Antracytowa wieś
Scenariusz Wyspy jest związany z osobistą historią reżyserki: wieś Pachomowo na Białorusi, z której pochodzi jej rodzina, została w latach sześćdziesiątych XX wieku zalana, a mieszkańcy wysiedleni z powodu budowy zapory i zbiornika systemu wodnego Wilejka-Mińsk. Jest to zatem historia odpominania, szukania własnych korzeni, powrotu do wyobrażonej przeszłości.
Na małej scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Domu Machin (dawna Miniatura) absolwenci in spe Wydziału Reżyserii i Dramaturgii krakowskiej AST zrealizowali Wyspę. Reżyserka i autorka tekstu, Eugenia Balakireva, była laureatką Nagrody Teatru Słowackiego na Forum Młodej Reżyserii w 2024 roku. Jako dramaturg towarzyszył jej kolega z roku, Krzysztof Zygucki (dramaturg ostatniej premiery Narodowego Starego Teatru, Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy – epilog).
Scenariusz Wyspy był inspirowany autentycznymi wydarzeniami, związanymi z osobistą historią reżyserki: wieś Pachomowo na Białorusi, z której pochodzi jej rodzina, została w latach sześćdziesiątych XX wieku zalana, a mieszkańcy wysiedleni z powodu budowy zapory i zbiornika systemu wodnego Wilejka-Mińsk. Jest to zatem historia odpominania, szukania własnych korzeni, powrotu do wyobrażonej przeszłości – świata, który zniknął – mitycznej, zatopionej wyspy. Teatralna opowieść nosi znamiona legendy, dawnej klechdy, może nawet baśni aspirującej do paraboli o ludzkim losie. Twórcy unikają bowiem nie tylko rekonstrukcji tych wydarzeń, ale też wiejskiego realizmu, który ostatnio często gości na scenach. Ich wieś jest jakby wypreparowana z rzeczywistości, zawieszona w bezczasie, bez narodowości, bez folkloru, bez stylizacji. Lekko muśnięta „wiejskością” i niedosłowna. Pokazuje to już scenografia – antracytowy żwir, czarne ascetyczne wnętrze izby, schody na nibyganek, czarne łóżko z czarną pościelą. Tylko pług stojący w rogu i użyty w jednej scenie oraz parę rekwizytów sytuują jakoś to miejsce. Dominuje tu monochromatyczność – szare lub czarne lniane proste kostiumy, które w kilku znaczących scenach zyskują jakiś kolorowy element czy wzór (scenografia i kostiumy Jerzego Basiury).
Jest to spójne z konceptem, którego nie ujawnię, bo scenariusz zasadza się na plot-twiście wyjaśnionym w finale spektaklu. Tu zarazem odsłania się pewien problem z tym przedstawieniem – jest ono bardzo literackie, trochę jak opowiadania Wiesława Myśliwskiego czy Tadeusza Nowaka – do poczytania raczej niż do grania na scenie. Narracyjność historii widać nie tylko w relacjonujących sytuacje monologach postaci, ale i w ich głosach z offu, które „odkrywają ich myśli” – jak konstruktów literackich. A w takim „gadaniu” ciężko uchwycić to, na czym twórcom zależało – poezję, metafizykę, tajemnicę, wielkie serio. Uchwycić i nie sprowadzić do banału, jakiegoś truizmu, który w lekturze może byłby do przełknięcia, ale na scenie szeleści papierem.
Aktorzy nie próbują ożywiać postaci, bo w założeniu mają one być trochę nierzeczywiste. A więc jest trzypokoleniowa rodzina i obcy. Krzysztof Zarzecki gra etnografa, który poszukując ludowych pieśni i obyczajów do swej pracy naukowej, trafia do zapomnianej, wyludnionej wsi. Zostaje przyjęty i ugoszczony w domu rządzonym przez kobiety: Babkę (majestatyczna Bożena Adamek) i Matkę (Marta Konarska). Jedynym mężczyzną w domu jest dorosły już syn i wnuk, Igor, grany przez Karola Kubasiewicza. Poznajemy także jego ukochaną, Marię (Wanda Skorny). Nad rodziną wisi perspektywa zalania i tak już na wpół obumarłej i opustoszałej wsi oraz pytanie: kiedy będą musieli stąd wyjechać. Nie są chętni na kolejne przepytywania, bo mają już dość dziennikarzy, szczególnie łasych na łzy i ckliwe historie. Nie będą śpiewać Damianowi pieśni ani prezentować obyczajów na potrzeby jego książki. Przybyszowi udaje się stopniowo zaskarbić sobie zaufanie rodziny, zachęcić młodych do życia w mieście, zadomowić się, ale wymaga to też od niego uporania się z własną przeszłością. Istotne są tu kwestie korzeni, relacji rodzinnych – pytania, skąd jesteśmy i jak to nas kształtuje. Czy da się wyrzec przeszłości, zerwać więzy, zacząć od nowa, czy tkwimy jednak nieustannie w objęciach naszych przodków?

Reżyserka w zapowiedziach spektaklu mówiła o własnej bezdomności, szukaniu swojego miejsca, poczuciu bycia eksmitowaną: „Moja matka jest pewna, że ta pokoleniowa tułaczka, łącząca ją, moją babcię, ciocię i mnie (mieszkamy w różnych krajach i nie mamy swoich prywatnych domów), wynika z doświadczonej przez moją babcię traumy, którą zadała jej ta historia”. Na ile naszą tożsamość fundują rodzinne traumy?
Twórcy zadają ważne pytania, na które chcą odpowiedzieć bez ironii, bez wyśmiewania czy krytykowania. W tej ascetycznej prostej historii starają się też unikać sentymentalizmu i łatwych wzruszeń. Traktują temat z powagą, która zaskakuje i wymaga przestawienia odbiorczych przyzwyczajeń. Stawką są tu dom, własne miejsce, poczucie bezpieczeństwa – które mogą zostać nieoczekiwanie odebrane. To osobisty głos wyrastający z doświadczenia reżyserki. Albo podążymy za tą opowieścią i dotknie ona naszych własnych spraw, albo zostaniemy z boku – chłodni i zdystansowani.
Warto przyglądać się, co młodzi mają do powiedzenia w teatrze. Tegoroczni absolwenci krakowskiej AST byli laureatami Forum Młodej Reżyserii i już dali się poznać widzom: Eugenia Balakireva zrealizowała w Narodowym Starym Teatrze czytanie Morza Kristiny – mocnego politycznego tekstu Siergieja Girita o białoruskich opozycjonistach, w Bydgoszczy wyreżyserowała Medeę według własnego tekstu; Krzysztof Zygucki pracował w TR Warszawa (TRZASK PRASK Mateusza Górniaka), Teatrze Śląskim w Katowicach (Chłopacy Balakirevej) i w NST; Klaudia Gębska zrealizowała pieśni piekarzy polskich i za chwilę ma premierę adaptacji Rebekki Solnit w Teatrze Narodowym w Warszawie; Julia Nowak pracowała z Jakubem Skrzywankiem przy Proteście kieleckim. Do kogo należą Kielce? i przygotowuje debiut w TR Warszawa; Weronika Zajkowska zrealizowała Żeromski: backstage, aostatnio Draculę w Teatrze Polskim we Wrocławiu; Barbara Bendyk ma na koncie Wyrwę w Łaźni Nowej, Czas na wielki numer w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi, a obecnie pracuje nad Atlasem ptaków Aleksandry Zielińskiej we Wrocławskim Teatrze Współczesnym – młodzi twórcy i twórczynie asystują, realizują swoje projekty i często pracują razem. To nazwiska osób z jednego roku reżyserii i dramaturgii. Nagrody i wyróżnienia na Forum otwierają im drzwi do teatrów i dają szansę na ciekawe debiuty. Nowe siły wkraczają na sceny i warto im się przyglądać, bo mogą zaproponować coś całkiem nieoczekiwanego.