coraz popularniejszym stereotypem zamożnych Ukraińców, którzy nie dość, że tchórzliwie uciekli przed obowiązkiem obrony ojczyzny, to jeszcze epatują bogactwem ku zgorszeniu poczciwych Polaków i niejako na ich koszt.

Właściwa akcja zawiązuje się, gdy przypadkiem do salonu Alony trafi, chroniąca się przed deszczem, Emilia (Violetta Smolińska). Dojrzała kobieta po przejściach, przedstawicielka klasy ludowej, z zawodu sprzątaczka. Ich znajomość przeradza się w relację intymną ponad podziałami. A dzieli je właściwie wszystko: wiek, pochodzenie, wykształcenie i narodowość. To właśnie ten wątek, łamiący stereotypy i uruchamiający szereg napięć politycznych, kulturowych i społecznych, subtelnie rozegrany przez Smolińską i Batovską, jest zdecydowanie najlepszym elementem spektaklu. Twórcy, obawiając się popadnięcia w melodramatyczne tony, asekurują się chwilami zbyt grubo ciosaną humoreską. Niepotrzebnie. Odbijają się w tej skomplikowanej, gęstej i nieoczywistej relacji bohaterek tematy poważne. Napięcia narodowościowe, rosnąca niechęć do imigrantów, różnica wieku i późno odkryta homoseksualność, w zapóźnionej obyczajowo Polsce wciąż wzbudzająca emocje. Szkoda, że Piaskowski i Sulima przerywają tę opowieść, wprowadzając nowe wątki.

Na zdjęciu widać czworo postaci z uniesionymi do góry szczotkami do zamiatania. Scenę spowija czerwone światło.
Strach zżera duszę, reż. Jędrzej Piaskowski / fot. Przemysław Jendroska / Teatr Śląski w Katowicach

W efekcie otrzymujemy mieszankę teatru obyczajowego, intymnego melodramatu, psychologicznego realizmu i politycznej burleski. Pojawiają się wszystkie bieżące tematy polityczne oraz kilka słusznych acz niezbyt odkrywczych analiz historiozoficznych, choćby w monologu asystenta Alony (Paweł Kruszelnicki), chłopaka z opuszczonej przez liberałów Polski B, w którym narastają gniew i frustracja. Jest oczywiście krążące nad Europą (i Polską) widmo faszyzmu, uosobione w żywcem wyjętej z Kabaretu Boba Fosse’a postaci grafini Marie von Hitlerfehlt (Andrzej Dopierała). Jest wreszcie i trauma wojenna artysty z Charkowa, zaprezentowana w formie filmowej sekwencji – interesującej, choć zupełnie ginącej w całości przedstawienia. Dużo tego, zbyt dużo. Kompozycja traci spójność, przedstawienie chwilami się rozpada, gubi tempo. Ostatecznie jednak, o czym świadczy żywa i emocjonalna reakcja katowickiej publiczności, możemy się w tym zwierciadle jako zbiorowość przejrzeć i czegoś o sobie dowiedzieć. 

Teatr Śląski im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, Strach zżera duszę Huberta Sulimy na podstawie Rainera Wernera Fassbindera, reżyseria Jędrzej Piaskowski, scenografia Anna Maria Karczmarska, Mikołaj Małek, kostiumy Rafał Domagała, muzyka Jacek Sotomski, światło Klaudyna Schubert, premiera 19 września 2025.

Michał Centkowski

Dziennikarz kulturalny magazynu „Vogue Polska”, kurator Ogólnopolskiego Festiwalu Sztuki Reżyserskiej Interpretacje, recenzent teatralny tygodnika „Przegląd”. Publikował m.in. w „Newsweeku”, „Dwutygodniku” oraz „Deutsches Theater Magazine”.