Piekło samotności

Piekło samotności
Opętana, reż. Beniamin Bukowski / fot. Natalia Kabanow / Teatr Polski w Bydgoszczy
Niezależnie od tego, czy tytułowe opętanie uzna się za kategorię medyczną, teologiczną, czy poetycką metaforę, pozostaje jedynie tłem dla historii o samotności i zakłamaniu.

Ostatnie słowo należy do Szatana. Staruszka Ewa leży na łóżku. Upadły anioł nachyla się nisko i delikatnie przykrywa ją wielkimi, czarnymi skrzydłami. Kiedy kobieta cicho pyta, czy wie, że jest teraz samotna, zły duch odpowiada kojącym głosem: „wiem”. To finałowy obraz. Opętana kończy się, gdy trudy opieki nad Ewą (Małgorzata Trofimiuk) zaczynają przerastać nie tylko doglądającą ją na co dzień sąsiadkę Jolę (Emilia Piech), ale też jej córkę Adę (Dagmara Mrowiec-Matuszak) i wnuka Dominika (Karol Franek Nowiński) – choć ci mieszkają w innych miastach. To, czy Szatan (Adam Graczyk), w którego towarzystwie schorowana kobieta znajduje ukojenie, istnieje, nie jest najważniejsze. Niezależnie od tego, czy tytułowe określenie uzna się za kategorię medyczną, teologiczną, czy poetycką metaforę, pozostaje jedynie tłem dla historii o samotności i zakłamaniu.

Kiedy czytałem Opętaną, zastanawiało mnie, jaki ton Beniamin M. Bukowski nada swojej opowieści jako reżyser. Na jednym z etapów Dramatopisania (wymyślonego przez Jacka Kopcińskiego, a organizowanego przez Instytut Teatralny programu stypendialnego, w ramach którego powstał tekst) zapowiadał „klasycznie rozumiany dramat psychologiczny z nutą nierealności”. Podczas lektury wyobrażałem sobie jednak, że między postaciami rozgrywa się coś na kształt gry. W zachowaniu Ewy widziałem przede wszystkim manipulację, a notoryczne kłamstwa córki i wnuka były tak daleko posunięte, że zacząłem w nich dostrzegać przejawy okrutnego poczucia humoru. Bukowski pozostał jednak wierny własnym deklaracjom i swoje pierwsze przedstawienie jako dyrektor Teatru Polskiego w Bydgoszczy przygotował na serio. Kłamstwo jest tu rodzinną skazą, przenosi się z pokolenia na pokolenie. Jak stwierdza Ada w czasie kłótni z matką: „Bo mamy w sobie chorobę. Widzę ją w tobie i widzę, że jest dziedziczna. Widzę ją w moim synu”.

Sześcioro aktorów właściwie nie schodzi z podzielonej na trzy części sceny. Centrum stanowi pokoik Ewy z nocnym stoliczkiem i szpitalnym łóżkiem, nad którym na białej ścianie zawieszono duży, prosty krzyż. Strona prawa to już inne miasto i mieszkanie Ady, gdzie najważniejszy element ukryto w jednej z pokrytych pomarańczowo-czarnym wzorkiem ścian – to wypełniona po brzegi szafka z lekami. Z lewej strony widzimy coś na kształt poczekalni. Do szarego, surowego tynku przymocowano żółte ławeczki, wisi tu także aparat telefoniczny. Jeszcze dalej po lewej, już właściwie poza sceną, ustawiono kolejny stoliczek, przy którym Jola będzie odmawiać różaniec. Także z tego miejsca pierwszy raz głos zabierze Szatan.

Aktorki są młodsze niż postaci w dramacie, co nie jest bez znaczenia. Zbereźne historyjki Ewy (w dramacie blisko dziewięćdziesięciolatki) w ustach Małgorzaty Trofimiuk zyskują coś pieprznego. Unieruchomiona w łóżku aktorka nie waha się przed stworzeniem postaci nieprzyjemnej, wręcz odpychającej. Gdy atakuje córkę, w jej słowach słychać gorycz i złość: „Nie będę słuchać. Bo to ja muszę tu leżeć, dzień w dzień, od roku, muszę srać pod siebie, więc przynajmniej nie zamierzam słuchać. To jest ostatnia formuła mojej wolności: nie słuchać. Czy wam się to podoba, czy nie, nie będę słuchać. Będę leżeć, srać i nie słuchać”. Jako że na wybuchy wobec córki może sobie pozwolić jedynie przez telefon, większość frustracji wyładowuje na Joli.

W centrum zdjęcia widać czworo ludzi, którzy prowadzą kobietę z zamkniętymi oczami.
Opętana, reż. Beniamin Bukowski / fot. Natalia Kabanow / Teatr Polski w Bydgoszczy

Emocje Emilii Piech jako sąsiadki-opiekunki (w dramacie wyobrażonej jako niewiele młodsza od swojej podopiecznej) są bardzo intensywne – od samego początku widać jej zniecierpliwienie, a każde powtórzone przez Ewę „nienawidzę cię” dotyka ją do żywego. To ona wysnuwa przypuszczenie, że w starszą kobietę wstąpił zły duch. Nie robi to wrażenia na zdystansowanej, chwilami wręcz obojętnej Adzie, która wszystko tłumaczy trudnym charakterem matki. Ucieczką dla granej przez Dagmarę Mrowiec-Matuszak postaci są leki, którymi próbuje zagłuszyć sumienie. Bo Ada na różne sposoby okłamuje opiekunkę, byleby tylko nie musieć osobiście zaangażować się w opiekę nad matką.

Podobne wyrzuty sumienia prześladują Dominika, który oszukuje nie tylko babcię i matkę, zapowiadając swoje odwiedziny, ale zwłaszcza samego siebie. Karol Franek Nowiński rozbudowuje tę postać. W dramacie znajdziemy ślad terapii Dominika, jednak dopiero w przedstawieniu staje się to istotnym wątkiem. Jego zwierzenia słychać jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu w foyer, a na scenie terapeutka (Katarzyna Pawłowska) uważnie wsłuchuje się w opowieść młodego mężczyzny. To zarazem ona podaje w wątpliwość status całej scenicznej rzeczywistości. Psycholożka wyraża żal, że leczenie Dominika nigdy nie miało miejsca, że nie udało się go wyrwać z tego kręgu kłamstw. Ale w takim razie może jego jedyne spotkanie z babcią, podczas którego przeraził się jej stanem, także się nie wydarzyło? Może telefoniczne rozmowy z Jolą to wymysł Ady powstały w wyniku przedawkowania leków? Może przebrany za księdza Szatan, którego widzi tylko Ewa, był jednak urojeniem? Może wcale nie zajadali się wspólnie wyrwanymi z Biblii stronami?

„Starość się Panu Bogu nie udała” – tak, choć był bardzo wesoły, zwykł powtarzać mój dziadek. Opętana to nie fantazja w rodzaju Domu niespokojnej starości Michała Buszewicza czy Trąbki do słuchania Weroniki Szczawińskiej. Tutaj starość jest wyzwaniem, któremu nie da się sprostać w pojedynkę. Jeśli Sartre uważał, że piekło to inni, to Beniamin M. Bukowski mówi: piekło to ja w samotności.

Teatr Polski im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy, Opętana Beniamina M. Bukowskiego, reżyseria autora, scenografia Jerzy Basiura, kostiumy Julia Ulman, ruch sceniczny Tobiasz Sebastian Berg, premiera 12 września 2025.

Jan Karow

Krytyk teatralny, kulturoznawca. Pracuje w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Był członkiem Komisji Artystycznej 26. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.