Przesuwanie Centrum
TANIEC W „TEATRZE”. Po trzynastu latach rozwiązuje się Centrum w Ruchu – jeden z najważniejszych kolektywów choreograficznych w Polsce. Ale utrata siedziby i zakończenie wspólnych działań to niekoniecznie porażka, raczej wstęp do kolejnego etapu.
Było to chyba w 2019 roku, jeszcze przed pandemią. Jadę warszawską kolejką, wysiadam na stacji Międzylesie i kieruję się w stronę Urzędu Dzielnicy Wawer. Na drugim piętrze na drzwiach wisi kartka „Centrum w Ruchu”. Zdejmuję buty i wchodzę do sali obejrzeć pokaz pracy w procesie. Nie przypominam sobie, żebym wcześniej miał szansę uczestniczyć w podobnym wydarzeniu. Rok później aplikuję na kurs choreografii eksperymentalnej „Choreografia w Centrum”, bo – jak czytam na stronie Centrum w Ruchu i Fundacji Burdąg – „ofertę kierujemy także do teoretyków tańca, którzy nie boją się praktyki”. Trochę się boję, ale do uczestnictwa zachęca mnie zaufana osoba, która ukończyła poprzednią, piątą edycję kursu. Flagowego i prawdopodobnie jedynego tak obszernego i skupionego na choreografii eksperymentalnej programu w Polsce, dającego narzędzia do artystycznych eksploracji w tej dziedzinie.
Przez trzy kolejne edycje nauczyłem się wszystkiego, co dziś wiem o tworzeniu, byciu w procesie i poruszaniu w obrębie własnej praktyki ruchowej. Centrum w Ruchu dało mi nie tylko potrzebne narzędzia, ale też wiarę, że jako teoretyk mogę tańczyć. Uczyniło ze mnie praktyka. Czuję się więc wychowankiem tego miejsca i trudno byłoby ukryć, że mam do niego osobisty stosunek. W tym tekście zależy mi jednak na wielogłosie osób, które je współtworzyły.
Otwarcie
Centrum w Ruchu powstało z inicjatywy tancerki i choreografki Marii Stokłosy, prezeski Fundacji Burdąg. Opowiada mi o tym Izabela Chlewińska: „W 2012 roku spędziłyśmy wspólnie z Marysią i Magdą Jędrą trzy tygodnie na rezydencji w Stanach Zjednoczonych w ramach Philadelphia Live Arts & Philly Fringe Festival w Filadelfii. Obserwowałyśmy tancerzy zarządzających przestrzenią Mascher Space, która była ich pracownią oraz miejscem spotkań, debat i prezentacji spektakli. To miejsce zapoczątkowało myśli (na początku w głowie Marysi) o współdzieleniu przestrzeni i stworzeniu miejsca, które miałoby służyć nowej choreografii, poszukiwaniom twórczym i eksperymentalnym w dziedzinie tańca oraz wykuwaniu osobistego języka artystycznego. Należałyśmy do pokolenia tak zwanego »Nowego Tańca« i chciałyśmy mieć miejsce poświęcone praktyce ruchowej, zarówno w rozumieniu codziennej rutyny tancerza, jak i wytwarzania nowego języka choreograficznego. Bez limitów czasowych, bez tak zwanej premiery i deadlineʼu”. Doświadczenia pozostałych członkiń kolektywu wyraźnie wskazują, że potrzeba zrzeszenia była konsekwencją kształcenia i pracy za granicą. W Warszawie powstał więc inkubator niezależnych działań artystycznych, edukacyjnych, dających realną możliwość spotkania i wymiany. Oddolnie, z chęci zrobienia czegoś razem.

„Pamiętam, że podstawowym warunkiem członkostwa było rezydowanie w Warszawie, a ja mieszkałam tu od roku” – dodaje Chlewińska. Od początku Centrum w Ruchu tworzyli: Maria Stokłosa, Aleks Borys, Izabela Chlewińska, Korina Kordova, Agnieszka Kryst, Ramona Nagabczyńska, Weronika Pelczyńska, Magdalena Ptasznik, Izabela Szostak, Karol Tymiński i Wojtek Ziemilski. Kolektyw zmieniał się jednak dość dynamicznie. Jedne osoby przychodziły, inne odchodziły, czasem granice członkostwa bywały płynne (częścią kolektywu byli i były też: Ola Osowicz, Karolina Kraczkowska, Natalia Oniśk, Renata Piotrowska-Auffret, Hana Umeda, Daniela Komędera, Dominik Więcek, Angelika Mizińska i Michał Przybyła; współprowadzenie kursu „Choreografia w Centrum” wiązało z tym miejscem także Martę Ziółek, Przemka Kamińskiego, Anię Nowak, Pawła Sakowicza czy Katarzynę Kanię).
„Dla mnie niezwykle istotne było posiadanie własnej przestrzeni, bo czułam, że nie można tworzyć, podnajmując wciąż sale od różnych szkół tańca towarzyskiego. Wtedy w Warszawie trudno było nawet o miejsce z podłogą baletową” – mówiła sześć lat temu Stokłosa w rozmowie z Mateuszem Szymanówką. Przestrzeń byłego gimnazjum przy ulicy Żegańskiej 1 udostępniona została Fundacji Burdąg przez Urząd Dzielnicy Wawer w ramach projektu Wawerska Strefa Kultury na warunkach wygranego konkursu. W marcu 2013 roku na Facebooku pojawiła się informacja: „Z wielką przyjemnością zapraszamy na otwarcie pierwszej udanej próby stworzenia stałego miejsca pracy dla niezależnych choreografów w Warszawie. 23 marca 2013 (sobota), godzina 14:00–18:00”. Post zebrał sześć polubień, dwa komentarze i sześć udostępnień. W programie znalazły się m.in. oficjalne otwarcie Wawerskiej Strefy Kultury przez Burmistrza Urzędu Dzielnicy Wawer, improwizacja artystów z udziałem muzyków Kubatwice Improvise oraz Lab Nowego Tańca – zajęcia ruchowe dla wszystkich chętnych. Liczba osób, która w ciągu następnych lat przewinęła się przez Centrum w Ruchu, zarówno artystycznych, jak i biorących udział w warsztatach czy otwartych pokazach, jest nie do policzenia.
Schronienie
Miejsce w warszawskim Wawrze służyło nie tylko wytwarzaniu nowych praktyk artystycznych, feedbackowaniu procesów work in progress (cykl „Centrum w Procesie”), organizacji licznych warsztatów, ale też odpowiadało na palące zapotrzebowania infrastrukturalne artystów. W dwóch salach (do dyspozycji był jeszcze kantorek i pokój socjalno-kuchenny) można było praktykować i pracować zarówno w grupie, jak i solo (dla osób spoza kolektywu za niewielką opłatą), nawiązywać relacje zawodowe i koleżeńskie. CwR od początku potrzebowało wsparcia i zaufania, ale też oferowało je w zamian.
„Miałam szczęście dołączyć do zespołu członków-założycieli kilka miesięcy po przyjeździe do Polski. Dlatego Centrum w Ruchu stało się dla mnie bardzo ważne z perspektywy i zawodowej, i osobistej. Myślę że bez niego byłabym bardzo zagubiona” – mówi Korina Kordova, artystka pochodząca z São Paulo, która znalazła swą przystań w Warszawie. Podobną opowieścią dzieli się ze mną Weronika Pelczyńska, nazywając CwR „schronieniem po powrocie z zagranicznej szkoły i doświadczeniu pracy w zespołach etatowych oraz miejscem, w którym można było na nowo zakorzenić się twórczo i odnaleźć zarówno własny, jak i wspólny rytm”.
W Wawrze rodziło się i było testowanych mnóstwo pierwszych pomysłów. Zawiązywały się znajomości zawodowe, wytwarzały nowe praktyki, powstawały pomysły na spektakle. Rozrastała się też widownia, która dziś tworzy warszawskie (choć nie tylko) środowisko tańca.
W Wawrze rodziło się i było testowanych mnóstwo pierwszych pomysłów. Zawiązywały się znajomości zawodowe, wytwarzały nowe praktyki, powstawały pomysły na spektakle. Rozrastała się też widownia, która dziś tworzy warszawskie (choć nie tylko) środowisko tańca. Wiele osób po raz pierwszy uczestniczyło tu w warsztatach ruchowych, wcześniej żyjąc w przeświadczeniu, że skierowane są one wyłącznie do zajmujących się tańcem zawodowo albo tych, którzy regularnie trenują. Na sali spotykali się ludzie z różnych pokoleń i o różnym doświadczeniu ruchowym. Uczestniczyli w bezpłatnych cyklach warsztatów, jak „Poranki w Ruchu”, „Rozruch”, „Rodzina w Ruchu”, a także wcześniejszy „Ruch w Instytucie” i nowsza „Otwarta Forma Ruchowa” zainicjowane przez Pelczyńską w ramach jej rocznego stypendium m.st. Warszawy. „Centrum w Ruchu było moim niezobowiązującym domem twórczym, do którego mogłam wracać i z którego mogłam czerpać bez końca – wspomina Pelczyńska. – Miejscem, które od początku zależało również ode mnie, które obumierało, kiedy go nie nawadniałam. Przestrzenią spotkań, miejscem inspiracji oraz uczenia się kultury feedbacku i stawiania granic w sztuce. Było wreszcie czystą, ciepłą salą z podłogą do tańca, na której uwielbiałam leżeć, a potem tańczyć – sama i z innymi”.
Inicjatywa
Jak wyglądała codzienność CwR? Chlewińska: „Wspólne improwizacje, rozkładanie podłogi, sprzątanie i remonty, dziesiątki spotkań. Próby do spektakli, pokazy w procesie, przygotowania spektaklu przed wyjazdem do Japonii, próby do premiery instalacji dla niemowląt, rozwijanie formuły warsztatowej czy projekt z wykorzystaniem obiektów sensorycznych – dla rodzin z dziećmi, które dzielnie jeździły windą w tę i z powrotem”. Często zdarzało się, że podczas gdy jedne członkinie prowadziły warsztaty, inne w tym samym czasie pracowały nad własnym spektaklem. Co roku odbywał się kurs „Choreografia w Centrum”, koordynowany i prowadzony przez pomysłodawczynię, Marię Stokłosę (pozostała część kadry pedagogicznej od szóstej edycji ulegała roszadom). W grudniu zawsze odbywał się koleżeński „śledzik”, nieraz obchodzono inne święta, w tym dziesiąte urodziny kolektywu.

Angelika Mizińska, która dołączyła do kolektywu później, opowiada: „W tkanki Centrum w Ruchu wplotła mnie Weronika Pelczyńska; nasza relacja organicznie zaprowadziła mnie do Wawra. Początkowo potrzebowałam przede wszystkim przestrzeni do własnej praktyki. Zostałam przyjęta z otwartością, choć nie miałam pewności, czy jest to oczywiste miejsce dla mojej, niewyłącznie choreograficznej ścieżki”. Nowi członkowie CwR byli zachęcani do podejmowania inicjatyw: mogli prowadzić zajęcia lub dzielić się elementami procesu z publicznością.
Mizińska: „Panowała tam żywa, momentami wymagająca struktura współodpowiedzialności – oparta na dialogu, różnicy i ciągłym negocjowaniu ról. Sytuacja Centrum była niepewna, zarówno w momencie, w którym dołączyłam, jak i później”. Mimo częstych kłopotów z finansowaniem i niepewności infrastrukturalnej (odnawiana co rok umowa najmu lokalu) na Facebook kolektywu regularnie wrzucane były informacje dotyczące poszczególnych działań członkiń w całym kraju: premiera spektaklu w choreografii Karoliny Kraczkowskiej w Krakowie, wernisaż wystawy w Trafostacji Sztuki w Szczecinie z pracą video_VR i performansem Izy Szostak, premiera filmu, do którego choreografię przygotowała Daniela Komędera, publikacja „Ruchomych Tekstów”, gazety choreograficznej popularyzującej teksty pisane przez osoby praktykujące taniec, powstałej z inicjatywy Aleks Borys.
Przełom?
Ramona Nagabczyńska mówiła w 2019 roku: „Przez pierwsze dwa lata nie wiedziano za bardzo, co z nami zrobić, i właściwie postrzegano nas jako zespół taneczny”. Niektórzy dziwili się, że członkowie CwR nie są zainteresowani zrobieniem wspólnego spektaklu. Z czasem kolektyw zaczął wchodzić we współprace z innymi instytucjami. W 2017 roku nastąpił przełom wzmacniający widzialność: Centrum w Ruchu zostało zaproszone – jako twór składający się z artystów o różnych zainteresowaniach – do udziału w wystawie Lepsza ja w warszawskiej Zachęcie. W lipcu 2018 roku Izabela Chlewińska, Karolina Kraczkowska, Agnieszka Kryst, Ola Osowicz, Weronika Pelczyńska, Renata Piotrowska-Auffret, Magdalena Ptasznik, Iza Szostak i Karol Tymiński zaprezentowali przed publicznością „rytuał ciała” nazwany Celebracją. Ubrani w eleganckie, taftowe suknie i adidasy krążyli po Zachęcie, pobliskim biurowcu i Placu Małachowskiego, zapraszając publiczność nie tylko do oglądania, ale i współuczestnictwa.

Od momentu powstania kolektywowi zależało na bliskim kontakcie z widzem, budowaniu pomostów między różnymi estetykami oraz – wspólnej zabawie. Fragmenty wybranych działań można wciąż zobaczyć na stronach internetowych Zachęty oraz CwR. Widzę w nich rodzaj frywolności i lekkości, za którymi idzie zaproszenie do bycia chwilową częścią nie tyle eventu, ile samego kolektywu. Do wyjścia z przyzwyczajeń i szukania własnych sposobów odbiorczych.
Od momentu powstania kolektywowi zależało na bliskim kontakcie z widzem, budowaniu pomostów między różnymi estetykami oraz – wspólnej zabawie.
Dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej powstał eksperymentalny film Ciała z wody, w którym wystąpiły Maria Stokłosa, Izabela Chlewińska, Ola Osowicz i Iza Szostak. Główną rolę odgrywa w nim ciało – performerki są nagie, dryfują z prądem rzeki. W jednej chwili stapiają się z wodą, w innej z piaskiem, są blisko natury, koegzystują z nią. Uważność na ekosystemy, w których się poruszamy, od zawsze stanowiła dla tych artystek wartość. W centrum swych prac umieszczały relacje z obiektami, roślinami, a nawet zwierzętami, tworząc – jak Osowicz – performanse międzygatunkowe. „Centrum w Ruchu było dla mnie laboratorium wspólnotowości, w którym praktyki artystyczne splatały się z codzienną troską o relacje i strukturę – mówi Iza Szostak. – Było przestrzenią testowania modeli współpracy, które przekraczały czysto myślenie produkcyjne”.
Zamknięcie?
Pod koniec 2024 roku powstała petycja w sprawie pozostania CwR w przestrzeni na Żegańskiej. Sytuacja zrobiła się dramatyczna dość nieoczekiwanie, gdy chwilę przed wygaśnięciem umowy Burmistrz Dzielnicy Wawer odmówił jej przedłużenia. Presja społeczna i upór członkiń kolektywu doprowadziły do kompromisu: Centrum w Ruchu otrzymało możliwość kontynuacji działań przez kolejny rok. Działo się to w momencie, kiedy Fundacja dostała od warszawskiego Biura Kultury trzyletni grant na działalność edukacyjną i produkcyjną (2023–2025). Dzięki temu kilka razy w tygodniu w Wawrze odbywały się regularne warsztaty, w których mogły uczestniczyć różne grupy odbiorcze. W 2024 roku powstał improwizowany spektakl Kompozycja teraźniejszości w choreografii Stokłosy, w 2025 odbył się m.in. finał pokazów IX edycji kursu „Choreografia w Centrum”, zainicjowano również dwa nowe (pewnie ostatnie w takiej formule): „Choreografia w Centrum – Praktyka” i „Choreografia w Centrum – Proces”. Finałowe pokazy zorganizowano w Pawilonie tańca i innych sztuk performatywnych tydzień po niedawnym styczniowym weekendzie jego otwarcia.
17 listopada 2025 roku pojawił się post na Facebooku: „Z końcem grudnia opuszczamy przestrzeń przy Żegańskiej. Tym samym wkrótce Centrum w Ruchu, jako oddolny kolektyw, zakończy swoją działalność. Dziękujemy wszystkim osobom, które przez lata współtworzyły to miejsce: swoją energią, wsparciem i wiarą w sens nowych praktyk choreograficznych” (siedemdziesiąt dziewięć reakcji, dwadzieścia dwa komentarze, dziewięć udostępnień). Reżyser Wojtek Ziemilski na swoim profilu napisał: „Miejsce, które współtworzyłem, dla mnie bardzo ważne, kawałek utopii. Centrum w Ruchu pozwalało wierzyć, że zmiana myślenia o sztukach performatywnych jest możliwa”. Temat wiary w ruchy oddolne porusza również Nagabczyńska, mówiąc o inwestowaniu pracy, pieniędzy i czasu w kreowanie lepszej rzeczywistości, co – z jednej strony – daje poczucie sprawczości, z drugiej zaś wiąże się z rezygnacją z oczekiwań wobec efektów działań: „To bywa trochę smutne, ale sprowadza na ziemię, pokazując, jak naprawdę jest”.
Nieprzedłużanie umowy Centrum w Ruchu to niestety kolejna lekcja na temat nieumiejętności prowadzenia polityki kulturalnej urzędów, połączonej z brakiem odpowiedzi na potrzeby osób artystycznych, ale też mieszkanek i mieszkańców. Jak celnie zauważa Ziemilski, jest to problem powszechny: „Nie ma jak długofalowo robić tańca czy teatru poza publicznymi instytucjami. […] Jeśli chcemy ciekawego krajobrazu sztuk scenicznych, radykalnie musi wzrosnąć wsparcie dla inicjatyw niezależnych”.
Przejście
Poziom kulturotwórczy Centrum w Ruchu jest nie do przecenienia. Świadczą o tym liczne nagrody, nie tylko indywidualne. W listopadzie 2024 roku CwR otrzymało Doroczną Nagrodę Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w kategorii „Taniec” za „rolę w rozwoju niezależnej choreografii i promowanie młodych twórców”. Piotrowska-Auffret: „Mam nadzieję, że społeczność, którą Centrum w Ruchu przez lata gromadziło, będzie istnieć i się rozwijać. Chciałabym, żeby sojusznictwo, które udało się tam wytworzyć, rosło w siłę”.
Maria Stokłosa: – Dla mnie to jest zdecydowanie koniec utopijnej koncepcji kolektywnego działania i przede wszystkim pożegnanie miejsca. Z poczuciem, że fundacja dalej będzie działać na własną rękę.
Przyszłość tej inicjatywy realizowana będzie od tego roku we współpracy z warszawskimi instytucjami. Kolektyw zostanie rozwiązany, a Fundacja Burdąg przejmie jego nazwę. Stokłosa wraz grupą współpracowniczek zamierzają pracować z zewnętrznymi podmiotami w celu dalszego współtworzenia nowych praktyk choreograficznych, łączenia pracy artystycznej z edukacyjną, kształtowania widowni i całego ekosystemu sztuk performatywnych. Na które wciąż nie ma wiele miejsca. „Dla mnie to jest zdecydowanie koniec utopijnej koncepcji kolektywnego działania i przede wszystkim pożegnanie miejsca – mówi Stokłosa. – Z poczuciem, że fundacja dalej będzie działać na własną rękę”.
„Zastanawiam się nad tym, jak podsumować miejsce, w którym przez ponad dziesięć lat, siedem dni w tygodniu odbywała się jakaś forma tańca” – pisze Stokłosa w okolicznościowym tekście w „Didaskaliach”. Nagabczyńska w rozmowie ze mną przyznaje: „Będzie mi brakowało grupy. Raz byliśmy bardzo ciasno, kiedy indziej bardzo luźno. Poczucie bycia częścią czegoś większego było dla mnie ważne. Będzie mi brakowało także sali w Wawrze”. To zamknięcie pewnego etapu, które otwiera szansę na coś nowego. Nadzieję na wybrzmienie w innych warunkach, przesunięcie centrum. Jak napisał sam kolektyw: „To nie finał, lecz przejście”.